opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Dobry dyrygent daje orkiestrze grać" - wywiad z Gabrielem Chmurą

O zmianach w Teatrze Wielkim w Poznaniu, o wystawianiu Wagnera i Mozarta, o granicach modernizacji opery, planach na przyszłość i o tym co czyni dyrygenta wielkim, opowiedział nam Maestro Gabriel Chmura. Zapraszamy do lektury. Beata i Michał Olszewscy

Gabriel Chmura zdjęcie z archiwum Gabriela Chmury opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie z archiwum Gabriela Chmury
kliknij, aby powiększyć...

Maestro, pamiętamy ten czas, gdy obejmował Pan stanowisko dyrektora artystycznego Teatru Wielkiego w Poznaniu. Wielu naszych czytelników dzieliło się wtedy z nami nadzieją, że zaczyna się lepszy czas dla sztuki operowej w tym mieście. Proszę nam opowiedzieć jak zaczęła się Pana przygoda w Poznaniu?

Pierwszą osobą, która zaproponowała mi objęcie stanowiska dyrektora artystycznego w Teatrze Wielkim w Poznaniu był Michał Znaniecki, który przyszedł do mnie z tym pomysłem, gdy dyrygowałem w Warszawie operą „Faust” w reżyserii Roberta Wilsona. Pojechałem więc do Poznania, gdzie to, co zobaczyłem, nie za bardzo mi się spodobało. Powiedziałem wtedy szczerze Panu Znanieckiemu: „Przykro mi, ale to co ja tu widzę, można by nazwać „chałupą do remontu”. Kiedy zadałem mu serię pytań na temat możliwości przeprowadzenia koniecznych zmian, dostałem bardzo szczere odpowiedzi w rodzaju, „to nie będzie możliwe”, albo „to będzie bardzo trudne”. Nie pozostało mi więc nic innego, jak zasugerować, by na proponowane stanowisko poszukał jednak kogoś innego, może młodszego, który będzie miał więcej siły i determinacji, aby walczyć o niezbędne reformy. Później, gdy otrzymałem podobną propozycję od Renaty Borowskiej, okazało się, że ona, jako właśnie osoba młoda, ma nie tylko podobną do mojej wizję zmian w teatrze, ale również ogromne zasoby energii oraz wolę, żeby pokonać wszelkie trudności. Przede wszystkim podzielała moją niechęć do konserwatyzmu w teatrze operowym. W ten o to sposób Pani Borowska przekonała mnie do podjęcia się roli dyrektora artystycznego w operze w Poznaniu, czego, co muszę podkreślić, w ogóle nie żałuję.

Z tego, co słyszeliśmy, dokonaliście Państwo licznych zmian w sposobach funkcjonowania teatru?

To prawda. Przede wszystkim przeprowadziliśmy zmiany w samej orkiestrze. Mimo pewnych ograniczeń finansowych, pozyskaliśmy wielu nowych muzyków na kluczowe pozycje w zespole. Udało nam się również namówić kilka osób do przejścia na emeryturę, a tych, którzy źle grali, skłonić do odejścia. To ostatnie zresztą nie jest w warunkach polskich łatwe do przeprowadzenia i pytany o różnice w pracy na Zachodzie i u nas, wskazuję właśnie na ten problem. Na świecie, aby przekonać się że muzyk jest przygotowany do pracy, prosi się go, aby zagrał wskazany mu fragment partytury. Jeśli nie potrafi, prosi się go, żeby przygotował się na – powiedzmy - za dwa tygodnie. W Polsce zwykle szybko przedstawiany jest druk L4.

Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska
kliknij, aby powiększyć...

Niemniej, wiele udało nam się zmienić na lepsze. Przede wszystkim zmieniła się mentalność ludzi pracujących w orkiestrze. Teraz ta orkiestra chce grać, a ci, którzy grają nieco słabiej, ciężko pracują żeby dorównać do najlepszych. Ale zmiany i redukcje dotknęły również inne grupy zawodowe, na przykład śpiewaków, wśród których liczba etatów spadła o jedną trzecią. Prawdę mówiąc, zmiany powinny być głębsze, ale jesteśmy teatrem repertuarowym, gramy pięć razy w tygodniu, więc na razie nie jest to możliwe. Muszę też wspomnieć o tym, że zapraszamy do współpracy coraz lepszych dyrygentów, z którymi dużo pracuję. Jeśli publiczność dostrzega te zmiany i widzi poprawę, to pozostaje nam się tylko z tego cieszyć.

Myślimy, że nie tylko poznańska publiczność dostrzega skalę zmian. My jesteśmy Panu bardzo wdzięczni za wystawienie w Poznaniu „Parsifala” i w przeciwieństwie do wielu osób jesteśmy zachwyceni, że wreszcie w Polsce można posłuchać arcydzieła Wagnera dobrze zagranego i zupełnie przyzwoicie zaśpiewanego. Stał się w pewnym sensie cud, bo wydawało się, że w naszych teatrach operowych nie jest to w ogóle możliwe. I mówimy to, mimo naszych zastrzeżeń do samej inscenizacji, która wydała nam się nie do końca przemyślana.

Powiem Państwu, że ja bardzo kocham Wagnera i choć tak naprawdę nie wiem jak długo pozostanę w Poznaniu, to mogę już dziś powiedzieć, że „Parsifal” nie będzie jedyną operą Wagnera, którą tam zrobię. Kiedy rozmawiałem z Panią Dyrektor pierwszy raz o wystawieniu Wagnera, od razu zastrzegłem, że to nie może wyjść tanio, bo ja nie widzę w Polsce nikogo, kto mógłby zaśpiewać główne partie. Kiedy określiłem rząd wielkości środków, które ta produkcja może pochłonąć, Pani Borowska powiedziała tak: „Wiesz, ja tych pieniędzy teraz nie mam, ale ja je zdobędę”. I muszę przyznać, że jest ona pod tym względem niezwykle skuteczna. I teraz naturalnie można dyskutować, czy inscenizacja była udana, lub czy któryś ze śpiewaków nie ma nadmiernego wibrato, ale całość poznańskiego „Parsifala” jest muzycznie bardzo udana i całkiem przyzwoicie zaśpiewana. Oczywiście, można sobie wyobrazić występ wybitniejszych śpiewaków. Z jednym nawet rozmawialiśmy, ale okazało się, że teatru nie byłoby stać nawet na połowę jego zwykłej stawki. Mieliśmy jednak szczęście, bo śpiewania Parsifala podjął się Thomas Mohr, który robi to świetnie, znakomicie frazując i bardzo kulturalnie artykułując tekst.

Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska
kliknij, aby powiększyć... 

Przez większą część spektaklu pięknie śpiewał również Mario Klein, który jednak nie wytrzymał kondycyjnie i w trzecim akcie miał wyraźne chwile słabości.

Młodzi śpiewacy muszą się nauczyć rozkładania sił na cały spektakl. Klein pokazał wszystko, na co go stać w akcie pierwszym, a potem było … jak było. To częsty błąd niedoświadczonych śpiewaków.

Przez wiele lat pracował Pan w teatrach operowych na Zachodzie. Jakie są Pańskim zdaniem podstawowe różnice w sposobach ich funkcjonowania w porównaniu z teatrami polskimi?  

W Polsce jest ogromna różnica między poziomem, jaki prezentują teatry dramatyczne i teatry operowe. Jak zacząłem, po bardzo długiej przerwie przyjeżdżać do Polski, byłem zachwycony poziomem artystycznym teatrów dramatycznych. Prawie codziennie byłem na jakimś świetnym przedstawieniu. Tymczasem w teatrach operowych ciągle oglądałem przestarzałe i nudne spektakle. Na szczęście od „czasów Trelińskiego” wiele rzeczy zostało poprawionych, choć nadal mało do Polski dociera z tego, co dzieje się od dwudziestu lat w operach niemieckich. Słaba jest tendencja do modernizowania przedstawień operowych. Najlepszy przykład to nasz „Parsifal”, nazwany kontrowersyjnym, w sytuacji, gdy na scenie tak naprawdę nic się nie stało – nikt na nikogo nie siusiał i nie było przysłowiowych „gołych piersi”. Było to bardzo przyzwoite przedstawienie, choć rzeczywiście daliśmy szansę reżyserom, którzy nigdy wcześniej nie pracowali przy operze. Był to ów „Hotel Pro Forma”, który tak zachwycił dyrektora brukselskiej La Monnaie, że ten zaproponował im inscenizację trzech oper Musorgskiego. Można więc powiedzieć, że mieliśmy nosa, również do Pippo Delbono…

Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska
kliknij, aby powiększyć...

…którego inscenizacja „Don Giovanniego” w nowej produkcji Teatru Wielkiego w Poznaniu została mocno skrytykowana…

Tak, mówiono, że on właściwie nic nie zrobił, że nic się nie działo na scenie, a to nie jest prawda. Dyrygowałem tym spektaklem, który jest nadzwyczaj minimalistyczny, bo w sensie inscenizacyjnym mamy do czynienia z jedną przestrzenią i sławną już kanapą. Ale warto podkreślić, że było to bardzo emocjonalnie czyste, zdystansowane i ascetyczne przedstawienie, w którym nacisk położono na bardzo dobre śpiewanie. Najważniejsze, że w moim odczuciu publiczność przyjęła tego „Don Giovanniego” bardzo dobrze. Zresztą nie jest to tylko kwestia wrażenia, bo warto podkreślić, że teraz mamy o dwadzieścia procent wyższą frekwencję, niż dwa lata temu. Co więcej, wydaje się, że udało nam się pozyskać młodą publiczność poznańską, która do teatru operowego nigdy wcześniej nie przychodziła. Teraz przychodzi i to nie tylko na spektakle zmodernizowane, ale również te tradycyjnie zrobione. Bo najważniejsze jest, aby był zapewniony wysoki poziom śpiewania.

A wracając jeszcze do podobieństw i różnic w pracy teatrów operowych polskich i zagranicznych, jak by Pan porównał te instytucje?

Myślę, że poważnych różnic w sposobach przygotowywania spektakli nie ma. Tu i tam obowiązują takie same zasady. Tym, czego może w Polsce bardzo brakuje jest system abonamentowy - podstawa planowania budżetu teatralnego w Niemczech i Belgii. Gdyby coś takiego istniało w Polsce, byłoby nam łatwiej na przykład zaplanować występy śpiewaków z innych teatrów. Co więcej, łatwiej byłoby nam prezentować tytuły trudniejsze, co do których w innych okolicznościach można byłoby się martwić, że „nie pójdą”. System abonamentowy dawałby teatrowi pewność dochodów, a tym samym większą swobodę w doborze repertuaru. Bo trzeba Państwu wiedzieć, że musimy bardzo starannie planować, bo jeśli na przykład zamiast trzech spektakli „Don Giovanniego”, zaplanujemy ich – powiedzmy sześć – to istnieje ryzyko, że w obecnych warunkach będą problemy ze sprzedażą biletów na ostatnie trzy przedstawienia. Żeby nie być gołosłownym powiem, że mieliśmy nawet problemy ze sprzedażą biletów na „Eugeniusza Oniegina”, w którym występował Mariusz Kwiecień. Zresztą w tym też dostrzegam różnicę w sposobach funkcjonowania teatrów w Polsce. Otóż, u nas nadal publiczność chodzi na „tytuły”, a nie na śpiewaków. Widziałem już plakaty zapowiadające wystawienie danego tytułu, z których nie można było odgadnąć, kto będzie tak zwaną „gwiazdą”. Dokładnie odwrotnie jest na Zachodzie, gdzie to właśnie nazwiska wykonawców przyciągają operową publiczność.

Gabriel Chmura zdjęcie z archiwum Gabriela Chmury opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie z archiwum Gabriela Chmury
kliknij, aby powiększyć... 

Z Pana opowieści łatwo wywnioskować, że jest Pan zwolennikiem modernizacji opery w sposobach jej inscenizowania i reżyserowania?

Jestem bardzo wielkim zwolennikiem modernizacji opery. Właśnie dlatego, między innymi, przyjąłem posadę w Poznaniu, że razem z Panią Renatą Borowska jesteśmy przekonani o konieczności wprowadzania daleko idących zmian w tym zakresie. Warto pamiętać, że co do zasady opera jest dla reżysera pewnego rodzaju „więzieniem”. Bo jeśli ten sam reżyser będzie inscenizował „Makbeta” w teatrze dramatycznym, to spektakl może trwać dwie godziny, ale równie dobrze będzie mógł trwać i cztery, w zależności od sposobu jego wystawienia. Tymczasem takiej swobody nigdy nie ma w operze, gdzie muzyka wyznacza ramy. Można czasami to i owo skrócić lub wydłużyć, ale generalnie allegro jest allegro, a adagio jest adagio, więc w tym muzycznym „więzieniu” reżyserzy muszą pracować. Sama opera zaś jest w dodatku dziwaczna w tym sensie, że ludzie w niej zamiast mówić, śpiewają. I teraz, trudnym wyzwaniem dla reżysera jest kwestia - jak to wszystko zrobić, żeby ta płaszczyzna śpiewania była dla nas widzów naturalna i łatwa do zaakceptowania. Oczywiście, można zrobić wszystko tak, jak to sobie na przykład wyobraził i zapisał Wagner, ale w efekcie otrzymamy piękny, stary zamek. Aktualnym pozostanie zaś pytanie: „czy my współcześni, nadal chcielibyśmy w takim zamku mieszkać?” Innymi słowy, uważam, że wystawienie Wagnera w tradycyjny sposób pokazywałoby nam tylko jak to „miało wyglądać” zdaniem twórcy, ale czy to by nam teraz coś jeszcze mówiło, to jest moim zdaniem inna, bardzo dyskusyjna sprawa. Zresztą, tak naprawdę to nie bardzo wiadomo dokładnie, co to znaczy wystawić operę w taki sposób, jak chciał tego kompozytor. Sam czytałem kilkanaście książek o Mozarcie, w których analizowano jego przedtakty, ornamentacje i sposoby zapisu. Każda z tych książek proponowała inne rozumienie intencji Mozarta. Dlatego nie wiem do dziś, jak to było grane w osiemnastym wieku. Ale czy to ma znaczenie dla kogokolwiek poza muzykologami? Czy to w ogóle może interesować współczesnego widza? Wątpię, choć oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że mnie, jako dyrygenta nie interesuje wykonanie najbliższe oryginałowi. Oczywiście interesuje, ale nie w takim stopniu, żebym za każdym razem chciał to powtórzyć. I nie chodzi tu o to, żeby wykonawcy występowali koniecznie w przysłowiowych dżinsach, albo, co ostatnio popularne „na golasa”, ale o to, żeby ludzie zrozumieli, dlaczego dramaty, które rozegrały się tysiąc, albo czterysta lat temu, nadal ich dotykają, nadal mają dla nich znaczenie. Inaczej mówiąc, trzeba dać ludziom produkt, z którym oni się będą identyfikować.

Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska
kliknij, aby powiększyć...

Ale jak rozumiemy istnieją granice modyfikacji, bowiem nadal należy wykonać muzykę, o której Pan wspomniał, że wyznacza twarde ramy utworu operowego.

Oczywiście, że istnieją granice reinterpretacji, poza którymi zaczyna się kraina absurdu. Pamiętam, jak kiedyś pewna Pani reżyser próbował mnie przekonać, że w „Cyganerii” należy na wiele minut przerwać jej wykonanie, po to, aby na miejsce sceny z Parpignolem, wprowadzić pantomimę, w której Śmierć rozdaje dzieciom zatrute cukierki i pozbawia je w ten sposób życia. Próbowałem tę Panią przekonać, że to absurd, że dla dobra spektaklu nie mogę go przerwać na tak długo, że Puccini w ogóle czegoś takiego nie przewidywał. Bez skutku. Poszedłem więc do dyrektora i powiedziałem, że rezygnuję z dyrygowania i wracam do domu. Bo granicą jest partytura i jej trzeba się trzymać. Tylko w ramach wyznaczonych przez partyturę można dokonywać modyfikacji, nawet daleko idących. Ale tylko w ramach partytury.

Czy zechciałby Pan opowiedzieć, co zobaczymy w nadchodzącym sezonie w Teatrze Wielkim w Poznaniu?

Zaczynamy premierą pięknej, jednoaktowej opery Maurica Ravela „Dziecko i czary”, która zostanie wystawiona razem ze „Słowikiem” Strawińskiego. Druga premiera sezonu, to również dwie słynne jednoaktówki, czyli „Rycerskość wieśniacza” i „Pajace”, w której wystąpią świetni śpiewacy – Helena Zubanovich, Barbara Kubiak i Arnold Rawls. Trzeci tytuł, o którym należy wspomnieć to opera pisana na zamówienie Teatru Wielkiego w Poznaniu przez młodego, bardzo zdolnego kompozytora Aleksandra Nowaka, której premiera przewidywana jest na marzec przyszłego roku. Będzie to rodzaj opery mydlanej, ale rozgrywającej się w przestrzeni kosmicznej. Kompozytor we współpracy z librecistą, którym jest bułgarski pisarz Gieorgi Gospodinow, postanowili wyobrazić sobie pierwszą załogową wyprawę na Marsa i zastanowić się przy tej okazji, czy my jako ludzkość, byliśmy gotowi podjęcia się takiego zadania.

Czyli kolejna, po „Cyberiadzie”, kosmiczna opera w Poznaniu?

Tak, i to pogodna, która dobrze się kończy. W dodatku będziemy chcieli, aby została również wydana płyta zawierająca samą, skomponowana na tę okazję muzykę. Ale nie tylko opery kosmiczne pojawią się u nas, bo zagramy również „Halkę”.

Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska
kliknij, aby powiększyć... 

No właśnie, jaka to będzie „Halka”? Nowoczesna, czy tradycyjna, albo mówiąc żartobliwie – „na golasa”, czy w ubraniu?

Od wybitnego reżysera, którym będzie Maciej Prus, oczekujemy, że przeprowadzi on głęboką analizę postaw poszczególnych postaci, a oszczędzi nam taniej cepelii, choć zdajemy sobie sprawę, że owa cepelia też, gdzieś w tle, będzie musiała być obecna. A skoro mówimy o reżyserach, to chciałbym zwrócić Państwa uwagę na dwóch artystów – Leszka Mądzika, któremu powierzyliśmy inscenizację „Rycerskości wieśniaczej” oraz Krzysztofa Cicheńskiego, który ma przygotować „Pajaców”. Wiele sobie po ich pracy obiecujemy. Co do zaś powtórzeń, to w przyszłym sezonie będziemy grali „Aidę”, „Anioła dziwnych przypadków”, „Carmen”, „Cosi fan tutte”, „Cyberiadę” i „Portret”. Z dwoma ostatnimi tytułami przyjeżdżamy zresztą w styczniu 2015 roku do Warszawy. Poza tym zagramy „Don Giovanniego”, „Cyganerię”, „Jasia i Małgosię”, „Madame Butterfly”, „Nabucco” i „Parsifala”.

Czy „Parsifal” będzie grany w tej samej obsadzie?

Właściwie tak, choć będziemy musieli szukać śpiewaczki do partii Kundry, bo Agnieszka Zwierko będzie w tych terminach bardzo zajęta, występując w Royal Opera House w Londynie.

Na koniec naszej rozmowy chcielibyśmy Pana zapytać o operę „Moby Dick”, której premierą dyrygował Pan w Teatrze Wielkim w Warszawie. Otóż mamy z tym dziełem ogromny problem, bo odnosimy wrażenie, że wspaniała muzyka została, mówiąc metaforycznie, wykorzystana do zilustrowania niezbyt dobrego libretta, a samo dzieło przypomina bardziej oratorium niż operę. Co gorsza, sama treść wydała nam się bardzo nużąca, pozbawiona wyrazistego pomysłu dramaturgicznego i mocno niejasna w warstwie znaczeniowej. Innymi słowy, dzieło wydało nam się miałkie, jeśli mielibyśmy go traktować jak swoisty traktat metafizyczny i nudne, gdybyśmy chcieli skupić się na warstwie fabularnej. Jakie jest Pańskie zdanie o operze „Moby Dick”?
Libretto sprawia pewne problemy, natomiast muzyka w tej operze jest wartością samą w sobie. Nie jest, jak w większości współczesnych oper, wyłącznie ilustracją dla teatru. Gdyby była wydana, z pewnością kupiłbym CD, by posłuchać jej ponownie.

Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Gabriel Chmura
zdjęcie (c) Katarzyna Zalewska
kliknij, aby powiększyć...

Trzeba oddać Pani reżyser Barbarze Wysockiej, że włożyła bardzo dużo wysiłku w ożywienie niezmiernie statycznych w założeniu obrazów.

To prawda, podziwiam jej wyobraźnię – ja sam kompletnie nie wiem, jak należałoby to dzieło zinscenizować. Cieszę się, że krytyka dobrze przyjęła samo dzieło Eugeniusza Knapika, bo jednak jest to opera polska, a my nie mamy zbyt bogatego dorobku w tej dziedzinie.

Bardzo trafnie tę operę scharakteryzował nasz znajmy Kanadyjczyk, który mieszka w Polsce od kilkunastu lat. Otóż on przygotował się do spektaklu nadzwyczaj starannie, bo nawet przeczytał specjalnie na tę okazję powieść Hermana Melville’a „Moby Dick”. Gdy wyszedł z teatru, powiedział tak: „Śpiewali po angielsku, ale nic z tego nie rozumiałem. Napisy polskie były wyświetlane za szybko, żebym mógł je swobodnie czytać. No i… nie opowiedziano mi żadnej historii”.

Tak, spotkałem się z tą opinią. Być może pomogłoby dodanie także tekstów w języku angielskim.

Maestro, prosimy o wybaczenie, ale nasze następne pytanie będzie miało nieco „tabloidowy” charakter. Pan zapewne dyrygował w trakcie swojej kariery wykonaniem dzieł wszystkich wielkich kompozytorów operowych. Który z nich jest najbliższy Pańskiemu sercu?
Wszystkimi nie dyrygowałem, a samo pytanie jest dla mnie bardzo trudne… (chwila namysłu). Najbliżsi mi są Verdi i Wagner. A mówiąc precyzyjnie, to jeśli chodzi o Verdiego cenię jego późniejszą twórczość, czyli tę, którą rozpoczyna jego „Makbet”. A co do Wagnera to muszę powiedzieć, że jestem jego wielkim fanem. Ja po prostu uwielbiam tego kompozytora.

Maestro, kolejne niełatwe pytanie, które zadawaliśmy już wielokrotnie, ale nigdy nie otrzymaliśmy satysfakcjonującej odpowiedzi. Co czyni dyrygenta wielkim?

Szalenie trudna kwestia. Powinniście Państwo zapytać o to muzyków z orkiestry… (długa chwila namysłu). Dyrygowanie…, to jest kwestia w dużym stopniu właściwego gestu. W nim jest wiele zawarte, ale to zdecydowanie nie wszystko.... Gdy wieczorem dyrygent przychodzi do orkiestronu, to przecież nic nie mówi, tylko dyryguje. Tym gestem dyrygent nadaje formę pracy samych muzyków, którzy w 80 procentach czasu skupieni są na wykonywaniu swojej muzyki. Pozostałe 20 procent czasu tworzone jest przez ów gest. On nadaje dynamikę opowiadanej historii, albo jest nawet historią samą. Niedobrym dyrygentem jest ten, który nie potrafi pozyskać uwagi słuchaczy, a sama historia rozlatuje się w jego rękach. Mówiąc krótko – umiejętność dobrego dyrygowania to dar. Ale jest coś jeszcze i to potwierdzi Państwu każdy muzyk. Dobry dyrygent daje orkiestrze grać. On wie, kiedy trzeba wejść, kiedy trzeba pomóc. Ale on wie również, kiedy trzeba się wycofać. Orkiestra o takich dyrygentach mówi, że z tym się daje grać, który potrafi pomóc, kiedy trzeba, a kiedy nie trzeba, nie zawraca głowy (śmiech).

Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy wspaniałych sukcesów w nadchodzącym sezonie operowym.

 

Autorzy: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

 

 

 


  • Mam nadzieję, że następną będą "Śpiewacy"! :)

    0
  • A Pan Wybitny Dyrygent, jako zwolennik "modernizacji", w co ich, Śpiewaków, ubierze i w jakie czasy przeniesie ?

    Komentarz ostatni edytowany około 3 lat temu przez Dodek
    0
  • ...Parsifal nazwany "kontrowersyjnym" ... na scenie nic się nie stało ... nikt na nikogo nie nasikał, nie było gołych piersi ... (rozumiem ironię). Czyli wg Pana Dyrektora, wiemy jaka inscenizacja może być tylko kontrowersyjna, a krok dalej, mocno kontrowersyjna, to już nie tylko sikanie ... oraz golizna bez ukrywania ... moja skromna wyobraźnia "posuwa" się dalej, a dwa kroki dalej, brakuje mi wyobraźni.
    Druga sprawa, to użalanie się na brak abonamentów. Na abonamenty to trzeba sobie zapracować. Reklama to za mało i jest nieskuteczna. Ale ... gdy Opera Poznańska zapracuje sobie na abonamenty, to co wtedy ? Jeżeli teraz na jedną z najwspanialszych oper, Don Giovanniego, trudno jest zapełnić widownię czwartego przedstawienia ... To kto będzie chodził na "trudniejsze tytuły" - wiemy, abonamentowicze.
    W Polsce "chodzi się" na tytuły, a nie na spiewakow. Odkrywcza mysl. A na jakich spiewaków ma się chodzić ? Nie mamy gwiazd, ale mamy bardzo dobrych spiewaków, dających dobrą gwarancję dla "tytułu".
    Szkoda że Pan Dyrektor nie uzasadnił spiewania Moby Dicka po angielsku ... Może, żeby powiało swiatem ...
    Słaba jest tendencja do modernizowania spektakli ... Otóż jest akurat odwrotnie ...
    .. co to znaczy, wystawić operę jak chciał kompozytor ? Nie trzeba filozofować, czytać miedzy wierszani, wszystko jest zapisane w partyturze i libretcie. Wystarczy to zrealizować nowoczesnymi srodkami (inscenizacja,) a widz nie będzie miał problemu z akceptacją wystawienia. A modernizacje ten problem stwarzają.
    "Mało dociera do Polski tego, co dzieje się na scenach niemieckich", otóż Panie Dyrektorze, niestety, dociera, dociera, - na (nie)szczęscie. Ale, żeby były one (sceny) wzorem i dla kogo ? Dla "przeciętnych" widzów - nie, chyba tylko dla reżyserów i zwolenników grotesko-inscenizacji. Po co się wzorować, mamy tylu wybitnych "reżyserów" niech swiat wzoruje się na nas.
    Co czyni dyrygenta wielkim ? Moim skromnym zdaniem, to, czego nie da się wypracować nawet ciężką pracą, a ma się od urodzenia: - to talent, wybitny talent, to geniusz.

    Komentarz ostatni edytowany około 3 lat temu przez Dodek
    1
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)