opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Pora odpocząć" - wywiad z Mariuszem Kwietniem

Tym razem Mariusz Kwiecień spotkał się z nami w Warszawie i opowiedział o ciężkim dla niego sezonie, który szczęśliwie już minął oraz o planach na rok następny. Rozmawialiśmy również o niewiarygodnie utalentowanej Nadine Sierra, śpiewaniu "Cyrulika", nagraniu nowej płyty, przyszłości sztuki operowej i wielu - jak zwykle - bardzo interesujących zagadnieniach. Serdecznie zapraszamy do lektury.

Beata i Michał

Mariusz Kwiecień zdjęcie ze strony internetowej www.mariuszkwiecien.com opublikowane dzięki uprzejmości Mariusza Kwietnia Panie Mariuszu, Pańscy fani, którzy przyszli do Teatru Wielkiego w Warszawie i dowiedzieli się, że Pana długo oczekiwany koncert z Nadine Sierrą nie odbędzie się, zapewne pragnęliby Pana zapytać: co się stało?  

Niestety, przyczyna była niezwykle prozaiczna. Przytrafiła mi się bardzo przykra niedyspozycja zdrowotna, tym bardziej smutna, że bardzo chciałem w Warszawie wystąpić. Jednak niepełne wyleczenie poprzedniej infekcji i diagnoza lekarska – utrzymujące się w płucach zapalenie oskrzeli, nie pozostawiły mi żadnego pola manewru. Lekarz chciał mi nawet zaaplikować kolejny antybiotyk, co w symboliczny sposób kończy cały ten sezon, który pod względem zdrowotnym był dla mnie fatalny. Jedyne z czego się cieszę w tej chwili to fakt, że mam go już za sobą.

Podczas koncertu w Warszawie miał Pan wystąpić z młodą, niezwykle utalentowaną amerykańską sopranistką Nadine Sierrą. Jaką osobą jest Nadine?

Nadine jest genialną śpiewaczką. Piękna, mądra, niezwykle utalentowana. Ma śliczny, srebrno diamentowy głos, mocny w wysokim oraz lekki i delikatny w średnim rejestrze. Cudowna koloratura i przepiękna fraza. Jest przesympatyczna i pełna energii. Mieliśmy ze sobą trzy próby. Jestem przekonany, że będzie się nam świetnie razem śpiewać, a sama Nadine, która za dwa lata będzie debiutować w Metropolitan Opera, na pewno niebawem trafi do światowej czołówki operowych śpiewaczek.

Rozumiemy, że jest już przesądzone, że Pana partnerką w przyszłorocznym koncercie będzie właśnie Nadine?

Tak, zaśpiewany wspólny koncert w Teatrze Wielkim w Warszawie w marcu przyszłego roku.

Mijający sezon był rzeczywiście dla Pana bardzo pechowy pod względem zdrowotnym. Był Pan chory jesienią, zimą, wiosną, co w efekcie spowodowało konieczność odwołania przez Pana koncertów i występów w spektaklach operowych. Przed Panem na szczęście wakacje, w trakcie których może Pan podreperować zdrowie. Jak zamierza Pan spędzić ten czas?

Najfajniejsze jest to, że nie mam jeszcze żadnych pomysłów, w jaki sposób chcę odpocząć w nadchodzące wakacje. I jest to celowe, bo nie planowałem nic konkretnego, a decyzję o sposobie na lato chciałem zostawić losowi. Mam dużo czasu do zagospodarowania – aż osiem tygodni wolnego, co się zdarzy po raz pierwszy od początku mojej kariery…

…pierwszy długi urlop od dwudziestu lat?

Pierwszy taki długi urlop od osiemnastu lat, kiedy nie muszę śpiewać i nie jest on spowodowany względami zdrowotnymi, jak na przykład koniecznością poddania się operacji kręgosłupa. Jest to moja świadoma decyzja i bardzo chciałbym, żeby tak już było zawsze w każde lato. Zastanawiałem się ostatnio, co powinienem zmienić w swoim życiu i to jest jedna z takich ważniejszych rzeczy, którą sobie założyłem, że każde wakacje będę miał dla siebie, a nie dla pracy. Muszę rzeczywiście zwolnić tempo, bo w przeciwnym razie będę cały czas chorował.

Mariusz Kwiecień as Don Giovanni - Royal Opera House photo (c) Cooper published by opera.info.pl by courtesy of the Royal Opera HouseMówiąc żartobliwie, nadchodzi wielki „remont”. Jaki będzie ten „nowy” Mariusz Kwiecień?

Mariusz Kwiecień nie zmieni się wcale. Po prostu odpocznie po chorowitym sezonie. Jedynym sposobem na odnowienie sił witalnych jest wypoczynek, a gdzie mnie w związku z tym zawiozą koła mojego samochodu i gdzie zdecyduję ze znajomymi i przyjaciółmi spędzić czas jest nadal sprawą otwartą. Sam jestem ciekaw jak to będzie, choć przypuszczam, że skończy się na dwóch lub trzech wypadach gdzieś na południe Europy. Może to będzie Grecja…, sam nie wiem.

Porozmawiajmy jeszcze chwilę o minionym sezonie artystycznym. Był pechowy, ale na pewno miał również jasne punkty. Z jakich wydarzeń jest Pan zadowolony?

Bardzo jestem zadowolony z inscenizacji „Don Giovanniego” w Londynie. To był bardzo dobry spektakl, który przywrócił mi wiarę w to, że można jeszcze, występując w dobrych teatrach, śpiewać w interesującej produkcji, czy jak kto woli w dobrze wyreżyserowanym przedstawieniu. Oczekiwany przez wszystkich „Eugeniusz Oniegin” w Metropolitan Opera, o którym wiem, że się ludziom podobał, i który ciekawie wyszedł na nagraniach, nie dał mi nic pod względem nowatorskim albo odkrywczym. Wręcz przeciwnie potwierdził regułę, że Ameryka jest w sensie operowym nastawiona na tradycyjne spektakle, bez możliwości sensownych innowacji i przyzwolenia na szukanie nowatorskich, atrakcyjnych rozwiązań. Zresztą, podobnie było z inscenizacją „Purytanów” Belliniego w Nowym Jorku, który był spektaklem tylko nieco lepszym od nieciekawej produkcji, w której śpiewałem w grudniu ubiegłego roku w Paryżu.

Z tego co od Pana słyszymy, wygląda na to, że zarówno my, jak i Pana fani, możemy mieć nadzieję, że dzięki udanej inscenizacji „Don Giovanniego” w Royal Opera House nie zrealizuje Pan jednak szybko swojego zamiaru o rozstaniu się z partią legendarnego rozpustnika. Wspomniał Pan nam kiedyś o tym w wywiadzie, wywołując nasz wielki smutek.

Ale ja wtedy powiedziałem: „Pora się zacząć rozstawać…” (śmiech)

Niedawno przyjechał Pan do rodzinnego Krakowa, żeby wystąpić tam – mimo złego samopoczucia – w „Weselu Figara”. Jak się śpiewa dla publiczności, która jest Panu tak przychylna, że mówiąc żartem, pewnie dla otrzymania owacji wystarczyłoby wyjść na scenę i powiedzieć: „Oto jestem”?

Myślę, że się Państwo mylicie, że wystarczy w Operze Krakowskiej być, aby odnieść w niej sukces. Trzeba tam na oklaski solidnie się napracować, czego dowodem były te trzy spektakle, które tam zaśpiewałem. A zaśpiewałem je bardziej siłą woli, niż siłą głosu, bo byłem tak bardzo przeziębiony, że proszę mi wierzyć, iż zakładanie kostiumów i peruki było ostatnią rzeczą, o której mogłem marzyć. Ludzie w takim położeniu zostają w domu, ja zaś musiałem wyjść na scenę i rozpocząć trzygodzinną walkę z własnym organizmem. Na szczęście publiczność była dla mnie bardzo wyrozumiała, a ja w zgodzie z samym sobą starałem się dać jej wszystko, na co w tamtej sytuacji było mnie stać. Ze spektaklu na spektakl było na szczęście coraz lepiej.

Mariusz Kwiecień zdjęcie ze strony internetowej www.mariuszkwiecien.com opublikowane dzięki uprzejmości Mariusza Kwietnia Wiemy to doskonale od osób, które były na wszystkich trzech przedstawieniach. W Krakowie wcielił się Pan w postać Hrabiego Almavivy, czyli po raz kolejny zaśpiewał Pan partię arystokraty. Jest tych „wysoko postawionych postaci” w Pańskim repertuarze tak wiele, że prasa zaczęła Pana nazywać Księciem Opery.

To prawda.

No właśnie, ale podobno w jednym z wywiadów dla krakowskiego magazynu, powiedział Pan, że tak bardzo czuje się Pan związany z postaciami arystokratycznymi, że nie zamierza Pan śpiewać partii pucybuta, a tym samym raczej wykluczony jest Pański udział w „Cyruliku sewilskim”. Czy to prawda? Czy nie jest to czasami rola wymarzona dla Pana?

No właśnie z tym nie mogę się zgodzić. Rzeczywiście w „Cyruliku” jest jedna z najbardziej spektakularnych arii na barytonowy głos, ale sama rola nie jest dla mnie. Poza pierwszą arią  „Largo al Factotum” cała reszta jest po prostu nieciekawa. Poza tym, ja nie przepadam za Rossinim, a co więcej, jak się przez kilkanaście lat śpiewa arystokratów, to jak później (śmiech) można się dać zdegradować do niższych sfer. To oczywiście jest tylko żart, bo nie miałbym żadnych problemów z wzięciem udziału w „Cyruliku” i co więcej miałem kiedyś podpisany kontrakt z MET na występ w tej operze, który odwołałem, bo byłem przekonany, że ta rola jest dla mnie za wysoka. Aczkolwiek teraz, patrząc z perspektywy czasu, śpiewanie tej właśnie arii, która jest wymagająca, wysoka i pełna krótkich nutek, co powoduje, że trzeba strasznie szybko mielić językiem żeby dać radę wszystko wyartykułować, że właśnie ta aria bardzo pomogła mi w poprawieniu sztuki wokalnej, w rozumieniu mojego głosu i w pokonaniu pewnych problemów natury technicznej. Ta aria pomogła mi również w uzyskiwaniu wyższych nut, w odciążeniu głosu, zniwelowaniu wibrata, a nawet w umiejętności kontrolowania tego wibrata. Nie wiem, jak potoczyłyby się moje losy gdybym zaśpiewał wtedy tego „Cyrulika” w MET. Może byłbym dziś kojarzony bardziej jako Cyrulik, a nie Don Giovanni, jednak myślę, że większą przygodę artystyczną przeżyłem z Don Giovannim i Almavivą, niż doświadczyłbym śpiewając przysłowiowego pucybuta.

A nowy sezon? Czy kluczowym jego punktem będzie dla Pana „Król Roger” w Londynie?    

Tak, choć czas pokaże jak to będzie naprawdę. Powiem o tym Państwu za rok jak się spotkamy po kolejnym sezonie. Doświadczenia tegoroczne pokazują, że im większe oczekiwania, tym większe bywają rozczarowania, jak to się zdarzyło ze wspomnianym już „Onieginem”, który nie był moim spektaklem snów i marzeń. Mam nadzieję, że z „Królem Rogerem” będzie zupełnie inaczej.

„Króla Rogera” będzie reżyserował Kasper Holten, ten sam, który był odpowiedzialny za produkcję ciepło przez Pana wspominanego „Don Giovanniego”.

Tak. Jest to człowiek, którego bardzo cenię. Za jego podejście do pracy, za pomysłowość, za stosunek do artystów. To absolutnie unikatowy człowiek w tym biznesie. Dlatego na jego inscenizację „Króla Rogera” jestem nastawiony absolutnie pozytywnie. Co więcej, całością będzie dyrygował znakomity Antonio Pappano. I jestem bardzo ciekawy, jak to wypadnie, bo ten wybitny dyrygent, nie jest raczej kojarzony z repertuarem dwudziestowiecznym.

Przyszły sezon rozpoczynam w Chicago, również produkcją „Don Giovanniego”, który będzie spektaklem tradycyjnym, więc prawdopodobnie bez specjalnych wyzwań natury aktorskiej.

Słyszeliśmy od innych artystów, że Liryc Opera of Chicago to świetny teatr operowy, w którym wystawia się bardzo wysmakowane estetycznie spektakle. Co więcej, przedstawienia są spójne logicznie,  a sam teatr bardzo dba o artystów.   

Bardzo się z tego cieszę. Jeśli do tego wszystko zostanie dobrze zaśpiewane, a obsada zdaje się to gwarantować, to zapowiada się miły początek sezonu. To ważne, bo śpiewać tam będę aż dziesięć spektakli i spędzę tam czas od końca sierpnia aż do początku listopada. Potem, po chwili przerwy powracam do MET w nowej produkcji „Wesela Figara”, której jestem bardzo ciekaw. Spektaklem tym MET będzie otwierał sezon, ale ja się cieszę z moich występów grudniowych, bo nasza obsada zapowiada się naprawdę ekscytująco. Na początku sezonu Almavivę będzie śpiewał Peter Matei, a Figarem będzie Ildar Abdrazakov. W naszej obsadzie wystąpi Erwin Schrott, o którym sądzę, że jest w tej chwili najlepszym śpiewającym Figarem na świecie. Pracowaliśmy już razem przy tym tytule w Londynie i udało nam się tam stworzyć naprawdę fajny tandem. Co więcej, Zuzannę będzie śpiewała Danielle De Niese, która ma niewiarygodną sceniczną charyzmę. Ktoś może lubić bardziej lub mniej jej głos, ale ja często wolę w teatrze głos nieco mniej spektakularny, ale za to sprawny i precyzyjny, co istotne w muzyce Mozarta. Danielle jest znakomitą aktorką i niezwykle sympatyczną osobą.

Po „Weselu Figara” pozostanę w MET, bo w styczniu przyszłego roku będę występował w trzech spektaklach „Cyganerii”. Potem w Bostonie będą dwa koncertowe wykonania „Króla Rogera”, po których wracam na 15 marca do Warszawy, żeby zaśpiewać z Nadine Sierrą koncert, który się nie odbył kilka dni temu. Zaraz potem będzie londyńska inscenizacja „Króla Rogera”, a następnie pojadę do Barcelony by wziąć udział w „Don Pasquale”. To będzie mój debiut Gran Teatre del Liceu. No i oczywiście zaśpiewam też „Oniegina” w Operze Krakowskiej.

Ale jest jeszcze coś, o co chcemy Pana zapytać. Otóż mieliśmy okazję ostatnio spotkać Joyce DiDonato i dopytywaliśmy się o jej możliwe występy w Polsce. Ucieszyła się, dowiedziawszy, że jesteśmy z Panem w kontakcie. Powiedziała, że: „Skoro tak, to na pewno będziemy wiedzieć pierwsi”. Pan przygotowuje płytę….?

Tak…

…a po nagraniu płyty, ma się zazwyczaj serię koncertów promocyjnych. Czy to oznacza, że możemy mieć nadzieję, na zobaczenie Joyce Di Donato śpiewającej wspólnie z Mariuszem Kwietniem?

Na razie nie mamy żadnych planów, jeśli chodzi o koncerty. Jesteśmy natomiast umówieni, że na potrzeby mojej płyty zaśpiewamy razem dwa duety, pierwszy z „Faworyty”, a drugi z „Roberto Devereux”. Nagranie nowej płyty ma odbyć się w listopadzie w Polsce, z Łukaszem Borowiczem i Orkiestrą Polskiego Radia. Na płycie znajdą się utwory z oper, które śpiewam ostatnio, czyli z „Purytanów”, „Faworyty”, „Don Carlosa”, „Roberto Devereux” i „Łucji z Lammermooru”. Cały czas zastanawiamy się jeszcze nad umieszczeniem na płycie mniej znanych utworów, ale jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji.

Czy możemy mieć więc nadzieję, że zobaczymy Pana z Joyce śpiewających razem na scenie?

Widzicie Państwo, bardzo bym tego sobie winszował, ale dla barytona i mezzosopranu nie ma praktycznie żadnego repertuaru. W takim koncercie moglibyśmy właściwie zaśpiewać tylko te dwa duety, które zaplanowane zostały na płytę. Ale może dlatego nasze wspólne przedsięwzięcie będzie ciekawe, bo takie duety to rzadkość.

met oniegin4A jak Pan wpadł na pomysł, aby zaprosić właśnie Joyce DiDonato do nagrania duetów?

Prosiłem kilka sopranów o wzięcie udziału w tym przedsięwzięciu, ale albo nie było wolnych terminów, albo okazywało się, że mają podpisane kontrakty z takimi wytwórniami płytowymi, że ich udział w projekcie nie był możliwy.  Tymczasem Joyce DiDonato, podczas moich ubiegłorocznych występów w „Don Carlosie” w Londynie, sama podeszła do mnie i powiedziała: „Byłabym szczęśliwa, gdybyśmy mogli coś razem zaśpiewać”. I wtedy zaświtała mi myśl: „Joyce, ja właśnie planuję nagranie płyty. Nie zaśpiewałabyś ze mną duetów?”. A Joyce natychmiast odpowiedziała: „Oczywiście, tylko musi się zgodzić moja wytwórnia i mój agent”. Po dwóch miesiącach rozmów dostałem maila: „Wszystko dopięte. Wszystko dograne”.

To fantastycznie. A czy mamy szansę, że oprócz Krakowa, w perspektywie dwóch, może trzech lat, wystąpi Pan w innych teatrach w Polsce?

Oczywiście. We Wrocławiu podpisałem kontrakt na 2016 rok na koncert arii i duetów ze znakomitą Ewą Vesin. Będzie to specjalny koncert z tej okazji, że w roku 2016 Wrocław będzie „Europejską Stolicą Kultury”. Miałem też dopiero co spotkanie z dyrektorem Mariuszem Trelińskim i próbujemy znaleźć dogodne terminy do tego, bym powrócił do Opery Narodowej, ale nie tylko na koncert, ale na serię spektakli operowych. Cieszę się z tego, bo kreowanie postaci scenicznych jest tym, w czym czuję się najlepiej i zawsze wolę spektakl od koncertu.

A kiedy pojawią się nowe role w Pańskim repertuarze?

Za rok będę śpiewał Nottinghama w „Roberto Devereux”, najpierw w Madrycie, a potem w tym samym sezonie, zaśpiewam go w nowej produkcji w Metropolitan Opera z Sondrą Radvanovsky w roli głównej. Wtedy również do mojego repertuaru wejdą sceniczne „Poławiacze pereł”, opera, którą śpiewałem w koncertowej wersji w Madrycie. W MET będzie to także zupełnie nowa produkcja.

Rok temu wszyscy zachwycali się Pana wspólną kreacją z Jonasem Kaufmannem w „Don Carlos”. Czy w nadchodzących sezonach jest szansa ponownego usłyszenia Panów razem na scenie?

Z tego co wiem, to chyba nie. Na pewno będę śpiewał „Don Carlosa” w San Francisco, ale tam wystąpimy z Michaelem Fabiano, który jest śpiewakiem bardzo podobnym do Jonasa Kaufmanna, jeśli chodzi o interpretację i piękno głosu. Jest to jeden z bardziej interesujących śpiewaków, na których w przyszłości należy zwrócić uwagę.

A gdybyśmy wydłużyli perspektywę naszego pytania o Pańską przyszłość artystyczną o kilka lat?

Oczywiście, jak każdy śpiewak operowy planuję na kilka lat do przodu. Nie ukrywam, że mam plany dotyczące również Warszawy, gdzie chciałbym zająć się kiedyś „Demonem” Antona Rubinsteina, bo byłaby to po „Królu Rogerze” kolejna rola, o której mógłbym kiedyś powiedzieć, że jest moją rolą. Innymi słowy byłaby to rola, co do której wierzę, że potrafiłbym ją przetworzyć na mój własny język i zaproponować coś nowego widzom operowym. Jest to bardzo ciekawa pozycja repertuarowa, praktycznie w ogóle nie grana i nie wystawiana. Jest fascynująca przez to, że podobnie jak w „Królu Rogerze” nie ma ona utrwalonej tradycji wykonawczej i jest otwarta na możliwe, nowe jej interpretacje. Ale do tej pory nie miałem jeszcze dość wolnego czasu, aby usiąść nad partyturą, przestudiować ją i zastanowić się, jak to dzieło można by zinterpretować.  

Mariusz Kwiecień zdjęcie ze strony internetowej www.mariuszkwiecien.com opublikowane dzięki uprzejmości Mariusza Kwietnia A co z Verdim?

Chciałbym, i zapewne nie będą tutaj oryginalny, jak każdy baryton zaśpiewać partie Makbeta i Jagona. To są dwie pozycje, które widzę dla siebie w dalszej przyszłości. Zapewne wiele osób, które to usłyszą lub przeczytają pomyśli: „O rany, Kwietniowi się pomieszało w głowie!”. Trudno będzie się nawet im dziwić, bo rzeczywiście jestem barytonem lirycznym, ale jak sobie popatrzymy na nagrania z lat pięćdziesiątych, czy sześćdziesiątych, na barytonów, którzy dysponowali niewiele większym potencjałem niż mój, to moje marzenia nie wydadzą się tak niedorzeczne. Myślę, że Verdi to jest cały czas późne bel canto i to jest nadal muzyka liryczna, więc ja, jako posiadacz głosu lirycznego absolutnie się do tego nadaję. Więc jeśli w przyszłości w tych duetach Kwiecień – Jagon i Kwiecień Makbet coś zaiskrzy, na pewno włączę te pozycje do mojego repertuaru.

Mówimy o Pańskiej przyszłości artystycznej. A jak się mają Pana pomysły, o których rok temu opowiadał nam Pan w Londynie, czyli o koncepcji stworzenia szkoły dla młodych operowych talentów. Jest Pan może bliżej realizacji swojego zamiaru?

To jest tak - żeby zostać śpiewakiem operowym, trzeba się najpierw nauczyć śpiewać i grać na scenie. Żeby zaś zostać nauczycielem młodych śpiewaków, trzeba się najpierw nauczyć… uczyć kogoś. Myślę więc, że to jest najwyższy czas, aby kilka kolejnych lat temu celowi poświęcić. Jestem już po wstępnych rozmowach z Uniwersytetem Muzycznym w Krakowie na temat moich ewentualnych Master Class na tej uczelni, a w Warszawie już pierwsze takie próby nauczania miały miejsce. Mam kilkoro utalentowanych, młodych ludzi, którzy proszą mnie o konsultację, więc jest okazja by zacząć ćwiczyć siebie w nowej roli. Muszę nauczyć się jak najlepiej jest przekazywać wiedzę i przede wszystkim, jak rozpoznawać, na czym polega błąd, czy błędy które popełniane są przez adeptów. Te dydaktyczne zajęcia są również pożyteczne dla mnie samego, bowiem dzięki nim wyostrzają się procesy samorefleksji i mnie samemu jest łatwiej dostrzec błędy, które mógłbym popełnić. Widząc je w śpiewaniu innych wzmacniam autokontrolę, czyli obie strony korzystają na tej relacji, tak uczeń, jak i nauczyciel. Ale na to wszystko potrzeba czasu, może kilku, a nawet i kilkunastu lat. Ja nie mogę z dnia na dzień otworzyć szkoły i uczyć ludzi, nie mając odpowiedniego przygotowania.

A jakie jest to młode pokolenie śpiewaków, z którymi Pan teraz rozmawia? Gdy młodzi ludzie przychodzą na spotkanie z gwiazdą, o co Pana najczęściej pytają? 

Pytają o wszystko i przejawiają ogromny respekt dla zawodu. Mają po dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat, czyli gdy ja zaczynałem pracę, oni się właśnie rodzili. Nic dziwnego więc, że pytają o przebieg kariery i o to jak najlepiej postępować, aby móc wejść na ścieżkę do niej wiodącą. Co ważne, mają głęboką świadomość, że w tym zawodzie niczego nie da się oszukać, nigdzie nie da się przejść na skróty, a jedyną metodą jest talent i ciężka praca.

A jak Pan myśli, co tych młodych ludzi motywuje, że garną się do tego, bądź co bądź, bardzo trudnego i nie zawsze wdzięcznego zawodu?

Myślę, że jest to chęć artystycznego zaistnienia. Są to ludzie, którzy w życiu pragną być kreatywni. Jest w nich pasja i ogromne pragnienie tworzenia. Jest ich wielu, choć trzeba od razu zastrzec, że poziom ich jest bardzo zróżnicowany. Jedno, co zaś na pewno ich wyróżnia i co wróży pozytywnie, to ogromna chęć do podejmowania ciężkiej pracy. Szczególnie jak popatrzę z perspektywy tego czasu, który upłynął od moich studiów, to widzę, że ci młodzi ludzie są teraz dużo lepiej przygotowani do zawodu. Przede wszystkim mają lepszą od nas w owym czasie świadomość, czym jest Zachód i lepszą od nas znajomość języków obcych.

Mariusz Kwiecień zdjęcie (c) Mikołaja Mikołajczyka ze strony internetowej www.mariuszkwiecien.com opublikowane dzięki uprzejmości Mariusza Kwietnia Gdy rozmawialiśmy o młodym pokoleniu z dyrektorem Opery Nova w Bydgoszczy Maciejem Figasem, to on podkreślał, że współczesnym problemem absolwentów polskich uczelni muzycznych, jest to, że „cierpią” na przekonanie, że już wszystko potrafią. Brakuje im podobno czasami pokory i świadomości, że jeszcze wiele się będą musieli nauczyć.

Być może w ich zewnętrznej postawie takie cechy są dostrzegalne, ale mam wrażenie, że technicznie potrafią dużo więcej, niż myśmy potrafili ileś tam lat temu, będąc na ich obecnych miejscach. Ta ich postawa, ta nadmierna pewność siebie, jest w moim przekonaniu próbą zaistnienia, wyróżnienia się z tłumu. Bo problemem jest to, że młodych śpiewaków, studentów uczących się śpiewu jest po prostu zbyt wielu. Jest tak ponieważ na uczelniach muzycznych funkcjonuje zbyt wielu profesorów, którzy muszą mieć uczniów, aby utrzymać swój etat. Powinno być tak, że na egzaminach wstępnych przyjmuje się dwie lub trzy najzdolniejsze osoby, a nie na przykład piętnaście, bo tyle jest wolnych miejsc niezbędnych do utrzymania zbyt wielkiej liczby nauczycieli.

A czy trendy na świecie, to „garnięcie” się młodych śpiewaków do zawodu też są takie oczywiste? Pytamy o to zaniepokojeni tym, co się dzieje w szerszym kontekście w świecie teatrów operowych. New York City Opera już zbankrutowała, a zasłużona Opera w San Diego rozważa ogłoszenie upadłości. Wiadomo, że nawet w MET mają się do końca lipca tego roku zakończyć negocjacje kierownictwa teatru z tamtejszymi związkami zawodowymi na temat niezbędnych cięć budżetowych. Sytuacja nie wygląda zbyt wesoło.

Ale proszę zwrócić uwagę, że są to wyłącznie amerykańskie teatry operowe, a jak wiadomo jest duża różnica w ich sposobach funkcjonowania w Europie i Ameryce, gdzie w tej ostatniej teatry nie są dotowane przez Państwo. W Europie jest dokładnie odwrotnie, bo tu ministerstwa dokładają poważne środki, które chociaż niewystarczające, to jednak zapewniają podstawowe potrzeby budżetowe teatrów. W MET sponsorów trzeba pozyskać, bo bez nich nie będzie w ogóle pieniędzy. Jednak na pytanie o obecną sytuację materialno-finansową branży nie potrafię dobrze odpowiedzieć, bo śpiewacy mający długoterminowe kontrakty, a mam szczęście do nich należeć, raczej żadnego kryzysu nie doświadczają.

A czy coraz skromniejsze, żeby nie powiedzieć uboższe inscenizacyjnie nowe produkcje, nie są dowodem na to, że teatry desperacko poszukują rezerw finansowych?

Myślę inaczej i sądzę, że można byłoby znacznie mądrzej w teatrach gospodarować obecnymi zasobami finansowymi, gdyby zamiast obowiązkowych często czterech tygodni prób robiono próby przez dziesięć dni, ale próby dobrze przygotowane. Zamiast bezproduktywnego gadania i przysłowiowego picia kawek, należałoby po prostu lepiej zorganizować przygotowania do wystawienia nowych produkcji. Obecna metodologia to nie tylko niepotrzebne koszty po stronie teatru, ale również bezsensowne obciążenie prywatnych budżetów samych artystów. My też na tym tracimy – czas, bo jesteśmy dłużej poza domem i pieniądze, bo musimy wynajmować mieszkania albo pokoje w hotelach. Obecny styl jest bez sensu. Powtarzam racjonalizacja wydatków to pierwszy krok w kierunku poprawy sytuacji budżetowej teatrów operowych na całym świecie.

Mariusz Kwiecień zdjęcie ze strony internetowej www.mariuszkwiecien.com opublikowane dzięki uprzejmości Mariusza Kwietnia A co jest Pana zdaniem przyczyną, że w chwili obecnej największe gwiazdy opery światowej to artyści, którzy dawno przekroczyli czterdziestkę. Ba, najlepsze wykonania w „Cyganerii” gwarantują właściwie ludzie w okolicach pięćdziesiątki i starsi. Gdzie są w takim razie ich następcy? Dlaczego jest ich tak niewielu? A może przyczyna leży zupełnie gdzie indziej – w systemie kontraktowym, który na wiele lat do przodu blokuje młodym śpiewakom drogi ich kariery?

W tej chwili styl uczenia jest taki żeby być świetnie śpiewającym, grającym, tańczącym i wyglądającym artystą, który mówi swobodnie we wszystkich możliwych językach. To jest fajne i dobre, ale nawet najlepszy system kształcenia nie zapewni sukcesu adeptom, jeśli dyrektorzy teatrów muszą przede wszystkim zapełnić sale teatralne. To zaś możliwe jest tylko wtedy, gdy zapewnią sobie występy gwiazd, bo na tak zwane gwiazdy publiczność zawsze chętnie kupi bilety, nawet jeśli na tę okoliczność będą one kosztowały majątek. Jednak budżet na gwiazdy musi być większy, co powoduje że dla całej reszty budżet staje się mniejszy, a możliwe gaże dla młodych nie są atrakcyjne. Tych młodych zresztą jest bardzo wielu, ale szanse, że wytrzymają konkurencję, presję i szalenie trudny styl życia, są niestety dla nich wszystkich niezbyt duże. Gdy kilkanaście lat temu kończyłem studium podyplomowe w Nowym Jorku, była nas tam około jedenastu osób, z których dziś aktywni zawodowo jesteśmy tylko my, to znaczy Danielle de Niese i ja. Ludzie przychodzą do opery, żeby porozmawiać ze śpiewakami i mówią: „Jak fajnie Pana zobaczyć. Pan jest taki normalny, z Panem się tak miło rozmawia”,… i tak dalej. Każdy zapewne też myśli: „Pan świetnie zarabia, jeździ Pan dobrym samochodem, ma Pan dom”. Tak to wszystko prawda, ale nikt nie widzi ile pracy stoi za tym, ile wysiłków, ile nieprzespanych nocy. Nikt też nie myśli, że nam śpiewakom z racji wykonywanego zawodu braknie wielu podstawowych rzeczy, które mają inni. Choćby normalnego, spokojnego i poukładanego życia rodzinnego. A wracając do młodych śpiewaków powiem tak: „Dobrze, że są, bo bez nich perspektywy dla tej gałęzi sztuki byłyby marne”.

Czyli sztuka operowa ma perspektywy?

Opera ma perspektywy, jeśli będziemy odpowiednio kształcić społeczeństwo. Tymczasem w Polsce Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego robi zdecydowanie za mało, jeśli chodzi o sztukę operową, żeby przyszłe pokolenia miały świadomość istnienia opery w ogóle. Robi się za mało, żeby owe przyszłe pokolenia miały świadomość trudów i kosztów, jakie są niezbędne do poniesienia oraz żeby pielęgnowały miłość do tej muzyki. Albo nawet nie używajmy tak wielkich słów, wystarczy żeby miały dla opery szacunek i przyjemność z obcowania z tą dziedziną sztuki.

Zapewne wspomniane ministerstwo odpowiedziałoby, że robi się bardzo dużo w tym zakresie, na przykład budując operę w Białymstoku.

To bardzo fajnie, ale nie wystarczy wybudować gmachu teatru, trzeba jeszcze mocno postarać się, żeby zaczęły tam przyjeżdżać znane nazwiska. Trzeba zadbać o dobrych nauczycieli wychowania muzycznego we wszystkich szkołach podstawowych i średnich w Polsce. I jeśli nie będzie na to funduszy i ludzi, którzy będą propagować sztukę operową, to za chwilę nie będzie ludzi, którzy będą gotowi płacić za bilety do teatru. W tym samym czasie martwimy się często, że wyginięciem zagrożony jest jakiś gatunek żabki, a nie martwimy się wcale, że może umrzeć taka sztuka jak opera.

Panie Mariuszu dziękujemy za rozmowę i życzymy Panu wspaniałego wypoczynku w nadchodzące wakacje oraz znakomitego nowego sezonu artystycznego.

 

*Wszystkie portrety Mariusza Kwietnia pochodzą ze strony internetowej www.mariuszkwiecien.com i zostały opublikowane dzięki uprzejmości Mariusza Kwietnia

Autorzy: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

 

  • Z wielką przyjemnością przeczytałam kolejną Państwa rozmowę z Panem Mariuszem Kwietniem. Dobre pytania, bardzo interesujący rozmówca i dużo ciekawych informacji. Osobiście bardzo mnie cieszą plany Pana Kwietnia odnośnie Demona - mam nadzieję, że dla Artysty i nas fanów będzie to fascynująca przygoda. Serdecznie życzę Panu Kwietniowi udanych wakacji - takich, które pozwolą mu całkowicie zregenerować siły i wypocząć.

    2
  • Cieszę się, że Mariusz Kwiecień podzielił się tyloma fantastycznymi planami, zwłaszcza tymi związanymi z Polską. Mam nadzieję, że usłyszymy go tu także w Królu Rogerze. No i bardzo czekam na marcowy koncert!

    0
  • Kolejny raz trafiliście Państwo w dziesiątkę, z szalenie ciekawą rozmową z M.Kwietniem.Po odwołanym koncercie w TWON, na który rzecz jasna się wybierałam,nie ja jedna niepokoiłam się jaki jest naprawdę stan jego zdrowia.A tu się okazuje,że ...wystarczy odpocząć,na szczęście.Byłam w Krakowie na ostatnich dwu przedstawieniach i nie przypuszczałam,że już był tak chory - brzmiał świetnie a i humor mu dopisywał.Ogromnie cieszą perspektywy jego występów,szczególnie w Operze Narodowej,oby wszystko się udało.Pozdrawiam serdecznie i przy okazji życzę dwulatkowi opera info aby trwał,rozwijał się pięknie i nadal był tak sympatyczny!

    0
  • Ależ ten wywiad rozbudził moją wyobraźnię .... Myślę oczywiście o zapowiedzi Pana Mariusza dotyczącej zainteresowania się "Demonem" A. Rubinsteina. Właściwie nieograniczone możliwości interpretacji roli Demona i muzyki.... Jak sobie pomyślę, jak potężne emocje może pokazać nam Mariusz Kwiecień i jak zaśpiewa tę rolę, to mam przysłowiowe "dreszcze". A tu mala próbka, tego co, mam nadzieję za jakiś czas usłyszymy w interpretacji Mariusza Kwietnia : https://www.youtube.com/watch?v=0bMX5-f-hrw

    Komentarz ostatni edytowany około 3 lat temu przez Basia
    0
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)