opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Nigdy nie opuszczam gmachu opery" - wywiad z Maciejem Figasem - część 1

O Rusałce i o moście, pod którym pląsała, o tym dlaczego nie należy gonić kota z tasakiem oraz o pionierskich czasach w Opera Nova, opowiedział Beacie i Michałowi Olszewskim jej Dyrektor, Maciej Figas. Wywiad został przeprowadzony w lutym 2014 roku.

Zapraszamy również do lektury drugiej części wywiadu.

Maciej Figas zdjęcie (c) Marek Chełminiak
Maciej Figas
Zdjęcie (c) Marek Chełminiak; kiknij, aby powiększyć...

Panie Dyrektorze, polskie teatry operowe bardzo rzadko wystawiają „Rusałkę” Antonina Dvořáka, tymczasem inscenizacja w Opera Nova w Bydgoszczy nie tylko odniosła sukces, ale stała się sławna dzięki Państwa pomysłowi inscenizacyjnemu, aby opowieść o wodnej nimfie osadzić w Bydgoszczy początków 20-tego wieku. Naszym zdaniem jest to bardzo interesująca propozycja połączenia tradycyjnego sposobu wystawiania oper z elementami modernizującymi warstwę wizualną utworu. Jaka jest geneza tego pomysłu?

Rzeczywiście, często sięgamy po tytuły, które nie są popularne w Polsce. Wiedzą Państwo doskonale, że nie jest sztuką grać wyłącznie tytuły, które są powszechnie znane i lubiane. W każdym teatrze znajdą Państwo „Traviatę”, „Halkę”, „Cyganerię” i „Straszny dwór”. My mamy ambicje, żeby czasami sięgać po tytuły, które z różnych powodów, niekiedy z przyczyn wręcz nieznanych, nie są w Polsce grywane. Jako jedni z pierwszych przypomnieliśmy „Opowieści Hoffmanna”, sięgnęliśmy po „Lakmé”, które jest cały czas w naszym repertuarze, a potem wystawiliśmy „Manru”, którego nikt poza nami nie gra…

… i którym odnieśliście Państwo bardzo duży sukces…

…tak, to prawda… niech mi będzie wolno to nieskromnie potwierdzić (śmiech)..., a „Rusałka” jest kolejnym takim tytułem. Jeśli mnie Państwo  pytają dlaczego ta opera nie jest w Polsce grana, to ja odpowiem: „nie wiem”. Przed każdym i po każdym przedstawieniu „Rusałki” zadaję sobie to pytanie i … naprawdę nie znajduję na nie odpowiedzi. Może dlatego, że współczesnym reżyserom wydaje się, że tak prosta historia, bajka właściwie,

nie jest możliwa do opowiedzenia na serio i zaczynają kombinować, szukać nowych rozwiązań, które często przynoszą tragiczne skutki. Tymczasem wystarczy wgłębić się w partyturę i  poznać fragment życiorysu Dvořáka związany z tym dziełem, żeby od razu zacząć szanować jego wolę i jego samego jako znakomitego kompozytora. Jest to w końcu nazwisko, którego odpowiednika w polskiej literaturze operowej próżno szukać. Dlaczego więc nie wystawiać „Rusałki”? Przecież to piękna bajka, która wzrusza i dzieci i dorosłych, przemawia do piętnastolatka i osiemdziesięciolatka, dlaczego nie miałaby więc być wystawiana, a jeśli już, to czemu nie w tradycyjny sposób?

W Bydgoszczy jest ona pokazana w sposób tradycyjny, jednak z czymś, co byśmy nazwali „dotknięciem nowoczesności”.

Ale przesłanie jest zachowane.

To prawda, wszystko jest właściwie od początku do końca konsekwentnie przedstawione. Jedyne z czym właściwie moglibyśmy pójść do Pani, która wyreżyserowała „Rusałkę” w Bydgoszczy, to z pytaniem o drugą część drugiego aktu, którego początek jest osadzony w tej samej, bardzo zgrabnej i sensownej konwencji ustanowionej w akcie pierwszym. W części drugiej aktu drugiego mieliśmy tymczasem nieodparte wrażenie, że ktoś nas z tej konwencji „wysadził”. Na szczęście poczucie sensowności przywrócił nam…

…akt trzeci… Rzeczywiście, w pewnym momencie Panią reżyser Kristinę Wuss zaczęła ponosić fantazja i mieliśmy pewien problem z odczytaniem jej niektórych pomysłów i idei, które momentami przestawały być czytelne również dla nas. Na niektóre, daleko idące propozycje patrzyliśmy, mówiąc wprost trochę przestraszeni. Zaczęliśmy więc ją delikatnie przekonywać, aby z pewnych swoich koncepcji po prostu zrezygnowała. Na niektóre propozycje się zgodziła, na niektóre nie. Ostatnia faza przygotowań polegała wręcz na eliminowaniu niektórych zaproponowanych przez nią rozwiązań. Siedzieliśmy na widowni i zadawaliśmy sobie pytanie, czy dana propozycja jest czytelna dla widza? Jeśli nie, po prostu z niej rezygnowaliśmy. Kristina to trochę przeżywała, ale … nadal jesteśmy w przyjaźni. Ona jest niesamowitą osobą. Przed każdym wznowieniem serii „Rusałek” przysyła nam kartki z pozdrowieniami, i to nie tylko mnie jako dyrektorowi, ale również głównym wykonawcom, czy asystentowi reżysera. I jeśli pytają mnie Państwo, kto wpadł na pomysł, żeby osadzić akcję „Rusałki” w Bydgoszczy, to najbliższa prawdy będzie odpowiedzieć, że to była właśnie Kristina. Ona była zauroczona naszym miastem! Skoro Bydgoszcz jest położona nad wodą (o czym niewielu Polaków wie),  wpadła na pomysł, aby wziąć kamerę, wsiąść do łódki i opłynąć całe miasto fotografując je z tej właśnie perspektywy. I tak doszła do pomysłu z mostem…

"Rusałka" w Opera Nova w Bydgoszczy
"Rusałka" w Opera Nova w Bydgoszczy; kliknij, aby powiększyć...
Maciej Figas zdjęcie (c) Marek Chełminiak
Maciej Figas
Zdjęcie (c) Marek Chełminiak; kiknij, aby powiększyć...

…którego tak naprawdę nie ma…

…nie w takim kształcie…, ale most, który widzimy na scenie jest  dokładną repliką prawdziwego mostu z przełomu wieków, który notabene zostanie niebawem odrestaurowany i przywrócony mieszkańcom Bydgoszczy właśnie w oryginalnej formie. Był taki moment, że scenograf  powiedział: „Ja go rozrysuję na podstawie archiwalnych zdjęć”. Okazało się jednak, że nie było takiej potrzeby, bo konserwator zabytków udostępnił nam kompletną dokumentację prawdziwego mostu.

Czy po odbudowie będzie on tak piękny jak ten Państwa, na scenie?

Będzie dokładnie taki sam.

Wracając do „Rusałki” chcielibyśmy Pana zapytać o pewne fascynujące zagadnienie natury interpretacyjnej. Dowiedzieliśmy się od Pani Agnieszki Zwierko, która śpiewała w operze Dvořáka mnóstwo razy, w tym w teatrach czeskich, że jest tam tradycją wykonawczą, że ta sama śpiewaczka wykonuje postać Ježibaby oraz Księżnej. Państwo nie zdecydowaliście się na takie rozwiązanie, a jest ono kuszące, bo ktoś, czyli Ježibaba musi dowieść Rusałce, że ludzie są podli i źli.

Nie zrobiliśmy tego ze względów czysto wokalnych. Partia Ježibaby jest partią dla wysokiego mezzospranu, natomiast Księżnej - sopranową. Krótko mówiąc musielibyśmy szukać absolutnie wyjątkowej odtwórczyni, o unikatowych warunkach wokalnych i iść na pewnego rodzaju kompromisy inscenizacyjne. Jak pewnie Państwo zauważyli, przykładamy dużą wagę do wyglądu solistów. To jest Bydgoszcz, to nie jest Metropolitan Opera w Nowym Jorku i ja nie zamierzam mówiąc kolokwialnie „wciskać” mojej publiczności, że Rusałką może być sześćdziesięciolatka. Jestem dumny z moich solistów, którzy są nie tylko znakomici, ale i młodzi. I ja ten atut wykorzystuję w spektaklach. Oni są tak autentyczni na scenie, że ja sam mam dreszcze stojąc siedem metrów przed nimi. Są to przeżycia, których nie doświadczymy decydując się na zafałszowanie, na pewną umowność. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to co mówię, może być dla niektórych artystów przykre.

Rozumiemy Pański punkt widzenia. Niedawno widzieliśmy operę „Pajace” w Wiener Staatsoper, gdzie całe, skądinąd świetne przedstawienie, zostało po prostu zepsute przez obecność na scenie zasłużonego tenora, który wiele lat temu był wielki, ale który już dawno stracił czar i urok swojego głosu. Jego śpiewanie było na tak estetycznie katastrofalnym poziomie, że zastanawialiśmy się czy nie wyjść z teatru. Ale wróćmy do Ježibaby …

Wracając do Ježibaby, to jeśli Państwo popatrzą, co wymyśliła pani reżyser w pierwszym akcie i na początku aktu trzeciego, gdzie ruch sceniczny Ježibaby i jego dynamika dominują w całej scenie, to od razu zrozumiemy, że artystka śpiewająca tę partię musi być osobą niezwykle sprawną. I między innymi dlatego, tę postać bardzo często u nas kreuje Darina Gapicz, która ma  za sobą trzy sezony w Teatrze Muzycznym w Gdyni i która jest w stanie bez szkody dla jej śpiewu skakać i biegać po scenie. Dlatego też, wiedząc jakie będą wymagania reżysera względem naszej Ježibaby, od razu zrezygnowaliśmy z poszukiwań solistki, która będzie w stanie zaśpiewać dwie tak różne partie. Ale zgadzam się, że taki sposób interpretacji tych dwóch postaci, tzn. gdy Ježibaba i Księżna to ta sama osoba jest bardzo interesujący i nie dziwię się, że próbowano w przeszłości takiej interpretacji. To bardzo ciekawa tradycja wykonawcza.

Niestety nie wszystkie zmiany, które współcześnie reżyserzy proponują przy inscenizacji „Rusałki” mieszczą się w jakiejkolwiek tradycji. Widzieliśmy ostatnio w Wiedniu najnowszą propozycję interpretacji dzieła Antonina Dvořáka, ogólnie bardzo interesującą i udaną, wokalnie i muzycznie wręcz świetną, ale i tam nie obeszło się bez rozwiązań szokujących konserwatywną część publiczności. W Wiener Staatsoper Ježibaba  podrzyna bowiem gardło Kuchcikowi, po czym wypija jego krew, w czym zresztą ochoczo towarzyszą jej nimfy wodne.

Mają Państwo rację. Podobnym przykładem jest inscenizacja „Rusałki” w Komische Oper w Berlinie, której fragmenty można zobaczyć w internetowym serwisie YouTube. To makabryczne, co można zrobić z tej opery. A przecież Dvořákowi, bardzo pobożnemu człowiekowi, który zakończył swoją partyturę zapisem: „Bogu Dzięki”, nie chodziło przecież o to żeby straszyć i obrzydzać. Jest to przepiękna muzyka, która nigdy nam się chyba nie znudzi, a wielu z nas uważa, że to jedna z najpiękniejszych oper w literaturze. Dlatego bardzo trudno jest mi  zrozumieć, dlaczego nikt tej opery w Polsce nie gra.

Panie Dyrektorze, prowadząc nasz serwis operowy, widzimy, że w Bydgoszczy ma miejsce nadzwyczajny fenomen.  Najmniejsza bowiem wzmianka o Państwa działalności wzbudza wielkie zainteresowanie bydgoskiej publiczności, która reaguje na doniesienia z entuzjazmem i życzliwością. Mamy wrażenie, że bydgoska publiczność jest bardzo dumna z tego, że jesteście i z tego jacy jesteście. Jak Panu udało się to wszystko osiągnąć: zbudować teatr, stworzyć znakomity zespół, z którego jest Pan dumny i uprawiać sztukę, za którą otrzymujecie Państwo liczne nagrody i wyróżnienia. Wiele osób zatrudnionych w Operze Nova mówi, że czuje się tu jak w wielkiej Rodzinie.

Maciej Figas zdjęcie (c) Marek Chełminiak
Maciej Figas
Zdjęcie (c) Marek Chełminiak; kiknij, aby powiększyć...

Jest mi bardzo miło to słyszeć, bo rzeczywiście jesteśmy dumni z dobrej atmosfery, która panuje w naszym teatrze, ale jestem zaskoczony, że Państwo o tym wiedzą, że wiedzą o tym ludzie z zewnątrz. Do tej pory sądziłem, że tak myślą wyłącznie nasi pracownicy oraz osoby, które z nami na różnych polach współpracują. Bardzo się cieszę, że Państwo to nagrywają, proszę mi to potem przysłać (śmiech), chętnie ponownie posłucham tych opinii jak dopadną mnie jakieś stany depresyjne.

Prosimy więc nam opowiedzieć, jak to się wszystko zaczęło. W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że był Pan skazany na muzykę, bo wychował się Pan w rodzinie o silnych tradycjach muzycznych, a Pański Tata był śpiewakiem.

To prawda, powiedziałbym nawet, że byłem skazany na muzykę operową, bo ja w atmosferze teatru i muzyki operowej po prostu wyrastałem. Tata śpiewał w Gdańsku i w Warszawie, ale nagrań słuchał w domu i w domu też przygotowywał swoje partie. Słuchałem tego chcąc nie chcąc, nie zawsze zresztą czerpiąc z tego przyjemność. Potem były dwie szkoły muzyczne i już gdzieś na studiach, gdzie zgłębiałem sztukę dyrygentury, zacząłem przekonywać swoich kolegów, aby przestali marzyć wyłącznie o orkiestrach symfonicznych. „Ich szefami są uznani dyrygenci” – mówiłem, „którzy mają swoich asystentów i jeśli gdzieś brakuje dyrygentów, to jedynie w operach”. Nikt mnie wtedy nie słuchał. Ja tymczasem konsekwentnie szedłem w tym kierunku. Pewnie było mi łatwiej, bo jak powiadają „bliższa ciału koszula”, a ja to po prostu lubiłem. Nigdy nie ukrywałem, że lubię ludzi sceny, samą scenę, śpiewaków i akompaniowanie im.

Innymi słowy nie musiał się Pan opery uczyć i podążać częstą dla artystów drogą, którzy będąc młodymi ludźmi często z opery kpią, żeby po wielu latach uznać, że operę kochają. Panu było łatwiej, bo Pan o ile dobrze wiemy, … Pan uczył się śpiewu operowego?

Tak, to prawda. Wiele lat śpiewałem także w chórach.

Nie żałuje Pan, że porzucił Pan śpiew?

Nie, nie żałuję, choć muszę przyznać, że te lata wiele mnie nauczyły i dzięki temu trochę inaczej podchodzę do wykonywanej pracy. Jednym zdaniem, nie należę z całą pewnością do dyrygentów, którzy opery wręcz nie lubią. Co gorsza drażni ich świadomość, że muszą akompaniować i nie mogą nadać takiego kształtu muzycznego dziełu, jakiego by sobie życzyli.  Uniknąłem tego losu właśnie dzięki temu, że w rodzinie miałem śpiewaków operowych. Może więc stąd właśnie bierze się ta dobra atmosfera w teatrze, bo nie traktuję śpiewaków jak „piątego koła u wozu”.

Taka jest więc z mojej perspektywy diagnoza tego, co nam się wspólnie udało osiągnąć. Przez te dwadzieścia jeden lat jak tu pracuję, starałem się naszej publiczności niczym nie urazić, nie zrazić, a także nie zawieść. To są, wydawałoby się, oczywiste rzeczy. A polega to na tym, że  np. nie decyduję się na reżysera, który wywołuje skandale. Nam skandal nie jest potrzebny. Jest potrzebny, gdy np. w teatrze po latach marazmu niezbędne jest przebudzenie. Wtedy pozyskuje się zainteresowanie telewizji, radia, prasy, ale jest to metoda na krótką metę, bo widzowie owszem przyjdą, ale jedynie żeby przekonać się osobiście, że „to jednak skandal”. Ale czy następnym razem przyjdą? Nie jestem przekonany. Natomiast Opera Nova przez dwadzieścia jeden lat buduje repertuar, nieco na przekór tym wszystkim tendencjom w kraju. I powiedzą zapewne Państwo, że jestem naiwny, ale wierzę że kiedyś doczekamy momentu, w którym ta polityka repertuarowa przyniesie owoce.

I wahadło przesunie się w przeciwną stronę? I nie będzie trzeba ludzi wprawiać w stan krępującego osłupienia, kiedy to na „Makbecie” w Bayerische Staatsoper w Monachium, śpiewający skądinąd świetnie chór, liczący sobie kilkadziesiąt osób podchodzi nagle w kierunku kanału orkiestry i …zaczyna  sikać. Wszystko zrobione i zagrane bardzo naturalistycznie, a przez to odrażające. Aby nie było zbyt mało wrażeń, niektórzy sikają do naczyń, z których następnie pije główny bohater. Powtarzamy od pewnego czasu, że modernizacja opery powinna być nieczęstym aktem niesłychanej odwagi ze strony reżysera, który ma naprawdę coś ważnego do przekazania, a tymczasem odnosimy wrażenie, że unowocześnianie na siłę stało się normą.

Właśnie tak. Jestem przekonany, że musi minąć, ta moda na dziwactwa i kaleczenie partytur, na kaleczenie oper na siłę ich uwspółcześnianie, bo przecież widz „nie zrozumie”, co kompozytor chciał powiedzieć sto lat temu. Dlaczego mam uważać, że tak jest lepiej? Czy jak idziemy do muzeum, by podziwiać uznany obraz, to oczekujemy, że ktoś go poprawi i przemaluje, uwspółcześni? Oczywiście nie, on jest piękny sam w sobie, choć powstał dwieście, trzysta lat temu. Dlaczego więc mamy poprawiać dzieła operowe, którym twórcy nadali określony kształt i charakter? Szanujmy tych ludzi. Oni dzięki temu właśnie przeszli do historii. Czy to jest Paderewski, czy Dvořák, nie trzeba tego zmieniać i nie trzeba np. gonić kota z tasakiem i zarzynać jak to ma miejsce w Komische Oper.

Powiada Pan, że chce Pan być uczciwy wobec swojej publiczności i swojego zespołu, ale żeby realizować akurat takie cele nie trzeba być wizjonerem. A tymczasem trzeba być wizjonerem, żeby tak jak Pan to zrobił w 1994 roku, zainicjować Festiwal Operowy w Bydgoszczy. Z tego wniosek, że Pańskie plany wykraczają poza to, co się określa jako dostarczenie „dobrego produktu swojej publiczności”. Festiwal jest w pewnym sensie wartością dodaną, czymś nadzwyczajnym, co nie jest konieczne dla pomyślności teatru operowego.

Maciej Figas zdjęcie (c) Marek Chełminiak
Maciej Figas
Zdjęcie (c) Marek Chełminiak; kiknij, aby powiększyć...
Opera Nova w Bydgoszczy
Opera Nova w Bydgoszczy; kliknij, aby pwoiększyć...

Oczywiście Festiwal spełniał inną funkcję w 1994 roku, a inną spełnia dzisiaj. Tak naprawdę to dzięki Festiwalowi uruchomiliśmy gmach Opery Nova. W 1994 roku ten budynek był wstanie surowym zamkniętym i nadal trwały dyskusje, co z tym „fantem” dalej zrobić. Budżety budowy cały czas się chwiały, co roku była walka o to, żeby coś w ramach tej centralnej inwestycji udało się wykonać. Przez wiele lat w budżecie Państwa były wprawdzie rezerwowane na ten cel środki, ale tylko na takim poziomie, że właściwie starczało wyłącznie na utrzymanie placu budowy. A przecież nie trzeba było mieć wówczas jakiejś wyjątkowej wyobraźni, żeby wchodząc na ówczesną salę widowiskową, która była tylko betonową przestrzenią, wyobrazić sobie jak znakomitym teatrem może kiedyś stać się ten gmach. Głęboko wierzyłem, że dokończony gmach opery w Bydgoszczy, nie tylko nie stanie się ciężarem dla tego miasta, ale będzie w przyszłości jego symbolem.

Wiara podobno góry przenosi, ale przecież ten budżet był centralny, a nie wojewódzki, więc trzeba było jakoś „wyrwać te pieniądze”?

To były nietypowe czasy, które często z nostalgią wspominam. Nie wiem, czy pomagało mi to, że byłem młody i potrafiłem zarażać swoim entuzjazmem, czy też wtedy łatwiej było uzyskać poparcie dla takich przedsięwzięć ze strony przedstawicieli różnych sił politycznych, działających w naszym regionie. Ale to właśnie Festiwal ujawnił ogromny potencjał, jaki tkwił w tym niedokończonym budynku, surowym, jak to na każdej rozgrzebanej budowie.

Z tego co wiemy, w tych surowych, niedokończonych, przysypanych kurzem, betonowych wnętrzach Festiwal był wielkim wydarzeniem?

Tak. Z dzisiejszej perspektywy, działy tu się rzeczy naprawdę niesamowite. Otóż w 1994 roku ludzie przyszli do surowego wnętrza niedokończonego budynku, ubrani… w wieczorowe kreacje!

Gdzie usiedli?

…usiedli na drewnianych krzesłach wypożyczonych od wojska, połączonych drewnianymi listwami przez moich stolarzy, po to, aby spełnić elementarne wymogi bezpieczeństwa. Orkiestra siedziała w orkiestronie na płytach sklejki położonych na budowlanym rusztowaniu! Wszystko było prowizoryczne. Wnętrze było bardzo zimne, więc wypożyczyliśmy dwie dmuchawy budowlane od firmy, która budowała ten obiekt. A kurzu było tak dużo, że do dziś niektórzy śpiewacy wspominają, że nie było wtedy czym oddychać. Ale i tak wszyscy podchodzili do tego bardzo pozytywnie, czasami wręcz z entuzjazmem.

A jaka była akustyka takiej surowej przestrzeni?

Bardzo dobra. Tak dobra, że wszystkich zaskoczyła. Nagle okazało się, że ta sala nie tylko świetnie wyglądała, ale nawet w tamtych warunkach ma znakomitą akustykę. W festiwalową gościnę przyjechały wtedy trzy Teatry Wielkie – z Warszawy, Poznania i Łodzi, aby pomóc Operze w Bydgoszczy w wysiłku zwrócenia uwagi społeczeństwa i władz na niszczejący obiekt, który dokończony mógłby tak, jak podczas tego pamiętnego Festiwalu żyć. I tak się skończył pierwszy Festiwal.

Czy kolejne Festiwale odbywały się w podobnie pionierskich i trudnych warunkach? 

Oczywiście, ale przychodząca na nie publiczność mogła obserwować zachodzące zmiany. Przychodziła nie tylko aby zobaczyć przedstawienie, ale też sprawdzić, co się zmieniło w budowanym gmachu. A każdy rok rzeczywiście przynosił zauważalne postępy robót.

Czyli tak naprawdę to Festiwal przekonał władze, że warto zrobić wszystko, aby dokończyć budowę teatru?

Zdecydowanie tak. Nikt tego nie kwestionuje, że to właśnie Festiwal był tym impulsem, który przekonał wszystkich, że gmach należy dokończyć. Wcześniej nie brakowało takich, którzy pukali się w czoło i pytali retorycznie: „Opera w Bydgoszczy?!”

No i rzeczywiście trochę jest to widok niesamowity, gdy wieczorem, lub za dnia, idzie się do Opery Nova. Jak magiczny obiekt pochodzący z innego świata. Co więcej, spacerując w okolicach teatru odnosimy wrażenie, że jego obecność skłoniła władze miasta do podjęcia wysiłków rewitalizujących centrum Bydgoszczy?

Nikt tego nie ukrywa. Mówi się, że od opery się zaczęło. To jej dokończenie spowodowało, że okoliczne tereny zaczęły odżywać. 

 

Autorzy: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

 

 "Nigdy nie opuszczam gmachu opery" - wywiad z Maciejem Figasem - cześć 2

 

 

  • Wróciłem z innego swiata, a tu niespodzianka, wywiad z - na razie - ciekawą osobowoscią operową. Zgadzam się ze wszystkimi opiniami. Podziwiam młodego człowieka, który jest tak bardzo odpowiedzialny za teatr, którym kieruje. Nie chciałem już zanudzać naszego Forum swoimi opiniami, ale chcę zabrać głos w jednym wątku. Otóż pierwszy raz usłyszałem, że dyrektor teatru dyskutuje z reżyserem. A jest tak: dyrektor (nawet z klasą) zaprasza "wybitnego" reżysera do wystawienia opery i ... umywa ręce. To ... nie ja ... tylko reżyser - pochwały i przeważnie krytyki. A powinno byc tak: dlaczego pan dyrektor dopuscił do takiego skandalu jak sikanie ... Ale tak się już przyjęło - to reżyser ... Druga sprawa: DYREKTOR OPERY. Moim zdaniem - jedna osoba - odpowiedzialna za wszystko. A jak jest w innych teatrach: trzech dyrektorów: naczelny, artystyczny i muzyczny ( inżynier - zasłużony działacz, reżyser teatralny - zawsze o nim i dyrygent, na poziomie - chyba już odszedł). (Jest taki teatr w Polsce - trudno zgadnąć który). No i czy pan inżynier może dyskutować z reżyserem. Pan Figas jest chwalebnym wyjątkiem - może nie tylko w Polsce. ODPOWIEDZIALNYM. Zmusza - proponuje nie do odrzucenia - do kompromisu, w imię odpowiedzialnosci za efekt końcowy. I zgadzam się na porównanie opery do malarstwa; nic nie zmieniać, tylko podziwiać, jak w muzeum ... tak, tak - marzenie sciętej głowy. Czasami marzenia się spełniają, jak ludzie dostrzegą, że król jest nagi. I jeszcze jedna sprawa. I tu też zgoda. Moim zdaniem, im wspanialszy spiewak, tym mniejszą rolę odgrywa wiek - jest oczywiscie granica. I w Bydgoszczy Rusałkę powinna spiewać młoda spiewaczka, a w MET - wybitna - bez względu na wiek (... granica oczywiscie).

    Komentarz ostatni edytowany około 3 lat temu przez Dodek
    0
  • Oj, pozazdrościć Bydgoszczu (;)) takiego dyrektora!

    0
  • Oj, Drusillo jestes odważniejsza ode mnie. Ja też tak napisałem, ale jestem "bojowy" i skasowałem ze względu na gniew Naszych MY.

    Komentarz ostatni edytowany około 3 lat temu przez Dodek
    0
  • Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak wspaniale swoimi pytaniami przyczynili się Państwo Beata i Michał Olszewscy do ukazania nam tutaj znakomitego przykładu dyrektora sceny operowej, w osobie Pana Macieja Figasa jako Dyrektora Opery Nova w Bydgoszczy :-)
    Pozostaję pod wielkim wrażeniem osobowości Pana Macieja Figasa, z podziwem zgadzając się ze znamiennym tytułem tego wywiadu - "Nigdy nie opuszczam gmachu opery", którego treść odzwierciedla jego bezprzykładne wręcz zaangażowanie w pracę na rzecz Opery, którą od wielu lat z zauważalnym powodzeniem kieruje.
    Skłoniło mnie to do refleksji, które wyraziłam na Facebooku poruszona niemiłą dla mnie jako łodzianki treścią napotkanych tam komentarzy mówiących o tym, że "Łódź to zaścianek kulturalny Polski", a wyraziłam je po przemyśleniach dokonanych w oparciu o to, co z głębokim uznaniem dostrzegłam w tym, jaką OSOBĄ i jakim DYREKTOREM jest Pan MACIEJ FIGAS :-)
    Z poważaniem
    Krystyna Balsam
    Ps. Dla zainteresowanych podaję link na ww. refleksje, którym nadałam tytuł "MUSICA SPIRITUS MOVENS": Link

    0
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)