opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

Wywiad z Arturem Rucińskim

O przyszłym debiucie w MET, śpiewie który jest pasją, rodzinie która jest najważniejsza, codziennej pracy, śpiewaczych idolach i ulubionym repertuarze, pracy z reżyserami i przyszłości opery, o tym wszystkim i wielu innych sprawach opowiada Artur Ruciński w wywiadzie przeprowadzonym dla opera.info.pl przez Beatę i Michała Olszewskich.

Pan Artur Ruciński, który przebywa obecnie w Bilbao, gdzie przygotowuje się do roli Giorgia Germonta w Traviacie, przesłał pozdrowienia dla słuchaczy opera.info.pl Można ich wysłuchać po kliknięciu strzałki na odtwarzaczu. Dziękujemy Panie Arturze !

 

Foto: Karol Zapała - opublikowane za zgodą Artura Rucińskiego
Foto: Karol Zapała
Aby powiększyć, kliknij zdjęcie...

Debiut w MET

Panie Arturze, przede wszystkim składamy Panu serdeczne gratulacje! Podpisał Pan właśnie kontrakt z Metropolitan Opera w Nowym Jorku, gdzie we wrześniu 2014 roku zadebiutuje Pan w roli Walentego w Fauście Gounod'a. Jeden z Użytkowników opera.info.pl skomentował tę informację tak: „Hurrrrrrrra!!!!! Nareszcie się MET poznał na naszym wspaniałym barytonie !!!!! Dalej trzymam za niego kciuki !!!!! No, to go teraz pozna świat !!!!! Jestem szczęśliwy !!!!!” Spodziewałby się Pan aż tak spontanicznej radości z Pana sukcesu?

ARTUR RUCIŃSKI: Bardzo dziękuję za gratulacje i bardzo się cieszę, że taka spontaniczna wypowiedź jednego z użytkowników pojawiła się na stronie serwisu opera.info.pl Takie żywiołowe reakcje są dla mnie zawsze niezwykle miłe, ponieważ aprobata i uwielbienie od publiczności, są czymś co dodaje mi skrzydeł i jest radością czytać, że ktoś z fanów cieszy się – tak naprawdę – moim szczęściem. Od czasów studenckich bowiem, marzyłem oczywiście aby wystąpić w Metropolitan, i to marzenie, już we wrześniu 2014 roku się spełni.

Jak właściwie „zdobywa się” się kontrakty z MET? To bodaj najbardziej teraz prestiżowa scena operowa świata, a chętnych żeby tam wystąpić, jest jak podejrzewamy tylu, ile śpiewaczek i śpiewaków na świecie. Przecież trudno uwierzyć, że MET wysyła „zamaskowanych umyślnych” do wszystkich teatrów, aby wypatrzeć tego jednego, jedynego któremu chce się potem powierzyć jedną z kluczowych ról w „Fauście”. Czy może Pan opowiedzieć, jak to było w Pańskim przypadku?

W La Boheme - opublikowane dzięki uprzejmości Artura Rucińskiego
Artur Ruciński w La Boheme
Aby powiększyć, kliknij zdjęcie...

ARTUR RUCIŃSKI: Generalnie rzecz biorąc, to nie wiem, jak „zdobywa się” owe kontrakty, ale w moim przypadku było to tak, że przez te trzy i pół roku mojej obecności na scenach operowych Europy, po tych wszystkich moich - w cudzysłowie – sukcesach, usłyszano o mnie i wiem od mojego managera Gianluca Machedy z agencji IMG, że od jakiegoś czasu Metropolitan nosiła się z zamiarem żeby coś mi zaproponować. Ale myślę, że takim przełomowym momentem, był mój debiut w Los Angeles w Cyganerii Pucciniego, gdzie śpiewałem Marcella. Po tych spektaklach, przede wszystkim po premierze, zebrałem bardzo dobre recenzje i wiem, także od mojego managera, że ktoś z MET był na jednym z przedstawień. Po tym sukcesie w Los Angeles, zaproponowano mi przesłuchanie w Nowym Jorku dla potwierdzenia, że zasługuję na to żeby śpiewać w Metropolitan.

Muszę szczerze powiedzieć, że podróż z Los Angeles do Nowego Jorku jest bardzo długa. Leci się ponad sześć godzin samolotem i ta podróż sprawiła, że po przybyciu na miejsce nie czułem się zbyt dobrze na zdrowiu. Przyplątało mi się jakieś przeziębienie, wirus, prawdopodobnie „przekazany” mi przez współpasażera, który przez sześć godzin, po prostu kaszlał. To wszystko sprawiło, że następnego dnia przed przesłuchaniem czułem, że nie jestem w najlepszej formie. Ale mimo tego, postanowiłem, że zaryzykuję, i wykonałem na przesłuchaniu arie, o które zostałem poproszony. Osobiście, nie byłem zbyt zadowolony z efektu, bo czułem że nie jestem w stanie zaśpiewać na 100% moich możliwości. Finalnie, nie było to jednak aż tak złe jak sądziłem, bo po paru tygodniach kontrakt z MET jednak przyszedł, z czego ja i mój manager bardzo się ucieszyliśmy. Prawdę mówiąc, ja ucieszyłem się najbardziej… :)

Foto: Karol Zapała - opublikowane za zgodą Artura Rucińskiego
Foto: Karol Zapała
Aby powiększyć, kliknij zdjęcie...

Śpiew to pasja, ale najważniejsza jest rodzina

W jednym z wywiadów powiedział Pan kiedyś „Śpiew to moja pasja, to moje życie…”. W naszym serwisie zaproponowaliśmy Czytelnikom nowy temat na forum zatytułowany „Fascynacja operą, jak to się u mnie zaczęło…”. Co by Pan tam wpisał? Kiedy zdał sobie Pan sprawę, że śpiewanie będzie Pana sposobem na zawodowe życie?

ARTUR RUCIŃSKIi: Śpiew operowy stał się moją pasją w momencie kiedy już na serio zająłem się śpiewaniem, czyli na studiach. Wcześniej, w klasie maturalnej stwierdziłem, grając jeszcze na oboju, że nie jest to instrument, z którym mógłby wiązać swoją przyszłość artystyczną. Postanowiłem, że zdam egzaminy na Wydział Wokalny, ale muzyki rozrywkowej, jazzowej w Szkole Muzycznej na ulicy Bednarskiej w Warszawie. Tam osoba przesłuchująca mnie zasugerowała, że powinienem ze swoim głosem, który z natury jest dosyć silny, skierować swoją uwagę na operę. Zdałem więc egzaminy do klasy pana Jerzego Knetiga, polskiego tenora. Po roku nauki u Jerzego Knetiga, po drodze zdobywając nagrody, które też z pewnością były takim czynnikiem mobilizującym i inspirującym, postanowiłem, że będę starał się dostać na Akademię Muzyczną. Po pomyślnym zdaniu egzaminów, kształciłem się nadal pod kierunkiem Jerzego Knetiga, który wiele mnie nauczył. Wkrótce poznałem też bułgarskiego tenora Kaudi Kaudowa, który niewątpliwie wzbogacił mój warsztat wokalny i moją technikę.

I tak pracując z wieloma pedagogami, obserwując ich i słuchając wzbogacałem swoje umiejętności i wtedy na studiach zrozumiałem, że śpiew jest tym co kocham, co uwielbiam robić. Połączenie w operze tych wszystkich sztuk, jakimi są: gra aktorska, ruch, często taniec, oprócz oczywiście śpiewania, sprawia, że ja po prostu czuję się w tym fantastycznie. Opera stała się moją pasją. Już pierwsze oznaki uznania ze strony publiczności, dodały mi oczywiście skrzydeł i energii do dalszej pracy.

Ostatnie lata Pańskiej kariery to wyraźny zwrot w kierunku scen zagranicznych, choć Pan akurat należy do tych śpiewaków, którzy pamiętają o swoich wielbicielach w Polsce i zawsze w kalendarzu ma Pan zaplanowane występy na rodzimych scenach. Jednak Pańskie życie, to przynajmniej ostatnio, nieustanne wojaże. Wiemy, że jest Pan człowiekiem bardzo rodzinnym, toteż ten styl życia musi być niezwykle wyczerpujący?

"Pasażerka" z festiwalu w Bregenz w Austrii - opublikowane dzięki uprzejmości Arura Rucińskiego
"Pasażerka" z festiwalu w Bregenz w Austrii

ARTUR RUCIŃSKI: Rzeczywiście w ostatnich latach moja kariera nabrała olbrzymiego tempa. W sumie po trzech i pół roku mojej obecności na scenach operowych Europy zostałem zaproszony do MET w Nowym Jorku. Jest to dla mnie wielki sukces, bo niewielu polskich śpiewaków, zwłaszcza w historii Polskiej Opery dostąpiło tego zaszczytu, żeby po tak krótkim czasie zostać zaproszonym do Metropolitan. Bardzo się z tego cieszę i jest to powód mojej niezwykłej dumy. Dzięki temu, oczywiście że moja kariera nabrała rozmachu, mam możliwość śpiewania coraz to nowszych i piękniejszych ról, mogę się również lepiej rozwijać jako śpiewak. Jednak niewątpliwie, z powodu częstych podróży cierpi moja rodzina.

Mam to szczęście, że moja żona Aleksandra, która jest wokalistką jazzową, śpiewającą również muzykę popularną i będącą zarazem nauczycielem śpiewu ludzi młodych i starszych w różnych ośrodkach kultury i muzyki, pracuje także z aktorami w wielu teatrach, ma możliwość „sterowania” czasem swojej pracy, niewątpliwie poświęca trochę swoją pracę zawodową na rzecz tego, byśmy mogli być razem. Zwłaszcza teraz, gdy od roku mamy syna Stanisława, który jest naszym oczkiem w głowie i z którego jesteśmy bardzo dumni. Staramy się więc podróżować po świecie razem. Oczywiście, nie zawsze się to udaje i nie zawsze jest tak, że od początku do końca na „moim kontrakcie” jesteśmy razem, bo jak wspomniałem Ola ma swoja pracę i też realizuje swoje pasje, co cieszy mnie ogromnie i co bardzo szanuję, jednak staramy się, żeby te rozłąki nie były długie. Czasem jest to tydzień, dwa, czasem trzy – ale to jest już taki maksymalnie długi okres, po którym rozłąka staje się nieznośna i nie mogę już pracować dobrze, bo tęsknię do żony i syna. Staramy się więc, podróżować razem, a jeśli to nie jest możliwe, żona z synem przyjeżdżają do mnie na kilka dni, po kilka razy w trakcie trwania każdego kontraktu. Uważamy, że dla naszego syna, który podróżuje z nami, mimo że jest jeszcze bardzo maleńkim dzieckiem, te wyprawy są korzystne. Widzimy, że dzięki tym wojażom, dzięki temu, że w trakcie nich Stanisław poznaje wielu nowych ludzi, że ma kontakt z dziećmi naszych znajomych, wspaniale się rozwija.

Cóż zresztą można tu jeszcze powiedzieć? Ja nie wyobrażam sobie podróżowania bez rodziny, bo tak naprawdę rodzina jest dla mnie tą siłą, która mnie napędza do dalszej pracy. I mimo tego, że śpiew operowy jest pasją, to rodzina będzie zawsze dla mnie na pierwszym miejscu. A mam i to szczęście, że zawsze mogę liczyć na wsparcie moich rodziców, teściów, mojej siostry i jej córki oraz na wsparcie moich przyjaciół.

Trening, nie tylko wokalny

Pański starszy kolega „po fachu”, Piotr Beczała, w ślad którego – w sensie kariery międzynarodowej Pan podąża – często podkreśla, że cały czas, bez ustanku kształci swój głos. Pomaga mu w tym zresztą , ten sam od lat, wybitny specjalista. Czy postępuje Pan podobnie, a jeśli tak, to w jaki sposób godzi Pan liczne podróże zagraniczne z wymogami i ograniczeniami jakie narzuca konieczność znalezienia dodatkowego czasu na „wokalny trening”?

Recital w Londynie - opublikowane dzięki uprzejmości Artura Rucińskiego
Artur Ruciński - recital w Londynie
Aby powiększyć, kliknij zdjęcie...

ARTUR RUCIŃSKI: Mogę się podpisać pod wypowiedzią Piotra Beczały – ja także bez ustanku kształcę swój głos, i wydaje mi się że tak naprawdę do końca mojej kariery, mam nadzieję że długiej, będę to robił. Bo w istocie rzeczy nigdy nie można powiedzieć, że już się jest śpiewakiem który wszystko wie i który wszystko zrozumiał na temat techniki śpiewu i interpretacji ról. My jako osoby, nie tylko dojrzewamy i z czasem, mając większy bagaż doświadczeń, inaczej interpretujemy swoje role, ale również skupiając się nawet wyłącznie na technice śpiewu, trzeba brać pod uwagę, że głos ludzki stale zmienia się i rozwija. Ja jestem w takim momencie kiedy mój głos pozwala mi sięgać po coraz to nowe role, trochę bardziej dramatyczne. Rozpoczynając swoją karierę, jeszcze jako student, śpiewałem głównie partie liryczne. Teraz moje możliwości wokalne z biegiem czasu się powiększyły, a doświadczenie i lepsza świadomość posługiwania się własnym głosem, sprawiły że mogę sięgać po coraz to „cięższe” role. Taką moją nową rolą z repertuaru dramatycznego była rola Francesco w „Zbójcach” Verdiego w Neapolu – spektakl zresztą zostanie wydany na DVD przez telewizję RAI, tę samą która to przedstawienie prezentowała we Włoszech (na YouTube jest dostępny fragment tej inscenizacji - przyp. red.). Każda taka nowa rola sprawia, że mój głos się rozwija, że zyskuje więcej głębi i przestrzeni, a ja wykonując każdą partię, nawet taką, którą już wcześniej śpiewałem, staram się kontrolować, ulepszać i słuchać swojego głosu.

Nie korzystam już od kilku lat z pomocy żadnego pedagoga, ponieważ nie czuję takiej potrzeby. W tej chwili mój głos brzmi tak jakbym sobie tego życzył. Nigdy w życiu, odpukać, nie miałem problemów z głosem, na przykład z przeforsowania. Oczywiście, często zdarzają się jakieś niedyspozycje w tym sensie, że jest jakaś infekcja, przeziębienie, czy choroba, ale wtedy zawsze powtarzam że „nie sztuką jest śpiewać jak się jest zdrowym, sztuką jest wyjść na scenę i zaśpiewać tak, żeby nikt nie zauważył, że jest się chorym, właśnie w tym momencie, gdy jest się naprawdę chorym”. Ważne jest, to co powtarzam zawsze moim młodszym kolegom, by po spektaklu zaśpiewanym dobrze i dobrze wykonanym, bolały nas nogi, mięśnie brzucha, ewentualnie całe ciało jeśli jakaś produkcja była bardzo wymagająca fizycznie, ale nigdy …gardło. Bo to znaczy, że dobrze wykonaliśmy swoja pracę i że we właściwy sposób pracujemy instrumentem, którym jest głos ludzki. Ja osobiście, dbając o głos, po prostu codziennie wykonuję ćwiczenia, codziennie staram się śpiewać, a to wokalizy, a to repertuar który właśnie przygotowuję. W ten sposób zachowuję formę, podobnie jak to ma miejsce w przypadku sportowców, robiąc to regularnie, ćwiczę i trenuję swój głosu. Wtedy czuję się dobrze!

Czytaj więcej: Wywiad z Arturem Rucińskim

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)