opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Uczę się od innych", wywiad z Brynem Terfelem

Wywiad w wersji angielskiej
Flaga brytyjska

 

Bryn Terfel opowiedział Beacie i Michałowi Olszewskim o jego fascynacji muzyką zespołu Pink Floyd, walijskich korzeniach, drodze do opery, śpiewaniu repertuaru wagnerowskiego, miłości do Falstaffa i wielu innych rzeczach... Wywiad został przeprowadzony w Wiedniu w styczniu 2014 roku.

Bryn Terfel photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Chcielibyśmy rozpocząć naszą rozmowę od dość nietypowego pytania, biorąc pod uwagę że jest Pan śpiewakiem operowym. Wiemy, że w młodości był Pan wielkim fanem zespołu Pink Floyd i że nadal uwielbia Pan ich muzykę. To jeden najsłynniejszych zespołów rocka symfonicznego  naszego pokolenia  i również nasz ulubiony. Czy może nam Pan opowiedzieć jak się zaczęła Pana fascynacja ich twórczością?

Muszę się przyznać, że na początku to mój brat był bardziej zainteresowany ode mnie muzyką Pink Floyd. Ja podążyłem za jego przykładem. Razem chodziliśmy na ich koncerty, oglądaliśmy filmy takie jak „Live in Pompei” czy też „The Wall”. W tamtych latach grupa Pink Floyd była bezsprzecznie na samym czele list przebojów we wszystkich możliwych obszarach – jeśli chodzi o płyty, koncerty czy filmy.

Dla mnie jako nastolatka, przy wyborze innej muzyki niż klasyczna, ważne były również takie jej elementy jak: dykcja, intonacja, rytm, interesująca orkiestracja. Pink Floyd we wszystkich tych aspektach wyprzedzał swoją epokę, również z punktu widzenia w pewnym sensie nieco operowego brzmienia ich muzyki.

Dlatego też, kiedy pojawiła się szansa nagrania utworu, który napisał Roger Waters, nie wahałem się nawet przez chwilę. Jedyne, co mogłem mu odpowiedzieć to tylko: „Tak oczywiście, jak najbardziej, czy mogę to zrobić?”.

Czy to była jego opera “Ça Ira”?

Tak, to była “Ça Ira”. W tym okresie spotykaliśmy się z Rogerem Watersem w niezliczonych miastach – San Franciso, Paryżu, jego domu w Londynie. Pojechałem również by zobaczyć jego wykonanie „The Wall” w Nowym Jorku i Manchesterze. Wcale nie było od początku przesądzone, że będę to śpiewał, gdyż Roger jest bardzo ostrożny, jeśli chodzi o wybór ludzi, z którymi współpracuje. Szczególnie, gdy dotyczy to utworu, w który włożył całą swoją duszę.

Kiedy rozpoczęliśmy nagrywanie opery “Ça Ira”, Roger nagrał już partię orkiestry, co oznacza, że miał możliwość przesłuchania wielu śpiewaków do poszczególnych ról. Podczas, gdy my śpiewaliśmy do orkiestry i pod dyrygentem nagranymi na wideo, on siedział, tak jak my teraz przy stole i poprawiał zarówno słowa, jak i muzykę. To było bardzo szczególne doświadczenie z pozycji śpiewaka operowego, który zazwyczaj wchodzi do studia, ma trzy próby i nagrywa swoją partię, najlepiej jak potrafi. W przypadku współpracy z Rogerem nagrywanie może trwać cały dzień. W tym przypadku to nie była trzygodzinna sesja. Nasze nagranie trwało od dziewiątej rano do północy, kiedy to uznaliśmy, że wszystko brzmi właściwie.

Tak na marginesie,  jedno z pierwszych wykonań opery Rogera Watersa miało miejsce w polskim mieście, w Poznaniu.

To prawda, ale wcześniej wersję koncertową zaprezentowano w Rzymie.

Bryn Terfel photo (c) Adam Barker - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Pana zainteresowanie praktycznie każdym rodzajem muzyki, włączając w to muzykę sakralną, tradycyjne utwory ludowe czy musicale, pokazuje, że jest Pan wrażliwy na piękno muzyki, niezależnie od jej źródeł i charakteru. Nie koncentruje się Pan tylko na śpiewie operowym, ale łączy Pan ze sobą różne rodzaje wokalistyki, co słychać w Pańskich nagraniach. Czy to zafascynowanie muzyczną różnorodnością jest wynikiem Pańskiego walijskiego pochodzenia?

Wyrastałem w bardzo prostym, mocno związanym z ludową tradycją otoczeniu. Jako dziecko śpiewałem bez akompaniamentu mnóstwo tradycyjnej walijskiej muzyki ludowej podczas lokalnych konkursów zwanych “Eisteddfodau”. Podczas tych konkursów śpiewałem słowa i melodię, i natychmiast otrzymywałem ocenę swojego wystąpienia na scenie. Od najmłodszych lat byłem często krytykowany za sposób wykonywania przeze mnie różnych utworów. Początkowo było to dla mnie demotywujące, ponieważ ciężko pracowałem żeby się ich nauczyć, ale szybko pojąłem jak ważne jest by słuchać i uczyć się od innych osób. Jeśli miałbym dzisiaj dawać jakiekolwiek rady młodym śpiewakom, to powiedziałbym, żeby słuchali innych, ponieważ ta umiejętność powinna być właściwa komuś kto występuje na scenie, i to nie tylko śpiewakowi, ale również aktorowi. Każdy powinien słuchać ludzi, którzy wiedzą więcej niż on sam. Na przykład od trójki wielkich tenorów – Pavarottiego, Carrerasa i Domingo, nauczyłem się, że zawsze należy dbać o to by znaleźć czas dla swojej publiczności. Pamiętam jak śpiewałem małą rolę w “Samson and Delilah” w mieście Perelada w Hiszpani, miejscu mojego pierwszego europejskiego angażu. To było zaraz po powrocie José Carrerasa, który po chorobie śpiewał w tym spektaklu partię Samsona. W Hiszpanii przedstawienia rozpoczynają się dość późno i pamiętam, jak około trzeciej nad ranem, olbrzymia kolejka tysięcy ludzi czekała na José Carrerasa. Oczywiście on jest prawdziwym dżentelmenem i wspaniałym kolegą, tak więc znalazł czas by z każdym porozmawiać. Stałem na końcu tej długiej kolejki trzymając w rękach partyturę, gdyż jako młody śpiewak byłem bardzo dociekliwy i każdą chwilę wykorzystywałem na naukę. I kiedy przyszła moja kolej, José Carreras spojrzał na mnie i zapytał: „Bryn, co tu robisz, dlaczego nie poszedłeś spać?”. Odpowiedziałem „Chciałem dostać Pana autograf”. Niesamowite, on pamiętał moje imię.

Rozumiemy, że nadal ma Pan tą partyturę z podpisem José Carrerasa? Wiemy, że je Pan kolekcjonuje.

Oczywiście, mam je wszystkie. Taka mała dygresja na temat autografów. W Wiedniu poznałem pewnego mężczyznę, który nazywa się Erich. On zawsze przynosi tysiące zdjęć do podpisu. Kiedy podpisywałem mu te setki fotografii, zażartowałem, że za każdą setkę powinien mi przynieść zdjęcie podpisane przez sławnych śpiewaków, jak Dietrich Fischer-Dieskau, Carlo Bergonzi, Thomas Steward i Tito Gobbi. Wczoraj okazało się, że przyniósł mi te wszystkie zdjęcia z autografami, co było fantastyczne. Nie mogę się nacieszyć, kiedy patrzę na zdjęcie Tito Gobbi jako Falstaffa z jego podpisem, takie piękne, takie prawdziwe.

Zapytałem Ericha jakie jest najcenniejsze zdjęcie w jego kolekcji. Odpowiedział, że jest to fotografia podpisane przez Caruso, gdyż nie ma ich zbyt wielu, podobnie zresztą jak zdjęć z autografem Jussi Bjorling. Tak na marginesie, ja też ma zdjęcie z podpisem Jussi Bjorling. I … Marii Callas. Nie mam, co prawda na razie wielu zdjęć Callas, ale będę miał, za jakiś czas (śmiech). 

Czy mógłby Pan nam opowiedzieć jak się zaczęła Pana przygoda z operą?

Odpowiadając na to pytania, posłużę się pewnym przykładem. W Północnej Walii jest miasto o nazwie Bangor, które ma piękny uniwersytet. Ostatnio, teatr w tym mieście został nazwany moim imieniem, w zeszłym tygodniu byłem tam na ceremonii otwarcia. Przez ostatni rok „biłem się z myślami” czy zgodzić się na nazwanie teatru moim imieniem, gdyż nie miałem pewności, że jest to dobry pomysł. Nie uważam, że osiągnąłem wystarczająco dużo, aby zasłużyć na takie wyróżnienie. W mojej opinii jest wiele innych osób, dużo ważniejszych niż ja. Dlatego przez cały rok zadawałem sobie pytanie: „dlaczego miałbym na to przystać?”. Ale to miasto ma dla mnie szczególne znaczenie. W Bangor jako nastolatek byłem członkiem chóru, co było dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Tam miały miejsce moje pierwsze koncerty z orkiestrą, tam nagrałem mój pierwszy klasyczny album “Schwanengesang”, w tym mieście śpiewałem na koncertach w kościele, katedrze i starym teatrze. Tam zdałem swoje egzaminy z trąbki i fortepianu, jak również egzamin ze śpiewu. Gdy proponowano mi, aby moje imię nosiły inne teatry, sale czy też pokoje do ćwiczeń, zawsze odpowiadałem „Nie”. Ale Bangor  jest dla mnie miastem szczególnym, które bez dwóch zdań odegrało wielką rolę w moim muzycznym rozwoju. Dlatego powiedziałem „Tak”! To jest właśnie to, czym dla mnie jest Walia. Walia ma i konkursy, i koncerty, lokalne radio i telewizję. Może się wydawać, że Walia jest małym, prowincjonalnym krajem, ale ona daje mnóstwo szans na rozwój kariery. To, co tu otrzymujesz daje ci wręcz nieograniczone możliwości, musisz tylko robić to z poświęceniem, ciężko pracować i wykorzystywać lata doświadczeń nabytych w trakcie wielu konkursów i rywalizacji na scenie. Niewątpliwie, jeśli wykorzystasz doświadczenia zdobyte tutaj, to tak jakbyś został obdarowany bronią, do której musisz tylko zdobyć jeszcze amunicję.

Bryn Terfel - Die Meistersingers von Nürnberg - Welsh National Opera photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency
Zdjęcie - Harlequin Agency;
kliknij, aby powiększyć...

Tak więc kiedy miałem dziewiętnaście lat i poszedłem do Guildhall School of Music and Drama, to właśnie tam, w ciągu pięciu lat nauki tę swoistą amunicję zdobyłem.  Miałem tam dwóch nauczycieli, pierwszy, starszy pan, był dla mnie bardzo miły i dbał o mój rozwój, ale jednocześnie nie chciał żebym śpiewał jakiekolwiek operowe arie, tak więc przez pierwsze trzy lata w ogóle ich nie śpiewałem.

Czy to był Arthur Reckless?

Tak. On uczył mnie tylko śpiewania pieśni. Drugim nauczycielem był Rudolf Piernay, który mi bardzo pomógł. Choć Arthur, poprzez pieśni nauczył mnie istoty śpiewania, to ja potrzebowałem, by ktoś mnie trochę „wziął w karby”, bo byłem leniwy.

Czy to znaczy, że w tym czasie nie interesował się Pan operą?

Przed wyjazdem do Londynu nie, ale potem wszystko się zmieniło. Życie w mieście było olśniewające jak ostre światła, i było kompletnie inne od małego świata, w którym dorastałem, gdzie dominowały góry, jeziora, owce i krowy.

Gdybyśmy Pana zapytali o ludzi, którzy mieli główny wpływ na Pana karierę, kogo by Pan wymienił? Innymi słowy, kto najbardziej pomógł Panu w karierze?

Znany walijski śpiewak, bass-baritone Geraint Evans, wykonał dla mnie jeden telefon. Zadzwonił do kogoś, kto mieszkał w Swiss Cottage w Londynie i kto był bardzo sławnym dyrygentem. Zapytał go: „Czy mógłbyś posłuchać tego młodego śpiewaka?”. Pojechałem więc na spotkanie z tym dyrygentem w towarzystwie pianisty, starszego pana z Walii.

Czy tą osobą, do której Pan pojechał był Sir George Solti?

Tak. Weszliśmy do jego pokoju muzycznego, który sam w sobie był bardzo szczególnym miejscem, ze względu na zgromadzoną tam liczbę Grammys i innych nagród, i w którym Sir George Solti miał dwa wspaniałe fortepiany Steinways. Pamiętam towarzyszącego mi pianistę, który poproszony o wybór instrumentu, na którym chciałby mi akompaniować, zachowywał się oczywiście jak małe dziecko w sklepie z cukierkami.

Bryn Terfel - The Flying Dutchman - Welsh National Opera photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Pamiętam też bardzo dobrze, co śpiewałem tamtego popołudnia. To był “Flieder Monologue”  z ”Śpiewaków norymberskich” oraz “Non piu andrai” z “Wesela Figara”. Dzięki temu spotkaniu dostałem dwie role -  Antonia, ogrodnika, w “Weselu Figara” oraz Der Geisterbote w “Kobiecie bez cienia” wystawianym w trakcie Easter Festival w Salzburgu. To były dwie małe role, ale Sir Solti powiedział mi: “Zadbaj by nauczyć się tych ról najlepiej jak potrafisz. Masz przyjść na próby w pełni przygotowany. Nie chcę musieć mówić ci czegokolwiek na temat języka, rytmu czy intonacji”. Tym stwierdzeniem stworzył żelazne reguły, których należy przestrzegać. To był fascynujący okres w moim życiu, który otworzył przede mną wiele drzwi, podobnie jak było w przypadku Angeli Gheorghiu, kiedy zaśpiewała Traviatę w Covent Garden.

Czy to był ten decydujący moment w Pana karierze?

Tak, to było bezsprzecznie kluczowe popołudnie.

W trakcie tych wszystkich lat śpiewał Pan wiele ról: Figara, Sir Johna Falstaffa, Leporella, a dziś partię Wotana. To szeroki repertuar i pewnie nie jest łatwo „przeskoczyć” z Figara do Wotana. Wielu nauczycieli śpiewu przestrzega młodych artystów, by nie śpiewali za wcześnie repertuaru Wagnera, gdyż mogą nadwyrężyć swój głos. Powtarzają: „Musisz być świetny technicznie i musisz znać wszystkie zasadzki, które czają się w partyturze Wagnera”. W wywiadzie dla nas Nina Stemme powiedziała, że przygotowanie się do partii Brünnhilde zajęło jej dziesięć lat. A jaka była Pana droga do śpiewania tego repertuaru? Jeśli dobrze pamiętamy, pierwszą rolę wagnerowską w operze “Tannhäuser” zaśpiewał Pan już w latach dziewięćdziesiątych?

To prawda, że dość wcześnie zaśpiewałem w operze “Tannhäuser”, jak również partię Donnera w “Złocie Renu” w Chicago. Ale to były właściwie tylko te dwie role z repertuaru wagnerowskiego zaśpiewane przeze mnie w tamtym czasie.  Byłem także raz na przesłuchaniach u Giuseppe Sinopoli do roli Amfortasa w „Parsifalu” w Bayreuth, ale nigdy do mojego udziału w tym przedstawieniu nie doszło, gdyż Giuseppe Sinopoli wcześnie zmarł. Może to przeznaczenie trzymało mnie z dala od Wagnera. Kiedy byłem młody wygrałem nawet stypendium Wagnera, w ramach którego pojechałem z Londynu do Bayreuth i zaśpiewałem tam w przesłuchaniach. Ale nawet wówczas nie zostałem zaangażowany. Osoby z Bayreuth miały intuicję oraz wiedzę o tym jakich śpiewaków należy zaangażować, a jakich nie. Oni znali się na głosie naprawdę dobrze, zwłaszcza, jeśli chodzi o wykonywanie repertuaru ojca niemieckiej muzyki. Śpiewanie Wagnera to zupełnie inna bajka. Ono wpływa na ciebie od strony psychologicznej, mentalnej i fizycznej.

 
 
Bryn Terfel - Tosca - Royal Opera House photo (c) Brian Tarr - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Ostatnio zapytano mnie, dlaczego przez ostatnie siedem lat nie śpiewałem w Wiedniu. Odpowiedziałem, że to pytanie powinno być zadane Richardowi Wagnerowi, ponieważ w ciągu tych siedmiu lat zaśpiewałem w „Pierścieniu” i „Śpiewakach norymberskich”. Moim zdaniem potrzeba, co najmniej 3,5 roku żeby myśleć o roli Wotana, czy Hansa Sachsa. Dlatego, ponieważ brałem udział w nowej produkcji „Pierścienia” zarówno w Londynie, jak i Nowym Jorku, było oczywistym, że w tym samym czasie nie będę w stanie śpiewać w innych teatrach operowych.

Czy śpiewanie wagnerowskiego repertuaru zmieniło Pana jako artystę?

Nie, śpiewając Wagnera trzeba po prostu pozostać przy swojej technice i tym, czego się nauczyłeś w pokoju ćwiczeń. Jest natomiast kluczowe jak wykonujesz Wagnera na scenie. Widziałem wielu wagnerowskich śpiewaków w Bayreuth. Oni śpiewają ten repertuar z taką łatwością, jakby jeździli na rowerze. Trzeba jednak bardzo uważać żeby nie wpaść w pułapkę i nie próbować ich naśladować, bo dla nich ten repertuar to „bułka z masłem”. Oni świetnie wiedzą jak go śpiewać, zwłaszcza, po spędzeniu nie kilku, ale wielu sezonów w Bayreuth. Natomiast dla mnie dużą wartością była możliwość obserwowania tych śpiewaków na scenie.

Zresztą od początku mojej kariery obserwuję innych ludzi. Kiedy śpiewałem Masetto obserwowałem występy Claudio Desderi i Thomasa Allena, kiedy byłem Antonio przypatrywałem się Ferruccio Furlanetto oraz Williamowi Stone, kiedy śpiewałem role Donnera w Chicago, obserwowałem Jamesa Morrisa, jednego z najwybitniejszych Wotanów naszego pokolenia. W tym zawodzie trzeba bardzo mądrze postępować układając swój kalendarz, jako, że nasza praca zależy w dużym stopniu od tego ile razy powiemy „tak”, a ile „nie”. Bardzo ważne jest, by usiąść ze swoim agentem i sensownie to wszystko poukładać. Jeśli się tego nie zrobi, to wtedy można wpaść w zasadzki, o których wcześniej Państwo mówiliście.

Kiedy patrzymy na Pana występy, widzimy z jak wielką swobodą, łatwością potrafi Pan przyciągnąć uwagę publiczności. Pana charyzma sceniczna i dobre aktorstwo są często podkreślane przez krytyków. Czy to naturalny dar, czy też coś co wypracował Pan własnym wysiłkiem?

(Moment wahania) Och, naprawdę nie wiem. Moje wejście do świata opery odbyło się dość późno, musiałem więc dość szybko nauczyć się wszystkich sztuczek tego zawodu.  Ja zawsze czułem się w swojej skórze dość komfortowo na scenie. Nie jestem najmniejszym śpiewakiem na operowej scenie, a na pewno nie jestem najszczuplejszym, ale niektóre role pasują do mnie jak ulał. Rola Don Giovanniego nigdy mi nie pasowała, za to partia Leporella, czy Figara jak najbardziej.

Dlaczego rola Don Giovanniego Panu nie pasowała? Czy to ze względu na samą postać?

Nie, wokalnie. Nigdy nie czułem się komfortowo w takcie przejścia do drugiego aktu. Można uważać, że jeśli ktoś śpiewa partię Wotana, to nie powinien mieć problemów ze śpiewaniem Mozarta, ale to tylko pokazuje jak ważne jest dla młodego śpiewaka wykonywanie ról mozartowskich. Te role umożliwiają nabranie szlifów, zdobycie niezbędnego doświadczenia.  To właśnie na nich uczysz się, czym jest opera. W moim przypadku od razu wiedziałem, kiedy moje dni śpiewania Mozarta się kończą. Przestałem czuć się komfortowo w wykonywaniu tych partii i wówczas pójście w stronę śpiewanie Straussa i innych kompozytorów, sprawiło, że otworzyły się dla mnie drzwi do Wagnera, który jest niezwykle ekscytującym kompozytorem do śpiewania. Świat Wagnera jest niezwykle interesujący zarówno po stronie postaci z jego oper, jak i osób, które przychodzą na jego spektakle, fanów, podróżujących po całym świecie by posłuchać jego utworów.

Bryn Terfel as Wotan in Wagner’s Die Walküre  BBC Proms 2013 photo (c) BBC/Chris Christodoulou published by opera.info.pl by courtesy of the BBC Proms

Kliknij, aby powiększyć...

To prawda. Osoby kochające muzykę Wagnera są jej bardzo oddane. Pamiętamy, jak w zeszłym roku na BBC Proms w Londynie, podczas wykonywania tetralogii „Pierścień Nibelunga”, pod batutą Daniela Barenboima panowała niewiarygodna wręcz cisza i skupienie.

Pamiętam, jak kiedyś Daniel Barenboim powiedział do mnie: “Bryn jesteś wspaniałym śpiewakiem, ale … okropnym przyjacielem”. Stało się tak, ponieważ nigdy nie miałem czasu żeby przyjechać do niego i wystąpić w Berlinie. Myślę, że on uważał, że go ignoruję. Dlatego też, gdy z powodu choroby śpiewaka dostałem propozycję, by zaśpiewać Wotana w ramach cyklu „Pierścień Nibelunga” podczas BBC Proms, kiedy to w każdym przedstawieniu w roli Wotana miał wystąpić ktoś inny, zadzwoniłem do Daniela i powiedziałem mu: „Słuchaj, mogę przylecieć z Bostonu dzień przed spektaklem, co oznacza, że zobaczymy się dopiero rano w dniu koncertu („Walkirii” – przypomnienie autorów). Jeśli uważasz, że jesteś w stanie to zaakceptować, to tak zróbmy”. I Daniel odpowiedział: „Dobrze, akceptuję to”. Zobaczyliśmy się więc dopiero rano, w dniu koncertu. Muszę przyznać, że tego dnia przeżyłem jedno z największych muzycznych doświadczeń w mojej karierze. Niesamowite jak on prowadził orkiestrę, jak potrafił ją wyciszyć.

To samo powiedziała nam Nina Stemme na temat tego wydarzenia. Stwierdziła, że: „Po raz pierwszy spotkałam dyrygenta, który nie próbował „przykryć” śpiewaków”.

To prawda, nigdy, co jest szczególnie ważne w Royal Albert Hall, które jest od strony akustyki najtrudniejszym miejscem do śpiewania Wagnera.

Patrząc na role wagnerowskie, które Pan śpiewa, czy partia Wotana jest tą ulubioną?

Nie, biorąc pod uwagę moje walijskie korzenie myślę, że najbliższa jest mi rola Hansa Sachsa w “Śpiewakach norymberskich”, którą pod każdym względem można by porównać do śpiewaczego Everestu, jako, że jest to najdłuższa rola dla bas-barytona. Jest ona jednocześnie najzabawniejszą partią w tym repertuarze. Jest to w zasadzie komedia. Można tam znaleźć wszystko, co się chce. I nawet, jeśli jest się przeciwnikiem Wagnera, to nie można nie przyznać, że to wielkie dzieło i niesamowity utwór.

Obecnie śpiewa Pan partię Scarpii w “Tosce” w Wiedniu. Jak się Pan czuje na tej scenie?

Bryn Terfel (Scarpia)  photo (c) Wiener Staatsoper / Michael Pöhn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper

Kliknij aby powiększyć...

Kiedy śpiewam w “Tosce” nie mogę wręcz uwierzyć jak to możliwe, że pierwsze opinie na temat tej opery Pucciniego były negatywne. Mój Boże, jak on im udowodnił, że się mylili! „Tosca” jest dziś wystawiana we wszystkich teatrach operowych na całym świecie. Każdy tenor chce zaśpiewać partię Cavaradossiego, każdy baryton rolę Scarpii, a każda sopranistka partię Toski. Ta przepiękna produkcja opery, która jest wystawiana w Wiener Staatsoper, jest na tej scenie obecna od 1956 roku. Występując tu myślisz, kto przed tobą śpiewał tę rolę: Tito Gobbi, Samuel Ramey, James Morris, Željko Lučić i Thomas Hampson. Każdy z nas ma swoją rolę do spełnienia śpiewając w cudownym miejscu. Należy jednak bardzo uważnie wybierać role w Wiener Staatsoper, bo to teatr repertuarowy, co oznacza dwa dni prób i już występujesz na scenie, nie mając prób z orkiestrą. To oznacza, że musisz znać daną rolę naprawdę dobrze. Ale jednocześnie musisz pamiętać z jaką orkiestrą ma się do czynienia, to przecież Filharmonicy Wiedeńscy!

Ostatniego wieczoru na przykład po raz pierwszy słyszałem tak głośne dzwony na scenie. Puccini chciał, by te dzwony brzmiały dokładnie tak, jak te w Rzymie, ale uzyskanie takiego efektu, nawet dzisiaj jest dość kosztowne dla teatru operowego. A była to dla Pucciniego ważna kwestia, która weszła do tradycji wykonawczej, a on sam napisał nawet na ten temat list. Fascynujące.

A tak przy okazji, mój przyjaciel kupił w zeszłym tygodniu oryginalny list napisany przez Beethovena i przyniósł go do restauracji w zwykłej plastikowej torbie. Kiedy go wyciągnął, było dla mnie niesamowitym doświadczeniem zobaczyć w Beethovenie zwykłego człowieka. W liście tym pisał, że chorował i leżał w łóżku przez kilka tygodni, i że chce żeby jego edytor przysłał mu utwór, …natychmiast. Kiedy patrzyłem na ten list, napisany przez kogoś wyjątkowego, to było to naprawdę fascynujące. Wykonujemy wspaniały zawód, bo jedyne, co musimy zrobić to kupić partyturę lub nagrania, nauczyć się śpiewać partię, i kiedy wykonamy to poprawnie a przesłuchania pójdą dobrze, to jest nam dane znaleźć się na tej wspaniałej scenie i śpiewać.

Czy może nam Pan opowiedzieć jak się Pan przygotowuje do nowej roli?

Starannie, bo kiedy po raz pierwszy śpiewam dany utwór to jest to ok, drugie wykonanie jest już lepsze, trzecie jest naprawdę dobre, a za czwartym razem zapamiętuję utwór. Mam doskonałą umiejętność zapamiętywania.

Bryn Terfel  Prague Concert - photo published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

Przygotowania do roli zaczynam od zapoznania się z partyturą. Potem, poznaję wizją reżysera i dyrygenta, i dopiero na tej podstawie staram się wypracować to, czego oni ode mnie oni oczekują. Gdybym podszedł do tego na zasadzie: „zamierzam to zrobić w taki, a nie inny sposób i to jest jedyna opcja” to nie byłoby to korzystne. Tak jak już mówiłem wcześniej, ja słucham innych ludzi.

Ale kiedy pytacie mnie Państwo o rolę Scarpii, to przeczytałem kilka książek o Scarpii napisanych przez różne osoby, na przykład książkę Tito Gobbi oraz pamiętniki osób, które śpiewały w „Tosce”.

Czy słucha Pan nagrań innych śpiewaków?

Tak, słucham.

Niektórzy śpiewacy powiedzieli nam, że unikają tego, bo nie chcą by to wpłynęło na ich styl wykonywania danej partii. Boją się, że mogliby podświadomie zacząć naśladować kogoś innego będąc na scenie.

Zawsze są śpiewacy, którzy będą od ciebie lepsi, i tacy, którzy nie są tak dobrzy jak ty. To się równoważy. Powiedziałbym: nie przejmujcie się taki rzeczami i słuchajcie wykonań dawnych śpiewaków, bo pochodzili oni z pokolenia, kiedy nagrania były niesamowite. To może przynieś same korzyści.

Jeśli zapytalibyśmy o role szczególnie bliskie Pana sercu, to jaka byłaby Pana odpowiedź?
Tego roku miałem możliwość zaśpiewania Falstaffa w La Scali i to doświadczenie było dla mnie jak “eureka”! Moment stania na tej scenie i śpiewania Sir Johna Falstaffa był bardzo szczególny.

Śpiewał Pan partię Falstaffa w swojej karierze wielokrotnie, co w takim razie sprawiło, że występ w tej właśnie produkcji w La Scali był taki wyjątkowy?

Po pierwsze, ze względu na samo śpiewanie w Mediolanie, czyli miejscu gdzie ten utwór powstał i był wykonywany przez dekady. Zawsze o tym myślę, gdy siedzę przez godzinę na krześle w charakteryzatorni przed spektaklem. Patrzenie na tą przemianę Bryna w Sir Johna zawsze wprawia mnie w dobry nastrój. Tak więc, jeszcze zanim kurtyna pójdzie w górę czuję się radosny. Chichotałem siedząc na krześle … ten nos … te włosy. Potem założono mi kostium, przymocowano brzuch …

Falstaff celebruje życie jak nikt inny i nawet wówczas, gdy jest w najgorszym możliwym momencie, kiedy panie z Windsor z niego zakpiły, szklaneczka grzanego wina wyzwala w nim wspomnienia złotych lat, kiedy był paziem Księcia Norfolku. Verdi stworzył w swojej operze pogodną atmosferę. Kiedy Verdi pisał ten utwór miał prawie osiemdziesiąt lat i ta wiedza towarzyszy ci, kiedy śpiewasz tą partię. Myślisz: czy sam o sobie pisał? Wystęoując w "Falstaffie" w San Francisco, miałem okazję zobaczyć wystawianą tam operę "Faust" Boito. To było dla mnie interesujące dośwadczenie, że człowiek, który dał Verdiemu tak cudowne i olśniewające libretto, sam stworzył takie dzieło. To nadało nowy wymiar mojemu myśleniu o współpracy tych dwóch wielkich ludzi.

Bryn Terfel - „Falstaff” - Teatro alla Scala photo (c) Brescia/Amisano - Teatro alla Scala published by opera.info.pl by courtesy of the Teatro alla Scala

Kliknij, aby powiększyć...

Myślę, że do końca moich dni śpiewanie w “Falstaffie” będzie mi sprawiało dużo radości. Mam nadzieję, że nawet mając siedemdziesiąt lat będzie mi dane śpiewać pewne sceny z tej opery to tu, to tam.

A jakie role chciałby Pan jeszcze zaśpiewać?

Chciałbym zaśpiewać Borysa Godunowa I Księcia Igora.

Czy są jakieś role z repertuaru Verdiego, o których Pan myśli?

Nie, one nie są na mój głos. Proszę mnie źle nie zrozumieć, bardzo cieszyłbym się gdybym mógł zaśpiewać Rigoletto, Simona Boccanegra lub Makbeta. Próbowałem nawet śpiewać w „Trubadurze” pod batutą Giuseppe Sinopoli, czy też przygotowywałem się do „Simona Boccanegra” pod kierownictwem muzycznym Claudio Abbaddo, ale to nie była moja bajka.

Nie czuł się Pan komfortowo w tych rolach?

Nie, nie czułem się komfortowo. Verdiowski baryton, to zupełnie inny rodzaj głosu. Jest unikalny. Żeby śpiewać te role trzeba czuć się komfortowo z tą tessiturą. Powinno się być w stanie śpiewać te role zarówno o siódmej rano, jak i o drugiej w nocy.

Czy to dlatego poszedł Pan w kierunku Wagnera?

Tak, może role wagnerowskie lepiej do mnie pasują. W przyszłości planuję nowe wyzwania, nowe role. Na przykład, za dwa lata wystąpię w “Skrzypku na dachu”.

To nieco lżejszy repertuar niż śpiewanie w operze…

Tak, ale również wymagający tych samych technicznych umiejętności i to wciąż jest piękna muzyka. Któregoś dnia chciałbym też wystąpić w nowoczesnym dziele, takim jak na przykład „Wozzeck”, w czymś, co pozwoliłoby mi się sprawdzić muzycznie. Do tej pory śpiewałem partie, które ludzie oczekiwali, że zaśpiewam. Może więc czas, by dodać do mojego repertuaru role, które sprawią, że ktoś powie: „No proszę, nigdy nie myślałem, że to zaśpiewa”.

Bryn Terfel photo (c) Adam Barker - published by opera.info.pl by courtesy of the Harlequin Agency

Zdjęcie - Harlequin Agency; kliknij, aby powiększyć...

W ciągu ostatnich lat podejmował Pan różne działania mające na celu promowanie muzyki i pomaganie młodym artystom. Zorganizował Pan festiwal muzyczny w Walii, stworzył fundację wspierania młodych muzyków. Ostatnio, wspólnie z Deutsche Grammophon, założył Pan nową markę płytową o nazwie Snowdonia Records, która będzie promować młodych artystów. Czy mógłby Pan nam opowiedzieć nieco więcej o tych inicjatywach? Czy podejmuje Pan te wszystkie działania, bo Pan sam, kiedy był młody, dostał wsparcie od innych?

Kiedy ja studiowałem byłem w bardzo szczęśliwej sytuacji, ponieważ otrzymałem wiele stypendiów od władz lokalnych, dzięki czemu większość kosztów mojej edukacji została z nich opłacona. Natomiast dzisiaj, młodzi śpiewacy, kiedy kończą uniwersytety, nawet jeśli są bardzo utalentowani, mają długi, wiele długów nawet do dwudziestu tysięcy funtów.

Czy to oznacza, że dziś trudniej jest otrzymać stypendium niż kiedyś?

Nie jest to proste, chyba, że masz wspaniały talent, dzięki czemu możesz uzyskać takie wsparcie. Moja fundacja jest dość młoda, bo stypendia przyznajemy zaledwie od dwóch lat. Ale wierzę, że jest ważne, by wspierać młodych artystów, bo sam pamiętam, kiedy byłem młody i nie miałem środków by kupić partyturę, garnitury, buty, czy nawet, by pójść do fryzjera. Miałem problem z kupnem najprostszych rzeczy. Pamiętajmy, że muzycy muszą kupić narzędzia swoje pracy. Jeśli jesteś harfistą potrzebujesz harfy, jeśli skrzypkiem musisz mieć skrzypce, które potrafią kosztować mnóstwo pieniędzy.

Deutsche Grammophon zaproponowało mi ostatnio nową formę współpracy, poprzez stworzenie mi możliwości wyboru dwójki artystów, którzy nagrają płytę dla Deutsche Grammophon pod marką Snowdonia Records. Na początek szukamy grup grających muzykę ludową, instrumentalistów i śpiewaków. Czyli nie dotyczy to tylko jednej grupy artystów.

To świetny pomysł! Dla młodych artystów nagranie płyty dla Deutsche Grammophon to wielka rzecz. Powinno to pomóc otworzyć im wiele drzwi, ponieważ to jasny sygnał, że ta osoba ma talent.
Bardzo dużo Pan robi by wspierać młodych muzyków, a z drugiej strony w jednym z wywiadów powiedział Pan, że nie chce dawać żadnych lekcji śpiewu typu master classes. Chcielibyśmy zrozumieć dlaczego? I jeszcze jedno pytanie na ten temat. Czy kiedykolwiek myślał Pan o coachingu młodych śpiewaków, ale nie poprzez dawanie im lekcji śpiewu, ale bardziej poprzez doradzanie im jak poruszać się z sukcesami w skomplikowanym świecie opery?

Głęboko wierzę w naukę na własnych błędach. Pamiętam, że w trakcie master classes w Guildhall nie byłem zachwycony tym, co ludzie mieli nam do powiedzenia i kiedy coś nam doradzając, wiedzieli, że następnego dnia wyjadą do innego kraju, zostawiając niektórych uczniów załamanych swoimi wokalnymi niedoskonałościami. Wiecie Państwo, każdy ma swój dzień. Kiedy uczestniczy się w master classes można być w dobrej kondycji, ale można być też chorym. Jednak nawet będąc w złej formie, nie rezygnuje się ze śpiewania przed rówieśnikami, którzy w tych spotkaniach uczestniczą, bo to może być twoja jedyna szansa. Młody student nie może powiedzieć: " Jestem chory, przepraszam, ale nie mogę śpiewać ". Ja również śpiewałem dla kilku osób, które szczerze mówiąc „nie odbierały na tej samej fali co ja”. Może to jest powód, dla którego unikam nawet lekcji jeden na jeden. Ale może te ograniczenia znikną, kiedy stanę się starszy. Wtedy może pomyślę: "No cóż, mam wiedzę i doświadczenie, dlaczego więc nie miałbym pomóc tym ludziom, nawet, jeśli to miałoby polegać jedynie na rozmowach na temat ich kariery?".

Właśnie o czymś takim myśleliśmy. Mógłby Pan przecież udzielać rad, które na pierwszy rzut oka wcale nie są oczywiste. Czasem powiedzenie „nie”, nie jest łatwą decyzją, kiedy się jest młodym śpiewakiem, ale często powiedzenie „tak” może zrujnować karierę. Młodzi śpiewacy potrzebują rad ludzi doświadczonych w tym zawodzie, takich jak Pan.

To prawda. Ja sam mam przecież 48 lat, a cały czas słucham rad innych osób.

Bardzo dziękujemy Panu bardzo za czas poświęcony na rozmowę z nami.

Autorzy: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

  • Nie znaleziono komentarzy
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)