opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Talent - to nie wszystko" - wywiad z Janem Capińskim, Anną Jeruc-Kopeć i Łukaszem Karaudą.

MyKiedy przygotowywaliśmy się do wywiadu z Brynem Terfelem, ku naszemu zaskoczeniu dowiedzieliśmy się, że agencja artystyczna reprezentująca jego interesy, zajmuje się również profesjonalnym wsparciem trójki młodych śpiewaków z Polski. Bardzo nas zaciekawiło kim są owi młodzi ludzi i jak do tego doszło, że ich kariery rozwijają się w tak piękny sposób.

Przedstawiamy Państwu: Annę Jeruc-Kopeć, Jana Capińskiego oraz Łukasza Karaudę, a lekturę wywiadu szczególnie polecamy wszystkim adeptom sztuki operowej w Polsce, który zastanawiają się nad swoją przyszłością zawodową.

Beata i Michał Olszewscy

Jan Capiński - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Jana Capińskiego Anna Jeruc - Kopeć - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości i za zgodą Anny Jeruc - Kopeć Łukasz Karauda - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości i za zgodą Łukasza Karaudy
Kliknij zdjęcia, aby powiększyć...

Szanowni Państwo jesteście młodymi ludźmi, ale zamiast wzorem Waszych rówieśników realizować pokoleniowe marzenie o dobrze płatnej pracy w korporacji białych kołnierzyków, próbujecie niepewnego chleba w tak niedzisiejszym zawodzie śpiewaka operowego. Zapewne niejedna osoba z Waszego pokolenia na słowo opera reaguje alergicznie, a propozycję odwiedzenia teatru operowego traktuje jak ciężką zniewagę. Zgadujemy, że musieliście Państwo nie raz odpowiadać na dociekliwe pytania osób Wam najbliższych, które powodowane troską o Waszą przyszłość, dopytywały się kiedy Wam przejdzie, kiedy wreszcie wydoroślejecie i kiedy pomyślicie o poważnym zawodzie. No właśnie kiedy Państwo o tym pomyślicie? A tak zupełnie serio, to jak to się wszystko dla Was zaczęło?

Jan CapińskiJan Capiński:

Moja przygoda ze śpiewem klasycznym zaczęła się stosunkowo późno (zwłaszcza jeśli porównać z moimi kolegami z Wysp Brytyjskich): pierwsze lekcje śpiewu zacząłem brać w czwartej klasie liceum. Wcześniej śpiewałem co prawda w szkolnym chórze przy I LO im. Nowodworskiego w Krakowie, oraz w zespole rockowym, ale plany na przyszłość wiązałem raczej z kierunkami ścisłymi (byłem w „matfizie”, a moim ulubionym przedmiotem była chemia). Muzyka była tylko hobby, choć zajmującym sporą część mojego wolnego czasu. Dyrygent Chóru Nowodworskiego Ryszard Źróbek, zaproponował żebym spróbował wziąć lekcje śpiewu, bo dostrzegł we mnie jakiś potencjał. Od razu zauważyłem, że lekcje zmieniły moje podejście do śpiewania: wzmocniły mój głos, ale co ważniejsze zaczęła się praca nad techniką i zauważyłem, że śpiew ma w sobie dużo z tych kierunków ścisłych, które mnie interesowały w szkole: wymaga dyscypliny, skupienia, konsekwencji, stawia problemy do rozwiązania i kiedy udaje się znaleźć metodę na pokonanie przeszkody satysfakcja z tego jest ogromna.

Mój pierwszy nauczyciel, Jacek Ozimkowski, przekonał mnie do spróbowania sił w przesłuchaniach do Akademii Muzycznej, gdzie wtedy przyjmowali jeszcze śpiewaków “z ulicy”, bez przygotowania stricte muzycznego. Ku mojemu zdziwieniu dostałem miejsce na kursie śpiewu i bez większego namysłu zrezygnowałem z matematyki i chemii, na które również się dostałem. Skupiłem się na muzyce i zacząłem naukę w klasie Janusza Borowicza. Na szczęście Akademia Muzyczna w Krakowie prowadziła wtedy dodatkowe zajęcia dla śpiewaków, którzy nie mieli okazji chodzić do szkoły muzycznej, więc miałem okazję chociaż częściowo nadrobić braki w teorii, kształceniu słuchu i historii muzyki.

Jedno z czym się zgodzę, gdyż większość moich polskich znajomych mam z lat liceum albo z harcerstwa (czyli nie są oni muzykami z zawodu), to fakt że dla nich to co robię wydaje się dziwne, i mimo ich nawet sporego zainteresowania moim życiem zawodowym bardzo ciężko jest ich namówić na wypad do opery. Zresztą sam jestem ostrożny z proponowaniem takich eksperymentów, bo wiem że wiele osób będzie gotowych spróbować tylko raz, więc jeśli już mam ich przekonywać do czegoś to chcę mieć pewność, że zobaczą dobry spektakl, który ich nie zniechęci, a raczej zafascynuje i skłoni do powrotu do opery. Takich spektakli nie ma niestety wiele. Wydaje mi się że większość teatrów kieruje swoje produkcje do ludzi, którzy regularnie obcują z operą, więc już na wstępie nowicjusz boryka się ze zniechęcającą barierą. Dlatego mówię znajomym żeby traktowali operę jak teatr albo kino: jeden zły film nikogo nie zniechęca przed pójściem jeszcze kilka razy. Nie można całego gatunku oceniać na podstawie jednego spektaklu, a tym bardziej na podstawie stereotypów bez spróbowania samemu.

Anna Jeruc - KopećAnna Jeruc – Kopeć:

Z operą wszystko zaczęło się przez pomyłkę :) Zawsze lubiłam śpiewać i chciałam kształcić się pod profesjonalnym okiem odpowiedniego pedagoga. Rodzice zapisali mnie na egzaminy do Państwowej Szkoły Muzycznej w Suwałkach, gdzie przyjęto mnie po wcześniejszym przesłuchaniu. Kiedy na moich pierwszych zajęciach z fortepianu, pianistka zapytała mnie dlaczego wybrałam śpiew operowy, zaczęłam się śmiać w glos! Myślałam, że zostałam przyjęta na wydział piosenkarski...

Postanowiłam spróbować i tak już zostało. Okazało się że mój głos jest dużo bardziej predysponowany do śpiewu operowego niż rozrywkowego i z czasem pokochałam operę bardziej niż inne style śpiewu.

Moi rodzice przez pewien czas nie byli do końca przekonani, czy to odpowiedni wybór zawodu, ale moja ówczesna profesor - pani Marlena Borowska spotkała się z nimi i przekonała, że głos jest warty inwestowania.

Łukasz KaraudaŁukasz Karauda:

Moja przygoda z muzyką poważną rozpoczęła się bardzo wcześnie, bo po raz pierwszy w operze byłem mając 4 lata wraz z rodzicami. Chodziłem tam często. Mój ojciec kończył wydział wokalno- aktorski i choć nie śpiewał w operze, to zawsze mi mówił, że ,, jak poznasz ten rodzaj muzyki, to nie będziesz chciał słuchać innej". I miał rację.

W szkole muzycznej II stopnia najpierw śpiewałem i grałem utwory jazzowe, potem ciągnęło mnie w stronę muzyki gospel. Muzykowałem z kilkoma zespołami tego rodzaju, ale gdy zacząłem studiować w Akademii Muzycznej w Łodzi w klasie profesora Włodzimerza Zalewskiego, poznałem sztukę śpiewu - od tego momentu zakochałem się w operze i dziś nie wyobrażam sobie, bym robił cokolwiek innego. Moi koledzy - no cóż - to byli głownie muzycy, którzy o tego rodzaju sztuce zawsze mówili z uznaniem.  Znajomi - także. Więc start miałem lekki.

Zresztą cała moja rodzina uwielbia tego rodzaju muzę. Nikt mi nie odradzał, nawet nauczyciele i koledzy, słysząc mój głos podczas różnych występów namawiali mnie, żebym kształcił się w tym kierunku. Nigdy nie spotkałem się z lekceważeniem. Myślę, że wielu moich kolegów ma szacunek do tego typu muzyki, choć nie każdy z nich chodzi do opery.

Potem pojechałem do Wielkiej Brytanii gdzie dostałem pełne stypendium w Royal Welsh College of Music and Drama w Cardiff, kończąc  Master of Arts z wyróżnieniem. Dzięki mecenatowi tej uczelni mogłem rozwijać się dalej. Właściwie najwięcej nauczyłem się tu dzięki Angeli Livingstone  (Head of Opera), mojemu „coachowi” którym był Eric Roberts i wspaniałej Ingrid Surgenor.

Anglicy kochają operę, cenią ją i uważają za sztukę elitarną, taką z górnej półki. Gdy wracam do Polski spotykam się raczej z uznaniem niż cynizmem. Wiem, że aby coś osiągnąć trzeba ciężkiej pracy nad sobą i dużo pokory. Bo w operze trzeba przede wszystkim być pilnym, pokornym ale znającym swoją wartość i przede wszystkim pracowitym. Talent - to nie wszystko.

 Dla mnie opera to całe życie - właściwie z niej nie wychodzę, bo jeśli nie śpiewam, to ciągle jej słucham. To jest jak narkotyk. Im dłużej "bierzesz", tym bardziej cię wciąga.

Z Państwa opowieści wynika, że "inicjacja" operowa przebiegła w Państwa przypadkach bezproblemowo. Cieszycie się uznaniem i poparciem najbliższych Wam osób, a samo uprawianie sztuki operowej jest dla Państwa źródłem wielkiej satysfakcji. Jednak bardzo szybko zdecydowaliście się Państwo na dalszą edukację poza granicami Polski. Dziś jesteście już zawodowymi śpiewakami, a Wasze kariery cechuje, nazwijmy to, bardzo dobra "dynamika". Dowodem jest fakt, że jesteście reprezentowani na międzynarodowym rynku muzyki klasycznej przez profesjonalną agencję artystyczną "Harlequin Agency", tę samą w której jest na przykład sławny Bryn Terfel. Jest to bardzo ważne pytanie dla wszystkich młodych adeptów sztuki operowej w Polsce: "Jak do tego doszło i jak to zmieniło przebieg Państwa kariery artystycznej?". Będziemy wdzięczni, jeśli zechcecie też Państwo podzielić się swoimi doświadczeniami z czasów edukacji muzycznej w Europie Zachodniej.

Jan CapińskiJan Capiński:

Jeśli chodzi o kwestię emigracji, to dla mnie była to prosta sprawa: po ukończeniu Akademii Muzycznej w Krakowie, czułem że jeszcze nie jestem “gotowym produktem” i nie mam szansy przebić do pracy na poziomie który by mi odpowiadał. W Polsce nie widziałem dalszych perspektyw edukacyjnych poza samodzielną nauką u profesora, więc za namową rodziców wysłałem DVD do różnych college’ów brytyjskich. W efekcie miałem 3 szkoły do wyboru i po konsultacjach z różnymi nauczycielami wybrałem naukę w Royal Welsh College of Music & Drama w Cardiff u Suzanne Murphy (po dwóch latach przeniosłem się do Adriana Thompsona).

To co mnie zaskoczyło w Cardiff, to prężność środowiska studenckiego. Wszyscy chcą tworzyć muzykę, nie tylko w obrębie kursu, więc poza zajęciami było mnóstwo samodzielnych projektów: współpraca ze studentami kompozycji nad ich nowymi utworami, praca nad repertuarem pieśniowym z chętnymi pianistami, no i największe przedsięwzięcie które zrodziło się jak byłem tam pierwszy rok - założona przez studentów kompania operowa Opera’r Ddraig (z walijskiego: Opera Smocza), która od 2009 wystawiła już 5 oper z orkiestrą, scenografią i kostiumami (śpiewałem role w dwóch pierwszych spektaklach, a dziś jestem jej dyrektorem artystycznym). W Polsce takie inicjatywy wydawały się marzeniem nie do spełnienia.

Poza tym w Wielkiej Brytanii w porównaniu z Polską jest większy nacisk na pracę własną. Lekcji jest mniej, ale jest oczekiwanie, że student przychodzi z repertuarem opanowanym na pamięć, podobnie jak w zawodzie, gdzie w związku z okrojonymi budżetami teatry nie mają środków żeby uczyć śpiewaków nut. Jeśli kogoś interesują szczegóły dotyczące brytyjskiego środowiska operowego, to zapraszam na mój blog, w którym staram się regularnie opisywać swoje kolejne doświadczenia studenckie, a potem zawodowe:

Co do mojej przygody z Harlequin, to sytuacja była taka, że mieliśmy galę operową z orkiestrą w grudniu 2012, chyba był to czwartek, bo w następny dzień musieliśmy się stawić (w stanie ciężkim) na wykład. W trakcie wykładu Angela Livingstone (kierowniczka naszego kursu) zapukała do drzwi i poprosiła mnie o rozmowę. Okazało się, że jeden z artystów Harlequin zachorował i szukali zastępstwa na koncert następnego dnia, chodziło o Weihnachtsoratorium Bacha. Zapytała się mnie czy znam utwór, odpowiedziałem że nie, na co ona odparła “to się naucz, masz 30 godzin”. Nigdy nie byłem dobry w śpiewie a vista, więc rzeczywiście musiałem się w szybkim tempie porządnie nauczyć utworu, w czym Angela bardzo mi pomogła i byłem w stanie zaśpiewać koncert. Było to przerażające, w jednej arii chyba się nawet pogubiłem w sekcji da capo i improwizowałem ornamentacje, ale musiałem się nieźle wybronić, bo Sioned Jones (jedna z agentek Harlequin) po koncercie mi pogratulowała i była bardzo zdziwiona jak powiedziałem jej że jeszcze wczoraj nie znałem utworu. Kilka tygodni później przyszła na kolejny mój występ w college’u razem z założycielką Harlequin, Doreen O’Neill, i po koncercie zaprosiły mnie na kawę i zaproponowały współpracę. Na ten sukces złożył się przypadek, wiara Angeli w szybkość z jaką potrafię przyswoić nowy materiał, no i fakt że się nie skompromitowałem, bo ten koncert równie dobrze mógł mi zamknąć drzwi do agencji, co je otworzyć. Ale sam sobie tłumaczę, że na zaufanie Angeli zapracowałem ciężko przez 3 lata i ona dobrze wiedziała co robi polecając mnie na to zastępstwo.

Anna Jeruc - KopećAnna Jeruc – Kopeć:

Już na ostatnich latach studiów wiedziałam, że nadal chcę rozwijać swój głos i nie poprzestawać na wiedzy nabytej w Polsce, postanowiłam wraz z mężem wyjechać do Wielkiej Brytanii i myślę, że był to dobry wybór. W tym zawodzie najważniejsze jest samodoskonalenie. Ukończenie studiów wokalnych jest tak naprawdę dopiero początkiem drogi. Śpiewak powinien mieć świadomość, że zdobywanie dobrej techniki wokalnej wiąże się z długotrwałą pracą i samokontrolą. Ja wciąż pracuję pod kontrolą różnych specjalistów (nauczycieli, korepetytorów i dyrygentów oraz specjalistów od języków) i od każdego staram się uzyskać jak najwięcej wiedzy na temat tajników bel canto. Myślę, że w miesiącu jest to około 10-20 godzin pracy nad różnymi aspektami głosu, nie licząc codziennej pracy własnej i w teatrze.

Sytuacja ze zdobywaniem pracy w Anglii jest trochę inna niż w Polsce. Do pewnego poziomu można pracować bez agenta, ale potem żeby rozwijać karierę i wspinać się po schodkach w kierunku najlepszych teatrów, agent jest niezbędny. Zdobycie reprezentacji artystycznej jest dużo trudniejsze w Wielkiej Brytanii niż na przykład w Niemczech, gdzie większość agencji operuje nie na wyłączność. Przed Harlequin byłam związana z mniejszą agencją w Wielkiej Brytanii, ale postanowiłam spróbować swoich sił i zaśpiewać kilka przesłuchań dla nowych agencji w zeszłe wakacje. Otrzymałam trzy różne propozycje i w efekcie wybrałam Harlequin.

Łukasz KaraudaŁukasz Karauda:

Po ukończeniu w zeszłe wakacje operetki Paul Bunyan dla Welsh National Youth Opera miałem przyjemność poznać paru agentów, w tym Sioned Jones z Harlequin. Był to mój debiut na deskach Donald Gordon Theatre jako Hel Helson.

Po kilku dniach po przedstawieniu umówiłem się na spotkanie z Agencja Harlequin, gdzie spotkałem się z przemiłym przyjęciem mojej osoby. Tego samego dnia zaproponowano mi kontrakt. Byłem również rekomendowany przez moją uczelnię Royal Welsh College of Music and Drama, którą ukończyłem z wyróżnieniem tuż przed pracą z Welsh National Youth Opera w te wakacje.

Mam dopiero 25 lat i jak na tak młodego śpiewaka to spore wyróżnienie. Dzięki agentowi otrzymałem  propozycje z wielu oper, a współpraca zaczęła się  wszakże niedawno. Trzeba przyznać, że jest to wspaniałe i niezwykle rzetelne planowanie mojej kariery. Praca w Glyndebourne Festival Opera otwiera  przede mną szeroką drogę na świat, bowiem tu  rozpoczęło swoją karierę wielu wybitnych śpiewaków.

Zaczynaliście Państwo naukę śpiewu operowego w Polsce, jednak swoje kształcenie kontynuowaliście na Zachodzie. Już trochę nam o tym opowiedzieliście, ale zapewne wiele osób spośród młodych adeptów sztuki operowej chciałoby się od Państwa dowiedzieć więcej na temat różnic w sposobie nauczania śpiewu "tu" i "tam". Innymi słowy, prosimy o scharakteryzowanie metodyki studiowania na Zachodzie i wskazanie mocnych oraz słabych cech nauczania w Polsce na tle Państwa doświadczeń wyniesionych z późniejszej edukacji zagranicznej? Czy są takie rady, których już dziś udzielilibyście Waszym młodszym koleżankom i kolegom?

Jan CapińskiJan Capiński:

Myślę że największą różnicą między studiami wokalnymi w Polsce a w Wielkiej Brytanii jest to jak bardzo cenny i ceniony jest na nich czas. W Polsce nie dość że studia są za darmo, to godzin jest nieporównywalnie więcej. W Krakowie miałem 3 lekcje śpiewu tygodniowo, zawsze z profesorem i dodatkowo pianistą. 5-6 godzin tygodniowo języków, 3 aktorstwa, w sumie na każdym roku grubo ponad 20 godzin tygodniowo. W Cardiff: jedna lekcja śpiewu, bez pianisty, godzina „coachingu” z repetytorem, języki po jednej godzinie i w zasadzie jest to tylko nauka fonetyki i praca nad efektem końcowym czyli repertuarem który się śpiewa. Zajęć planowych jest około 10 godzin. Wydawałoby się że w takich warunkach ciężko cokolwiek zdziałać, ale wręcz przeciwnie, ten czas staje się bardzo cenny, i student nie może sobie pozwolić na jego zmarnowanie przez brak przygotowania. Przez to że wszyscy są przygotowani na zajęcia, można w godzinę zrobić bardzo dużo. Tutaj nie ma możliwości żeby na pierwszej próbie ktoś dopiero uczył się nut. Wszyscy muszą szanować nawzajem swój czas.

Przejawia się to tym, że standardy śpiewu i gry a vista, a także nauczania są tu (moim zdaniem) wyższe. Nauczyciele są rozliczani ze swojej skuteczności, mając tylko godzinę ze studentem muszą wiedzieć co robią a nie błądzić we mgle stosując metodę prób i błędów. Przez pokolenia wykształciła się tu w miarę jednolita metoda nauczania. Oczywiście każdy nauczyciel jest inny i ma inne podejście, ale w odróżnieniu od Polski ma się wrażenie, że wszyscy jednak uczą tego samego. Na dodatek w Wielkiej Brytanii jest większe przyzwolenie na zmiany nauczycieli, zarówno w szkole jak i poza uczelniami. W Krakowie miałem świetnego profesora (Janusz Borowicz), ale patrząc wstecz 6 lat to za długo na pracę z jednym pedagogiem (bo w Polsce nie ma instytucji „vocal coach” - pianisty repetytora, który uczy też techniki śpiewu oddzielnie od głównego nauczyciela). Przez 4 lata w Royal Welsh College of Music & Drama miałem 2 głównych nauczycieli, 4 coach-ów, i niezliczone dodatkowe lekcje z gościnnymi pedagogami. 

Anna Jeruc - KopećAnna Jeruc – Kopeć:

System nauczania w Wielkiej Brytanii jest nastawiony na bardzo praktyczny aspekt edukacji. Dużo mniej zajęć, dużo mniej historii sztuki i przedmiotów niepowiązanych ze sceną.

Dzieci zaczynają naukę śpiewu dużo wcześniej. Przygotowują się do egzaminów państwowych począwszy od „Grade 1” a skończywszy na „Grade 8” - później zdają dyplom i są dobrze przygotowane pod względem muzycznym (obowiązkowe elementy kształcenia słuchu oraz harmonii) do egzaminów na studia. Nie ma typowych średnich szkół muzycznych jak w Polce. Tak naprawdę można uzyskać dyplom ze śpiewu ucząc się jedynie prywatnie i jednocześnie zdając państwowe egzaminy przed niezależna komisją. Myślę, że tej bazy brakuje w Polsce. Prosty i efektywny system, kształcący muzyków-wokalistów.

Studia są nastawione na wokalną technikę, języki, styl wykonawczy i przygotowanie partii operowych. Dużą rolę oprócz nauczyciela śpiewu spełnia „coach”, który pracuje nad repertuarem, jest najczęściej specjalistą od stylu i języków. Wymagana jest ogromna praca własna i przygotowanie materiału, który się wcześniej przerobi. Na pierwszej próbie do nowej produkcji, wszyscy są bezbłędnie przygotowani, bo dopiero wtedy można zacząć prawdziwe tworzenie muzyki. Nie ma czasu na zbędne próby, czasem przygotowanie inscenizacji zajmuje 2-3 tygodnie, więc po prosu nie ma na to czasu. Nie wspominam nawet koncertów oratoryjnych, gdzie pierwsza próba jest zazwyczaj kilka godzin przed koncertem. Dlatego warto nauczyć się tej samodyscypliny podczas studiów właśnie. Nie tylko pianiści potrzebują kilkunastu godzin dziennie w „ćwiczeniówce”.

Największym szczęściem jest oczywiście dostęp do niesamowitych pedagogów, którzy spędzili lata na scenach świata jak Kiri Te Kanawa, Thomas Allen, Dennis O'Neill, Della Jones, a którzy teraz dzielą się swoją wiedzą z młodymi talentami. Myślę, że praca z takimi osobami zmienia całkowicie perspektywę wykonywania tego zawodu i przenosi umiejętności na zupełnie inny poziom.

Łukasz KaraudaŁukasz Karauda:

Jak wspomniałem wcześniej, moją edukację śpiewu rozpocząłem w Łódzkiej Akademii Muzycznej pod opieką prof. Włodzimierza Zalewskiego. Po trzech latach pracy nad repertuarem i techniką śpiewu, mogę powiedzieć, że był to dobry i owocny czas edukacji. Profesor nauczył mnie śpiewu postawionym głosem, wydobywania dźwięku i operowania nim. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.

Szkoła polska uczy nieco inaczej śpiewu. Tu duży nacisk stawia się na wielkość głosu i stosuje się często zupełnie inna technikę wydobywania dźwięku. Uczono mnie podpierania dźwięku na zaciśniętej krtani, by "produkować duży głos ", co sprowadzało się do ciężkiej pracy, zamiast przyjemności. W Polsce jest dążenie do  śpiewania jak najgłośniej - być może popisać się głosem. To przesunięcie akcentu na ,,moc" powoduje, że traci się czasami lekkość i piękno głosu, a kolor i delikatność - znika.

W Wielkiej Brytanii uczono mnie śpiewu inaczej. Podkreślano delikatność. Kładziono nacisk na stosowanie wielu kolorów w głosie i na rozumienie tekstu, jego interpretację.  Mówiono: "Nie musisz nikogo przekonywać, że masz wielki głos. Musisz z tego głosu zrobić dzieło sztuki. Twoje dzieło sztuki. Inne niż wszystkich". I tego uczę się stale.

Tu w Wielkiej Brytanii wciąż uczę się kunsztu tego zawodu i tego,  jak wiele pracy wymaga osiągnięcie  lekkości w głosie. Głos ma być jak wiatr, który potrafi unieść słuchacza do nieba. To ma być przyjemność, a nie ciężka praca.

Teraz gdy już wiemy jak Państwo trafiliście do świata opery, czyli wiemy "skąd Państwo przybywacie", pora zapytać o to "dokąd zmierzacie"? Najłatwiej byłoby zadać pytanie o Wasze marzenie, czyli o to gdzie i co chcielibyście śpiewać za - powiedzmy - dziesięć lat? Nie unieważniając tego pytania, prosilibyśmy jednak najpierw o scharakteryzowanie Państwa ulubionego repertuaru artystycznego. Specjalnie nazywamy go artystycznym, bo pytamy nie tylko o Państwa ulubionych kompozytorów i ulubione utwory, ale również o dyrygentów i reżyserów operowych, których cenicie najwyżej.

Jan CapińskiJan Capiński:

Nie dorastałem z operą ani muzyką klasyczną, więc jeśli chodzi o mój ulubiony repertuar artystyczny to sporo w nim można znaleźć muzyki rockowej. Do opery przekonywałem się powoli podczas studiów, przede wszystkim do jej wykonywania, niekoniecznie do konsumowania opery jako widz lub słuchacz. To przyszło jeszcze później, dopiero tu w Wielkiej Brytanni, gdzie mogłem na żywo zobaczyć spektakle które mnie naprawdę poruszyły. O dziwo nie był to Mozart (jeden z moich ulubionych kompozytorów do śpiewania), ale dzieła nowsze. Do głowy od razu przychodzi „Lulu” Berga w reżyserii David Pountneya w Cardiff, „Julietta” Martinu w English National Opera w reżyserii Richard'a Jones'a. No i „Hänsel und Gretel” Humperdincka, a konkretnie spektakl Olivii Fuchs dla Garsington Opera, w którym miałem szczęście być w obsadzie rezerwowej, a który w tym roku będzie wznowiony z młodą obsadą, więc będę miał okazję zaśpiewać w sztuce, która w zeszłym roku wzruszyła mnie jako widza do łez. Niby bajka dla dzieci, ale Olivia zawarła w swojej inscenizacji nawiązania do tematów jak najbardziej dorosłych: uzależnień, przemocy w rodzinie, a nawet pedofilii; ale zrobiła to subtelnie, dzięki czemu te motywy wplotły się naturalnie w co mroczniejsze zakamarki partytury. Dla mnie opera jest teatrem. Nie słucham nagrań, chyba że pracując, albo żeby odświeżyć wspomnienia z obejrzanego spektaklu. A teatr żeby działać musi mnie wzruszyć albo rozbawić, do czego sama muzyka raczej nie wystarczy. Uwielbiam reżyserów i dyrygentów, którzy razem odnajdują coś co w dziele kompozytora już jest, ale być może drzemie ukryte. Narzucanie wizji reżyserskiej operze rzadko kiedy działa. Moim zdaniem nie na tym polega kreowanie dobrego spektaklu. Powinniśmy odkrywać nowe oblicza znanych dzieł, a nie zakładać z góry jaki będzie koncept, do którego na siłę wpasujemy operę Mozarta.

W odpowiedzi na pytanie jakie jest moje marzenie mogę po prostu powiedzieć, że chciałbym mieć karierę w której będę mógł uczestniczyć w tym odkrywaniu opery. Nie interesuje mnie gonienie za marzeniem o „deskach La Scali”, bo wolałbym gonić za szansą na bycie w czymś co zredefiniuje to jak postrzegamy na przykład Don Giovanniego. Albo chciałbym być kreatorem roli w nowej operze, która potem przejdzie do regularnego repertuaru. Brakuje nam nowych oper, które wzruszają lub bawią, większość to wyrafinowane ćwiczenia techniczne z dolepioną fabułą. Chciałbym móc za 50 lat powiedzieć, że uczestniczyłem w odnowieniu opery jako gatunku. No i chciałbym wystąpić w Polsce...

Anna Jeruc - KopećAnna Jeruc – Kopeć:

Myślę, że wszyscy śpiewacy w sferze zawodowej marzą o „wielkiej trójce” czyli Metropolitan Opera, Royal Opera House i La Scala, więc nie będę zbyt oryginalna! Jak na razie cieszę się z mojego rozwoju na drobinie kariery a jednocześnie z faktu, że jestem w stanie godzić moje zawodowe obowiązki i podróże i (wraz z mężem) opiekę nad moją prawie czteroletnią córeczką!

Jeśli chodzi o moje ulubione role i repertuar to oczywiście Verdi, Puccini i Donizetti. Dużo ról na mój głos i dużo pięknej i wzruszającej muzyki. „Lucia di Lammermoor”, „Lunatyczka”, „Maria Stuarda”, „Leonora z Trubadura”, „Medea” ...wszystko powoli „wśpiewywane” i przygotowywane na przyszłe produkcje!

Ulubiona rola jak dotąd to Traviata, która przyprawia mnie o łzy za każdym razem kiedy ją śpiewam (a powoli zbliżam się do 100 w ilości zaśpiewanych przedstawień tego dzieła Verdiego!). Ulubiony reżyser operowy to z pewnością Jonathan Miller, z którym miałam okazję pracować w zeszłe wakacje i który udowodnił mi, że można zaśpiewać cały akt opery leżąc na łóżku bez ruchu i przekazać wszystkie emocje głosem. Bardzo cenię również Christophera Aldena oraz Mariusz Trelińskiego, którego Butterfly pokazała mi jak wiele obrazów i emocji kryje się w partyturze operowej.

Łukasz KaraudaŁukasz Karauda:

Jeżeli miałbym wyrazić swoje zdanie co do ulubionych kompozytorów, byliby to niewątpliwie rosyjscy twórcy, tacy jak: Piotr Czajkowski, Siergiej Rachmaninow, a także włoski kompozytor Giuseppe Verdi. Czuję się wciąż zbyt młody,  by wykonywać tak trudny repertuar, ale mam nadzieję, że już wkrótce ten dzień nadejdzie.

Wśród reżyserów nie mam faworytów, natomiast co do dyrygentów mam olbrzymi szacunek i wyrazy uznania dla Valery Gergieva, Carlo Rizziego - którego miałem przyjemność osobiście poznać. Są to artyści z wielką duszą i poświęceniem dla tej jakże wspaniałej sztuki.

Wracając do pytania o repertuar, muszę przyznać, że mam dużą słabość do muzyki belcanto, której utwory uwielbiam wykonywać (aria Ricarda z Purytanów Belliniego, czy też aria doktora Malatesty z Don Pasquale Donizzetiego), jak i rosyjskie pieśni skomponowane przed II wojna światową. Na razie, ze względu na młody głos, trzymam się raczej repertuaru mozartowskiego, między innymi: Don Giovanni, Leporello, Figaro czy też Guglielmo z „Cosi fan tutte”. Te role sprawiają mi dużą satysfakcję, bo zachowuję przy ich wykonaniu precyzję i dyscyplinę  głosu. Moim wielkim marzeniem zawsze była rola Don Giovanniego i Escamilia z Carmen. Wiem, że nadejdzie taki moment za parę lat, iż sięgnę do tego repertuaru. Natomiast sceny operowe, które marzą mi się, jak i  zapewne każdemu śpiewakowi -  to Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Royal Opera House w Londynie i La Scala w Mediolanie.  Dziś mam wielki zaszczyt debiutować u boku wspaniałych gwiazd w Glyndebourne Festival Opera. To wspaniały start, za który przede wszystkim dziękuję Bogu. To dar, którym mnie obdarował jako artystę, bo ja tak naprawdę śpiewam dopiero od kilku lat.

Życząc Państwu wspaniałych sukcesów oraz spełnienia marzeń artystycznych, chcielibyśmy Państwa zapytać - nad czym obecnie pracujecie? Innymi słowy, jakie są Wasze plany zawodowe na najbliższą przyszłość?

Jan CapińskiJan Capiński:

Bardzo dziękuję za życzenia! Właśnie zacząłem próby do sezonu z Garsington Opera. Biorę udział w trzech z czterech oper wystawianych przez nich w tym roku, więc lato będzie niezwykle pracowite, podobnie jak ostatnie kilka miesięcy kiedy przygotowywałem się muzycznie. Śpiewam rolę Drugiego Więźnia w “Fidelio” Beethovena oraz jestem w chórze tej opery. Do tego jestem zmiennikiem Revírníka w "Příhody lišky Bystroušky” Janačka, a jako że Grant Doyle który śpiewa tę rolę w głównej obsadzie nie może być na wszystkich próbach, ja będę go zastępował podczas jego nieobecności. Na koniec, po głównym sezonie, śpiewam rolę Ojca w “Jasiu i Małgosi” Humperdincka jako część Garsington Opera Young Artist Programme. Jest to wznowienie spektaklu z zeszłego roku o którym już wspomniałem wcześniej, w którym byłem zmiennikiem Ojca i bardzo się cieszę że będę miał okazję zaśpiewać tę rolę z orkiestrą i w reżyserii Olivii Fuchs. A potem w planie mam pierwsze od bardzo dawna wakacje, na które nie będę musiał brać żadnych nut do nauki, choć znając życie muszę być gotowy na to, że ten plan może się nie udać bo już będzie następna rzecz do przygotowania… Nie żebym narzekał! Mam wyjątkowe szczęście, że od paru lat kolejne projekty następują praktycznie jeden po drugim i mam nadzieję że dalej tak będzie.

Anna Jeruc - KopećAnna Jeruc – Kopeć:

W tej chwili pracuję nad partią Fiordiligi z „Cosi fan tutte”, którego premiera odbędzie się pod koniec maja. Będzie to wersja koncertowa, która potem jedzie w trasę po Wielkiej Brytanii i innych krajach europejskich (ostatnia produkcja z tą operą była prezentowana między innymi w Teatro La Fenice, więc z niecierpliwością oczekuję dalszych wiadomości co do dat!), w maju również koncert z Zespołem Pieśni i Tańca Śląsk - Litanie Stanisława Moniuszki, na które bardzo się cieszę, bo nie mam zbyt wielu okazji występowania w Polsce (następnym razem w Polsce będę śpiewać w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Muzycznego w sierpniu i październiku). Potem Requiem Verdiego, a większość przyszłego sezonu spędzę w Opera North debiutując tam w partii Traviaty (26 spektakli, które dziele z Koreanką Hye-Youn Lee), koncerty w Irlandii w ramach UNESCO City of Culture, a kolejne propozycje już są negocjowane i powoli szykujemy się na sezon 2016.

Łukasz KaraudaŁukasz Karauda:

Moje plany na najbliższe lata to niewątpliwie wzięcie udziału w przesłuchaniach do programów operowych na terenie Wielkiej Brytanii, które dałyby możliwość rozwijać mój kunszt wokalny.  Do grudnia tego roku pozostanę w Glyndebourne Opera Festival. W planach mam również kilka koncertów na terenie Wielkiej Brytanii.  Istotną rolę odgrywają dla mnie stałe regularne lekcje śpiewu pod okiem najlepszych – między innymi na terenie Glyndebourne oraz w Londynie. Wierzę, że przede mną świetlana przyszłość, a co przyniesie jutro to jedynie powierzam Bogu.

Strona internetowa Jana Capińskiego - www.capinski.com
Strona internetowa Anny Jeruc - Kopeć - www.annajeruckopec.com
Strona internetowa Łukasza Karaudy - www.lukaszkarauda.com

Dziękujemy za rozmowę.

Autorzy: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl





Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)