opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Eksperci debaty

Eksperci opinie

"Così fan tutte" - czy libretto opery Mozarta ma sens?

My

"Così fan tutte" Mozarta będzie przedostatnią w tym sezonie operą, którą zobaczą za kilka dni miłośnicy tego gatunku w transmisji bezpośredniej z MET. Z dziełem tym, wydaje się że od zawsze, jest pewien kłopot. Muzyka wspaniała, a libretto... No właśnie! Wielu znawców zdaje się powiadać, że poza muzyką to rzecz nie za bardzo udana, bo oparta na wątłym dramaturgicznie, żeby nie powiedzieć niemądrym i niewiarygodnym pomyśle. Inni przeciwnie, dostrzegają w libretcie przewrotne sensy, które ich zdaniem pozwalają przesłanie opery interpretować odwrotnie niż chce tego tradycja wystawiania tego tytułu. Stąd też bardzo liczne współczesne modernizacje "Così fan tutte", które konkurują o przychylność widza z tradycyjnymi, równie popularnymi interpretacjami, których inscenizatorzy utrzymują, że w arcydziele Mozarta i Da Ponte nie należy niczego zmieniać, albowiem jego przesłanie jest nadzwyczaj racjonalne, a opowiadana historia wcale nie jest banalna.

Zwróciliśmy się do naszych ekspertów z uprzejmym pytaniem: Jakie jest Pani/Pana zdanie w tym sporze oraz poprosiliśmy o wskazanie, na które nagrania "Così fan tutte" miłośnicy opery powinni zwrócić szczególną uwagę.

Jesteśmy bardzo wdzięczni, że na nasze pytanie odpowiedzieli: Ewa ŁętowskaPiotr Kamiński, Jacek Marczyński, Jerzy Snakowski i Marek Weiss.

 

Ewa Łętowska
Profesor Ewa Łętowska
Znawczyni opery
 

Zupełnie się nie zgadzam, co do oceny libretta "Cosi". To tak, jakby od literatury wymagać, aby jedynym dopuszczalnym i aprobowanym gatunkiem była epika albo wyłącznie realizm. Opera jest skonwencjonalizowana w jeszcze większym stopniu i w różnych warstwach, w zależności od tego, czy mamy do czynienia z barokiem, z operą werystyczną czy z Mozartem. I dlatego właśnie "Cosi" w rękach dobrego, twórczego i zdyscyplinowanego realizatora może cieszyć wieloma smakami, smaczkami i podtekstami. To tyle odpowiedzi na pytanie o libretto.

Teraz nagrania. Oczywiście każda pliszka swój ogonek chwali, więc sięgam do własnej szafy. Tylko, że nie mam się czego wstydzić. Fiordiligi wszech czasów była Schwarzkopf. Mam ją w pięciu nagraniach. Najwyżej stawiam pirata pod Cantellim z inauguracji Małej La Scali w 1956 roku. Obok Schwarzkopf jest tam też Merrimann, Sciuti, Alva, Panerai. To bardzo rzadkie nagranie. A sama Schwarzkopf, skądinąd ogromnie zwalczająca piratów, uznawała je swoje najlepsze. Mam jeszcze oczywiście – to już komercjalne – nagranie z 1954 pod Karajanem (to świetny zapis, z Simoneau, Paneraiem, Bruscantinim i Otto, rekomendowany przez Piotra Kamińskiego w jego Indispensables). Z pozostałych piratów mam jeszcze płyty z Salzburga z 1962 roku, pod Boehmem; i fragment, niestety - z koncertowego wykonania w Cleveland w 1968 roku (Szell). Do tego „normalny” Boehm (Steffek, Ludwig, Kraus, Taddei, Berry). A przecież jeszcze obok stoją inne świetne śpiewaczki: Seefried,  Jurinac, della Casa, Lorengar, Janowitz, ...

Teraz sobie uświadomiłam, że ciągle mówię o nagraniach z myszką. Ale to nie wina mojego konserwatyzmu. Te starsze są po prostu głębsze i nie takie pod jeden strychulec....


 Piotr Kamiński

Piotr Kamiński
Krytyk muzyczny
Znawca opery

53 lata temu pani Hanna Ożogowska napisała powieść dla młodzieży pod tytułem "Dziewczyna i chłopak, czyli Heca na 14 fajerek", historię pary bliźniąt płci obojga, które z dramatycznych powodów zamieniają się rolami na wakacjach u wuja i ciotki. Była to "dżenderowa" wariacja na temat powieści Kästnera, znanej po polsku jako Ania czy Mania, gdzie rozdzielone rozwodem bliźniaczki spotykają się przypadkiem i również zamieniają rolami, by doprowadzić do pojednania rodziców. W obu wypadkach dorośli niczego nie zauważają. Choć przecież "nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy...".

Można oczywiście uznać, że libretto "Cosi fan tutte" jest bez sensu, przyjdzie jednak wówczas stwierdzić, że bez sensu jest znaczna część dramaturgii światowej, od Szekspira i Moliera poczynając, a w gruncie rzeczy w ogóle sama idea teatru. Gdyż "nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy", że ten facet w rajstopach, mówiący cudzym tekstem, do tego jeszcze do wiersza, to naprawdę Hamlet albo Don Juan. Wariat, Wisła się pali. U Szekspira jakieś chłopaczysko udawało Kleopatrę. Rozsądni ludzie na sali gwizdali pewnie przez cały spektakl. U Marivaux pan udaje sługę, a służąca panią - jawne kpiny. No, a kiedy zamiast mówić, zaczynają śpiewać, to już w ogóle.

Wchodząc do teatru podpisujemy wirtualne zobowiązanie, które pewien filozof zdefiniował jako "dobrowolne zawieszenie nieufności". W czasie zabaw na moim poznańskim podwórku nazywało się to, że robimy coś "na u" - gdzie "u" oznaczało "udawanie", choć litera równie dobrze pasuje do słowa "umowa". Stąd - umowność, czyli konwencja. Okazuje się, że jest to koncept zgoła nieprzejrzysty, zakryty rozumowi niektórych wytrawnych artystów teatru.

Na obrazie, na scenie, na stronicach powieści, wszystko się dzieje "na u", "na niby". Prawa obowiązujące w tym świecie ustalił sam twórca wedle nieśmiertelnego przepisu Hansa Sachsa z III aktu "Śpiewaków norymberskich": "reguły ustalasz sobie sam, a potem ich przestrzegasz". Inne są one u Rabelais'go, a inne u Balzaka. Wszystko jest możliwe, byle przestrzegać umowy, czyli konwencji. Widz orientuje się w tym błyskawicznie, bo sam się kiedyś bawił na podwórku. W świecie komedii "ojciec nie rozpoznaje córki, kiedy włożyła nowe rękawiczki" (Julian Tuwim), bo tak się umówiliśmy. Sztuka uprawia "dowody nie wprost", czyli - jak mówią Francuzi - głosi kłamstwo, aby odkryć prawdę. Pytanie o to, czy Fiordigili rozpozna narzeczonego Dorabelli, gdy ten sobie wąsy sumiaste przyprawi, jest bez sensu i dowodzi, że ten, który je stawia, pomylił drzwi. W tym świecie Hrabia Almaviva nie poznaje własnej żony wieczorową porą, bo nie o to chodzi w tych sztukach, ale o nieznośną zwiewność ludzkich uczuć.

Cosi fan tutte wyrosło z dwóch tradycji: zdrożnych krotochwil w stylu Boccaccia i ze swoistej tradycji "dydaktycznej", opowieści, gdzie surowy mędrzec aplikuje młodzieży bolesne lekcje prawdy o życiu, najchętniej w formie doświadczalnej. Słynny "Spór" Marivaux, wyprzedza "Cosi fan tutte" o pół wieku. "Sen nocy letniej" - o dwa stulecia. W obu tych komediach mamy dwie pary, próbę, wierność, zmienność, zdradę. Da Ponte niczego nie wymyślił.

A jeżeli komu trzeba za wszelką cenę - uzasadnień "na zdrowy rozum", niech sobie przypomni, jak łatwo ukryć przed człowiekiem rzecz oczywistą. Wystarczy odrobina dobrze zaaplikowanej sugestii - i klapka w mózgu zapada. Bunuel zrobił o tym film "Mroczny przedmiot pożądania", gdzie główną bohaterkę grają na zmianę dwie różne aktorki.

A co do nagrań - wracam nieustannie do starego Karajana z 1954 roku, bo nikt nie dorównał nigdy tamtej obsadzie i tamtemu Karajanowi. Maestro powtórzył po latach swoje wczesne nagrania mozartowskie, "Flet" i "Figara", ale "Cosi" nigdy więcej nie tknął. Wiedział, że nie ma powodu. Skróty uzupełnić można gdziekolwiek.

Jacek Marczynski

Jacek Marczyński
Krytyk muzyczny
Znawca opery

„Cosi fan tutte” to opera pełna pułapek. Dla widza i dla inscenizatora. Ten pierwszy, jeśli nie zechce wniknąć głębiej w jej sens, a tylko poprzestanie na powierzchownym odczytaniu akcji, zaczyna nudzić się w II akcie,  bo obie panny jak na dzisiejsze standardy stanowczo zbyt długo opierają się swoim zalotnikom. Inscenizatorzy z kolei  uważają, że do tej  opery, będącej ciągiem wspaniałych numerów muzycznych (niektóre z nich są zaiste boskiej piękności), trzeba dodać coś, co ożywi akcję. I wówczas ponoszą klęskę, tak jak Grzegorz Jarzyna, który w operowym debiucie zrealizował „Cosi fan tutte” w Teatrze Wielkim w Poznaniu w połowie poprzedniej dekady.

Współcześnie teatr rzeczywiście miewa kłopoty z "Cosi fan tutte”, bo ta komedia oparta na typowej przebierance jest zdecydowanie staroświecka. W jakie stroje należy zresztą dziś przebrać obu kawalerów, by jako egzotyczni Albańczycy nie wyglądali groteskowo, a byli na tyle wiarygodni, by można było ich nie rozpoznać? I jak tu przystać na to, by Despina odgrywała a to lekarza, a to notariusza? A może lepiej uznać, że wszyscy bohaterowie „Cosi fan tutte” świadomie podejmują tę grę erotyczną, w końcu w sklepie z erotycznymi gadżetami można dziś kupić rozmaite stroje podsycające wyobraźnię partnera czy partnerki, więc może jest tam również do nabycia strój Albańczyka?

Widziałem w ostatnich latach kilka interesujących inscenizacji „Cosi fan tutte”, których twórcy  wychodzili z takiego założenia. W Polsce w ten sposób odczytał „Cosi fan tutte” Marek Weiss (Warszawska Opera Kameralna i Opera Bałtycka). Niezwykle przejmująca jest inscenizacja Michaela Hanekego z La Monnaie (2011), powtórzona też w madryckim Teatro Real dwa lata później. W tym niezwykle eleganckim spektaklu kostiumy XVIII-wieczne mieszają się ze współczesnymi, przejmującą zaś postacią jest Despina, w białym, jedwabnym spodniumie przypominająca smutnego Pierrota, bo ona ma świadomość czym takie erotyczne zabawy towarzyskie się kończą. Największe wrażenie zrobił jednak na mnie spektakl Clausa Gutha (Salzburg, 2009) o współczesnych yuppies, rozgrywany w nowoczesnej, minimalistycznie urządzonej willi. Guglielmo i Ferrando nie tyle chcą zweryfikować uczucia partnerek lecz pragną przekonać się, jak dalece są one skłonne posunąć się w erotycznej grze. Nie ma tu happy endu. Owszem, winy zostały wybaczone, ale zaślubin – jak w oryginale – nie będzie. W tle oglądamy film, a na nim bohaterów kiedyś szczęśliwie zakochanych. Teraz siedzą  smutni, wiedząc, że tamtego czasu nie da się już wrócić. Bawiąc się zniszczyli miłość, być może tę jedyną, jaka mogli spotkać.

Proszę więc mi nie mówić, że „Cosi fan tutte” to jedynie teatralna błahostka z genialną muzyką. To naprawdę arcydzieło, choć dotarło to do mnie po wielu latach i po różnych obejrzanych spektaklach. Nie powiedziałem bowiem jeszcze nic o stronie wokalnej, a przecież jeśli nie ma się szóstki świetnych śpiewaków, to lepiej za tę operę się nie brać, bo przeciętniacy nie poradzą sobie z bogactwem muzycznych niuansów i odcieni. Zwykło się też  uważać, że to opera dla młodych wykonawców, a najgenialniejszą Despiną – zarówno wokalnie i aktorską – jaką podziwiałem na żywo, była niezrównana Helen Donath, (Salzburg 2004), która zaśpiewała tę partię po 40 latach kariery!

Jerzy Snakowski
Jerzy Snakowski
Znawca opery

I ja, muszę przyznać, uważałem "Cosi fan tutte" za operę o niczym. Wiadomo, że opery wymagają od nas ogromnej dozy pobłażliwości. Ale żeby aż tak dużej! Naiwna, seksistowska intryga z durną pointą już w pierwszej odsłonie wprawiała mnie w stan drażliwości, a pod koniec drugiego aktu wpędzała w drzemkę lub -  w najlepszym wypadku - w odrętwienie. Opadanie kurtyny zawsze przyjmowałem z dużą ulgą. Po kolejnej inscenizacji "Cosi..." postanowiłem, że już nigdy w życiu!

Na spektakl do Opery Bałtyckiej wybierałem się więc tylko dlatego, że wystawiał to "mój" teatr. Aż tu nagle... Cud inscenizacji sprawił, że zamiast burleski z subretką, perukami i dziesiątkami ansambli zobaczyłem ludzką komedię, w której było, jak to w życiu, i śmiesznie i strasznie. Nie zdradzę pomysłu inscenizacyjnego Marka Weissa, proszę samemu zobaczyć przedstawienie grane i w Gdańsku, i w Warszawskiej Operze Kameralnej. I nie piszę tego, by chwalić rękę, która mnie dokarmia, ale raczej w podziękowaniu, że od tego momentu "Cosi..." nie psuje mi obrazu Mozarta jako nieomylnego geniusza. To dzieło mądre, z potencjałem i, proszę wybaczyć górnolotność, ale mówimy o arcydziele - ponadczasowe.  Parafrazując Martę Fik: "na szczęście reżyser miał pomysły".

Marek Weiss

Marek Weiss
Dyrektor Naczelny i Artystyczny Opery Bałtyckiej

Czy „Cosi Fan Tutte” ma sens?

Rozumiem, że pytanie jest retoryczne, bo niewiele jest librett operowych, mających tak wielki sens, jak te, które Da Ponte pisał dla Mozarta. Nie chcę polemizować ze „znawcami”, którzy mają na ten temat odmienne zdanie, ale w sprawie znawców, chcę tylko dodać, że istnieje również wielu takich, którzy uważają, że to właśnie Da Ponte nadał kilku operom Mozarta głębię i powagę równą jego muzyce.
Jaki to sens – trudno w krótkim felietonie opowiedzieć. Tym bardziej, że dopiero w połączeniu z muzyką ten sens staje się czytelny. Jak to w operze.

Uważam, że cztery arcydzieła Mozarta: „Don Giovanni”, „Wesele Figara”, „Czarodziejski Flet” i „Cosi Fan Tutte” stanowią fundament teatru operowego i dopiero po ich zrealizowaniu można mówić o jakości danej instytucji i jej zespole artystycznym. Zapowiadałem realizację tych dzieł od pierwszego dnia kierowania Operą Bałtycką. Pracowaliśmy siedem lat, żeby doczekać się ostatniej z tych czterech realizacji. I była nią właśnie opera „Cosi Fan Tutte” - najtrudniejsza, najbardziej skomplikowana i przewrotna ze wszystkich dzieł genialnego kompozytora.

Opowiada o perwersyjnej zabawie uprawianej przez małżeństwa i kochanków częściej, niż się powszechnie uważa. Polega ona na udawaniu wobec partnera, czy partnerki kogoś innego. Ta niewinna zabawa ożywiająca regularne współżycie seksualne, tak szybko powszedniejące mimo uczuć i dobrych chęci, czasem prowadzi do zmiany partnerów, co już przestaje być niewinną igraszką i najczęściej kończy się destrukcją związku. W „Cosi Fan Tutte” ta komplikacja jest wielopiętrowa. Początkowo wygląda na to, że mamy do czynienia z niewinną zabawą, kiedy kochankowie przebierają się za obcych i uwodzą swoje partnerki badając ich stopień wierności w ramach zakładu z pomysłodawcą tej gry, pozornie poczciwym sceptykiem Don Alfonsem, a tak naprawdę podstępnym libertynem, który zaspokaja swoje żądze karmiąc się uczestniczeniem w seksualności młodszych od siebie. Perfidia polega na tym, że kochankowie zamieniają się miejscami i każdy z nich uwodzi ukochaną przyjaciela. Żeby zrozumieć tę perfidię trzeba koniecznie przyjąć, że rozpoznanie jest natychmiastowe, a mimo tego kobiety kontynuują tę grę z różnymi oporami w zależności od stopnia godności, jaki każdej przynależy. Ci, którzy upierają się, że rozpoznanie następuje dopiero w finale, obrażają wyrafinowanie oraz inteligencję autorów dzieła, a także swoją własną. Pośród długich arii, duetów, tercetów, kwartetów i sekstetów przebiega salonowa akcja zdobywania wzajemności i seksualnego spełnienia. Kiedy okazuje się, że ta zamiana doprowadziła do obustronnej wzajemności i harmonii, zamiast tym zakończyć i pozostać przy nowym, korzystniejszym dla wszystkich wyborze uwieńczonym ślubnym kontraktem, podły Don Alfonso przywraca początkowy porządek i zmusza młodych do powrotu w dawne związki. Na zakończenie funduje im wykład o niestałości kobiet z tezą, że wszystkie są z natury niewierne i trzeba się z tym pogodzić. Ale kto to mówi? Libertyn rodem z burdelu, który wymyślił całą intrygę i oszukiwał wszystkich. Dlatego na swoim plakacie umieściłem trzech rozebranych, zdemaskowanych jako prosiaki, mężczyzn debatujących nad bezbronnym i anonimowym ciałem kobiety, którą Don Alfonso wskazuje jako argument popierający jego tezę, że tak czynią wszystkie. Tylko kto zamienił kobietę w ten pornograficzny przedmiot służący wyłącznie do zaspokojenia ich seksualnych potrzeb?

 

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)