opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - część pierwsza

Napisać kilka słów wstępu do rozmowy z Bogusławem Kaczyńskim jest zadaniem tak trudnym, jak stworzenie listy przedsięwzięć, w których nasz rozmówca był w swoim życiu zaangażowany. Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu, z którego dowiecie się Państwo między innymi, że w Polsce ma miejsce "chińska" rewolucja kulturalna, że Anna Netrebko nie jest jednak śpiewającą modelką i że można "stracić głowę" dla Brigit Nilsson. Dowiecie się również Państwo jak to jest siedzieć na królewskim tronie, czym wystraszyła Bogusława Kaczyńskiego wdowa po Richardzie Wagnerze i dlaczego Norina z "Napoju miłosnego" powinna mieć dołeczki w policzkach. 

Wywiad z Bogusławem Kaczyńskim przeprowadzili Beata i Michał Olszewscy.

Zapraszamy również do lektury drugiej części rozmowy, zatytułowanej "„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - część druga"

 

Bogusław Kaczyński i Ada Sari - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński i Ada Sari;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Jest Pan dla nas „gigantem”. Gdy zastanawialiśmy się jaki tytuł powinniśmy nadać wywiadowi z Panem, to żartowaliśmy, że powinien on brzmieć mniej więcej tak: „O  Herkulesie naszych czasów…”, bo gdy  zaczęliśmy spisywać czym Pan się w swoim zawodowym życiu zajmował, to kartki w formacie  A4  nam nie starczyło.  Pomyśleliśmy wtedy,  jak to jest w ogóle możliwe, żeby to wszystko unieść. Panie Bogusławie jak Panu się udało tego dokonać?

Proszę Państwa, od najmłodszych lat jestem wielbicielem Konfucjusza, który wygłosił taką piękną frazę: „Jeżeli będziesz robił w życiu to co kochasz, nigdy nie będziesz pracował”. Robię włącznie to co kocham i dlatego nigdy nie pracuję. Praca jest dla mnie wielką przyjemnością.

Ale trzeba z jakiegoś źródła czerpać siłę? Co jest takiego w muzyce, że warto jej życie poświęcić?

Muzyka uskrzydla człowieka. Powoduje, że staje się on szlachetniejszy, szczęśliwszy, wrażliwszy. To jest piękna gałąź sztuki wymyślona przed wiekami i bardzo pomaga ludziom, którzy otwierają dla niej umysły i serca. Trzeba pokonać nieraz ten pierwszy opór, aby otworzyć się na muzykę. A ze sztuką jest tak, że jeśli odwzajemni ona naszą miłość, to do końca życia nas nie opuści. To jest moja teoria i mnie przez całe życie muzyka nie opuszcza. Odczułem to szczególnie w trudnej chwili, kiedy znalazłem się w szpitalu sparaliżowany do połowy, i gdzie toczyła się walka o moje życie. Słuchałem wtedy od pierwszego dnia muzyki.

Co to była za muzyka?

Chopin, ale również muzyka operowa i operetkowa. Słucham muzyki w taki dziwny sposób. Nie potrafię dokonać jednoznacznego wyboru i postanowić, że teraz będę słuchał tylko Wagnera, albo Richarda Straussa. Nie! Mam w życiu chwile, kiedy wyłącznie słuchałbym piosenek Edith Piaf. W jej oczywiście wykonaniu. Zaraz potem odczuwam potrzebę słuchania finału „Toski” w wykonaniu Marii Callas, albo wielkiej sceny przy szubienicy z „Balu maskowego”. Też w wykonaniu Callas i di Stefano. Mam wiele takich utworów, których potrzebuję w danej chwili do szczęścia. Z kulturą jest jak z fizjologią. Dziś jemy to lub tamto, ale gdy jutro nam podadzą to samo, często jesteśmy zawiedzeni i oczekujemy czegoś zupełnie innego. Ale ważne jest, żeby już od dziecka zwracać uwagę na to co słuchamy. Aby były to wielkie dzieła, wielkie wykonania i interpretacje, a nie  miernoty, amatorszczyzna i tandeta, bo na takie rzeczy w życiu nie ma czasu. Trzeba skupić się i „celować” w szczyty Himalajów. Gubałówka w tym sensie to za mało (śmiech).

Ktoś musi jednak pokazać drogę Panie Bogusławie. To jest problem, bo gdy patrzymy na to, co się teraz w życiu publicznym dzieje, na powszechne lekceważenie kultury wysokiej, to dochodzimy do wniosku, że brakuje Pana, brakuje ludzi takich jak Pan, którzy pomagaliby innym odkryć drogę na szczyty owych Himalajów. W szkołach nie ma wystarczającego nauczania w dziedzinie muzyki, a i w domach z tym bywa bardzo różnie.

 

Bogusław Kaczyński z MArtą Eggerth zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Martą Eggerth;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

To jest wielce skomplikowany problem. Mają Państwo rację mówiąc, że muzyka została wyeliminowana, zepchnięta do podziemia, a nawet powiem więcej, muzyka jest prześladowana. Ale to się dzieje tylko w Polsce. Tego nie ma na świecie, gdzie odczuwa się nieustanny szacunek dla wielkiej kultury muzycznej. Uważam, i nie wstydzę się swoich słów, że w Polsce trwa rewolucja kulturalna. Można ją porównać do tej, którą przeżywano przed laty w Chinach. Jej efekty widziałem, przebywając tam dosłownie „chwilę” po jej zakończeniu. Pamiętam, jak chiński minister kultury oprowadzał nas po cesarskim Zakazanym Mieście. Szalenie się wtedy cieszyłem, bo wchodziliśmy tam, gdzie  turyści zazwyczaj nie wchodzą, a gdzie mogłem obejrzeć cudowne rzeczy. Ponadto byłem w euforii, gdyż bardzo interesowały mnie słynne schody, po których kroczyła w blasku księżyca księżniczka Turandot. Gdy wreszcie je zobaczyłem, na drugim dziedzińcu, krzyknąłem: „Tutaj…, tutaj stąpała księżniczka…”. W tym momencie przeżyłem jedno z największych zaskoczeń w moim życiu. Minister zapytał: „Księżniczka Turandot …?”. „No, Turandot…” i zaczynam się zastanawiać, jak to się prawidłowo wymawia, bo zorientowałem się, że chiński dostojnik nie wie o kim mówię. A on: „Ale ja nigdy nie słyszałem o kimś takim”. Pomyślałem: „Matko Boska. Minister kultury i nie wie o księżniczce Turandot”. Dopiero po chwili olśniło mnie i pomyślałem, że minister nie wiedział, bo …wiedzieć o księżniczce Turandot po prostu nie mógł, gdyż nigdy ona w Chinach nie istniała. Księżniczkę Turandot wymyślił  przecież Carlo Gozzi w Wenecji (śmiech). A mnie zakochanemu w jej legendzie i operze Pucciniego, nie mieściło się w głowie, że nie kroczyła ze swym dworem po tych schodach!

Ale wróćmy do rzeczy. Gdy po oprowadzeniu nas po Zakazanym Mieście opuszczaliśmy już ten wspaniały pałacowy kompleks i  wychodziliśmy z  cesarskiego pałacu, zobaczyliśmy dwa puste postumenty. Zwróciło to moją uwagę. Zapytałem: „A co było na tych postumentach?” – myśląc o siedemnastym, albo osiemnastym wieku. Minister powiedział ze smutkiem: „Tutaj stały posągi Buddy, ale w czasie rewolucji kulturalnej zostały wysadzone w powietrze”. Po czym spojrzał na mnie i odrzekł: „Nam jest bardzo wstyd za to co się stało w Chinach. Ale byliśmy bezradni. Chcieliśmy uratować swoje życie. Na szczęście to minęło”. Zapamiętałem tamte słowa. Często używam ich dziś w Polsce, bo uważam, że nasze rządy nad kulturą przejęli hunwejbini. To są ludzie niewrażliwi na sztukę.  Nie czują tej wyższej wibracji. Nie czują owej harmonii sfer, która unosi się nad nami i której jesteśmy cząstką. Istnieje harmonia sfer, ale oni tego nie odbierają i kulturę w Polsce zamienili na show bussines, który nawiasem mówiąc jest w dalszym ciągu na poziomie amatorskim. Wyeliminowano z telewizji nie tylko opery i koncerty symfoniczne, ale również Konkurs Chopinowski, co jest po prostu niebywałym skandalem. Bo proszę Państwa, Konkurs Chopinowski to jest największe polskie wydarzenie muzyczne o randze światowej. To jest rzecz niezwykła. Wiadomości z Konkursu usunięto też z telewizyjnych programów informacyjnych. Dla mnie to był wielki szok, bo przez czterdzieści lat relacjonowałem w telewizji wszystkie wydarzenia konkursowe. A przecież nowa władza, dwadzieścia lat temu zachęcała: „Bierz sprawy w swoje ręce. Przyszłość należy do Ciebie”. I gdzie jest ta przyszłość…?

W przeszłości…?

Bogusław Kaczyński z z Teresą Żylis-Gara zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z z Teresą Żylis-Gara;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

We wspomnieniach, względnie w podziemiu. Ja wspominam przeszłość, czasy, kiedy teatr był teatrem, filharmonia filharmonią, gdzie wszystko funkcjonowało prawidłowo i ówczesnej władzy nie przyszłoby do głowy, aby nie transmitować Konkursu Chopinowskiego. To po prostu było niemożliwe!

To bardzo smutne zjawisko, zwłaszcza, że w owym czasie istniały tylko dwa okrojone programy telewizyjne, a dziś są ich dziesiątki, jeśli nie setki. Wśród nich na przykład TVP Kultura, kanał który programowo powinien być poświęcony temu co dzieje się w kulturze, a tymczasem jest wypełniony powtórkami programów i filmów z minionej epoki. Opera jest tam prezentowana od święta. Czy jest Pańskim zdaniem ratunek przed postępującą, kulturową degrengoladą?

Mam nadzieję, że tak, że to całe zło kiedyś przeminie i upadnie, jak rewolucja kulturalna w Chinach. Tyle tylko, że w tym czasie wyrośnie pokolenie, może jedno, może dwa, ludzi głuchych i niewrażliwych. To będą ludzie, którzy nawet nie będą wiedzieli, że istnieje wielka kultura. Nie będą wiedzieli kim był Beethoven, a kim Chopin…

Pewnie zapytani na ulicy, spróbują zgadnąć, czy to aby nie jacyś nowi piłkarze z Borussi Dortmund… Oczywiście żartujemy…

Ależ nie, to bardzo prawdopodobny scenariusz (śmiech)…

Niemniej efekty opisywanych zjawisk już są widoczne w teatrach operowych. Otóż, na widowniach dominują ludzie w sile wieku lub wręcz osoby elegancko określane jako seniorzy. Śmiejemy się, że gdyby publiczność operowa stała się partią polityczną, to ludzie po pięćdziesiątce, mogli by w niej tworzyć partyjną „młodzieżówkę”. To oznacza, mówiąc serio, że na widowni brakuje ludzi z młodego pokolenia.

Bo to pokolenie, wyrosło i ukształtowało się bez kontaktu z kulturą. Odebrano mu tę szansę. Telewizja i radio nie relacjonują w wystarczającym stopniu wydarzeń kulturalnych, szkoła nie uczy, prasa kulturalna upada lub już upadła, a rodzice mają prawo niczego nie wiedzieć na ten temat. To odebranie szansy kulturalnego, cywilizacyjnego awansu całemu pokoleniu przywodzi na myśl laicyzację w bolszewickiej Rosji. Zabraniano wtedy chodzić do cerkwi, a historyczne świątynie, często związane z dziejami narodu, wysadzano w powietrze, aby na ich miejscu budować baseny kąpielowe lub parki. Teraz te cerkwie odbudowuje się w szybkim tempie, a świątynie wypełniały się ludźmi. Tłumami młodzieży. Co więcej, w tych świątyniach pojawiają się prezydent i premier Rosji. Słowem, na przykładzie Rosji widać, że jest nadzieja, że okres barbarzyńskiego traktowania wysokiej kultury przeminie tak, jak przeminęła przymusowa „laicyzacja” w Rosji.

Ale nie tylko w tej dziedzinie w Rosji jest łatwo zauważalna restytucja symboli przeszłości, a co za tym idzie powrót do tego co wielkie w tej kulturze. Wspomniał Pan o prezydencie i premierze obecnych tam na religijnych uroczystościach w cerkwi.  Ale mówiąc w przenośni, prosimy zauważyć, że po tych uroczystościach obaj mogą udać się na wielki spektakl do nowego Teatru Maryjskiego.

To jest swoisty fenomen. Z wielka uwagą oglądałem w telewizji uroczystość jego otwarcia. Chętnie bym tam pojechał. Znam dość dobrze Walerija Gergieva, z którym w Cannes wypiłem niejedno wino. Nie było to jednak możliwe, gdyż nie wolno mi podróżować samolotem ze względów zdrowotnych. Koncertem byłem zachwycony. Zbudowanie tak wspaniałego nowego teatru, obok istniejącego tam Cesarskiego Teatru, jest wydarzeniem niezwykłym w skali światowej.

Tyle tylko, że tam mecenat nad takimi wydarzeniami sprawuje prezydent kraju…

Czytaj więcej: „Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z...

„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - cześć druga

Z lektury drugiej części wywiadu, dowiecie się Państwo między innymi, że nauczanie Franco Corelliego nie było łatwym zadaniem. że Maria Callas była boginią i że o Montserrat Caballé Bogusław Kaczyński musiał zmienić zdanie. Znajdziecie Państwo tutaj również odpowiedź na pytanie dlaczego nasz rozmówca nie akceptuje współczesnych tendencji modernizacyjnych w teatrach operowych. 

Wywiad z Bogusławem Kaczyńskim przeprowadzili Beata i Michał Olszewscy.

Zapraszamy również do lektury pierwszej części rozmowy, zatytułowanej "„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - część pierwsza"

Debiut telewizyjny Bogusława Kaczyńskiego
Debiut telewizyjny Bogusława Kaczyńskiego;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Ale Pan miał wiele szczęścia w życiu w tym znaczeniu, że gdy Pan już był dojrzałym człowiekiem, związanym zawodowo z krytyką muzyczną i popularyzowaniem muzyki, to w tym samym czasie opera przeżywała swoje najlepsze lata w dwudziestym wieku. Miał Pan w tym sensie szczęście, że właśnie wtedy śpiewała Callas, że miał Pan możliwość poznać i zaprzyjaźnić się z żyjącą jeszcze wtedy Adą Sari, a potem mówiąc w wielkim skrócie mógł Pan rozmawiać i z Franco Corellim, i z Luciano Pavarottim. My o tych ludziach możemy tylko czytać, my możemy wyłącznie podziwiać ich na zapisach archiwalnych. Co powodowało, że w tamtych czasach ludzie tak bardzo garnęli się do opery i tak bardzo byli zainteresowani tym, co w operowym świecie się dzieje?

Nie było jeszcze show businessu, który dziś zdominował kulturę i obyczaj, a któremu hołduje wielu ludzi. A wszystko co robi show business jest obliczone wyłącznie na zysk. A przecież w nie tak dawnych czasach lansowano wielkie talenty. Informacje o Marii Callas ukazywały się na pierwszych stronach wszystkich gazet świata…

Skoro wspomnieli już Państwo o Franco Corellim, to miałem okazję nie tylko z nim się spotkać, ale także być jego profesorem… (śmiech)…

Jak to?

Umówiliśmy się na spotkanie. Mieszkał w Nowym Jorku, niedaleko Carnegie Hall. Kiedy zadzwoniłem do drzwi, otworzył mi je sam gospodarz, czyli Franco Corelli. Byłem oszołomiony i speszony. Do dziś nie wiem dlaczego, ale w tym momencie wyrwało mi się: „Jaki Pan jest przystojny” … (śmiech). On spojrzał na mnie,  uśmiechnął się i powiedział: „A wie Pan, kiedyś już ktoś mi to mówił…” (śmiech). Był wysoki, wyższy ode mnie, postawny, przystojny i elegancki. Typ gwiazdora filmowego z Hollywood.

A jakim człowiekiem był Franco Corelli? Jaki był w bezpośredniej rozmowie…?

Bogusław Kaczyński z z Giuseppe di Stefano przed Medalionem Kiepury zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Giuseppe di Stefano
przed Medalionem Kiepury;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

… czarującym! Podobnie jak jego żona Loretta. Spędziliśmy wiele godzin na bardzo zajmującej rozmowie. Franco Corelli nie mógł się nadziwić, że pochodzę z Europy Wschodniej i tak dużo wiem o operze i muzyce klasycznej. W pewnej chwili zapytał: „Słuchaj, czy ty znasz język rosyjski?”. Odpowiedziałem: „Tak. Oczywiście, że znam…” Na to on: „To proszę Cię pomóż mi, bo mam kłopot. Czeka mnie recital w Tokyo, na którym śpiewam pieśń Rachmaninowa  „Wiosenne wody”. Nie mogę poradzić sobie z wymową w języku rosyjskim.” Spojrzałem na tekst, w którym ktoś fonetycznie zapisał mu słowa. Próbował się w tym rozeznać, ale nic nie wychodziło. Nawiasem mówiąc słynął z tego, że był „ciężki w nauce”. Powiedziałem więc:  „Ależ oczywiście. Pomogę z miłą chęcią”. Franco postawił na fortepianie nuty i zaczął wystukiwać jednym palcem melodię, ładnie przy tym śpiewając, choć nie bez  błędów językowych. Szczególnie kłopoty sprawiła mu fraza, w której po rosyjsku należy zaśpiewać: „Wiesna idiot”. Wymowa Corelliego czyniła z tego oświadczenie, że  „Wiosna jest idiotą”. Siedzieliśmy nad nieszczęsnym „idiotą” ze dwadzieścia minut, jednak bez większego powodzenia…. (śmiech) On niestety nie słyszał tych subtelnych różnic w języku rosyjskim. Cóż, poniosłem wtedy porażkę, ale zawsze mogę z dumą mówić, że byłem nauczycielem samego Franco Corelliego… (śmiech)…

Panie Bogusławie w umiejętności docierania do wielkich operowego świata osiągnął Pan poziom mistrzowski. Jak to w ogóle było możliwe w tamtych czasach? Jak to się Panu wtedy udawało?

Udawało mi się przede wszystkim dlatego, że bezgraniczną miłością kochałem śpiewaczki i śpiewaków. Wielbiłem ich i byłem gotów klęczeć przed nimi dzień i noc. Innymi słowy, umiałem docenić ich wielkość i okazać swój podziw. Każdy z artystów był inny, każdy jedyny w swoim rodzaju. Inna rozmowa była z Arturem Rubinsteinem a inna z Giuseppe di Stefano, Renatą Tebaldi, czy Montserrat Caballé. W tamtych latach miałem możliwość podróżowania, prywatnie lub jako artysta czy dziennikarz. Ale zawsze wkładałem ogromny wysiłek w poszukiwanie ludzi, którzy znali tych największych. Rozpytywałem, prosiłem, zabiegałem. To z czasem przynosiło coraz lepsze efekty. Na przykład słynną Toti Dal Monte poznałem na otwarciu Teatro Regio w Turynie w 1973 roku. Przedstawiła mnie jej hrabina Giraldini. W trakcie konwersacji w foyer mocno już starsza Toti Dal Monte - legenda światowej opery,  szepnęła mi do ucha: „Czy Pan mógłby zaprowadzić mnie do toalety?” Odpowiedziałem: „Oczywiście” i podałem swoje ramię. Wówczas sławna gwiazda wyznała: „Zawsze toaleta była tutaj, ale po odbudowie teatru już jej tu nie ma i nie wiem  gdzie jest”. Gdy odprowadziłem Toti Dal Monte na widownię umówiła się ze mną na spotkanie w Rzymie, gdzie mieszkała. Pojechałem do Rzymu i miałem dwa spotkania, z Toti Dal Monte i Marią Caniglia.  Innymi słowy, aby móc spotkać się z największymi potrzebna jest dobra rekomendacja. Nikt z tak zwanej ulicy nie ma szans, a powoływanie się na zawód dziennikarza, przykro to powiedzieć, nie robi na tych super gwiazdach specjalnego wrażenia. Najważniejsza jest osobista rekomendacja.

Pańska skuteczność w tej dziedzinie była nadzwyczajna…

Nie zawsze było tak dobrze. Miałem też kilka niepowodzeń. Byłem kiedyś w Salzburgu na recitalu genialnej Leontyne Price, gdzie - nota bene -  poznałem sławną Ljubę Welitsch. Poprosiłem panią  Price o rozmowę, ale nie miała wtedy czasu, jednak zapewniła mnie, że gdy przyjadę do Nowego Jorku spotka się ze mną i udzieli wywiadu. Gdy po jakimś czasie przyjechałem do Nowego Jorku, zadzwoniłem do sekretariatu Leontyny Price, tłumacząc, że mam od niej zaproszenie na spotkanie. No i zaczęły się „schody”. Sekretariat domagał się ode mnie wszelkich możliwych aplikacji oraz życiorysu. Długo zwlekano z odpowiedzią i w efekcie nigdy nie spotkałem Leontyne Price. Jej sekretariat skutecznie uniemożliwił mi rozmowę z genialną śpiewaczką. Nie powiodły się również  spotkania z Marią Jeritzą i Elwirą De Hidalgo, która jak wiadomo była profesorem Marii Callas.

Bogusław Kaczyński z Luciano Pavarottim zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Luciano Pavarottim;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Panie Bogusławie, mimo zdarzających się od czasu do czasu niepowodzeń, poznał jednak Pan przez te wszystkie lata właściwie wszystkich największych. Pewnie najtrudniejszym dla Pana pytaniem, byłoby to najprostsze z dziennikarskiego punktu widzenia, mianowicie kogo z wielkich ludzi opery i baletu ceni Pan najwyżej?

A właśnie, że nie. Od dawna mam na takie pytanie gotową i przemyślaną odpowiedź. Są to: Caruso i Callas. Co do Callas głoszę, że nie była ona zwyczajną kobietą, nie była ziemską istotą. Zeszła do nas na chwilę z Olimpu, spędziła z nami kilka lat, podarowała nam swoją sztukę i znów wróciła na Olimp. Inaczej jej fenomenu nie można wytłumaczyć…

Panie Bogusławie, jak w takim razie wytłumaczyć, że ten diament, którym była Maria Callas, w pewnym momencie „przestał świecić”? Jak czyta się relacje z tamtej epoki, w pewnym momencie z jej głosem zaczęło dziać się coś niedobrego.

Po pierwsze, życzyłbym takiego „straconego” głosu większości śpiewaków. Po drugie, wiem od Giuseppe di Stefano, że Callas śpiewała często wbrew naturze. Śpiewanie dramatycznych partii jak Gioconda z tymi piersiowymi dźwiękami i Rozyny z „f” w górze, czy Łucji z Lammermooru, taka ślizgawka, jest bardzo ryzykowna i  poza Lilli Lehmann, zazwyczaj kończy się tragicznie. Do tego dochodziło jeszcze niezwykłe zaangażowanie Callas. Wszystko śpiewała na 150 procent swoich możliwości. Nie oszczędzała głosu i nigdy nie stosowała żadnej taryfy ulgowej. Każdy spektakl był dla niej najważniejszy, na każdym chciała zademonstrować pełnię swojej sztuki. Niestety, pewnych rzeczy ludzki organizm nie jest w stanie wytrzymać i jej wokalistyka zaczęła się sypać. Gdy pojawiły się kłopoty, Di Stefano zachęcił Marię do powrotu na lekcje u Elwiry De Hidalgo. Dawna mistrzyni pozbierała „rozsypany” głos Callas, ustawiła go na nowo, jednak z tego co mówił Di Stefano, ich późniejsze recitale nie były w pełni udanym przedsięwzięciem. Myślę, że w tym momencie nienajlepsze zdrowie Callas dało znać o sobie. Jej problemy zdrowotne zaczęły się, gdy podjęła decyzję o gwałtownym odchudzeniu się. Zrzuciła w krótkim czasie ponad 35 kilogramów. Moim zdaniem natura zemściła się. Byłoby dla niej o wiele lepiej gdyby przez całe życie była sobą. Pulchną, ale pięknie śpiewającą. Mnie to by nie przeszkadzało. Czyż Montserrat Cabaille nie jest tego najlepszym przykładem! Na marginesie mówiąc, Callas miała pecha, bo zaczęła się odchudzać w czasie, gdy stosowano jeszcze chemię. Dziś wiemy jakie to okazało się niebezpieczne. Wtedy nikt się nawet tego nie domyślał.

Wśród operowych idoli nie wymienił Pan Jana Kiepury, o którym wiem że jest dla Pana fascynacją życia i że wciąż nosi się Pan z myślą napisania o nim monografii. Zapytamy przewrotnie, gdyby miał Pan taką możliwość, o co zapytałby Pan dziś Jana Kiepurę?

Czytaj więcej: „Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z...

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)