opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Wiadomości

Teatry w Polsce

Opera Bałtycka logo

Opera Bałtycka w Gdańsku

"Wyprawa do Chin" - rozmowa z Danutą Grochowską

Danuta Grochowska"Wyprawa do Chin" - na opera.info.pl opublikowaliśmy rozmowę z Zastępcą Dyrektora Opery Bałtyckiej Danutą Grochowską. Tematem wywiadu jest podróż zespołu Opery Bałtyckiej do Chin, gdzie w Tianjin Grand Theater zaprezentowano operę „Madame Curie” Elżbiety Sikory.

Zapraszamy do lektury ...

 

 

 

 

*Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Opera Bałtycka w Chinach

Autor: Marek Weiss Dyrektor Naczelny i Artystyczny Opery Bałtyckiej w Gdańsku

Opera Bałtycka w Chinach - próba w Tianjin Grand Theatre zdjęcie (c) S. Ćwikła
Kliknij, aby powiększyć...

Na początku września odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Opery i Baletu w Grand Theater w Tianjin, wielomilionowym mieście, jednym z najważniejszych w Chinach, blisko związanym z Pekinem. Na uroczyste otwarcie tego festiwalu zaproszona została Opera Bałtycka ze swoim spektaklem „Madame Curie” Elżbiety Sikory w inscenizacji Marka Weissa.

Przez dwa wieczory dwutysięczna publiczność chińska owacyjnie oklaskiwała gdańskich artystów.

To gorące przyjęcie zaowocowało zaproszeniami na kolejne edycje festiwalu zarówno Bałtyckiego Teatru Tańca ze „Snem Nocy Letniej” Izadory Weiss, jak i opery Krzysztofa Pendereckiego „Ubu Rex” w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego. Ten sukces był tym cenniejszy, że według słów dyrektora festiwalu pana Quian Chena tamtejsza publiczność miała okazję po raz pierwszy zetknąć się z operą współczesną i jej zachwyty są dowodem na wysoką jakość artystyczną polskiej prezentacji.

Jest to powód do dumy dla Opery Bałtyckiej tym bardziej, że została ona wysłana na ten festiwal przez Instytut Adama Mickiewicza jako reprezentacja kultury polskiej w ramach wielkiego projektu azjatyckiego. Jest to powód do dumy dla wszystkich uczestników tej wyprawy, że mimo bardzo długiej podróży i dramatycznie krótkiego czasu na próby i adaptację dokonali tak wspaniałego wysiłku, żeby zaprezentować to niełatwe dzieło w sposób przejmujący i wiarygodny.

"Przejęty Toską" - wywiad z Markiem Weissem

Na tydzień przed premierą "Toski" w Operze Bałtyckiej spotkaliśmy się tam z dyrektorem Markiem Weissem, aby porozmawiać o nowej inscenizacji arcydzieła Giacoma Pucciniego. Jesteśmy wdzięczni za fascynującą rozmowę i umożliwienie obejrzenia prób scenicznych, które unaoczniły nam jak głęboko myliliśmy się sądząc, że "Tosca" jest dziełem odpornym na zabiegi modernizacyjne. Co więcej, ku naszemu zaskoczeniu, ta bardzo różniąca się od operowego kanonu inscenizacja jednak nas poruszyła.

Dziękujemy, Beata i Michał Olszewscy.

Marek Weiss - zdjęcie udostępnione do publikacji przez Marka Weissa
Marek Weiss
Zdjęcie udostępnione do publikacji przez Marka Weissa
klikinij, aby powiększyć...

Jesteśmy zaintrygowani premierą „Toski” w Operze Bałtyckiej w Pana reżyserii, bowiem kiedyś na opera.info.pl był Pan łaskaw napisać, że dwukrotnie inscenizował Pan arcydzieło Pucciniego i w obu przypadkach nie był Pan zadowolony z końcowego efektu. Powszechnie znana jest Pana przychylność dla zjawiska modernizacji spektakli operowych, tymczasem przyznał Pan wtedy, że „(…) Ta opera balansuje cały czas na granicy kiczu. Jest tak doskonała, że moim zdaniem każde odstępstwo od partytury psuje całość i jest niepotrzebne.” Jaka więc będzie Pańska trzecia „Toska”?

Dałem się już poznać jako ktoś niezdecydowany (śmiech). Trzeba zacząć od tego, że „Toski” nie da się zrobić wiarygodnie, bo jest to tak dramatyczna opowieść, że niezwykle trudno jest do końca utrzymać u widza stan wiarygodnej emocji, uczucia, przejęcia się losem Toski, która na końcu biegnie i skacze. A ten skok jest pewnym rodzajem detonacji, bowiem gdyby tak na finał tej opery spojrzeć chłodnym okiem, to ten skok jest po prostu … śmieszny i niewiarygodny. Nie da się tego dobrze przeprowadzić, pokazać na scenie. Podejmuje się różne próby – a to śpiewaczka biegnie po specjalnej kładce, chowa się za blendę, a zamiast niej w przepaść spada kukła. Efekt jest ryzykowny, bo „łupnięcie” manekina może u widza wywołać raczej śmiech, a nie przerażenie. Próbowano skoków prawdziwych, na materac lub trampolinę, ale wszyscy znają żałosny i legendarny zarazem efekt, gdy bohaterka odbiwszy się za mocno wróciła na chwilę w pole widzenia zdumionej publiczności. Cokolwiek więc zrobi się z jej skokiem, jest źle.

Często robi się tak, że w momencie gdy Toska skacze w przepaść, na sali gaśnie światło…

Marek Weiss - zdjęcie udostępnione do publikacji przez Marka Weissa
Marek Weiss
Zdjęcie udostępnione do publikacji przez Marka Weissa
klikinij, aby powiększyć...

No tak, ale to wszystko jest serią takich uników, czy jak kto woli, wykrętów inscenizacyjnych. A przecież trzeba pamiętać, że jest to werystyczna opera, która się dzieje w konkretnych realiach historycznych, a wszystko przebiega konkretnego dnia w doskonale wszystkim znanych miejscach. Realne w cudzysłowie są postacie i faktyczne wydarzenia, jak choćby bitwa pod Marengo. Wszystko jest wiadome i właściwie mamy do czynienia z odtworzeniem wydarzeń. Moje pytanie jest takie: „Kogo dzisiaj obchodzi bitwa pod Marengo albo Państwo Kościelne tamtego czasu?” Być może byłoby to ciekawe, spróbować ponownie „odmalować” na scenie tamten czas i pozostawić widza w nastroju kontemplacyjnym, że oto obejrzało się kawałek historii.

Moim zdaniem, takie podejście nie ma nic wspólnego z żywym teatrem. W teatrze trzeba  zacząć od tego, że spotyka się w nim żywy widz z żywym człowiekiem na scenie, osobą która ma być dla niego przez czas spektaklu kimś nadrealnym, kimś na kształt mitologicznego bohatera, który swoim działaniem stworzy takie emocje, napięcia i stany, które dorównają muzyce. Ten żywy człowiek na scenie nie zachowuje się normalnie, bohaterowie nie rozmawiają ze sobą jak w telewizyjnym serialu, tylko śpiewają, w dodatku postawionymi głosami. To wszystko wygląda bardzo dziwacznie i jest bardzo patetyczne.  Toteż, aby w tym wszystkim zachować jakąś wiarygodność, żeby widz przez chwilę uwierzył i w tym samym czasie, i w tym samym miejscu razem ze śpiewakami przejął się losem oglądanych na scenie ludzi oraz wzruszył się opowiadaną historią, to tam nie może być, mówiąc kolokwialnie żadnego obciachu. Tam nie może być nawet okruchu śmieszności, głupoty, czy niewiarygodności lub oszustwa. A to bardzo trudne zadanie. Z jednej strony mamy do czynienia ze stylizacją i takim wyśrubowaniem formy, aby ta dorównywała oczekiwaniom stawianym przed dziełami operowymi, a jednocześnie to coś „sztucznego” ma być wiarygodne i prawdziwe. Tymczasem widz widzi śpiewaka na scenie, widzi jego zachowanie, jego ruch ręką, jego tik albo śmieszne ubranie, słowem tysiące rzeczy, które mu przeszkadzają w … zaufaniu. Więc jeśli robimy żywy teatr, to niech będzie wtedy spełnione to co najważniejsze, czyli niech nawiąże się autentyczny i wiarygodny kontakt między żywymi ludźmi.

Czytaj więcej: "Przejęty Toską" - wywiad z Markiem Weissem

„Carmen” w dwóch różnych odsłonach, czyli o tym co łączy Wiedeń z Gdańskiem.

Autorzy: Beata i Michał

Rinat Shaham (Carmen), Roberto Alagna (Don José) photo (c)  Wiener Staatsoper / Michael Pöhn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Na wstępie musimy się do czegoś przyznać, choć to co powiedzieć zamierzamy,  pewnie zdaniem wielu miłośników opery przyniesie nam wstyd i nie spotka się z aplauzem! Wiemy doskonale, że „Carmen” Bizeta to jedna z najczęściej granych oper na świecie, z całkiem spójną i logiczną historią w tle, my jednak jesteśmy na jej wdzięki, o zgrozo, niewrażliwi. Nic już na to nie poradzimy, ale muzyka, której nie można przecież odmówić melodyjności i charakteru, nie budzi w nas aż tak wielkich emocji, nie porywa nas i nie czaruje. Być może przyczyną jest "zawłaszczenie" tego tytułu operowego przez świat niemądrych reklam. Zdarzyło nam się już podziwiać bodaj reklamy środków czyszczących do toalety, w których rozanielona dama śpiewała niczym Escamillo o swojej zwycięskiej walce z zarazkami :)  Skłamalibyśmy, co prawda, mówiąc, że nie znajdujemy w tym dziele dla siebie żadnych magicznych muzycznie chwil, ale są to głównie początek trzeciego aktu i modlitwa Micaëli. To one sprawiają, że serce bije nam szybciej i odczuwamy zachwyt i zwykle wzruszamy się bardzo. Nie oznacza to jednak, że nie staramy się nad sobą pracować i co rusz podejmujemy nowe próby przekonania samych siebie do "Carmen":), którą kochają miliony ludzi, a tak wielkie zbiorowiska ludzkie, jak chcą niektórzy, nie mogą się przecież mylić:-)

Roberto Alagna (Don José) photo ©  Wiener Staatsoper / Michael Pöhn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć... / Click to magnify...

Dlatego też, gdy w ciągu ostatnich tygodni mieliśmy okazję aż dwa razy obejrzeć tą operę w dość krótkim odstępie czasu - w Wiedniu, i wcześniej w Operze Bałtyckiej, wcale się nie broniliśmy. Zwłaszcza, że mieliśmy do czynienia z zupełnie odmiennym potraktowaniem historii Carmen – bardzo tradycyjnym w Wiedniu, i w pełni nowoczesnym w Operze Bałtyckiej.

Spektakl w Wiener Staatsoper został wyreżyserowany przez sławnego Franco Zeffirellego. Idąc do teatru mogliśmy mieć więc pewność, że na scenie zostaną wyczarowane piękne, plastycznie doskonałe obrazy, które jak zwykle nas zachwycą, i które na pewno dadzą bardzo tradycyjną oprawę do opowiadanej historii Carmen. Tak też się stało. Zarówno plac w Sewilli w pierwszym akcie z niekończącą się perspektywą, gospoda w barwach zachodzącego słońca w akcie drugim, nasycony stalowym zimnem obraz surowych gór, czy też widok areny były przedstawione bardzo realistycznie i stanowiły dla widza niezwykle atrakcyjne tło dla tego, co działo się na scenie. Jedyne, co wzbudzało niedosyt to kostiumy, a może szerzej, sposób pokazania postaci. W pierwszym i ostatnim akcie wszyscy na scenie byli wręcz nienaturalnie "wygładzeni", biel ich koszul była nazbyt idealna, garnitury jak z żurnala mody, dziewczyny z fabryki, wyglądające bardziej jak panienki z dobrych domów - słowem postacie jak z obrazka, a nie z realnego świata. Szkoda, bo ta estetyczna "hiperpoprawność" sprawiła, że scena wyglądała trochę „plastikowo” i nierzeczywiście.  Wyjątkiem była tu sylwetka Carmen, która nawet gdyby przez pierwszy akt pozostała milcząca, to i tak jej ubiór nie pozwoliłyby nam jej z nikim innym pomylić. Podobnie było z postacią Don José i Micaëli. Trójkę głównych bohaterów twórca kostiumów (Leo Bei) oszczędził, nie pozbawiając ich ludzkiego wymiaru i naturalności, co na nasze szczęście, pomogło stworzyć śpiewakom przekonujące postacie.

Czytaj więcej: „Carmen” w dwóch różnych odsłonach, czyli o tym co łączy...

Tarantino i Kantor spotkali się w cyrku, czyli w Polsce. „Ubu Rex” w Operze Bałtyckiej / recenzja Piotra Wyszomirskiego z Gazety Świętojańskiej

Autor: Piotr Wyszomirski

gazeta swietojanska logo

ubu wikipedia

Ubu, patron patafizyki.

Rys.: Alfred Jarry

Ilustracja za Wikipedią
Kliknij, aby powiększyć...

Alfred Jarry to postać nietuzinkowa. Choć mimo niedługiego i charakterystycznego dla przedstawiciela paryskiej bohemy żywota (1873-1907)  pozostawił po sobie niemało dowodów wyobraźni, to do historii przeszedł dzięki trzem: nowemu wulgaryzmowi, utworowi literackiemu i terminowi „artystyczno-filozoficznemu”. „Ubu król czyli Polacy” (1896) to zwariowana farsa, rozgrywająca się w Polsce, czyli… nigdzie i zawiera słowo-klucz, arcywulgaryzm grówno (merdre, schreise). Za życia dość abstrakcyjne dzieje chama, który po trupach zostaje królem, nie zyskały dużej popularności i dopiero po śmierci autora historia Ubu i Ubicy została odkryta najpierw przez surrealistów, a potem przez wielu niezwykłych wyznawców patafizyki.  Ten termin wymyślony przez Jarry’ego oznacza pseudonaukę, której zadaniem jest kpina z nadętej naukowości i absurdyzowanie rzeczywistości. W 1948 roku grupa artystów założyła Collège de ’Pataphysique, którego celem jest zgłębianie doktryny patafizyki i myśli szalonej Jarry’ego. Wśród akolitów patafizyki odnajdziemy Eugene’a Ionesco, Jeana Geneta, Borisa Viana czy Umberto Eco, a polskie, oryginalne rozwinięcie nazywa się metaweryzm. Jednak najważniejszym nadwiślańskim śladem jest oczywiście Witkacy. Nieprzypadkowo powstaje piurblagizm i manifest Fest-mani, a sturba, psia ją cholera w suczą by ją wlań to przecież przecudne dziecię grówna! A postaci w rodzaju Murdel Bęski czy Scurvy itd., itd.? Witkacy, Gombrowicz i Mrożek to spadkobiercy Jarry’ego, podobnie jak cały teatr absurdu i wiele innych rozwinięć sztuki a rebours (choćby spastyki z Larsa von Triera), o czym można długo opowiadać, ale wystarczy poklikać:

Więcej: patafizyka, metaweryzm, piurblagizm

Libretto Jerzego Jarockiego i Krzysztofa Pendereckiego jest wierne pierwowzorowi literackiemu, różni się jedynie w kilku szczegółach. Ojciec Ubu i Matka Ubu przybywają do Polski i realizują plan Ubicy, która niczym Lady Makbet namawia męża do krwawej rozprawy. Ubu jako  król stosuje metody bezpośrednie: zabija lub więzi najbogatszych i sam zajmuje się ściąganiem podatków. Przegrywa wojnę z Rosją, ucieka z Polski, ale nie do słodkiej Francji, jak u Jarry’ego, ale do krain, gdzie wolność rozpływa się w braterstwie, czyli do Ameryki.

*"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery Bałtyckiej / Kliknij, aby powiększyć... Dla poszukiwaczy inspiracji i tropów gdańska propozycja to rozkosz, jaka towarzyszyć by mogła Sherlockowi Holmesowi, gdyby ten zdecydował się na śledztwa interdyscyplinarnej wpływologii, by rzec w duchu patafizyki. Czegóż tu nie mamy: commedia dell’arte, rodzina Addamsów (Matka Ubu to przecież Morticia Addams), "Umarła klasa", cyrkowe karły, manekiny, zombie i wiele innych znaków, których przyjemność dekodowania pozostawiam wybranym galernikom wrażliwości. Ubu to skrzyżowanie Arlekina z chłopem i Ryszardem III, przepyszny jest zdublowany car, postaci mocno ucharakteryzowane jak w dawnych teatrzykach. Plastyka teatru Janusza Wiśniewskiego oszałamia bogactwem i precyzją. Przechodzimy ulicą Krokodyli jego wyobraźni do świata, w którym ważne są detale, trójkątne znaczki z egzotycznych krajów zaprowadzą nas do sklepów cynamonowych, w których będziemy doznawać niekończących się olśnień.

Wiśniewski zrobił to, co ze zbyt małą sceną Opery Bałtyckiej można zrobić najlepiej: zmniejszył ją do granic fizycznych możliwości. Scena nie tylko jest zmniejszona jak w „Salome” (poprzez obecność orkiestry) czy „Madame Curie”, ale dodatkowo szczelnie zamknięta dokoła. Otwierający i zamykający obraz przypomina nagromadzeniem postaci stare zdjęcia lub obrazy w rodzaju „Pogrzeb hrabiego Orgaza” lub bombonierkę z dawnych lat, w której każda czekoladka była zaczarowana. O wiele postaci (rzeczy) za dużo, by zmieścić w tak małym pudełku sceny, powoduje wrażenie klaustrofobii, ale daje też możliwość skoncentrowania przekazu. Wiśniewski steatralizował przekaz, uczytelnił go i nasycił wielopiętrowym komizmem. Obok całych zabawnych scen, jak np. scena „burzy mózgów” spiskowców, którzy deliberują nad sposobami uśmiercenia króla Wacława, mamy komizm postaci (choćby zdublowany car) oraz żarty i pastisze muzyczne, groteskę i przede wszystkim patafizyczną satyrę na władzę. „Ubu Rex”  niesie ze sobą wiele podpowiedzi interpretacyjnych, z których szczególnie nęcące wydaje się odniesienie do polskiej współczesności, co uczynił w swej inscenizacji Krzysztof Warlikowski. Nie ma tego u Wiśniewskiego, którego propozycja jest bardziej uniwersalna, choć niezniechęceni niczym amatorzy polszczyzny mogą znaleźć także coś dla siebie.

Maski i bardzo głęboka charakteryzacja powodują, że aktorzy, jak to często bywa w teatrze plastycznym, są uprzedmiotowieni. Jednak ograniczenie mimiki do jednej pozy nie zamyka im możliwości do spektakularnych ujawnień wokalnych. Entuzjazm wzbudzała Karolina Sikora, której mezzosopranowe, zwariowane popisy śmieszyły i zarazem zachwycały wirtuozerią. Jacek Laszczkowski po raz kolejny w Operze Bałtyckiej dowodzi, że można na nim bez obaw oprzeć cały spektakl. Jego Ubu śmieszy, odrzuca, denerwuje, sugestywnie ukazuje mrok zła prymitywnego, chamskiego. Wydarzeniem było każde solowe ujawnienie Ryszarda Morki (Mme Żyron). Spektakl zdobiły także liczne partie zbiorowe, rozpisane w zabawny sposób na głosy i zorkiestrowane, swoiste majstersztyki słowno-muzyczne w czym także zasługa Wojciech Michniewskiego, który sprawnie przeprowadził przez wymagającą podróż orkiestrę Opery Bałtyckiej. Osobne słowa uznania dla Emila Wesołowskiego, który niezwykle precyzyjnie przygotował choreografię, co było wyjątkowe na tak małej przestrzeni scenicznej. Nawet ukłony są inne w tym przedstawieniu. Kostiumy (reżyser we współpracy z Hanną Szymczak) i charakteryzacja to jak na razie pewniaki do teatralnych nagród za rok 2013.

*"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery Bałtyckiej / Kliknij, aby powiększyć... „Ubu Rex” Pendereckiego, czyli opera buffa, to wielki pojedynek na miny z tradycją muzyczną, nie tylko operową. Autor „II symfonii” kpi ze świętości, przedrzeźnia siebie i największych kompozytorów, demontuje uznane i niepodważalne figury operowe. Nabija się z naiwnych rozwiązań melodycznych i literackich. Wybór „Ubu Rexa” na laudację autora muzyki wykorzystywanej m.in. w „Lśnieniu” to bardzo dobre posunięcie. 80-letni Krzysztof Penderecki (swoją drogą „1933” to niezły, polski rocznik: Polański, Grotowski…), przeżywa kolejny renesans. Inspirują się jego twórczością nowe pokolenia nieustraszonych poszukiwaczy dźwięków, sam kompozytor występuje na żywo z muzykami z zupełnie innych regionów muzycznych (choćby tournée z Jonny Greenwoodem), jest aktywny, przepełniony planami, zmienia niektóre swoje wcześniejsze utwory. „Ubu Rex” to utwór nowoczesny, ciągle żywy dzięki muzyce, opowieści i sposobie potraktowania wszystkich składników. Także pierwowzór literacki ciągle jest interpretowany, nawet w Czechach powstał film kinowy ("Ubu kral"), co już samo w sobie jest patafizyczne. A sposób, w jaki Penderecki obchodzi się z tradycją i dogmatami można przyrównać do dezynwoltury, która cechuje niektóre filmy Quentina Tarantino.

Długa jest historia „Ubu” w Operze Bałtyckiej. Ostatecznie premiera planowana na zeszły rok z powodów finansowych mogła dojść do skutku dopiero teraz, co jest sukcesem samym w sobie, bo sytuacja nie jest łatwa, a opera pod względem finansowym jest szczególnie wymagająca. Determinacja dyrektora Weissa warta była ostatecznego efektu. 80-lecie urodzin Krzysztofa Pendereckiego Opera Bałtycka uczciła najlepiej jak można. „Ubu Rex” w autorskiej propozycji Janusza Wiśniewskiego to spotkanie z niezwykłą wyobraźnią twórców, prawdziwa uczta dla koneserów i poszukiwaczy wyrafinowanych skojarzeń, najambitniejsza artystycznie propozycja w pomorskim teatrze wszystkich gatunków. Dzieło wymagające i nie dla wszystkich, ale dla każdego szanującego się odbiorcy kultury i artysty pozycja obowiązkowa. Widzowie, stykając się z twórczością Janusza Wiśniewskiego mogą czuć się obdarzeni. Wiele lat temu przeżyłem jedno z największych wzruszeń teatralnych, tym większe, bo zaskakujące w tamtym czasie i miejscu. Oto gdyński Teatr Miejski bez jakiejś specjalnej reklamy sprowadził na jeden pokaz „Olśnienie” Janusza Wiśniewskiego i spowodował, że do dziś mam w pamięci postaci zaczarowane. Tak i teraz nieprędko zapomnę kolejny, pełen magii obrzęd świętokradzki reżysera europejskiego formatu, jakim jest bez wątpienia były, wieloletni dyrektor Teatru Nowego w Poznaniu. Cieszy możliwość kontaktu z twórczością reżysera, który zaczął nowy etap, brutalnie zamykając okres poznański, tak jak i Poznań zamknął z nim. Nam należy się cieszyć, że już prawdopodobnie w lutym zobaczymy na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże kolejne ujawnienie niewiarygodnej wyobraźni jednego z największych inscenizatorów polskiego teatru. Tym razem będą to „Martwe dusze” Gogola z Katarzyną Figurą, nową aktorką Teatru Wybrzeże.

Krzysztof Penderecki, Ubu Rex. Opera buffa w dwóch aktach z prologiem i epilogiem. Libretto:Krzysztof Penderecki i Jerzy Jarocki, Kierownictwo muzyczne Wojciech Michniewski, Inscenizacja i reżyseria Janusz Wiśniewski, Scenografia Janusz Wiśniewski, Choreografia Emil Wesołowski, Przygotowanie Chóru Anna Michalak,Przygotowanie solistów - pianiści korepetytorzy Tetyana Dranchuk, Olena Skrok.

Obsada:

Ojciec Ubu Jacek Laszczkowski
Matka Ubu Karolina Sikora
Król Wacław Daniel Borowski
Królowa Rozamunda Anna Mikołajczyk

Synowie Króla:
Bolesław Karolina Karcz
Władysław Tomasz Raczkiewicz
Byczysław Hubert Walawski

Car Mieczysław Milun, Marian Kępczyński
Bardior Piotr Nowacki
Generał Lascy Paweł Konik
Stanisław Leszczyński Jacek Batarowski

Siedmiu Chamów:
Piła Anna Fabrello
Kotys Ryszard Minkiewicz
Żyron Ryszard Morka
Czwarty Cham Aleksander Kunach
Piąty Cham Tomasz Rak
Szósty Cham Wojciech Jurga

Posłaniec Maksym Kohyt

oraz

Bałtycki Teatr Tańca, Chór i Orkiestra Opery Bałtyckiej
dyrygent Wojciech Michniewski

Dziękujemy bardzo redakcji Gazety Świętojańskiej oraz Panu Piotrowi Wyszomirskiemu za zgodę na opublikowanie tej recenzji, która pierwotnie ukazał się w Gazecie Świętojańskiej (28 września 2013)
Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl
*"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery Bałtyckiej / Kliknij, aby powiększyć... 
 

"Ubu Rex" Pendereckiego w Operze Bałtyckiej. Przeciwko rządom Ubu i Ubicy / recenzja Maji Korbut i Jarosława Zalesińskiego z Dziennika Bałtyckiego

Autorzy: Maja Korbut i Jarosław Zalesiński

dziennik baltycki logoReakcja publiczności po piątkowym premierowym spektaklu opery "Ubu Rex" Krzysztofa Pendereckiego w Operze Bałtyckiej nie była może szczególnie żywiołowa, ale można to sobie chyba tłumaczyć lekkim oszołomieniem, jakie pozostawia po sobie każde szczególnie dobre przedstawienie. A tak udanego spektaklu bardzo dawno w trójmiejskich teatrach nie oglądaliśmy.

"Ubu Rex" to dzieło niezwykle trudne do wykonania: zarówno muzycy orkiestrowi, jak i soliści muszą się zmierzyć z karkołomnie trudnymi partiami. Cały zespół Opery Bałtyckiej pokazał się jednak w najlepszym świetle, prezentując wyśmienity efekt swojej ciężkiej pracy. Doszlifowany był każdy inscenizacyjny szczegół. Charakteryzacja (dzieło Klaudii Ostrowskiej i Doroty Sabak) znakomicie zgrywała się z kostiumami i scenografią (Hanna Szymczak i Janusz Wiśniewski), a ruch sceniczny (choreografia Emila Wesołowskiego) opracowany był tak precyzyjnie, że każda, nawet najmniej znacząca postać poruszała się w charakterystyczny dla siebie sposób.

"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery BałtyckiejReżyser Janusz Wiśniewski wydobył z libretta opartego na groteskowym dramacie Alfreda Jarry'ego cały jego komiczny potencjał, nie tracąc przy tym nic z jego głębi. Publiczność śmiała się już od otwierającego spektakl dialogu Ubu z Ubicą. Początek przedstawienia mógł się kojarzyć (może poza postacią Ubicy) z dawnym, ulicznym przedstawieniem kukiełkowym, co podkreślała zbudowana na scenie rama i porozstawiane na proscenium reflektory. Kiedy jednak przenieśliśmy się na dwór króla Wacława, reżyser zmienił konwencję, odtwarzając świat kina niemego, z jego slapstickowymi gagami i melodramatycznym aktorstwem. Takich gier konwencjami jest w tym przedstawieniu mnóstwo. Jednak spoza całej tej teatralnej zabawy, spod pudru i szminki coraz wyraźniej wygląda przerażające zepsucie Ubu i jego świty.

Czy w groteskowym tekście zbuntowanego piętnastolatka Jarry'ego można doszukiwać się głębi, proroctwa, pamfletu na wojnę i przemoc, jakiegoś poważnego przesłania? Inscenizacja Janusza Wiśniewskiego nie pozostawia wątpliwości, że tak. Wiśniewski jest reżyserem o własnym i niepodrabialnym charakterze pisma. Język jego spektakli w połączeniu z groteskowym tekstem Jarry'ego dał zadziwiający i zarazem głęboko przejmujący efekt. Absurdalna historyjka Jarry'ego streszcza w interpretacji Wiśniewskiego całą absurdalność ludzkiej historii. Hierarchie i wartości stale są w niej podmywane i niszczone przez zalew najprymitywniejszych, najniższych ludzkich potrzeb.

W dopisanym Jarry'emu przez Wiśniewskiego słowach w jednej z najbardziej wizyjnych i niesamowitych scen tego spektaklu, rozgrywającej się na dworze rosyjskich carów, zalew ten porównywany jest do pożerającej wszystko biblijnej szarańczy.

Kto wie, czy nie odnosiło się to do czasów, w których wypadło nam żyć...

W sugestywnym finale, kiedy zatrzymuje się szalone tempo spektaklu, a wszystkie postaci ustawiają się wokół dwóch krzeseł, jak do grupowego zdjęcia, wypełniając szczelnie całą przestrzeń sceny, mocne wrażenie robi parokrotna zmiana par królewskich, zasiadających na krzesłach. Czy miejsca te zajmą Rozamunda z Wacławem, czy (dość ryzykownie wprowadzona przez Wiśniewskiego do przedstawienia) para karłów, czy Ubu z Ubicą - nic w tym grupowym zdjęciu się nie zmienia. Historia płynie tak samo, w kolejnych nawrotach, nie ma w niej żadnego "postępu". Bardzo to pesymistyczna, ale może też realistyczna wizja... Nie mówi się w niej, że świat do czegoś zmierza, ale, od drugiej strony, mówi się chyba, że to od nas zależy, czy nie osunie się on za którymś razem w nieprzerwane rządy Ubu i Ubicy.

"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery BałtyckiejTakże muzyka Krzysztofa Pendereckiego znakomicie oddaje charakter tekstu Alfreda Jarry'ego. Opera pełna jest prześmiewczych quasi-cytatów z dzieł innych kompozytorów czy fragmentów parodiujących ich styl. Wymaga to od orkiestry wielkiej plastyczności i dogłębnego zrozumienia dzieła. W dodatku partytura najeżona jest wykonawczymi trudnościami. Orkiestra prowadzona przez Wojciecha Michniewskiego poradziła sobie jednak z tym trudnym zadaniem co najmniej dobrze. Można by było mieć zastrzeżenia co do intonacji, zwłaszcza w scenie rozmowy Bardiora z carem, ale nie zmienia to oceny, że wyzwanie, jakie niesie ze sobą dzieło Pendereckiego, najwyraźniej posłużyło zespołowi, zwłaszcza jeśli zestawić to z poprzednią premierą w Operze Bałtyckiej, "Marią" Romana Statkowskiego.

Nawet najlepsza orkiestra operowa niewiele by jednak znaczyła bez znakomitych solistów. Wszyscy biorący udział w spektaklu zaprezentowali się bardzo dobrze - od najmniejszej roli drugoplanowej po pierwszoplanowych bohaterów każda postać była znakomita i wokalnie, i aktorsko. Wspaniale podkreślony był kontrast między komicznie tragiczną Królową Rozamundą (rewelacyjna Anna Mikołajczyk) a niewzruszenie uśmiechniętym Królem Wacławem (Daniel Borowski). Świetnie zgrany był zespół "Szlachetnych Przyjaciół" Ubu - także i wokalnie, i aktorsko. Doskonale wypadli i Ryszard Minkiewicz jako Kotys, i odziany w suknię Ryszard Morka jako Mme Żyron; Aleksander Kunach, Anna Fabrello, Tomasz Rak - wszyscy pokazali się naprawdę na europejskim poziomie.

Większą rolę miał do zagrania Piotr Nowacki jako Murzyn - Bardior, i on również znakomicie poradził sobie ze swoją partią. Gdyby wymieniać wszystkich, którzy przyczynili się do sukcesu spektaklu, trzeba by przepisać tu całą obsadę.

Szczególnie jednak na uwagę zasługują odtwórcy głównych postaci: Jacek Laszczkowski i Karolina Sikora. Karolina Sikora musiała zmierzyć się z partią parodiującą koloraturę, pełną skoków i popisów wokalnych. Jej nośny i dźwięczny głos zabrzmiał w całym przedstawieniu piękną mezzosopranową barwą. Jacek Laszczkowski to artysta fascynujący - niezwykle wszechstronny, obdarzony wspaniałą barwą głosu.

Lekkość wydobywanego przez niego dźwięku, połączona z aktorskim dopracowaniem postaci Ubu, groteskowej i przerażającej zarazem, sprawiła, że po "Graczach", gdzie Laszczkowski wspaniale zagrał postać Ichariewa, jego Ubu jest kolejną wielką kreacją na scenie Opery Bałtyckiej.

Ten spektakl pokazał, czym powinna być dzisiaj opera - doskonałym połączeniem słowa, muzyki, ruchu i obrazu. "Ubu Rexem" Opera Bałtycka powróciła na pierwsze miejsce wśród trójmiejskich teatrów. Nie bez solidnych podstaw wydaje się też nadzieja, że wpisała się do historii teatru operowego w Polsce.

Dziękujemy bardzo redakcji Dziennika Bałtyckiego oraz autorom Maji Korbut i Jarosławowi Zalesińskiemu za zgodę na opublikowanie tej recenzji, która pierwotnie ukazał się w serwisie internetowym Dziennika Bałtyckiego (30 września 2013)
Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl

*"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery Bałtyckiej / Kliknij, aby powiększyć... 

 

Bezwzględny tyran na polskim tronie - o "Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej / recenzja Łukasza Rudzińskiego z serwisu trójmiasto.pl

Autor: Łukasz Rudziński

trojmiasto pl logo2

Wysmakowany plastycznie, inspirowany twórczością Tadeusza Kantora język teatralny Janusza Wiśniewskiego i groteskowo-rubaszna, prześmiewcza opera Krzysztofa Pendereckiego wydają się dobrym połączeniem. Spektaklowi "Ubu Rex" czegoś jednak brakuje.

Janusz Wiśniewski inscenizując prześmiewczą satyryczną operę Krzysztofa Pendereckiego sięgnął po środki doskonale znane z jego wcześniejszych realizacji - nierealne, groteskowe, wyglądające jak senne zjawy postaci, charakterystyczny ruch sceniczny niczym parada kukieł, kantorowski rytm i charakter spektaklu. Absurdalny tekst libretta (najsłabszej warstwy opery Pendereckiego, pomimo współpracy przy jego konstruowaniu z reżyserem Jerzym Jarockim) i wymagająca muzyka (w której kompozytor dużo czerpie z wcześniejszych mistrzów - Rossiniego, Mozarta, a uważniejsi usłyszą też nawiązania do Bacha, Rimskiego-Korsakowa czy Richarda Straussa) w odrealnionym świecie teatru Wiśniewskiego powinny funkcjonować perfekcyjnie. Czy tak jest w istocie? I tak, i nie.

"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery BałtyckiejLosy Ubu sprzężone są "Makbetem" Szekspira. I tu, i tam, do "złego" namawia męża małżonka, która uruchamia w nim najmroczniejsze instynkty. Żądza władzy i pieniędzy przesłania wszystko. Po królobójstwie władzę w państwie przejmuje już nie lojalny dowódca wojsk, a bezwzględny cham i prostak, usiłujący wyssać ze swoich poddanych ostatnie soki. Naturalnym gestem Pendereckiego było umieszczenie tej niemieckojęzycznej opery (napisanej na zamówienie Münchener Opernfest w 1990 roku i wystawionej rok później) za Alfredem Jarrym w "Polsce, czyli nigdzie". To oczywiście tworzy pokusę ulokowania polskiej realizacji w ściśle polskich realiach.

Reżysera nie interesuje jednak lokalna satyra polityczna. Przejaskrawione postaci, wyglądające niczym rozrośnięta Rodzina Adamsów z tytułowym bohaterem - wyjętym wprost z komedii del arte Poliszynelem - niosą wartości uniwersalne. W spektaklu Wiśniewskiego doskonale widać jak władza deprawuje. Najpierw są to rozrywki kosztem poddanych (wyścig o skrzynię złota, w którym padają kolejni biegnący), potem rządy pełne tyranii i tortur (poddani skazywani są na odmóżdżanie, a gdy nie chcą lub nie mogą płacić nowych, drakońskich podatków, wsadzani są do maszyny służącej do wyciskania podatków). Gdy sędziowie lub członkowie rady finansowej zaprotestują wobec takich praktyk, trafią do lochów. Buta i pycha tyrana pcha go do walki z rosyjskim carem (scena walki wojsk Ubu i cara należy do najciekawszych w spektaklu).

Ta groteskowa, momentami upiorna opera komiczna zawiera niezwykle bogatą warstwę instrumentalną (m.in. solo na pile), będąca wielkim wyzwaniem dla zespołu orkiestry. W spektaklu Opery Bałtyckiej orkiestra prowadzona z werwą przez Wojciecha Michniewskiego, prezentuje się dobrze. Eklektyczna muzyka Pendereckiego wciąga jednak dużo bardziej niż akcja sceniczna, statyczna, a w pierwszym akcie długimi okresami nużąca - scena uczty, z początku zabawna (niespodziewane koloratury Matki Ubu), szybko przytłaczająca swoim absurdem (chóralne śpiewy m.in. o kaczych kuprach, czy smaku potraw - "Pfu, hru, to pali, fuj").

"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery BałtyckiejNiekwestionowaną gwiazdą spektaklu jest tenor Jacek Laszczkowski - przekonujący jako bezwzględny tyran Ubu artysta daje rzadki popis aktorstwa w spektaklach operowych - wydaje się wręcz stworzony do roli karykaturalnego władcy. Głosem zachwycają dwie solistki. Bardzo dobrze z niezwykle trudnymi partiami (koloratury, szeroka skala głosu podczas jednego utworu) radzi sobie mezzosopranistka Karolina Sikora (Matka Ubu). Kolejny raz zachwyca Anna Mikołajczyk, choć w roli Królowej Rozamundy nie ma tyle przestrzeni co we wcześniejszych realizacjach (np. jako Micaëla w "Carmen", czy w świetnej kreacji tytułowej "Madame Curie"), to z pewnością należy do ścisłej czołówki solistów współpracujących z Operą Bałtycką w ostatnich latach. Głębokim, donośnym basem (i kiczowato poczernioną twarzą) wyróżnia się również Murzyn Piotra Nowackiego.

Konwencja, w jakiej Janusz Wiśniewski rozgrywa operę "Ubu Rex", idealnie wpisuje się w groteskowy, pełen absurdu charakter spektaklu. Dobrze dobrana obsada, świetne kostiumy (Hanny Szymczak i Wiśniewskiego) i charakteryzacja (Klaudia Ostrowska, Dorota Sabak), choreografia (Emil Wesołowski), wysmakowana oprawa plastyczna oraz - przede wszystkim - wykonanie wokalne i muzyka Pendereckiego składają się na gruntownie przemyślany, precyzyjnie skonstruowany spektakl. Jednak pomimo dobrze funkcjonujących poszczególnych elementów, cała opera nie zachwyca.

Między hermetycznym, choć niezwykle efektownym, na swój sposób podniosłym i pełnym odniesień do teatru Tadeusza Kantora światem postaci Wiśniewskiego a rubasznym, niezwykle bujnym, żywym językiem opery Pendereckiego pozostaje rozłam, którego nie udało się pokonać. To, co widzimy na scenie, pomimo licznych punktów wspólnych, funkcjonuje jakby w oderwaniu od muzyki. Mam wrażenie, że powstały dwa osobne dzieła - jedno na scenie pod dyktando reżysera Janusza Wiśniewskiego, drugie w kanale orkiestrowym pod batutą Wojciecha Michniewskiego. Oba efektowne, dopracowane w szczegółach, ale jednak w jakimś sensie od siebie odległe.

Postmodernistyczna opera "Ubu Rex" to propozycja, która wyraźnie wyróżnia się na tle uwspółcześnionej klasyki, jaka najczęściej gości na deskach Opery Bałtyckiej. Znajdzie pewnie tylu entuzjastów co przeciwników. Warto zobaczyć ją choćby dlatego, że z operą buffa w Trójmieście rzadko mamy do czynienia.

Dziękujemy bardzo redakcji trojmiasto.pl oraz Panu Łukaszowi Rudzińskiemu za zgodę na opublikowanie tej recenzji, która pierwotnie ukazał się w serwisie trojmiasto.pl (28 września 2013)
Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl
*"Ubu Rex" w Operze Bałtyckiej - zdjęcie Sebastiana Ćwikły opublikowane dzięki uprzejmości Opery Bałtyckiej / Kliknij, aby powiększyć...
 

Opera Bałtycka - wydarzenia września

Carmen w Operze Bałtyckiej Ubu Rex w Operze Bałtyckiej
Sen nocy letniej w Operze Bałtyckiej zdjęcie (c) Sebastian Ćwikła opublikowane dzieki uprzejmości Opery Bałtyckiej Carmen w Operze Bałtyckiej zdjęcie (c) S. Ćwikła opublikowane dzięki uprzejmości Opery Bałtyckiej
Kliknij wybrane zdjęcie, aby powiększyć...

Opera Bałtycka rozpoczyna we wrześniu 64. sezon artystyczny. W tym roku jako inaugurację sezonu wybrano operę "Carmen" Bizeta w inscenizacji Marka Weissa. W tytułowej partii, znana już widzom Opery Bałtyckiej, Ariana Chris. Spektakle poprowadzi Tadeusz Kozłowski. Bilety na spektakle 6, 7, 8 września są jeszcze dostępne w kasach Opery i za pośrednictwem serwisu bilety24.pl.

We wrześniu Opera Bałtycka zaprasza również na spektakle Bałtyckiego Teatru Tańca "Sen nocy letniej" Izadory Weiss, z muzyką Gorana Bregovicia i kostiumami Gosi Baczyńskiej (14, 15, 17.09).

Pierwszy miesiąc nowego sezonu zakończy premier opery Krzysztofa Pendereckiego "Ubu Rex" w reżyserii Janusza Wiśniewskiego, pod kierownictwem muzycznym Wojciecha Michniewskiego. W partii tytułowej wystąpi Jacek Laszczkowski (premiera: 27.09, kolejne spektakle: 28.09, 13.10).

(Źródło: informacje prasowe Opery Bałtyckiej)

 

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)