opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Święto muzyki we Wrocławiu" - rozmowa z Profesor Ewą Michnik

Wywiad przeprowadzili Beata i Michał Olszewscy we Wrocławiu 5 października 2014 roku.

Profesor Ewa Michnik - Dyrektor Opery Wrocławskiej - zdjęcie (c) Marek Grotowski opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Profesor Ewa Michnik
Zdjęcie (c) Marek Grotowski
Kliknij, aby powiększyć...

Pani Profesor, nasz ostatni wywiad z Panią zakończyliśmy pytaniem o kompozytorów, których dziełami lubi Pani dyrygować najbardziej. Wspomniała wtedy Pani o Straussie i Wagnerze. Niedawno dała Pani dowody nadzwyczajnej determinacji i miłości do twórczości Straussa właśnie, decydując się na prowadzenie orkiestry podczas opery „Kobieta bez cienia”. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że dyrygowała Pani mając rękę złamaną w łokciu… ?

Nie było innego wyjścia, bowiem w innym przypadku trzeba byłoby odwołać spektakl. Po powrocie z gór, z prawą ręką w gipsie od ramienia po nadgarstek, postanowiliśmy sprawdzić, czy nie udałoby się jednak stworzyć przy dyrygenckim pulpicie warunków umożliwiających dyrygowanie. Położyliśmy partyturę na pulpicie, a ja pomyślałam sobie: „no cóż, Krzysztof Penderecki może dyrygować lewą ręką, dlaczego nie miałabym tego spróbować …, I tak przewracałam strony partytury bolącą prawą ręką, a dyrygowałam lewą. Udało się …

Zapewne nie było to miłe doświadczenie, które chciałaby Pani powtórzyć?

Nie, zdecydowanie nie było to miłe doświadczenie. Jednak najważniejsze, że spektakl był dobry, a ja mogłam w praktyce sprawdzić to, czego uczę moich studentów, czyli uniezależnienia rąk. Poświęcamy temu problemowi wiele czasu i ćwiczeń. Mówiąc, że nie chciałabym powtórki takiej sytuacji, mam jednak na myśli coś zupełnie innego. Mianowicie, gdy chora ręka jest unieruchomiona w gipsie, to zmuszenie jej do dużej jednak fizycznej pracy kończy się  bólem i spuchnięciem wystającej spod gipsu dłoni, która z powodu ograniczenia w krążeniu krwi, stała się kompletnie sina. Nie było rady i przy pomocy inspektora orkiestry musieliśmy błyskawicznie rozciąć spory kawałek gipsowego opatrunku i po pewnym czasie wszystko wróciło do normy.

Rozmawiamy dziś z Panią Profesor w szczególnym momencie. We Wrocławiu odbywa się właśnie impreza wielkiej rangi – „Światowe Dni Muzyki”. W tym samym czasie ma miejsce po raz czwarty „Festiwal Opery Współczesnej” organizowany przez Operę Wrocławską.

Profesor Ewa Michnik - Dyrektor Opery Wrocławskiej - zdjęcie (c) Marek Grotowski opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Profesor Ewa Michnik na scenie
Zdjęcie (c) Marek Grotowski
Kliknij, aby powiększyć...

Światowe Dni Muzyki to rzeczywiście wielkie święto Muzyki we Wrocławiu, na które przyjechali delegaci z ponad osiemdziesięciu krajów świata, a fakt organizowania ich przez Wrocław, ma dla nas ogromne znaczenie. „Dni”, które mają wspaniałą, prawie stuletnią już tradycję były do tej pory organizowane głównie w stolicach poszczególnych państw. W tym kontekście, wybór Wrocławia jest wydarzeniem szczególnym, poprzedzającym nadchodzący 2016 rok, kiedy to nasze miasto stanie się „Europejską Stolicą Kultury”. Myślę, że wybierając Wrocław jako organizatora „Światowych Dni Muzyki” uhonorowano wspaniałe tradycje kulturalne tego miasta, które przed wojną pod wieloma względami górowało nawet nad ówczesnym Dreznem, czy Berlinem. Po wojnie, te proporcje były już inne, ale dziś dużo się zmieniło, nawiązując do najlepszych tradycji tego miasta.

Jak „zdobywa się”,  używając naturalnie cudzysłowu, prawa do organizacji tak wielkiej imprezy?  

Zanim doszło w 2010 roku do głosowania nad wyborem Wrocławia, przez wiele wcześniejszych lat nasze miasto odwiedzane było regularnie przez osoby, które miały potem decydować o ostatecznym wyborze organizatora. Nasi goście bywali na „Festiwalach Opery Współczesnej” w Operze Wrocławskiej oraz na Festiwalach Muzyki Współczesnej we Wrocławskiej Filharmonii. Ale nie wolno również zapominać, że już od lat powojennych Wrocław dbał o rozwój muzyki współczesnej, dzięki świetnie funkcjonującemu tu ośrodkowi kompozytorskiemu, skupiającemu artystów tej rangi, co Tadeusz Natanson, czy Ryszard Bukowski, którzy choć może nieznani szerzej na arenie międzynarodowej, wkładali dużo wysiłku w komponowanie rzeczy nowych, bardzo szybko wykonywanych w Filharmonii Wrocławskiej. Również Opera Wrocławska starała się wystawiać jak najwięcej dzieł współczesnych. Dzięki temu Wrocław stał się znaczącym ośrodkiem, doceniającym muzykę współczesną i, co ważne, bardzo szybko stał się miastem chętnie odwiedzanym przez melomanów z całej Europy. Innymi słowy marka miasta była budowana przez wiele lat naszym zbiorowym wysiłkiem.

W czasie „Dni” mogliśmy usłyszeć wiele światowych prawykonań. Koncertów było mnóstwo, sama Filharmonia zorganizowała ich pięćdziesiąt. Nawet wkład Opery Wrocławskiej ma unikatowy charakter, bowiem zwykle podczas „Światowych Dni Muzyki” wykonuje się jeden lub dwa tytuły operowe. Tymczasem u nas miał miejsce prawdziwy festiwal operowy, podczas którego odbyło się pierwsze polskie sceniczne wykonanie „Aniołów w Ameryce” Pétera Eötvösa, światowa prapremiera  „Pięciu śpiewów z klatki” Prasquala oraz spektakle „Raj utracony” Krzysztofa Pendereckiego i „Pułapka” Zygmunta Krauzego.

Profesor Ewa Michnik - Dyrektor Opery Wrocławskiej - zdjęcie (c) Marek Grotowski opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Profesor Ewa Michnik
Zdjęcie (c) Marek Grotowski
Kliknij, aby powiększyć...

A jak się Państwu pracowało z Péterem Eötvösem, który w Operze Wrocławskiej zadyrygował nawet polską premierą „Aniołów”? Podobno w piątek teatr pękał w szwach?

Tak, zainteresowanie spektaklem było ogromne. Sam Péter Eötvös jest urokliwym człowiekiem i wspaniałym dyrygentem. Zaczynał swoją karierę pod okiem Kenta Nagano, a potem pracował z artystami tej miary co Karlheinz Stockhausen i Pierre Boulez. Ma on ogromną wiedzę dyrygencką i co więcej, potrafi świetnie to robić. Mnóstwo lat pracował w operze, nie mając czasu na komponowanie. Dopiero, gdy zaczął dostawać konkretne zamówienia na napisanie oper, i stworzył pierwszą z  nich, czyli „Trzy siostry”, sytuacja się zmieniła i mógł tworzyć kolejne dzieła. Ogromnie się z tego cieszę, bo to niezwykle ciekawy artysta i nadzwyczajnie słowny człowiek. Ponieważ obiecał nam, że będzie dyrygował premierą „Aniołów”, przyjechał do Wrocławia pomimo choroby.

A jak publiczność przyjęła „Anioły w Ameryce” podczas premiery?  

Publiczność w wieczór premiery była zachwycona. Odniosłam wrażenie, że wielu widzów było zaskoczonych, atrakcyjnością tej opery. Jej wątki dramaturgiczne są łatwe  w odbiorze, a strona muzyczna nie stanowi właściwie problemu w jej percepcji. Temat libretta, zaczerpnięty z dramatu Tony’ego Kushnera nie jest już dla nikogo szokującą nowością, jest to jednak remake sytuacji, która społecznie już  do pewnego stopnia wybrzmiała.

Prawdę mówiąc mieliśmy bardzo podobne odczucia: piękna muzyka, świetnie wyreżyserowany spektakl, zaśpiewany na bardzo wysokim poziomie, …ale libretto bardzo niedoskonałe, bo dramaturgicznie nieco powierzchowne, co jest efektem nieuniknionego skrótu, bo przecież teatralny oryginał trwał podobno aż siedem godzin.

Zgadzam się z Państwem, że odbiór tego dzieła był kiedyś zapewne zupełnie inny. Czy to w Paryżu, gdzie dziesięć lat temu opera miała swoją światową prapremierę, czy wcześniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie temat homoseksualizmu i problemy społeczne spowodowane epidemią AIDS były w centrum intensywnej debaty, „Anioły w Ameryce” były wtedy gorącym tematem. Dziś jest już zupełnie inaczej, jednak jestem bardzo zadowolona, że nam udało się tę operę wystawić. Wbrew pozorom nie była to wcale tania produkcja, bowiem kompozytorowi bardzo zależało, żeby na scenie odtworzyć musicalową atmosferę Broadwayu. Dodatkową trudnością był fakt, że utwór jest po angielsku i nie jest łatwo z różnymi językowymi niuansami dotrzeć do nieanglojęzycznej publiczności. W tekście angielskim jest bardzo dużo zabawnych elementów, samo brzmienie i układ zdań są często źródłem śmiechu u publiczności. Niestety w tłumaczeniu polskim wiele z tych rzeczy się gubi i wielu komicznych efektów językowych nie da się łatwo osiągnąć. 

Czytaj więcej: "Święto muzyki we Wrocławiu" - rozmowa z Profesor Ewą...

Rozmowa z Profesor Ewą Michnik

Wywiad przeprowadzili w Krakowie 11 marca 2013 roku: Beata i Michał Olszewscy

Życiorys artystyczny Pani Profesor Ewy Michnik, Dyrektora Opery Wrocławskiej jest dostępny na stronach serwisu internetowego Opery Wrocławskiej.

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Dyrektor, serwis internetowy opera.info.pl powołaliśmy do istnienia między innymi dlatego, że zdaliśmy sobie sprawę, że w Polsce nie ma praktycznie dialogu między miłośnikami opery a jej twórcami w teatrach. Pomyśleliśmy sobie, że skoro my mamy mnóstwo pytań, które bardzo chcielibyśmy zadać, to na pewno podobne kwestie muszą również nurtować polską publiczność operową. Prowadząc nasz portal odnosimy wrażenie, że wiele osób chciałoby o wiele spraw zapytać, tyle tylko, że albo nie mają ku temu okazji, bądź to nie mają dość śmiałości…

Polska publiczność jest mniej spontaniczna niż publiczność uczęszczająca do teatrów na Zachodzie. Cechuje ją dużo większy dystans i powściągliwość w wyrażaniu emocji w czasie trwającego spektaklu. Natomiast po spektaklu nagradza artystów gorącym aplauzem. Przypuszczam, że wynika to z doświadczeń z uczestnictwa w koncertach symfonicznych, a także większej tradycji słuchania muzyki symfonicznej niż operowej. W filharmonii zasadą jest nieprzerywanie brawami poszczególnych części symfonii czy koncertów, a w operze artyści wręcz oczekują braw po słynnych ariach czy ansamblach operowych. W operze można, a wręcz należy spontanicznie reagować na to, co się dzieje na scenie. Na przykład, kiedy śpiewane są owe słynne arie czy też piękne ansamble artyści bardzo się cieszą, gdy słyszą brawa. Czasem aria operowa kończy się niepozornym recytatywem, jak np. aria Mimi w  „Cyganerii” Pucciniego i tylko melomani znający taką arię wiedzą, że jest to moment, w którym artystę można nagrodzić oklaskami. Z reguły melomani zagraniczni są bardzo dobrze przygotowani do odbioru wybranego przez nich spektaklu operowego i ich reakcje w czasie spektaklu są bardzo żywe. Wówczas nasi artyści doskonale wiedzą, że na widowni znajdują się również goście zagraniczni.

Doświadczona i wyrobiona publiczność…?

Tak. Melomanii np. z Austrii, Niemiec, Włoch i Szwajcarii są świadomymi odbiorcami sztuki operowej. Ci ostatni za pośrednictwem wyspecjalizowanych firm przyjeżdżają do Wrocławia na spektakle polskich kompozytorów, bowiem chcą poznać polski repertuar operowy. Zdarza się, że wykupują na wyłączność spektakle „Króla Rogera” Szymanowskiego, „Halkę” czy „Straszny dwór” Moniuszki. Zagraniczni goście są także zainteresowani poznaniem twórczości Krzysztofa Pendereckiego, którego „Raj utracony” cieszy się dużą popularnością.

No właśnie Pani Profesor, Opera Wrocławska słynie z bardzo zróżnicowanego i bogatego repertuaru. Prestiżowy portal operabase sklasyfikował Wrocław na 16 miejscu w rankingu miast wystawiających najwięcej spektakli operowych. Jak Państwo udaje się osiągać takie sukcesy w czasach niesprzyjających „finansowo”  kulturze wysokiej?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć..

Nie jest to wcale proste, ale staramy się, aby nasz teatr „pracował na siebie”. Gramy dużo spektakli w każdym sezonie, choć znana jest prawidłowość, że teatr jest tańszy, jeśli gra mniej spektakli, ponieważ w ten sposób nie generuje kosztów. Uważamy, że powołaniem teatru jest granie spektakli dla publiczności codziennie i staramy się tę zasadę realizować. Sprzedaż biletów musi choć w części pokrywać koszty eksploatacji spektaklu, a z drugiej strony cena biletu nie powinna stanowić bariery dla widza. Tak więc prowadzimy bardzo elastyczną  politykę cenową: oferujemy bilety zarówno drogie, tak zwane z opcją VIP, które oprócz najlepszych miejsc na widowni gwarantują dodatkowe przywileje: atrakcyjne wydawnictwa Opery Wrocławskiej czy spotkanie z artystami. Dla studentów, młodzieży, czy seniorów, którzy bardzo chętnie przychodzą do naszego teatru, oferujemy bilety w znacznie niższych cenach.

Oferta programowa naszego teatru jest bogata, złożona nie tylko ze znanych „hitów” operowych. Oczywiście łatwiej byłoby funkcjonować, wystawiając tytuły ulubione przez publiczność, takie jak „Madame Butterfly”,  „Tosca” czy „Carmen”, zapewniające stuprocentową sprzedaż biletów. Jednak w takim przypadku repertuar byłby znacznie uboższy, a przecież jest bardzo ważne, aby obok słynnych dzieł, były również wystawiane utwory wartościowe, ale mniej znane.

Jednak nadal dla nas pozostaje zagadkowym pytanie o źródło finansowania opery. Przecież dochody z biletów nie wystarczą na pokrycie kosztów nawet skromnego repertuaru. Tymczasem oferta Opery Wrocławskiej jest zdumiewająco bogata? Macie amerykańskich sponsorów…?

Amerykańskich nie, ale za to wielu znakomitych polskich. Głównymi sponsorami Opery Wrocławskiej są TAURON Polska Energia, KGHM Polska Miedź i Bank PKO BP. Dla nas najważniejsze jest podpisanie ze sponsorem umowy na kilkuletni okres. Długofalowa współpraca przynosi także wymierne efekty dla sponsora. Aby przekonać partnera do współpracy sponsoringowej potrzeba ogromnego wysiłku. Niejednokrotnie proces ten trwa kilka lat. Najtrudniej jest, gdy osoba decydująca o takiej współpracy – prezes firmy, jest na przykład miłośnikiem piłki nożnej. Wtedy o jego zainteresowanie trzeba zabiegać w sposób szczególny. Zdarzyło mi się pójść na mecz piłki nożnej tylko dlatego, że była to jedyna okazja do porozmawiania na temat sponsorowania Opery Wrocławskiej z prezesem jednej z dużych firm, choć stadion piłkarski, na którym dominuje krzyk, hałas i gwizdy, nie należy do moich ulubionych miejsc.

Pani Dyrektor, takie doświadczenia dla muzyka muszą być bardziej traumatyczne, niż podróże na wschód dla polskich przedsiębiorców, którzy wspominają, że w tamtejszym kręgu kulturowym warunkiem  pozyskania partnera w interesach, jest posiadanie nadzwyczajnie zdrowej wątroby…

(Śmiech) Trudno powiedzieć, co jest łatwiejsze… A wracając do pozyskiwania funduszy, staramy się być na tym polu stale aktywni. Bierzemy udział w konkursach ministerialnych na projekty artystyczne, korzystamy ze środków unijnych, gminnych, regionalnych.

Ale oczywiście i my odczuwamy obecny kryzys w Europie, na świecie, a także w Polsce. Jest on  szczególnie dotkliwy dla kultury. Do niedawna Opera Wrocławska prezentowała osiem, a nawet dziewięć premier rocznie. Dziś jest to pięć tytułów, choć zawsze staramy się przygotować jakieś dodatkowe wydarzenia, jak na przykład tegoroczne „Dni Wagnera i Verdiego”, którymi możemy zainteresować naszego widza.

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Dyrektor, a ile osób zatrudnia Opera Wrocławska?

Opera Wrocławska w sezonie 2012/13 zatrudnia na etatach 320 osób, w tym ponad 200 artystów, ale w zależności od realizowanych tytułów współpracujemy z doangażowanymi solistami, muzykami i tancerzami. Do roku 1997 Opera Wrocławska zatrudniała ponad 500 osób, ale na 10-cio letni okres remontu zostaliśmy zmuszeni do zlikwidowania około 150 etatów, związanych z samą sceną i widownią. Niestety, po zakończonym remoncie nie odzyskaliśmy utraconych etatów, dlatego też w zakresie obsługi widowni, ochrony budynku itp. korzystamy z usług firm zewnętrznych. Bardzo ważnym działem w naszym teatrze jest dział organizacji widowni i dział marketingu. Zajmuje się on sprzedażą biletów, działaniami typu PR, a także poszukiwaniem sponsorów. Kierownik tego działu – Pani Anna Leniart – odnosi na tym polu sukcesy. Nawiązała między innymi kontakt z około 80 touroperatorami, specjalizującymi się w organizowaniu podróży muzycznych. Właśnie wczoraj wróciła z targów turystycznych ITB w Berlinie.

Pewnie wiele osób dziwi się co Opera Wrocławska robi na targach w stolicy Niemiec?

To prawda, dla wielu osób może to być niezrozumiałe. Opera Wrocławska od lat funkcjonuje na berlińskich targach – największych na świecie targach turystycznych. Takie miejsce daje doskonałą sposobność do sprzedaży naszej oferty artystycznej firmom.

Firmom…?

Tak, zagranicznym organizatorom turystycznym, w szczególności firmom z krajów niemieckojęzycznych – które ze względu na bliskie sąsiedztwo często organizują wycieczki do Polski.

Jeszcze kilka lat temu otrzymywaliśmy fundusze na zorganizowanie własnego stoiska podczas targów turystycznych. Obecnie takich możliwości nie mamy, więc korzystamy z przychylności organizatorów, którzy znając nas z poprzednich lat i ceniąc naszą pracę artystyczną, zapraszają nas i pozwalają promować się na zasadach gościnności na zaprzyjaźnionych stoiskach.

Jednak, mimo tych trudności organizacyjnych i ograniczeń finansowych, Pani Dyrektor nie zrezygnowała z organizacji megawidowisk operowych, czegoś całkowicie unikatowego w Polsce?

Do dziś przygotowaliśmy 36 produkcji operowych, począwszy od „Nabucco”, „Aidy”, „Carmen”, po tetralogię Wagnera czy „Carmina burana” Orffa. Zagraliśmy sto kilkadziesiąt megaspektakli, które obejrzało około pół miliona widzów z całej Polski i wielu krajów świata.  Jesteśmy jedyną polską operą, która od 16 lat wystawia regularnie wielkie przedstawienia operowe w Hali Stulecia i w plenerze.

Pewnie do przeprowadzenia tak ogromnych przedsięwzięć potrzebujecie pomocy dużej liczby dodatkowych osób?

Organizacją megawidowisk zajmuje się Opera Wrocławska, a przygotowaniami kieruje mój zastępca,  dyrektor Janusz Słoniowski. Nie zrażają go trudnością związane z organizacją takich przedsięwzięć. Superwidowiska odbywają się na specjalnie przygotowanej wielkiej scenie (długość 50 metrów), bierze w nich udział około 300-400 artystów – są to soliści, muzycy, chór, balet, statyści. Podczas realizacji wielkich projektów współpracujemy z wieloma artystami, doangażowujemy ich na okres trwania poszczególnych spektakli. Koordynacja tak ogromnych przedsięwzięć nie jest prosta, ale do tej pory wszystkie spektakle zakończyły się sukcesem.

Nie pytamy więc jak to Państwo robicie, ale pozwolimy sobie zapytać co Państwa inspiruje do organizacji takich przedsięwzięć?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć..

Jako naszą misję postrzegamy zainteresowanie sztuką operową szerokich kręgów odbiorców, którzy do tej pory nie mieli kontaktu ze spektaklami operowymi. Staramy się połączyć piękno muzyki operowej z niepowtarzalnymi przestrzeniami, zarówno architektonicznymi jak i plenerowym. Organizowaliśmy spektakle na Wyspie Piaskowej, na Odrze z widokiem na zabytki Ostrowa Tumskiego, na Pergoli, w Hali Stulecia, ale również na dachu Galerii Dominikańskiej. Nie wahaliśmy się w ubiegłym roku przygotować w czasie piłkarskiego EURO „Balu maskowego” Verdiego na zabytkowym Stadionie Olimpijskim, otoczonym pięknymi Polami Marsowymi, zielenią i wspaniałym starodrzewiem. Przedstawienie obejrzało ponad 20 tysięcy widzów. „Przedtaktem” do spektaklu była wielka „parada masek” – ponad 5 tysięcy osób przebranych w piękne kostiumy i karnawałowe maski przeszło  spod Opery do Strefy Kibica na wrocławskim rynku. Tam przygotowaliśmy występy chórów, zespołów tanecznych i orkiestr z  Dolnego Śląska, które brały udział w paradzie. Pochód karnawałowy wzbudził ogromne zainteresowanie zagranicznych turystów, którzy wieczorem obejrzeli nasz spektakl. Przed drugim spektaklem na Stadionie Olimpijskim zorganizowaliśmy I Dolnośląski Spływ Odrzański, w którym uczestniczyło ponad 130 wodnych jednostek pływających.

I wszystko to organizujecie Państwo samodzielnie?

Spływ Odrzański organizowaliśmy we współpracy z Dolnośląską Organizacją Turystyczną. Szczególnie wspierał nas Dyrektor Rajmund Papiernik, a także bardzo wielu wolontariuszy oraz wiele instytucji wrocławskich i dolnośląskich.

O tym jak potrzebne i trafione są to pomysły świadczy bardzo wysoka frekwencja. Z tego co wiemy nie macie Państwo najmniejszych problemów ze sprzedażą biletów?

To prawda, udaje nam się pozyskać wielotysięczną publiczność. Na widowiska plenerowe sprzedajemy nawet 30 tysięcy biletów… („Gioconda”).

A Hala Stulecia, w której również występowaliście – czy tam jest dobra akustyka?

Niestety nie, łatwiej jest zagrać spektakl na wolnym powietrzu z mikrofonami, niż wyeliminować odbicia dźwięku, powstające w potężnej żelbetowej przestrzeni Hali Stulecia. Przy dobrym wytłumieniu można je w dużym stopniu zniwelować. Ale dajemy sobie i z tym radę. Niepowtarzalna architektura Hali Stulecia jest wciąż inspiracją dla scenografów i reżyserów, którzy przygotowują spektakle z wykorzystaniem tej niezwykłej przestrzeni. W listopadzie tego roku zapraszamy widzów do Hali Stulecia na „Poławiaczy pereł” Bizeta.

A to wspaniale, bo jest to opera, którą nie jest łatwo zobaczyć w europejskich teatrach operowych. Szalenie rzadko grana…

To prawda, natomiast partytura tej opery jest bardzo piękna. Szczególnie ciekawe są wspaniałe chóry, ale także poruszające arie Nadira czy Leili, które należą do tak zwanych „przebojów operowych”. Teatry często boją się wprowadzania do repertuaru mniej znanych tytułów operowych – takich jak „Poławiacze pereł” – w obawie o frekwencję. To była pierwsza opera, którą jako dyrektor artystyczny wystawiłam w Operze Krakowskiej. Wtedy również towarzyszyła nam obawa, czy publiczność zaakceptuje ten tytuł. Okazało się, że widzowie bardzo chętnie przychodzili na ten spektakl. Dodatkowym atutem tego przedstawienia było wspólne przygotowanie spektaklu przez artystów Opery Krakowskiej oraz chóru Akademii Muzycznej w Krakowie. Także jedną z obsad solistów tworzyli młodzi absolwenci tej uczelni.

A jak Państwo układacie swój repertuar w czasach, gdy trzeba to robić z kilkuletnim wyprzedzeniem, bo współcześni śpiewacy operowi są jak nomadzi, wiecznie wędrują i śpiewają gdzie się da, a gdy zatelefonuje się do nich, to z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że właśnie wysiadają z jakiegoś samolotu…?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Repertuar Opery Wrocławskiej oparty jest o zatrudnionych na stałe solistów etatowych. Oczywiście na premiery i specjalne wydarzenia zapraszamy także gwiazdy scen światowych. Ale bardzo dbamy o to, aby nasi śpiewacy prezentowali wysoki poziom, tak, aby każdy spektakl repertuarowy był znakomicie zagrany.  

Opera Wrocławska łączy dwa systemy planowania repertuaru: w każdym sezonie artystycznym oprócz spektakli repertuarowych, niektóre tytuły gramy tak zwaną serią, 6 do 11 spektakli tego samego tytułu. Dzięki temu możemy bardzo elastycznie reagować na różne sytuacje. Także wszystkie spektakle w Hali Stulecia lub w plenerze grane są serią. Potem tytuł nie jest już wystawiany w formie superprodukcji. W kolejnych sezonach staramy się wprowadzić ten tytuł już do stałego repertuaru na scenie Opery, ale to wiąże się z przygotowaniem nowych dekoracji. W ten sposób  udało nam się zaadaptować na przykład „Borysa Godunowa” i „Napój miłosny”. Ale jest rzeczą ciekawą, że w samym teatrze zupełnie nam się nie sprawdza metoda wystawiania danej opery w serii, natomiast znakomicie funkcjonuje wprowadzanie danego tytułu w odstępach, na przykład co drugi miesiąc. Wyjątkiem są spektakle premierowe, które nawet co miesiąc mogą z powodzeniem powracać na deski naszego teatru. W tym systemie jesteśmy w stanie utrzymać w sumie aż czterdzieści tytułów, przy czym dany tytuł pojawia się cztery lub pięć razy w sezonie.

Wygląda to rzeczywiście nadzwyczajnie. Ale jak to właściwie jest, że ta maszyneria się nie zacina? Z jednej strony macie Państwo wymogi repertuaru i zgodnie z nim Opera Wrocławska jednego dnia wystawia „Parsifala”, drugiego „Rigoletto”, a kolejnego „Napój miłosny”. Tymczasem z drugiej strony jest tam ekipa techniczna, która musi w krótkim czasie, w ogromnym tempie zmienić dekoracje. Co na to ich związki zawodowe? Wiemy, że w  niektórych teatrach bywa z tym dosyć poważny problem.

Rzeczywiście jest to problem ze względu na przepisy kodeksu pracy i BHP.

…więc jak sobie Państwo radzicie z takimi problemami…?

Zmaga się  z nimi Dyrektor Janusz Słoniowski, zatrudnia dwie ekipy, wymiennie pracujące w dzień i w nocy i stara się planować tak pracę, aby była zgodna z przepisami i obowiązującym regulaminem. W Operze Wrocławskiej borykamy się ze szczególnie trudnymi warunkami, ponieważ nie mamy na miejscu własnych magazynów, a więc dekoracje, kostiumy i rekwizyty muszą być każdorazowo przywiezione i wywiezione do wynajmowanych magazynów zlokalizowanych poza miastem.

Ależ to są olbrzymie koszty…?

Nie ma innego wyjścia. Mam nadzieję, że to się zmieni, ponieważ budujemy własne magazyny. Oczywiście również będą zlokalizowane poza Wrocławiem, bowiem tego typu obiekty nie mogą powstawać w zabytkowej części miasta, w której znajduje się nasz teatr. Tym samym nadal będziemy musieli transportować wszystko nocami, ale zostaną zredukowane koszty wynajmu pomieszczeń.

Czytaj więcej: Rozmowa z Profesor Ewą Michnik

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)