opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Nie jestem primadonną" - wywiad z Niną Stemme

Wywiad w wersji angielskiej Great Britain flag

 

Wywiad z Niną Stemme wybitną sopranistką, przeprowadzili w Wiedniu 15 października tego roku Beata i Michał Olszewscy.

Nina Stemme photo (c) Tanja Niemann published by opera.info.pl by courtesy of Nina Stemme
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Chcielibyśmy rozpocząć naszą rozmowę od podziękowania Pani za wczorajszy spektakl „Dziewczyna z Dzikiego Zachodu”, które dla nas i dla publiczności, zgromadzonej w Wiener Staatsoper, był wspaniałym i poruszającym doświadczeniem. Ta opera Pucciniego wydaje się być utworem bardzo wymagającym dla śpiewaków. Zagranie i zaśpiewanie lirycznej i szlachetnej Minnie z pierwszego aktu, która po chwili, w następnych scenach, podejmuje dramatyczną walkę o uratowanie życia ukochanej osoby, musi być niezwykle trudnym zadaniem zarówno pod względem wokalnym, jak i emocjonalnym.

To prawda. Nazywam tą rolę moją Pucciniowską Brünnhilde. To nie jest nawet Izolda, to Brünnhilde, ponieważ rola ta jest niezwykle dramatyczna. Zresztą, jako Brünnhilde, śpiewaczka nie musi grać postaci aż tak dziewczęcej i tak szlachetnej jak Minnie. Warto bowiem zauważyć, że Minnie, która z jednej strony ma bardzo czystą duszę, jest jednocześnie niezwykle twardą osobą. Widać to w drugim akcie opery, kiedy w obliczu niebezpieczeństwa, Minnie rezygnuje ze swoich szlachetnych ideałów, odrzuca je.

 

Bycie Minnie jest również trudne z tego powodu, że przez cały czas mój śpiew jest napędzany i kształtowany przez moje emocje. To oznacza, że aby wiarygodnie zaśpiewać tą rolę z jednej strony muszę mieć w sobie te emocje, ale z drugiej strony, w tym samym czasie muszę wiedzieć, w jaki sposób osiągnąć za pomocą techniki przejście z jednego stanu w drugi, jak pokazać emocjonalną transformację Minnie.

Nina Stemme (Minnie) "La Fanciulla del West" photo (c) Wiener Staatsoper / Michael Pohn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper 
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Kiedy jest Pani na scenie śpiewając tak dramatyczne partie, co Pani czuje? Przecież oprócz tego, że musi Pani myśleć o muzyce, tekście i wszystkich innych technicznych aspektach roli, to w tym samym czasie między Panią a partnerami scenicznymi ma miejsce wiele interakcji, podobnie jak między Panią i publicznością, która bardzo uważnie Panią słucha i obserwuje. Czy będąc na scenie. czuje Pani obecność publiczności, ten rodzaj „napięcia w powietrzu”?

Ależ oczywiście, że tak! Szczególnie tu, w Wiedniu. Ale o tym wszystkim myślę, zanim wejdę na scenę. Wtedy jest ten moment, kiedy głęboko zastanawiam się: „jak się dziś czuję”, „gdzie jest mój głos?”, „gdzie jest moja technika?”, „jak mogę to wszystko połączyć z emocjami”, dlatego, że wszystkie te elementy muszą wydarzyć się w tej samej chwili . Podczas spektaklu nikt nie powinien widzieć, że cały czas myślę o technice. To właśnie dlatego tak ważny jest okres prób. W trakcie nich zapamiętuję, co muszę robić w poszczególnych momentach spektaklu i jak pokierować swoim śpiewaniem.

Czy zdecydowała się Pani na wzięcie udziału w “Dziewczynie …” ze względu na piękno tej partii czy też dlatego, że oprócz bohaterek z oper Wagnera stara się Pani śpiewać również repertuar włoski? W naszym odczuciu włoski i wagnerowski styl śpiewania różnią się nieco od siebie. Patrząc z tej perspektywy chcieliśmy Panią zapytać czy łatwo jest śpiewać zarówno bohaterki oper Pucciniego, jak i Wagnera, czy łatwo jest „mieszać” ze sobą te dwa repertuary?

Szkolę swoją technikę w taki sposób, by móc śpiewać oba te repertuary. Uważam, że w istocie rzeczy jest to ten sam rodzaj śpiewania, tyle tylko, że włoski repertuar Pucciniego to po prostu inny język, który nieco inaczej „układa się” w ustach. Również sposób frazowania jest zupełnie inny. Nie ma tu czasu na stworzenie głębokiego dźwięku w środkowym rejestrze. Jeśli ktoś będzie próbował to robić, nie będzie w stanie osiągnąć gór. Ale to jest wciąż ten sam instrument. Oczywiście, nie mogłabym śpiewać Pucciniego z takim samym nastawieniem jak Wagnera. Ale nastawienie to zmienia się w mojej głowie i jest jak „zmiana biegu w samochodzie”. Naturalnie nie zaśpiewałabym dzisiaj roli Brünnhilde, śpiewając wczoraj w “Dziewczynie …”. Uważam jednak, że wszystko jest zawarte w muzyce i chciałabym tworzyć role i śpiewać włoski repertuar tak długo, jak to tylko będzie możliwe.

Nina Stemme "Tristan und Isolde" photo (c) Wiener Staatsoper / Michael Pohn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify... 

Jakiś czas temu, w jednym z wywiadów, powiedziała Pani, że dla śpiewaka wagnerowskiego jest bardzo ważne, by zachować w swoim repertuarze role włoskie, bez których istnieje ryzyko utraty pewnej elastyczności w śpiewaniu. Jak poważne jest to  zagrożenie?

Uważam, że Wagner powinien być śpiewany legato, a sposób śpiewania jego repertuaru powinien wywodzić się z belcanto. Wierzę, że to jest sposób śpiewania, którego chciałby Wagner. W jego czasach nie było śpiewaków wagnerowskich. Oni po prostu śpiewali muzykę i to było wszystko. O tym staram się zawsze pamiętać i do tego wracam wykonując partie w operach Wagnera. Myślę, że tak naprawdę nie ma różnicy pomiędzy włoskim i wagnerowskim śpiewaniem. Oczywiście, wymaga to więcej wytrwałości i innego rodzaju ćwiczeń, gdyż u Wagnera trzeba utrzymać każdą nutę i każdą z nich zachować żywą. U Puccininiego czy Verdiego ważne jest natomiast frazowanie, o którym śpiewak musi pamiętać od samego początku. Musi frazować w odpowiedni sposób, zgodny z orkiestrą. W Wagnerze trzeba natomiast pracować właściwie nad każdą sylabą, co uważam za bardzo piękne. Tam się jest o wiele bliżej tekstu. To dlatego „Dziewczyna…” jest częściej wykonywana przez śpiewaków wagnerowskich, gdyż w tej operze, po raz pierwszy, Puccini wpisał dramat i tekst w orkiestrę. Tu nie ma jedynie muzycznych fraz.

Czy mogłaby nam Pani opowiedzieć o swoim sposobie przygotowywania się do nowej roli?

Słucham muzyki, czytam tekst i staram się wrócić do źródeł, czyli do partytury i sztuki teatralnej, na której była oparta opera, jeśli taka istnieje. Na przykład, kiedy rozpoczęłam przygotowania do „Dziewczyny …” trudno było znaleźć mi taką sztukę, ale dostępna była krótka powieść, popularna w tamtych czasach książka Davida Belasco. Kiedy ją czytałam, starałam się zrozumieć, co zainspirowało Pucciniego, jakie były jego intencje. Patrzyłam, co napisał Belasco, a następnie co z tego wybrał Puccini i jaki to ma wpływ na rolę Minnie. Zadawałam sobie pytanie” „czy ona stała się bardziej czy mniej twarda, nieustępliwa w relacjach z mężczyznami?”. W niektórych momentach Puccini uczynił tą rolę bowiem bardziej sentymentalną, niż ja sama bym chciała. Potem słucham muzyki, uczę się jej i zawsze staram się zrozumieć podtekst, tak zwane „znaczenie ukryte między liniami”.

Nina Stemme photo (c) Tanja Niemann published by opera.info.pl by courtesy of Nina Stemme
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Czy słucha Pani starych nagrań? Pytamy o to, bo niektórzy śpiewacy powiedzieli nam, że starają się tego unikać. Sądzą bowiem, że mogą zasugerować się wykonaniem innych śpiewaków. Jaka jest Pani opinia w tej kwestii?

Prawie zawsze słucham starych nagrań. Mamy dziś dostęp do tylu dobrych nagrań, dlaczego więc z tego nie skorzystać? Dla mnie to byłoby jak próba ponownego „wynalezienia koła”. Te nagrania mnie inspirują, ale nigdy nie próbuję ich imitować. Zazwyczaj słucham co najmniej pięciu różnych nagrań, jeśli oczywiście tyle ich istnieje. A potem je zapominam. Kiedy bowiem zakończę swoje własne poszukiwania, nie mogę ich więcej słuchać, mam bowiem już swój własny obraz danej roli. Może to nie jest jeszcze w pełni zwerbalizowany obraz, bardziej idea lub wizja. Mam również swoje tajemnice dotyczące śpiewanej postaci, z którymi nie dzielę się ani z reżyserem, ani z moimi kolegami. To są pewne przemyślenia oczywiste tylko dla mnie, które chcę im pokazać później, dopiero na scenie.

Kiedyś powiedziała Pani, że w trakcie prób i przygotowywań do wystawienia opery zawsze chce być Pani częścią zespołu, że uwielbia Pani współpracować z reżyserem i innymi śpiewakami nad znalezieniem najlepszego, od strony artystycznej, sposobu zagrania danej roli. Jednak czasami reżyserzy traktują Panią jak "gwiazdę" i zostawiają Pani wolną rękę w kreowaniu roli. Czy w  takich sytuacjach musi Pani walczyć o tak zwane „równe” traktowanie w zespole?  

Tak się zdarza. W tej produkcji “Dziewczyny …” mieliśmy bardzo fajny zespół, ale i tak czasami reżyser mówił do mnie: “to zostawiam zupełnie tobie”. Musiałam wówczas odpowiadać: „Nie, nie jestem „primadonną”. Jako artysta, żeby czuć się wolnym na scenie, musisz mieć kogoś z zewnątrz, kto na ciebie patrzy i cię słucha. Potrzebne mi są wszystkie uwagi typu: „możesz to zrobić” lub „możesz pójść tak daleko, ale nie dalej”. Bez takiego wsparcia, ryzykuję, że zachowam się na scenie niewłaściwie. To jest realne zagrożenie dla artysty.

Podczas prób, mieliśmy wyjątkową okazję obserwować Panią i Tomasza Koniecznego w bardzo dramatycznej i trudnej scenie pokera z drugiego aktu “Dziewczyny …”. Zauważyliśmy jak oboje Państwo byliście zmęczeni po tej próbie. Praca nad połączeniem ze sobą wszystkich elementów: śpiewania, grania na scenie i  wyrażania emocji wyglądała na bardzo wyczerpującą.

Tak rzeczywiście było. Kiedy po raz pierwszy ćwiczy się tak wymagające sceny jak ta, ma się do czynienia z bardzo wieloma elementami, o których trzeba myśleć. Przede wszystkim jest muzyka, którą trzeba uwzględnić. Ale ponieważ na tej próbie nie było dyrygenta, bez przerwy musieliśmy również liczyć tempo. Musieliśmy się zastanawiać, co się wydarzy, jeśli w danym momencie dyrygent podbije tempo lub przeciwnie, da nam więcej czasu. Taka sytuacja spowodowała, że później musieliśmy porozmawiać z dyrygentem, Franz Welser-Möst’em, by upewnić się, że da nam wystarczająco dużo czasu, byśmy mogli  zaśpiewać i zagrać swoje role w wiarygodny sposób.

proms die walkure2
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify... 

Chcielibyśmy powrócić na moment do Pani repertuaru wagnerowskiego. Ostatni Pani sezon był przepełniony Wagnerem. Najpierw w maju i czerwcu śpiewała Pani partię Brünnhilde w całym cyklu “Pierścienia Nibelunga” oraz Izoldę na scenie Wiener Staatsoper, potem, w lipcu, wykonała Pani partię Brünnhilde w koncertowej wersji „Pierścienia” pod kierownictwem muzycznym Daniela Barenboima na BBC Proms. Mieliśmy okazję zobaczyć większość tych niezapomnianych i poruszających wykonań. Atmosfera w Royal Albert Hall, gdzie ponad osiem tysięcy osób słuchało Pani w pełnej koncentracji i absolutnej ciszy, była wyjątkowym doświadczeniem. Mieliśmy poczucie, że bierzemy udział w czymś nadzwyczajnym. Jak to jest śpiewać w tak unikatowych okolicznościach?

Na początku było mi trudno. To było dla mnie całkiem nowe doświadczenie, by śpiewać tą długą partię po raz pierwszy ze Staatskapelle Berlin. Wcześniej miałam jedynie okazję śpiewać pod kierownictwem muzycznym Daniela Barenboima w „Die Walküre” w Mediolanie, w La Scali.

Podczas „Die Walküre” na BBC Proms zdarzył się zresztą moment, kiedy zareagowałam za szybko. Wtedy dyrygent mnie wstrzymał, a ja pomyślałam „ojej, jestem w kłopotach …” i w tym samym momencie zdałam sobie sprawę, że zapomniałam słów. Coś takiego przytrafiło mi się po raz pierwszy w mojej karierze, i to spowodowało, że do końca całego cyklu „Pierścienia” starałam się być jeszcze bardziej skoncentrowana.

Poczułam się jednak bardzo wyróżniona, że Daniel Barenboim mi zaufał. Daniel Barenboim pracuje ze Staatskapelle Berlin od dwudziestu dwóch lat i to się czuje będąc na scenie. Po raz pierwszy słyszałam dyrygenta, który nie próbował „przykryć” śpiewaków. Pewnie Państwo zauważyliście, że orkiestra, w trakcie całego koncertu, była cały czas na tym samym poziomie co śpiewacy!

To prawda. Po “Pierścieniu” na BBC Proms napisaliśmy, że nigdy wcześniej nie słyszeliśmy w wagnerowskim repertuarze, by śpiewacy mogli szeptać, a orkiestra im nie przeszkadzała. Ale śpiewanie koncertowej wersji „Pierścienia” bez suflera musiało być bardzo trudnym zadaniem.

Oczywiście, tak było, ale ja próbowałam przekształcić to doświadczenie w coś pozytywnego. Wiedziałam, że Państwo i wszyscy na widowni przyszliście po to, by przeżyć miłe i niesamowite doświadczenie. I oczywiście, takie samo było moje nastawienie. Dlatego starałam się „przekuć” swoje zdenerwowanie w koncentrację i skupienie.

W Londynie, w trakcie “Zmierzchu Bogów”, kiedy Pani śpiewała, widzieliśmy zachwyconych ludzi, którzy kręcili głowami, jakby nie dowierzając, że ktoś może śpiewać tak pięknie, z taką stabilnością w głosie. Również w maju, w Wiedniu, po spektaklu „Die Walküre”, napisano, że od czasów Birgit Nilsson publiczność Wiener Staatsoper miała ponownie okazję wysłuchania świetnego wykonania partii Brünnhilde. Jak udało się Pani osiągnąć taki poziom komfortu, swobody w śpiewaniu repertuaru wagnerowskiego?

Nina Stemme "Die Walkurie" photo (c) Wiener Staatsoper / Michael Pohn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper 
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Oczywiście, to wymaga czasu. Zanim zaśpiewałam swoją pierwszą Izoldę, która była pierwszym krokiem do ciężkiego repertuaru, wykonywałam tylko lekkie role wagnerowskie. Uczyłam się Wagnera krok po kroku. Starałam się nauczyć czegoś nowego z każdym przedstawieniem i zbierałam doświadczenia. Przed wykonaniem całego „Pierścienia” zaśpiewałam kilka wersji koncertowych, które pomogły mi zrozumieć, ile wysiłku ta rola wymaga. Trzeba również uzmysłowić sobie, co to znaczy zaśpiewać ten repertuar ze świeżym głosem. Śpiewak, podobnie jak sportowiec, musi wyrobić pamięć mięśni i kontrolę emocji, w taki sposób by móc sobie powiedzieć „to jest ten stan, który chcę osiągnąć” na koniec wieczoru. I jeśli ma się szczęście, to się to udaje.

Ja uczyłam się śpiewać Wagnera co najmniej dwadzieścia lat. Potem, szkoliłam się w bardzo dramatycznym (hoch dramatiche) repertuarze przez ostatnie siedem, nawet dziesięć lat. Myślę bowiem, że można śpiewać partię Izoldy mając liryczno-dramatyczny głos, ale rolę  Brünnhilde nigdy! I nie wiem doprawdy dlaczego tak jest. Może dlatego, że jest to bardzo „nasycona” partia, z jednej strony niska, za chwilę znów ekstremalnie wysoka.

Chcielibyśmy Panią zapytać, czy spotkała się Pani kiedykolwiek z Birgit Nilsson? Czy miała Pani okazję  porozmawiać z nią o wagnerowskich rolach i nauczyć się czegoś od niej?

Tak, raz zadałam jej pytanie, a ona mi odpowiedziała: “Och, nie wiem, może to jest to, a może tamto”. To było w momencie, kiedy stabilność mojego głosu w pewnym zakresie, w jednym przejściu, była bardzo niepewna, a śpiewałam wówczas wciąż dość lekki repertuar.

Żałuję, że nie skorzystałam z tej szansy w większym stopniu, ponieważ ona naprawdę mi ufała i wierzyła we mnie. Kiedy dostałam stypendium w 1996 roku, to było po zaśpiewaniu mojej pierwszej „Madame Butterfly”, a przed śpiewaniem „Toski”, wtedy poczułam, że powinnam pozostać z nią w kontakcie, więc wysłałam do niej faks, a ona mi odpowiedziała. Potem były jeszcze trzy, może cztery listy, które do niej wysyłałam. Kiedyś powiedziałam jej: „Właśnie śpiewam Sentę i to jest naprawdę mój limit”, a ona odpowiedziała mi: „Nie sądzę, żeby to był twój limit, wiem, że będziesz śpiewać Izoldę i życzę ci szczęścia w tej roli”. Nie powiedziała „O nie, nie powinnaś tego robić”. Zdałam sobie wtedy sprawę, że muszę się do tego dobrze przygotować, bo wszystko zależy od przygotowania.  Naturalnie uważam, że jest określona technika śpiewania tego repertuaru, ale klucz leży w dobrym przygotowaniu. Oczywiście, trzeba mieć również swoje wyobrażenie, wizję tego, jak chcesz by zabrzmiał twój głos. Są też inne elementy, które pomagają osiągnąć sukces, takie jak: szczęście, dobre zdrowie czy wspierająca cię wspaniała rodzina.

Trzeba być również emocjonalnie dojrzałym człowiekiem, żeby móc dobrze śpiewać dramatyczny i wymagający repertuar.

Tak, właśnie tak sądzę.

Nina Stemme and Jonas Kaufmann "La Fanciulla del West" photo (c) Wiener Staatsoper / Michael Pohn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify... 

W operach są pewne role młodych dziewcząt i kobiet, jak na przykład w “Dziewczynie …”,  w przypadku których trudno sobie wyobrazić, by mogły zostać dobrze wykonane przez młode śpiewaczki, niemające odpowiedniego bagażu doświadczeń życiowych.

Właśnie tak. Jedynym wyjątkiem, który mi przychodzi na myśl, jest Astrid Varnay. Gdybyście Państwo usłyszeli jej pierwszą Brünnhilde w MET, kiedy miała dwadzieścia trzy lata! Najpierw, zaśpiewała partię Sieglinde, która była jej debiutem w MET. Potem, trzy tygodnie później, debiutowała jako Brünnhilde. Mam gęsią skórkę, kiedy wspominam to nagranie. Kiedy się go słucha, trudno uwierzyć, że to możliwe. Ale ona była tak dobrze przygotowana i tak dobrze prowadzona. Kiedy się czyta jej pamiętniki, okazuje się, że nie wolno jej było występować w więcej niż w dwunastu przedstawieniach w MET rocznie. Reszta czasu to były przygotowania. To jest coś, czego nam dziś brakuje. W tamtych czasach, to dyrygenci przygotowywali śpiewaków. Próbuję do tego dążyć dzisiaj i jest kilku dyrygentów, który rzeczywiście mogą cię przygotować. Inni stracili perspektywę patrzenia z punktu widzenia śpiewaka. Potrafią grać na fortepianie, wiedzą, co się dzieje w orkiestrze, ale oni powinni wyjść z tej roli i również uczyć śpiewaków. To byłoby dla nas bardzo pożyteczne i pomogłoby nam zbudować trwałą karierę.

Tę samą kwestię podkreślił Mariusz Kwiecień, z którym rozmawialiśmy po jego debiucie w „Don Carlo” w Royal Opera House. Powiedział nam, że jedną z osób, od której nauczył się wówczas najwięcej, był Antonio Pappano.

Antonio Pappano jest jednym z tych dyrygentów.

Gdybyśmy Panią zapytali, która rola wagnerowska jest Pani ulubioną, jaka byłaby Pani odpowiedź? Czy byłaby to Izolda?

Trudno powiedzieć. Izolda, tak. To rola, której nie śpiewam bardzo często, ale którą chcę utrzymać w repertuarze, ponieważ jest taka długa i piękna. Ale również partia Brünnhilde ze „Zmierzchu Bogów” jest bardzo piękna. To historia o zmienianiu świata, w niej czuję jakbym docierała do ludzkich serc. To prawie jak tworzenie pokoju na ziemi. Izolda jest bardziej osobistą historią, historią o naszym stosunku do miłości, albo do tęsknoty za nią. Tak, ona jest bardziej o pragnieniu miłości

Jakiś czas temu powiedziała Pani, że chciałaby zaśpiewać partię Mélisande. Czy jest to rola, o której  wciąż Pani marzy? Jakie inne partie chciałaby Pani zaśpiewać w przyszłości?

Jeśli pytacie Państwo o marzenia, to tak, ale jest to marzenie, którego nie uda mi się spełnić, gdyż jest to rola, którą powinna śpiewać młoda sopranistka lub mezzo-sopranistka. Z upływem lat mój głos mówi o mnie więcej, niż bym sobie tego sama życzyła, i to jest coś, czego bym nie chciała usłyszeć u Mélisande. Ale jest to wciąż jedna z moich ulubionych oper, i jeśli Państwo pytacie o role, których żałuję, że nigdy nie zaśpiewałam, to ta jest jedną z nich.

Rozmawiając o moich przyszłych rolach, to zaczynam pracować nad Elektrą, na którą bardzo czekam. Pomimo tego, że wiele osób mówi mi „uważaj”!

Nina Stemme photo (c) Tanja Niemann published by opera.info.pl by courtesy of Nina Stemme
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Dlaczego “uważaj”?

Ponieważ to opera z ogromnym zespołem orkiestrowym, choć ja akurat uważam, że Strauss chciał pokazać również różne barwy muzyki, a nie tylko jej siłę. To jest też opera wymagająca bardzo dobrego dyrygenta, który potrafi „lepić w glinie”, „utkać i zlepić” orkiestrę ze śpiewakami. Jest w niej też fantastyczny tekst Hofmannsthala, ale ponieważ partie kobiece są tak wysokie, w rzeczywistości bardzo trudno jest ten tekst wyśpiewać.

Czytaliśmy, że w przeszłości studiowała Pani administrację i księgowość. Ten kierunek wydaje się być bardzo odległy od Pani dzisiejszego zawodu. Czy to oznacza, że miała Pani wątpliwości, czy zostać śpiewaczką operową?

Na samym początku wcale nie miałam pewności czy wybrać drogę opery. Pochodzę z rodziny z akademickimi korzeniami. Moja mama studiowała socjologię, a tata architekturę i planowanie przestrzeni. Muzyka uprawiana amatorsko była naturalną częścią naszego życia, uwielbiałam ją i nie potrafiłabym bez niej żyć. Zajęło mi jednak wiele lat, zanim nabrałam odwagi by podążyć w tym kierunku. Przez lata grałam na altówce i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie jestem w tym wystarczająco dobra. Co więcej, nie uważałam, że jestem osobą, pomimo, iż czułam się częścią zespołu, która będzie mogła siedzieć w orkiestrze, i uznać to za swoje największe osiągnięcie. Zaczęłam więc pobierać lekcje śpiewu, żeby rozwijać swój głos i zobaczyć, co z tego wyniknie. To było jak podróż, w której uczestniczysz. Kiedy zaczynasz pociągać jedną nić, wtedy wydarzają się coraz to nowe rzeczy. Miałam ponad dwadzieścia lat, tak naprawdę dwadzieścia siedem, kiedy zdecydowałam się pójść w tym kierunku.

Kiedy więc zaczęła Pani na poważnie myśleć, że śpiewanie to jest Pani droga życiowa? Czy nabrała Pani takiej pewności po tym, jak wygrała Pani Operalia?

To było wcześniej. Mieliśmy w Sztokholmie w Szwecji publiczną szkołę muzyczną, w której mogłam grać na fortepianie i altówce, mając możliwość uczenia się prawie za darmo. Dlatego teraz zawsze powtarzam, że potrzebujemy publicznych szkół muzycznych i szkół sztuk pięknych. W tej szkole przeżyłam jedno z najważniejszych doświadczeń, jakim było śpiewanie przed grupą dorosłych, w większości  naszych rodziców. Śpiewałam tam wtedy pieśni, całkiem niedawno napisane, w prostym stylu, ale z pięknymi tekstami szwedzkich i fińskich poetów, przy akompaniamencie osoby grającej na gitarze. Wtedy, po raz pierwszy poczułam, co to znaczy nawiązać i prowadzić dialog z publicznością, jako że te teksty wiele dla mnie znaczyły.  Oczywiście, kiedy ma się takie doświadczenie nawiązania dialogu z publicznością, jest się bardzo podekscytowanym i ciekawym, gdzie cię to może zaprowadzić. Jednak to, co przeszłam potem, było jak niebo i piekło, ponieważ musiałam zupełnie zmienić technikę śpiewania. Miałam około dwudziestu lat, kiedy to się zaczęło, i potem jeszcze kilkakrotnie musiałam zmienić nauczycieli śpiewu.

Zaczęła Pani śpiewać jako mezzo?

Śpiewałam repertuar mezzo, ale w rzeczywistości nigdy nie byłam mezzo.

Ale ktoś Pani powiedział, że jest Pani mezzosopranem?

Tak, ponieważ słyszeli mój głos, który wówczas nie był jeszcze aż tak niski jak teraz. Wiele osób uważało, że jeśli masz niski głos, to musisz być mezzosopranem. Nie była to jednak prawda. Dlatego też musiałam zbudować swój głos od początku i jakoś mi się to udało. To było w trakcie moich studiów na uniwersytecie. Wtedy, przez prawie rok, nie występowałam publicznie, by dać sobie czas na odbudowanie głosu. Zrobiłam to dlatego, że zawsze kiedy musisz coś udowodnić, trzeba zrobić krok wstecz, by poczuć się bezpiecznym, zamiast od razu pokazywać wszystkim czego się nauczyłaś nowego.

Czy odbudowanie głosu oraz zupełna zmiana repertuaru były dla Pani trudnym wyzwaniem?

Tak naprawdę, to w momencie gdy zaczęłam śpiewać repertuar dla sopranu, mój głos w środkowym rejestrze poprawił się. Najtrudniejsza natomiast była presja z zewnątrz. Rada szkoły chciała mnie nawet „wyrzucić”, ponieważ przestałam występować publicznie. Nie byłam więc w stanie udowodnić im, że się rozwijam,  ale w tamtym momencie po prostu nie byłam na to gotowa.

Kto Pani wówczas najbardziej pomógł?

Dyrektor Kerstin Meyer, szwedzka mezzosopranistka. Kiedyś przyszłam do niej i zaśpiewałam arie Paminy tylko dla niej, żeby pokazać: „to jest to, nad czym teraz pracuję i tak to brzmi”. A ona powiedziała:  „ok, to brzmi dobrze, ćwicz dalej”.

Wydaje się, że dla młodego śpiewaka, dobry nauczyciel jest bardzo ważny. Niektórzy śpiewacy opowiadają, że spotkali na swojej drodze nauczycieli, którzy o mało nie zrujnowali ich głosu, zmuszając ich do śpiewania repertuaru, na który nie byli gotowi.

To prawda. Słyszałam wielu nauczycieli śpiewu i inne osoby, które mówiły: „och, to jest potencjał na Brünnhilde”, albo „to jest sopran dramatyczny”. Dlatego też, jakiś czas temu obiecałam sobie, że zawsze będę szczęśliwa z repertuaru, który śpiewam i będę się starać wyciągnąć z niego to, co najlepsze. I wtedy, z każdą nową rolą dramatyczną mój głos rósł i stawał się większy. To jest niekończący się proces.

Jeśli zapytalibyśmy Panią, kto miał na Panią największy wpływ w Pani życiu zawodowym, lub inaczej mówiąc, które osoby sprawiły, że “jest Pani tu, gdzie teraz”, kogo by Pani wymieniła?

Oczywiście byłby to Plácido Domingo i jego Operalia, ponieważ on zawsze bardzo wspierał śpiewaków, niejednokrotnie dając im szansę na pracę.  Plácido Domingo jest bardzo troskliwy, zajmuje się młodymi śpiewakami na tyle, na ile pozwala mu na to jego zajęty grafik.  Powinnam również wymienić moich nauczycieli śpiewu, którzy nauczyli mnie profesjonalizmu i tego, że zawsze powinno się starać być lepszym.
Chcielibyśmy zapytać Panią o Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Jest Pani tam rzadkim gościem, dlaczego?

Cóż, muszę po prostu dostawać odpowiednie propozycje.

Czy to prawda, że jesienią  2016 roku będziemy mieli szansę zobaczyć tam Panią w “Tristanie i Izoldzie”?

Tak, to prawda.

To świetna wiadomość! Mamy nadzieję, że to przedstawienie będzie transmitowane w ramach cyklu “MET Live HD” i polska publiczność operowa będzie miała okazję Panią w nim posłuchać, bo ma Pani bardzo wielu fanów w Polsce.

To wspaniale. Bardzo dziękuję!

Bardzo dziękujemy za wywiad i poświęcony nam czas. Życzymy Pani samych sukcesów.

 

Wywiad i tłumaczenie dla opera.info.pl - Beata i Michał Olszewscy

Wszystkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

Wywiad w wersji angielskiej Great Britain flag
  • Gratuluję Wam kolejnego "zawodowego" sukcesu - wspaniałego wywiadu z wielką śpiewaczką, która okazuje się być osobą bardzo otwartą w rozmowie i mającą dużo ciekawych rzeczy do powiedzenia. Szczególnie spodobało mi się, że mówi o konieczności jednoczesnego śpiewania wagnerowskiego i włoskiego repertuaru, co pozwala utrzymać głos w należytym zdrowiu (ja też jestem przeciwko zamykaniu śpiewaków w dusznych "szufladkach"!) i że Wagnera należy śpiewać belcantem (to dlatego jej wagnerowski śpiew jest wśród współczesnych śpiewaków tak wyjątkowy, podobnie jak trochę wcześniej Dominga czy teraz Kaufmanna - oni twierdzą to samo). Imponujące jest też, że nie "wstydzi się" przyznać, że przygotowując się do roli słucha wielu nagrań (co najmniej pięciu!), nie próbując za każdym razem "wynaleźć koła" i nie obawiając się to ograniczy jej własną kreatywność (prawda że śpiewacy, czy w ogóle artyści, często tak się tłumaczą?). Podobnie jak może zdumiewać otwarte przyznanie się do pomyłki (za wczesne wejście, zapomnienie tekstu). Bardzo "ludzka" osoba - zresztą to po prostu słychać w jej śpiewie. W Fanciulli bardzo mi się podobała - i głosowo i postaciowo!

    1
  • Podobnie jak Charlotta dziękuję za wywiad - podoba mi się prostota Stemme, takie wywiady czyta się z przyjemnością, bo są o czymś innym niż ego śpiewaczki. A z Wagnerem i belcanto - TAK, własnie TAK! Wagner nawet napisał artykuł o włoskim śpiewie, a na starość, słuchając we Włoszech bodaj Lohengrina miał powiedzieć, że Włosi wiedza jak śpiewać, a nie krzyczą jak Niemcy :-) Choć - mimo mojej ogromnej atencji dla Stemme - nie wszystkie jej włoskie role mi leżą.
    Gratulacje!

    0
  • Wspaniały wywiad, piękne zdjęcia. Ogromna przyjemność w czytaniu. Muszę więcej posłuchać tej znakomitej sopranistki między innymi dlatego, że największy wpływ na jej życie zawodowe miał Placido Domingo i jego Operalia.

    0
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)