opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Uczę się od innych", wywiad z Brynem Terfelem

Wywiad w wersji angielskiej
Flaga brytyjska

 

Bryn Terfel opowiedział Beacie i Michałowi Olszewskim o jego fascynacji muzyką zespołu Pink Floyd, walijskich korzeniach, drodze do opery, śpiewaniu repertuaru wagnerowskiego, miłości do Falstaffa i wielu innych rzeczach... Wywiad został przeprowadzony w Wiedniu w styczniu 2014 roku.

Bryn Terfel photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Chcielibyśmy rozpocząć naszą rozmowę od dość nietypowego pytania, biorąc pod uwagę że jest Pan śpiewakiem operowym. Wiemy, że w młodości był Pan wielkim fanem zespołu Pink Floyd i że nadal uwielbia Pan ich muzykę. To jeden najsłynniejszych zespołów rocka symfonicznego  naszego pokolenia  i również nasz ulubiony. Czy może nam Pan opowiedzieć jak się zaczęła Pana fascynacja ich twórczością?

Muszę się przyznać, że na początku to mój brat był bardziej zainteresowany ode mnie muzyką Pink Floyd. Ja podążyłem za jego przykładem. Razem chodziliśmy na ich koncerty, oglądaliśmy filmy takie jak „Live in Pompei” czy też „The Wall”. W tamtych latach grupa Pink Floyd była bezsprzecznie na samym czele list przebojów we wszystkich możliwych obszarach – jeśli chodzi o płyty, koncerty czy filmy.

Dla mnie jako nastolatka, przy wyborze innej muzyki niż klasyczna, ważne były również takie jej elementy jak: dykcja, intonacja, rytm, interesująca orkiestracja. Pink Floyd we wszystkich tych aspektach wyprzedzał swoją epokę, również z punktu widzenia w pewnym sensie nieco operowego brzmienia ich muzyki.

Dlatego też, kiedy pojawiła się szansa nagrania utworu, który napisał Roger Waters, nie wahałem się nawet przez chwilę. Jedyne, co mogłem mu odpowiedzieć to tylko: „Tak oczywiście, jak najbardziej, czy mogę to zrobić?”.

Czy to była jego opera “Ça Ira”?

Tak, to była “Ça Ira”. W tym okresie spotykaliśmy się z Rogerem Watersem w niezliczonych miastach – San Franciso, Paryżu, jego domu w Londynie. Pojechałem również by zobaczyć jego wykonanie „The Wall” w Nowym Jorku i Manchesterze. Wcale nie było od początku przesądzone, że będę to śpiewał, gdyż Roger jest bardzo ostrożny, jeśli chodzi o wybór ludzi, z którymi współpracuje. Szczególnie, gdy dotyczy to utworu, w który włożył całą swoją duszę.

Kiedy rozpoczęliśmy nagrywanie opery “Ça Ira”, Roger nagrał już partię orkiestry, co oznacza, że miał możliwość przesłuchania wielu śpiewaków do poszczególnych ról. Podczas, gdy my śpiewaliśmy do orkiestry i pod dyrygentem nagranymi na wideo, on siedział, tak jak my teraz przy stole i poprawiał zarówno słowa, jak i muzykę. To było bardzo szczególne doświadczenie z pozycji śpiewaka operowego, który zazwyczaj wchodzi do studia, ma trzy próby i nagrywa swoją partię, najlepiej jak potrafi. W przypadku współpracy z Rogerem nagrywanie może trwać cały dzień. W tym przypadku to nie była trzygodzinna sesja. Nasze nagranie trwało od dziewiątej rano do północy, kiedy to uznaliśmy, że wszystko brzmi właściwie.

Tak na marginesie,  jedno z pierwszych wykonań opery Rogera Watersa miało miejsce w polskim mieście, w Poznaniu.

To prawda, ale wcześniej wersję koncertową zaprezentowano w Rzymie.

Bryn Terfel photo (c) Adam Barker - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Pana zainteresowanie praktycznie każdym rodzajem muzyki, włączając w to muzykę sakralną, tradycyjne utwory ludowe czy musicale, pokazuje, że jest Pan wrażliwy na piękno muzyki, niezależnie od jej źródeł i charakteru. Nie koncentruje się Pan tylko na śpiewie operowym, ale łączy Pan ze sobą różne rodzaje wokalistyki, co słychać w Pańskich nagraniach. Czy to zafascynowanie muzyczną różnorodnością jest wynikiem Pańskiego walijskiego pochodzenia?

Wyrastałem w bardzo prostym, mocno związanym z ludową tradycją otoczeniu. Jako dziecko śpiewałem bez akompaniamentu mnóstwo tradycyjnej walijskiej muzyki ludowej podczas lokalnych konkursów zwanych “Eisteddfodau”. Podczas tych konkursów śpiewałem słowa i melodię, i natychmiast otrzymywałem ocenę swojego wystąpienia na scenie. Od najmłodszych lat byłem często krytykowany za sposób wykonywania przeze mnie różnych utworów. Początkowo było to dla mnie demotywujące, ponieważ ciężko pracowałem żeby się ich nauczyć, ale szybko pojąłem jak ważne jest by słuchać i uczyć się od innych osób. Jeśli miałbym dzisiaj dawać jakiekolwiek rady młodym śpiewakom, to powiedziałbym, żeby słuchali innych, ponieważ ta umiejętność powinna być właściwa komuś kto występuje na scenie, i to nie tylko śpiewakowi, ale również aktorowi. Każdy powinien słuchać ludzi, którzy wiedzą więcej niż on sam. Na przykład od trójki wielkich tenorów – Pavarottiego, Carrerasa i Domingo, nauczyłem się, że zawsze należy dbać o to by znaleźć czas dla swojej publiczności. Pamiętam jak śpiewałem małą rolę w “Samson and Delilah” w mieście Perelada w Hiszpani, miejscu mojego pierwszego europejskiego angażu. To było zaraz po powrocie José Carrerasa, który po chorobie śpiewał w tym spektaklu partię Samsona. W Hiszpanii przedstawienia rozpoczynają się dość późno i pamiętam, jak około trzeciej nad ranem, olbrzymia kolejka tysięcy ludzi czekała na José Carrerasa. Oczywiście on jest prawdziwym dżentelmenem i wspaniałym kolegą, tak więc znalazł czas by z każdym porozmawiać. Stałem na końcu tej długiej kolejki trzymając w rękach partyturę, gdyż jako młody śpiewak byłem bardzo dociekliwy i każdą chwilę wykorzystywałem na naukę. I kiedy przyszła moja kolej, José Carreras spojrzał na mnie i zapytał: „Bryn, co tu robisz, dlaczego nie poszedłeś spać?”. Odpowiedziałem „Chciałem dostać Pana autograf”. Niesamowite, on pamiętał moje imię.

Rozumiemy, że nadal ma Pan tą partyturę z podpisem José Carrerasa? Wiemy, że je Pan kolekcjonuje.

Oczywiście, mam je wszystkie. Taka mała dygresja na temat autografów. W Wiedniu poznałem pewnego mężczyznę, który nazywa się Erich. On zawsze przynosi tysiące zdjęć do podpisu. Kiedy podpisywałem mu te setki fotografii, zażartowałem, że za każdą setkę powinien mi przynieść zdjęcie podpisane przez sławnych śpiewaków, jak Dietrich Fischer-Dieskau, Carlo Bergonzi, Thomas Steward i Tito Gobbi. Wczoraj okazało się, że przyniósł mi te wszystkie zdjęcia z autografami, co było fantastyczne. Nie mogę się nacieszyć, kiedy patrzę na zdjęcie Tito Gobbi jako Falstaffa z jego podpisem, takie piękne, takie prawdziwe.

Zapytałem Ericha jakie jest najcenniejsze zdjęcie w jego kolekcji. Odpowiedział, że jest to fotografia podpisane przez Caruso, gdyż nie ma ich zbyt wielu, podobnie zresztą jak zdjęć z autografem Jussi Bjorling. Tak na marginesie, ja też ma zdjęcie z podpisem Jussi Bjorling. I … Marii Callas. Nie mam, co prawda na razie wielu zdjęć Callas, ale będę miał, za jakiś czas (śmiech). 

Czy mógłby Pan nam opowiedzieć jak się zaczęła Pana przygoda z operą?

Odpowiadając na to pytania, posłużę się pewnym przykładem. W Północnej Walii jest miasto o nazwie Bangor, które ma piękny uniwersytet. Ostatnio, teatr w tym mieście został nazwany moim imieniem, w zeszłym tygodniu byłem tam na ceremonii otwarcia. Przez ostatni rok „biłem się z myślami” czy zgodzić się na nazwanie teatru moim imieniem, gdyż nie miałem pewności, że jest to dobry pomysł. Nie uważam, że osiągnąłem wystarczająco dużo, aby zasłużyć na takie wyróżnienie. W mojej opinii jest wiele innych osób, dużo ważniejszych niż ja. Dlatego przez cały rok zadawałem sobie pytanie: „dlaczego miałbym na to przystać?”. Ale to miasto ma dla mnie szczególne znaczenie. W Bangor jako nastolatek byłem członkiem chóru, co było dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Tam miały miejsce moje pierwsze koncerty z orkiestrą, tam nagrałem mój pierwszy klasyczny album “Schwanengesang”, w tym mieście śpiewałem na koncertach w kościele, katedrze i starym teatrze. Tam zdałem swoje egzaminy z trąbki i fortepianu, jak również egzamin ze śpiewu. Gdy proponowano mi, aby moje imię nosiły inne teatry, sale czy też pokoje do ćwiczeń, zawsze odpowiadałem „Nie”. Ale Bangor  jest dla mnie miastem szczególnym, które bez dwóch zdań odegrało wielką rolę w moim muzycznym rozwoju. Dlatego powiedziałem „Tak”! To jest właśnie to, czym dla mnie jest Walia. Walia ma i konkursy, i koncerty, lokalne radio i telewizję. Może się wydawać, że Walia jest małym, prowincjonalnym krajem, ale ona daje mnóstwo szans na rozwój kariery. To, co tu otrzymujesz daje ci wręcz nieograniczone możliwości, musisz tylko robić to z poświęceniem, ciężko pracować i wykorzystywać lata doświadczeń nabytych w trakcie wielu konkursów i rywalizacji na scenie. Niewątpliwie, jeśli wykorzystasz doświadczenia zdobyte tutaj, to tak jakbyś został obdarowany bronią, do której musisz tylko zdobyć jeszcze amunicję.

Bryn Terfel - Die Meistersingers von Nürnberg - Welsh National Opera photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency
Zdjęcie - Harlequin Agency;
kliknij, aby powiększyć...

Tak więc kiedy miałem dziewiętnaście lat i poszedłem do Guildhall School of Music and Drama, to właśnie tam, w ciągu pięciu lat nauki tę swoistą amunicję zdobyłem.  Miałem tam dwóch nauczycieli, pierwszy, starszy pan, był dla mnie bardzo miły i dbał o mój rozwój, ale jednocześnie nie chciał żebym śpiewał jakiekolwiek operowe arie, tak więc przez pierwsze trzy lata w ogóle ich nie śpiewałem.

Czy to był Arthur Reckless?

Tak. On uczył mnie tylko śpiewania pieśni. Drugim nauczycielem był Rudolf Piernay, który mi bardzo pomógł. Choć Arthur, poprzez pieśni nauczył mnie istoty śpiewania, to ja potrzebowałem, by ktoś mnie trochę „wziął w karby”, bo byłem leniwy.

Czy to znaczy, że w tym czasie nie interesował się Pan operą?

Przed wyjazdem do Londynu nie, ale potem wszystko się zmieniło. Życie w mieście było olśniewające jak ostre światła, i było kompletnie inne od małego świata, w którym dorastałem, gdzie dominowały góry, jeziora, owce i krowy.

Gdybyśmy Pana zapytali o ludzi, którzy mieli główny wpływ na Pana karierę, kogo by Pan wymienił? Innymi słowy, kto najbardziej pomógł Panu w karierze?

Znany walijski śpiewak, bass-baritone Geraint Evans, wykonał dla mnie jeden telefon. Zadzwonił do kogoś, kto mieszkał w Swiss Cottage w Londynie i kto był bardzo sławnym dyrygentem. Zapytał go: „Czy mógłbyś posłuchać tego młodego śpiewaka?”. Pojechałem więc na spotkanie z tym dyrygentem w towarzystwie pianisty, starszego pana z Walii.

Czy tą osobą, do której Pan pojechał był Sir George Solti?

Tak. Weszliśmy do jego pokoju muzycznego, który sam w sobie był bardzo szczególnym miejscem, ze względu na zgromadzoną tam liczbę Grammys i innych nagród, i w którym Sir George Solti miał dwa wspaniałe fortepiany Steinways. Pamiętam towarzyszącego mi pianistę, który poproszony o wybór instrumentu, na którym chciałby mi akompaniować, zachowywał się oczywiście jak małe dziecko w sklepie z cukierkami.

Bryn Terfel - The Flying Dutchman - Welsh National Opera photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Pamiętam też bardzo dobrze, co śpiewałem tamtego popołudnia. To był “Flieder Monologue”  z ”Śpiewaków norymberskich” oraz “Non piu andrai” z “Wesela Figara”. Dzięki temu spotkaniu dostałem dwie role -  Antonia, ogrodnika, w “Weselu Figara” oraz Der Geisterbote w “Kobiecie bez cienia” wystawianym w trakcie Easter Festival w Salzburgu. To były dwie małe role, ale Sir Solti powiedział mi: “Zadbaj by nauczyć się tych ról najlepiej jak potrafisz. Masz przyjść na próby w pełni przygotowany. Nie chcę musieć mówić ci czegokolwiek na temat języka, rytmu czy intonacji”. Tym stwierdzeniem stworzył żelazne reguły, których należy przestrzegać. To był fascynujący okres w moim życiu, który otworzył przede mną wiele drzwi, podobnie jak było w przypadku Angeli Gheorghiu, kiedy zaśpiewała Traviatę w Covent Garden.

Czy to był ten decydujący moment w Pana karierze?

Tak, to było bezsprzecznie kluczowe popołudnie.

W trakcie tych wszystkich lat śpiewał Pan wiele ról: Figara, Sir Johna Falstaffa, Leporella, a dziś partię Wotana. To szeroki repertuar i pewnie nie jest łatwo „przeskoczyć” z Figara do Wotana. Wielu nauczycieli śpiewu przestrzega młodych artystów, by nie śpiewali za wcześnie repertuaru Wagnera, gdyż mogą nadwyrężyć swój głos. Powtarzają: „Musisz być świetny technicznie i musisz znać wszystkie zasadzki, które czają się w partyturze Wagnera”. W wywiadzie dla nas Nina Stemme powiedziała, że przygotowanie się do partii Brünnhilde zajęło jej dziesięć lat. A jaka była Pana droga do śpiewania tego repertuaru? Jeśli dobrze pamiętamy, pierwszą rolę wagnerowską w operze “Tannhäuser” zaśpiewał Pan już w latach dziewięćdziesiątych?

To prawda, że dość wcześnie zaśpiewałem w operze “Tannhäuser”, jak również partię Donnera w “Złocie Renu” w Chicago. Ale to były właściwie tylko te dwie role z repertuaru wagnerowskiego zaśpiewane przeze mnie w tamtym czasie.  Byłem także raz na przesłuchaniach u Giuseppe Sinopoli do roli Amfortasa w „Parsifalu” w Bayreuth, ale nigdy do mojego udziału w tym przedstawieniu nie doszło, gdyż Giuseppe Sinopoli wcześnie zmarł. Może to przeznaczenie trzymało mnie z dala od Wagnera. Kiedy byłem młody wygrałem nawet stypendium Wagnera, w ramach którego pojechałem z Londynu do Bayreuth i zaśpiewałem tam w przesłuchaniach. Ale nawet wówczas nie zostałem zaangażowany. Osoby z Bayreuth miały intuicję oraz wiedzę o tym jakich śpiewaków należy zaangażować, a jakich nie. Oni znali się na głosie naprawdę dobrze, zwłaszcza, jeśli chodzi o wykonywanie repertuaru ojca niemieckiej muzyki. Śpiewanie Wagnera to zupełnie inna bajka. Ono wpływa na ciebie od strony psychologicznej, mentalnej i fizycznej.

 
 
Bryn Terfel - Tosca - Royal Opera House photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Ostatnio zapytano mnie, dlaczego przez ostatnie siedem lat nie śpiewałem w Wiedniu. Odpowiedziałem, że to pytanie powinno być zadane Richardowi Wagnerowi, ponieważ w ciągu tych siedmiu lat zaśpiewałem w „Pierścieniu” i „Śpiewakach norymberskich”. Moim zdaniem potrzeba, co najmniej 3,5 roku żeby myśleć o roli Wotana, czy Hansa Sachsa. Dlatego, ponieważ brałem udział w nowej produkcji „Pierścienia” zarówno w Londynie, jak i Nowym Jorku, było oczywistym, że w tym samym czasie nie będę w stanie śpiewać w innych teatrach operowych.

Czy śpiewanie wagnerowskiego repertuaru zmieniło Pana jako artystę?

Nie, śpiewając Wagnera trzeba po prostu pozostać przy swojej technice i tym, czego się nauczyłeś w pokoju ćwiczeń. Jest natomiast kluczowe jak wykonujesz Wagnera na scenie. Widziałem wielu wagnerowskich śpiewaków w Bayreuth. Oni śpiewają ten repertuar z taką łatwością, jakby jeździli na rowerze. Trzeba jednak bardzo uważać żeby nie wpaść w pułapkę i nie próbować ich naśladować, bo dla nich ten repertuar to „bułka z masłem”. Oni świetnie wiedzą jak go śpiewać, zwłaszcza, po spędzeniu nie kilku, ale wielu sezonów w Bayreuth. Natomiast dla mnie dużą wartością była możliwość obserwowania tych śpiewaków na scenie.

Zresztą od początku mojej kariery obserwuję innych ludzi. Kiedy śpiewałem Masetto obserwowałem występy Claudio Desderi i Thomasa Allena, kiedy byłem Antonio przypatrywałem się Ferruccio Furlanetto oraz Williamowi Stone, kiedy śpiewałem role Donnera w Chicago, obserwowałem Jamesa Morrisa, jednego z najwybitniejszych Wotanów naszego pokolenia. W tym zawodzie trzeba bardzo mądrze postępować układając swój kalendarz, jako, że nasza praca zależy w dużym stopniu od tego ile razy powiemy „tak”, a ile „nie”. Bardzo ważne jest, by usiąść ze swoim agentem i sensownie to wszystko poukładać. Jeśli się tego nie zrobi, to wtedy można wpaść w zasadzki, o których wcześniej Państwo mówiliście.

Kiedy patrzymy na Pana występy, widzimy z jak wielką swobodą, łatwością potrafi Pan przyciągnąć uwagę publiczności. Pana charyzma sceniczna i dobre aktorstwo są często podkreślane przez krytyków. Czy to naturalny dar, czy też coś co wypracował Pan własnym wysiłkiem?

(Moment wahania) Och, naprawdę nie wiem. Moje wejście do świata opery odbyło się dość późno, musiałem więc dość szybko nauczyć się wszystkich sztuczek tego zawodu.  Ja zawsze czułem się w swojej skórze dość komfortowo na scenie. Nie jestem najmniejszym śpiewakiem na operowej scenie, a na pewno nie jestem najszczuplejszym, ale niektóre role pasują do mnie jak ulał. Rola Don Giovanniego nigdy mi nie pasowała, za to partia Leporella, czy Figara jak najbardziej.

Dlaczego rola Don Giovanniego Panu nie pasowała? Czy to ze względu na samą postać?

Nie, wokalnie. Nigdy nie czułem się komfortowo w takcie przejścia do drugiego aktu. Można uważać, że jeśli ktoś śpiewa partię Wotana, to nie powinien mieć problemów ze śpiewaniem Mozarta, ale to tylko pokazuje jak ważne jest dla młodego śpiewaka wykonywanie ról mozartowskich. Te role umożliwiają nabranie szlifów, zdobycie niezbędnego doświadczenia.  To właśnie na nich uczysz się, czym jest opera. W moim przypadku od razu wiedziałem, kiedy moje dni śpiewania Mozarta się kończą. Przestałem czuć się komfortowo w wykonywaniu tych partii i wówczas pójście w stronę śpiewanie Straussa i innych kompozytorów, sprawiło, że otworzyły się dla mnie drzwi do Wagnera, który jest niezwykle ekscytującym kompozytorem do śpiewania. Świat Wagnera jest niezwykle interesujący zarówno po stronie postaci z jego oper, jak i osób, które przychodzą na jego spektakle, fanów, podróżujących po całym świecie by posłuchać jego utworów.

Czytaj więcej: "Uczę się od innych", wywiad z Brynem Terfelem

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)