opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Teksty - sylwetki

Teksty - omówienia

"Artyzm i rzemiosło" - fragment nowej książki Acusa, czyli Ewy Łętowskiej i Krzysztofa Pawłowskiego

Profesor Ewa Łętowska oraz filozof Krzysztof Pawłowski występujący pod literackim pseudonimem Acus, już niebawem opublikują nakładem wydawnictwa Wolters Kluwer nową książkę zatytułowaną "O operze i o prawie". Tytuł, który ukaże się w sprzedaży późną jesienią (według najnowszych doniesień książka powinna być dostępna w sprzedaży już 18 października tego roku ! - od redakcji), został opatrzony wstępem pióra Piotra Kamińskiego i posłowiem Wiktora Osiatyńskiego. Ilustracje dla "O operze i o prawie" przygotował bardzo popularny twórca internetowy - "Sztuczne fiołki". Dzięki uprzejmości autorów oraz wydawnictwa Wolters Kluwer możemy czytelnikom opera.info.pl zaprezentować rozdział nowej książki, zatytułowany "Artyzm i rzemiosło". Zapraszamy Państwa do lektury.

 

Artyzm i rzemiosło  

Spektakl operowy to dzieło wspólne. Składa się z wysiłku wielu ludzi: śpiewaków i tancerzy, muzyków, rzemieślników, rekwizytorni, garderobianej czy pracowników zaplecza sceny. Są wśród nich zarówno artyści, jak i rzemieślnicy. Są też zawody pośrednie: rzemiosło artystyczne.
Prawnicza codzienność i rutyna opiera się na rzemiośle. Rzemiośle, które powinno być rzemiosłem artystycznym, zbudowanym na solidnych podstawach wiedzy i pracy a nie na partackim wyrobnictwie.

 

Obraz Adolpha von Menzela w reinterpretacji "Sztucznych fiołków"
Obraz Adolpha von Menzela w reinterpretacji i za uprzejmą zgodą "Sztucznych fiołków"
kliknij obrazek, aby powiększyć...

Kto jest jeszcze rzemieślnikiem, a kto już artystą? Po dziele ich poznacie.
A skąd wiadomo, który prawnik to rzemieślnik, a który to artysta? Gdzie jego dzieło?

Znajomość rzemiosła, warsztatu (co jest ważniejsze, trudniejsze i szersze niż znajomość „przepisów”, do czego skłonni są redukować wiedzę o prawie laicy i kiepscy prawnicy) może u prawników osiągać poziom wirtuozerii. A jeżeli jeszcze wiedzy towarzyszy znajomość know-how jak zaaplikować do problemów świata, to co się wie, to wkraczamy w sferę kreatywności, a więc artyzmu. I nie chodzi tu bynajmniej o coś na kształt „kreatywnej księgowości” czy prawniczego wykręcania kota ogonem (to się nazywa po łacinie apices iuris), lecz o cenną, acz rzadką – wręcz ginącą – umiejętność, chroniącą prawo przed przedwczesną śmiercią i biurokratyczną bezdusznością za życia.

Inne zawody też tak mają, a raczej mogą mieć. Na przykład, profesja „podpowiadacza” w operze. Czy to artysta, czy rzemieślnik? Spór wokół tej kwestii rozpalał pięćdziesiąt lat temu emocje prawników, polityków i świata artystycznego. A i dziś bywa przypominany w annałach operowych i prawniczych, bo to była bardzo ciekawa sprawa, o uniwersalnym tle.

Skandal wybuchł w Wiedniu, w 1963 r., gdy Herbert von Karajan, światowej sławy dyrygent i ówczesny szef Wiedeńskiej Opery, postanowił zaangażować do przygotowywanej właśnie premiery Cyganerii Pucciniego – maestro suggeritore z mediolańskiej La Scali. Miał on zastąpić suflera, miejscowo pracownika opery i członka austriackich związków zawodowych, zrzeszających technicznych pracowników sceny.

Sufler w teatrze – jak wiadomo – ratuje aktorów, którzy mają lukę w pamięci. A suggeritore, maestro suggeritore w operze? Anegdota z brodą opowiada o śpiewaku, który wykonując swoją partię w operze zapomina – nie, nie tekstu, lecz muzyki... Otóż maestro suggeritore może tu dopomóc. To taki pomocniczy dyrygent, który zza kulisy – prowadzi „dyrygencko”, a więc muzycznie, śpiewaka w potrzebie, równocześnie bezgłośnie suflując mu to, co ma do wyśpiewania. Instytucja ta (zawód?) wykształciła się prawie dwieście lat temu. Wtedy dyrygenta w operze nazywano po prostu kapelmajstrem, pilnującym porządku orkiestrze. Maestro suggeritore tradycyjnie czuwał nad wokalną stroną spektaklu, a także nad całokształtem artystycznej koncepcji roli. Pierwsze pozostało do dzisiaj, drugie jest już poza jego zasięgiem. Dzisiaj dyrygent ma większe aspiracje, jest twórcą firmującym muzyczną wizję i realizację spektaklu.

Ten skandal jest z innej epoki, kiedy to nie było jeszcze takiego naszpikowania teatru elektroniką, ekranami, monitorami, prompterami. Obecnie to te urządzenia zastąpiły maestro suggeritore. Ale pięćdziesiąt lat temu nie miał go kto i co zastąpić. Obecność i stała piecza maestro suggeritore była czynnikiem wręcz psychoterapeutycznym. Śpiewacy byli „zaopiekowani”, czuli się pewniej, bo suggeritore gwarantował bezpieczeństwo spektaklu, komfort wykonawców, co sprzyjało wysokiemu poziomowi artystycznemu przedstawienia.

Mówimy o czasach, gdy nie było jeszcze Unii Europejskiej, wspólnego rynku, swobodnego przepływu towarów, usług, pracowników. Wtedy zaangażowanie kogoś z zagranicy wymagało zezwoleń administracyjnych. Dlatego w 1963 r. na pomysł Karajana ostro zareagowały administracja i związki zawodowe, sprzeciwiając się angażowaniu „konkurencyjnego suflera” z innego kraju. Zrobił się skandal, w parlamencie mówiono, że Austria z kraju operetkowego zmienia się w kraj operowy. Sprawa skończyła się w sądzie administracyjnym1. Prawną podstawą rozstrzygnięcia było rozporządzenie, jeszcze z lat 30. XX w., o zezwoleniach na pracę cudzoziemców. Problemem było, czy sytuacja dotyczy wyjątku (przewidzianego w tym rozporządzeniu), jakim było zezwolenie na zatrudnienie naukowca czy artysty. Karajanowi udało się przekonać sąd, że maestro suggeritore to nie po prostu rzemieślnik-sufler, lecz artysta-sufler, i że w operze włoskiej, z włoskimi śpiewakami przyzwyczajonymi do pracy z suggeritore po prostu lepiej pracuje się z jego udziałem. Maestro suggeritore awansował na artystę. Karajan spór wygrał, ale w międzyczasie w operze odwołano premierę. Wściekły Karajan dotrwał wprawdzie do końca sezonu, ale potem na 13 lat rozstał się z wiedeńską operą, nie chcąc użerać się ze związkami zawodowymi i tłumaczyć elektrykom, czego wymaga życie artystyczne. Wrócił – triumfalnie – w maju 1977 r. Acusowi udało się wtedy zobaczyć i usłyszeć pod jego batutą Cyganerię i Trubadura oraz Wesele Figara... Warto było.

Ale wracając do naszych baranów. Prawnik-technik, prawnik-artysta – gdzie tkwi różnica? Najlepiej widać ją w podejściu do interpretacji. Interpretacja, wykładnia, to rzemiosło, ale może to być rzemiosło wysokiej próby. Jak to z rzemieślnikami bywa, są tam i mistrzowie, i partacze. Z rzadka natomiast wykładnia staje się sztuką. Pewnie słusznie, na co dzień jadamy przecież na bolesławcu, a nie na rosenthalu czy kuzniecowie. Od święta, gdy pojawia się jakiś nowy problem – angażujący konstytucyjnie, prawno-człowieczo, wyjątkowo skomplikowany przypadek sądowy – gdzie rutynowe odczytanie przepisów prowadzi do wyroków złych, nieprzekonywujących, niesprawiedliwych – trzeba artysty. I wtedy trafne, nowe odczytanie przepisu pozostające w zgodzie z literą prawa, lecz zarazem także zgodne z jego duchem, staje się dla interpretatora wyzwaniem na miarę geniusza. Bieda w tym, że w naszych czasach, charakteryzujących się bezgranicznym czczeniem bożka Wykładni Językowej, (i a contrario), gdy „naganny aktywizm” staje się parawanem dla lenistwa umysłowego i niesprawności hermeneutycznej, nie ma warunków (i uznania) dla kunsztu wykładniczego. Zamiast pomyśleć nad tematem i porządnie go rozłożyć na części pierwsze, żeby było wiadomo, gdzie tkwi problem, przyłożyć się i skonstruować porządne wnioskowanie, łatwiej wrzucić słowa klucze i poszperać w LEXie. To co dostaniemy bezrefleksyjnie i szybko, dzięki „Ctrl c” i „Ctrl v” skompilujemy z wyimkami dawnych wyroków dobranych na chybił trafił, a całość opatrzymy sakramentalnymi zaklęciami, że coś z czegoś wynika (chociaż nie wynika) zwane jest także „bigosem na winie”, a właściwie poczuciu winy, iż tak się jednak nie godzi robić, choć „się robi”.

Okładka książki "O operze i o prawie" Profesor Ewy Łętowskiej i Krzysztofa Pawłowskiego
Kliknij okładkę książki "O operze i o prawie", aby powiększyć...

Artyści wykładni znikają z prawa, wyparci przez LEXa, tak jak z opery znikają suggeritore wyparci przez elektronikę i promptery.

Prawnik wynosi ze studiów dyplom i standardową wiedzę o kodeksach, takich czy innych ustawach i nie tylko, oraz szczątkowe umiejętności obróbki kazusu i wykładni. Nie wynosi biegłości interpretacyjnej, ani – co istotne – wiedzy o tym, kiedy uruchomić konkretne fragmenty czy elementy tej wiedzy. Tymczasem „tu i teraz”  ten akurat zakres „prawniczej sprawności” uległ znacznemu skomplikowaniu. Obowiązujący w Polsce system prawa (a więc polskie prawo) składa się przecież z części uchwalanej poza Polską, przez organy Unii Europejskiej i uchwalanej przez organy krajowe. To współistnienie rodzi mnóstwo problemów dotyczących podziału materii ustawodawczej i kompetencji legislacyjnych, a także konieczność rozstrzygania o interferencjach obu systemów.

Jedną z podstawowych zasad prawa UE jest zasada subsydiarności, wyraża ją art. 5 TUE. Lapidarna myśl, że tylko tyle normotwórstwa Unii, ile to konieczne dla realizacji jej celów jest równie efektowna, co – pozornie – mało efektywna. Piśmiennictwo europejskie zarzuca nawet zasadzie z art. 5 Traktatu – słabą operacjonalizację, dostrzegając w tym przepisie raczej postulat polityczny niż normę prawa. Jakoby zasada istnieje, ale nie ma dostatecznych gwarancji czy instrumentów prawnych, aby była naprawdę honorowana.

Zasada subsydiarności jest zasadą tworzenia prawa. Jeżeli nastąpi jej naruszenie – czy to z uwagi na błąd, czy manipulacje – to trudno jest sobie wyobrazić, że jakiś (jaki? na czyj wniosek?) organ będzie to kontrolował i orzekał o naruszeniu zasady przy podejmowaniu decyzji. Kto ma decydować o tym, czy w ogóle jakąś kwestię poddać normowaniu unijnemu, i o tym, czy do naruszenia doszło przy uchwalaniu aktu, skoro będzie to akt przegłosowany w stosownym trybie? Zapomina się, że zasada subsydiarności ma wpływ na krajowe decyzje legislacyjne, podejmowane na etapie implementacji prawa wtórnego UE. Przecież margines swobody ustawodawcy krajowego implementującego prawo wtórne (dyrektywy) musi być także wykładany zgodnie z zasadą subsydiarności.

Mamy kilka instrumentów zapewniających pierwszeństwo normowania prawu krajowemu: przede wszystkim dotyczy to wąskiego określenia przedmiotu i zakresu implementacji poprzez interpretację zachowującą margines swobody prawa krajowego. Służy temu preambuła precyzująca cele dyrektyw i przedmiotowy zakres implementacji. To dlatego dyrektywy mają takie rozbudowane, wręcz rozgadane wstępy. Aby wyjaśnić cel normowania jako podstawową determinantę implementacji, decydującą o granicach implementacji jako celowego procesu. Przy implementacji to, do czego zobowiązuje prawo unijne wykłada się wąsko: w razie wątpliwości interpretacja przemawia przeciw kompetencji UE, a za kompetencją ustawodawcy krajowego.

Zasada subsydiarności ma też wpływ na stosowanie prawa, o czym wydają się zapominać europeiści. Subsydiarność jest bowiem dyrektywą interpretacyjną dla organów stosujących prawo, wpływając na wybór metod wykładni prawa krajowego i unijnego. Ewentualny – może nie tyle konflikt, co interferencję – należy rozstrzygać contra ius europaeum i pro iure interno. To dlatego niedopuszczalna i błędna będzie analogia z prawa europejskiego w celu rozstrzygnięcia problemu pojawiającego się w prawie krajowym, czy wykładnia systemowa prawa krajowego z wykorzystaniem argumentu europejskiego, gdy problem dotyczy tej części prawa, w której zachowana jest wyłączność prawa krajowego. Taki właśnie błąd, co do metod wykładni, wystąpił gdy polski Sąd Rejonowy w Lubartowie2 poszukiwał inspiracji co do odpowiedzialności za szkody łowieckie wyrządzone w plantacjach orzechów laskowych przez dziki. Problemem było to, czy orzechy laskowe to „uprawa rolna” („płody rolne”)? Sąd wsparł się prawem europejskim, wykorzystując przepisy unijne jako tworzywo do wykładni systemowej i wypełnienia luki definicyjnej. Uznał, że należy się tu posłużyć analogią: z tzw. nomenklatury scalonej, stosowanej we wspólnotowym prawie celnym. Tyle, że kwestie celne, do których odwołuje się orzeczenie, są przedmiotem wyłącznej kompetencji Wspólnoty (obecnie Unii ) gdy chodzi o obrót w ramach wspólnego rynku, a problem odszkodowań za szkody łowieckie jest kwestią należącą do prawa wewnętrznego. Tu więc wybór argumentu z podobieństwa jest wadliwy, z uwagi na ratio legis i to, z czego czerpie się materiał do analogii i co uzupełniono w ten sposób. Doprowadziło to do rozprzestrzenienia się prawa UE na obszar należący do prawa krajowego. Takie interpretacje prowadzą do efektu sprzecznego z zasadą subsydiarności. Oczywiście można te orzechy traktować jak uprawy rolne – ale nie można powołać na to argumentów z prawa europejskiego.

Rzemieślnicy-prawnicy-sędziowie nie tylko nie widzą wielu problemów, ale jeszcze te, które widzą, źle stawiają. No cóż, wina wydziałów prawa, że nie nauczyły ich myśleć systemowo, i ich samych, iż im się nie chce albo się nie douczyli. Jeszcze. Póki co potrzebują więc – nie, nie wskazówek, są oni w końcu niezależni od innych, choć zależni od stanu prawnego i wykładni – „bezgłośnej sugestii”. Nie, nie suflera, bo ten niczym prompter albo Lex może jedynie podpowiedzieć tekst, ale maestro suggeritore, który zrobi coś inaczej, nawet nie więcej. Podpowie, jak być artystą i nie popełnić błędu warsztatowego.

Kłopot jest jednak w tym, że chociaż żyjemy w zjednoczonej Europie, bez granic dla idei i pomysłów, i nie ma potrzeby wyrabiania pozwolenia na pracę dla maestro suggeritore, to jakoś nie ma rynku na ich pracę. Króluje przeciętne rzemiosło, nawet niesolidne.

Artyście-prawnikowi trudno dzisiaj popisać się piękną arią. Nie chce, nie umie, boi się? Różnie. Szkoda, że życie to nie opera.
Tak by się tego chciało.
I tak tego potrzeba.

 

Przypisy:

1 VwGH, najprawdopodobniej – digitalizacja tak daleko nie sięga, nawet w Austrii – chodzi o wyrok z 2 czerwca 1964 r., o sygnaturze 0408/64.
2 Wyroku Sądu Rejonowego w Lubartowie z 6 maja 2004 r., sygn. I C 260/03.

 

  • Nie znaleziono komentarzy
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)