opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

Rozmowa z Profesor Ewą Michnik

Wywiad przeprowadzili w Krakowie 11 marca 2013 roku: Beata i Michał Olszewscy

Życiorys artystyczny Pani Profesor Ewy Michnik, Dyrektora Opery Wrocławskiej jest dostępny na stronach serwisu internetowego Opery Wrocławskiej.

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Dyrektor, serwis internetowy opera.info.pl powołaliśmy do istnienia między innymi dlatego, że zdaliśmy sobie sprawę, że w Polsce nie ma praktycznie dialogu między miłośnikami opery a jej twórcami w teatrach. Pomyśleliśmy sobie, że skoro my mamy mnóstwo pytań, które bardzo chcielibyśmy zadać, to na pewno podobne kwestie muszą również nurtować polską publiczność operową. Prowadząc nasz portal odnosimy wrażenie, że wiele osób chciałoby o wiele spraw zapytać, tyle tylko, że albo nie mają ku temu okazji, bądź to nie mają dość śmiałości…

Polska publiczność jest mniej spontaniczna niż publiczność uczęszczająca do teatrów na Zachodzie. Cechuje ją dużo większy dystans i powściągliwość w wyrażaniu emocji w czasie trwającego spektaklu. Natomiast po spektaklu nagradza artystów gorącym aplauzem. Przypuszczam, że wynika to z doświadczeń z uczestnictwa w koncertach symfonicznych, a także większej tradycji słuchania muzyki symfonicznej niż operowej. W filharmonii zasadą jest nieprzerywanie brawami poszczególnych części symfonii czy koncertów, a w operze artyści wręcz oczekują braw po słynnych ariach czy ansamblach operowych. W operze można, a wręcz należy spontanicznie reagować na to, co się dzieje na scenie. Na przykład, kiedy śpiewane są owe słynne arie czy też piękne ansamble artyści bardzo się cieszą, gdy słyszą brawa. Czasem aria operowa kończy się niepozornym recytatywem, jak np. aria Mimi w  „Cyganerii” Pucciniego i tylko melomani znający taką arię wiedzą, że jest to moment, w którym artystę można nagrodzić oklaskami. Z reguły melomani zagraniczni są bardzo dobrze przygotowani do odbioru wybranego przez nich spektaklu operowego i ich reakcje w czasie spektaklu są bardzo żywe. Wówczas nasi artyści doskonale wiedzą, że na widowni znajdują się również goście zagraniczni.

Doświadczona i wyrobiona publiczność…?

Tak. Melomanii np. z Austrii, Niemiec, Włoch i Szwajcarii są świadomymi odbiorcami sztuki operowej. Ci ostatni za pośrednictwem wyspecjalizowanych firm przyjeżdżają do Wrocławia na spektakle polskich kompozytorów, bowiem chcą poznać polski repertuar operowy. Zdarza się, że wykupują na wyłączność spektakle „Króla Rogera” Szymanowskiego, „Halkę” czy „Straszny dwór” Moniuszki. Zagraniczni goście są także zainteresowani poznaniem twórczości Krzysztofa Pendereckiego, którego „Raj utracony” cieszy się dużą popularnością.

No właśnie Pani Profesor, Opera Wrocławska słynie z bardzo zróżnicowanego i bogatego repertuaru. Prestiżowy portal operabase sklasyfikował Wrocław na 16 miejscu w rankingu miast wystawiających najwięcej spektakli operowych. Jak Państwo udaje się osiągać takie sukcesy w czasach niesprzyjających „finansowo”  kulturze wysokiej?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć..

Nie jest to wcale proste, ale staramy się, aby nasz teatr „pracował na siebie”. Gramy dużo spektakli w każdym sezonie, choć znana jest prawidłowość, że teatr jest tańszy, jeśli gra mniej spektakli, ponieważ w ten sposób nie generuje kosztów. Uważamy, że powołaniem teatru jest granie spektakli dla publiczności codziennie i staramy się tę zasadę realizować. Sprzedaż biletów musi choć w części pokrywać koszty eksploatacji spektaklu, a z drugiej strony cena biletu nie powinna stanowić bariery dla widza. Tak więc prowadzimy bardzo elastyczną  politykę cenową: oferujemy bilety zarówno drogie, tak zwane z opcją VIP, które oprócz najlepszych miejsc na widowni gwarantują dodatkowe przywileje: atrakcyjne wydawnictwa Opery Wrocławskiej czy spotkanie z artystami. Dla studentów, młodzieży, czy seniorów, którzy bardzo chętnie przychodzą do naszego teatru, oferujemy bilety w znacznie niższych cenach.

Oferta programowa naszego teatru jest bogata, złożona nie tylko ze znanych „hitów” operowych. Oczywiście łatwiej byłoby funkcjonować, wystawiając tytuły ulubione przez publiczność, takie jak „Madame Butterfly”,  „Tosca” czy „Carmen”, zapewniające stuprocentową sprzedaż biletów. Jednak w takim przypadku repertuar byłby znacznie uboższy, a przecież jest bardzo ważne, aby obok słynnych dzieł, były również wystawiane utwory wartościowe, ale mniej znane.

Jednak nadal dla nas pozostaje zagadkowym pytanie o źródło finansowania opery. Przecież dochody z biletów nie wystarczą na pokrycie kosztów nawet skromnego repertuaru. Tymczasem oferta Opery Wrocławskiej jest zdumiewająco bogata? Macie amerykańskich sponsorów…?

Amerykańskich nie, ale za to wielu znakomitych polskich. Głównymi sponsorami Opery Wrocławskiej są TAURON Polska Energia, KGHM Polska Miedź i Bank PKO BP. Dla nas najważniejsze jest podpisanie ze sponsorem umowy na kilkuletni okres. Długofalowa współpraca przynosi także wymierne efekty dla sponsora. Aby przekonać partnera do współpracy sponsoringowej potrzeba ogromnego wysiłku. Niejednokrotnie proces ten trwa kilka lat. Najtrudniej jest, gdy osoba decydująca o takiej współpracy – prezes firmy, jest na przykład miłośnikiem piłki nożnej. Wtedy o jego zainteresowanie trzeba zabiegać w sposób szczególny. Zdarzyło mi się pójść na mecz piłki nożnej tylko dlatego, że była to jedyna okazja do porozmawiania na temat sponsorowania Opery Wrocławskiej z prezesem jednej z dużych firm, choć stadion piłkarski, na którym dominuje krzyk, hałas i gwizdy, nie należy do moich ulubionych miejsc.

Pani Dyrektor, takie doświadczenia dla muzyka muszą być bardziej traumatyczne, niż podróże na wschód dla polskich przedsiębiorców, którzy wspominają, że w tamtejszym kręgu kulturowym warunkiem  pozyskania partnera w interesach, jest posiadanie nadzwyczajnie zdrowej wątroby…

(Śmiech) Trudno powiedzieć, co jest łatwiejsze… A wracając do pozyskiwania funduszy, staramy się być na tym polu stale aktywni. Bierzemy udział w konkursach ministerialnych na projekty artystyczne, korzystamy ze środków unijnych, gminnych, regionalnych.

Ale oczywiście i my odczuwamy obecny kryzys w Europie, na świecie, a także w Polsce. Jest on  szczególnie dotkliwy dla kultury. Do niedawna Opera Wrocławska prezentowała osiem, a nawet dziewięć premier rocznie. Dziś jest to pięć tytułów, choć zawsze staramy się przygotować jakieś dodatkowe wydarzenia, jak na przykład tegoroczne „Dni Wagnera i Verdiego”, którymi możemy zainteresować naszego widza.

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Dyrektor, a ile osób zatrudnia Opera Wrocławska?

Opera Wrocławska w sezonie 2012/13 zatrudnia na etatach 320 osób, w tym ponad 200 artystów, ale w zależności od realizowanych tytułów współpracujemy z doangażowanymi solistami, muzykami i tancerzami. Do roku 1997 Opera Wrocławska zatrudniała ponad 500 osób, ale na 10-cio letni okres remontu zostaliśmy zmuszeni do zlikwidowania około 150 etatów, związanych z samą sceną i widownią. Niestety, po zakończonym remoncie nie odzyskaliśmy utraconych etatów, dlatego też w zakresie obsługi widowni, ochrony budynku itp. korzystamy z usług firm zewnętrznych. Bardzo ważnym działem w naszym teatrze jest dział organizacji widowni i dział marketingu. Zajmuje się on sprzedażą biletów, działaniami typu PR, a także poszukiwaniem sponsorów. Kierownik tego działu – Pani Anna Leniart – odnosi na tym polu sukcesy. Nawiązała między innymi kontakt z około 80 touroperatorami, specjalizującymi się w organizowaniu podróży muzycznych. Właśnie wczoraj wróciła z targów turystycznych ITB w Berlinie.

Pewnie wiele osób dziwi się co Opera Wrocławska robi na targach w stolicy Niemiec?

To prawda, dla wielu osób może to być niezrozumiałe. Opera Wrocławska od lat funkcjonuje na berlińskich targach – największych na świecie targach turystycznych. Takie miejsce daje doskonałą sposobność do sprzedaży naszej oferty artystycznej firmom.

Firmom…?

Tak, zagranicznym organizatorom turystycznym, w szczególności firmom z krajów niemieckojęzycznych – które ze względu na bliskie sąsiedztwo często organizują wycieczki do Polski.

Jeszcze kilka lat temu otrzymywaliśmy fundusze na zorganizowanie własnego stoiska podczas targów turystycznych. Obecnie takich możliwości nie mamy, więc korzystamy z przychylności organizatorów, którzy znając nas z poprzednich lat i ceniąc naszą pracę artystyczną, zapraszają nas i pozwalają promować się na zasadach gościnności na zaprzyjaźnionych stoiskach.

Jednak, mimo tych trudności organizacyjnych i ograniczeń finansowych, Pani Dyrektor nie zrezygnowała z organizacji megawidowisk operowych, czegoś całkowicie unikatowego w Polsce?

Do dziś przygotowaliśmy 36 produkcji operowych, począwszy od „Nabucco”, „Aidy”, „Carmen”, po tetralogię Wagnera czy „Carmina burana” Orffa. Zagraliśmy sto kilkadziesiąt megaspektakli, które obejrzało około pół miliona widzów z całej Polski i wielu krajów świata.  Jesteśmy jedyną polską operą, która od 16 lat wystawia regularnie wielkie przedstawienia operowe w Hali Stulecia i w plenerze.

Pewnie do przeprowadzenia tak ogromnych przedsięwzięć potrzebujecie pomocy dużej liczby dodatkowych osób?

Organizacją megawidowisk zajmuje się Opera Wrocławska, a przygotowaniami kieruje mój zastępca,  dyrektor Janusz Słoniowski. Nie zrażają go trudnością związane z organizacją takich przedsięwzięć. Superwidowiska odbywają się na specjalnie przygotowanej wielkiej scenie (długość 50 metrów), bierze w nich udział około 300-400 artystów – są to soliści, muzycy, chór, balet, statyści. Podczas realizacji wielkich projektów współpracujemy z wieloma artystami, doangażowujemy ich na okres trwania poszczególnych spektakli. Koordynacja tak ogromnych przedsięwzięć nie jest prosta, ale do tej pory wszystkie spektakle zakończyły się sukcesem.

Nie pytamy więc jak to Państwo robicie, ale pozwolimy sobie zapytać co Państwa inspiruje do organizacji takich przedsięwzięć?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć..

Jako naszą misję postrzegamy zainteresowanie sztuką operową szerokich kręgów odbiorców, którzy do tej pory nie mieli kontaktu ze spektaklami operowymi. Staramy się połączyć piękno muzyki operowej z niepowtarzalnymi przestrzeniami, zarówno architektonicznymi jak i plenerowym. Organizowaliśmy spektakle na Wyspie Piaskowej, na Odrze z widokiem na zabytki Ostrowa Tumskiego, na Pergoli, w Hali Stulecia, ale również na dachu Galerii Dominikańskiej. Nie wahaliśmy się w ubiegłym roku przygotować w czasie piłkarskiego EURO „Balu maskowego” Verdiego na zabytkowym Stadionie Olimpijskim, otoczonym pięknymi Polami Marsowymi, zielenią i wspaniałym starodrzewiem. Przedstawienie obejrzało ponad 20 tysięcy widzów. „Przedtaktem” do spektaklu była wielka „parada masek” – ponad 5 tysięcy osób przebranych w piękne kostiumy i karnawałowe maski przeszło  spod Opery do Strefy Kibica na wrocławskim rynku. Tam przygotowaliśmy występy chórów, zespołów tanecznych i orkiestr z  Dolnego Śląska, które brały udział w paradzie. Pochód karnawałowy wzbudził ogromne zainteresowanie zagranicznych turystów, którzy wieczorem obejrzeli nasz spektakl. Przed drugim spektaklem na Stadionie Olimpijskim zorganizowaliśmy I Dolnośląski Spływ Odrzański, w którym uczestniczyło ponad 130 wodnych jednostek pływających.

I wszystko to organizujecie Państwo samodzielnie?

Spływ Odrzański organizowaliśmy we współpracy z Dolnośląską Organizacją Turystyczną. Szczególnie wspierał nas Dyrektor Rajmund Papiernik, a także bardzo wielu wolontariuszy oraz wiele instytucji wrocławskich i dolnośląskich.

O tym jak potrzebne i trafione są to pomysły świadczy bardzo wysoka frekwencja. Z tego co wiemy nie macie Państwo najmniejszych problemów ze sprzedażą biletów?

To prawda, udaje nam się pozyskać wielotysięczną publiczność. Na widowiska plenerowe sprzedajemy nawet 30 tysięcy biletów… („Gioconda”).

A Hala Stulecia, w której również występowaliście – czy tam jest dobra akustyka?

Niestety nie, łatwiej jest zagrać spektakl na wolnym powietrzu z mikrofonami, niż wyeliminować odbicia dźwięku, powstające w potężnej żelbetowej przestrzeni Hali Stulecia. Przy dobrym wytłumieniu można je w dużym stopniu zniwelować. Ale dajemy sobie i z tym radę. Niepowtarzalna architektura Hali Stulecia jest wciąż inspiracją dla scenografów i reżyserów, którzy przygotowują spektakle z wykorzystaniem tej niezwykłej przestrzeni. W listopadzie tego roku zapraszamy widzów do Hali Stulecia na „Poławiaczy pereł” Bizeta.

A to wspaniale, bo jest to opera, którą nie jest łatwo zobaczyć w europejskich teatrach operowych. Szalenie rzadko grana…

To prawda, natomiast partytura tej opery jest bardzo piękna. Szczególnie ciekawe są wspaniałe chóry, ale także poruszające arie Nadira czy Leili, które należą do tak zwanych „przebojów operowych”. Teatry często boją się wprowadzania do repertuaru mniej znanych tytułów operowych – takich jak „Poławiacze pereł” – w obawie o frekwencję. To była pierwsza opera, którą jako dyrektor artystyczny wystawiłam w Operze Krakowskiej. Wtedy również towarzyszyła nam obawa, czy publiczność zaakceptuje ten tytuł. Okazało się, że widzowie bardzo chętnie przychodzili na ten spektakl. Dodatkowym atutem tego przedstawienia było wspólne przygotowanie spektaklu przez artystów Opery Krakowskiej oraz chóru Akademii Muzycznej w Krakowie. Także jedną z obsad solistów tworzyli młodzi absolwenci tej uczelni.

A jak Państwo układacie swój repertuar w czasach, gdy trzeba to robić z kilkuletnim wyprzedzeniem, bo współcześni śpiewacy operowi są jak nomadzi, wiecznie wędrują i śpiewają gdzie się da, a gdy zatelefonuje się do nich, to z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że właśnie wysiadają z jakiegoś samolotu…?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Repertuar Opery Wrocławskiej oparty jest o zatrudnionych na stałe solistów etatowych. Oczywiście na premiery i specjalne wydarzenia zapraszamy także gwiazdy scen światowych. Ale bardzo dbamy o to, aby nasi śpiewacy prezentowali wysoki poziom, tak, aby każdy spektakl repertuarowy był znakomicie zagrany.  

Opera Wrocławska łączy dwa systemy planowania repertuaru: w każdym sezonie artystycznym oprócz spektakli repertuarowych, niektóre tytuły gramy tak zwaną serią, 6 do 11 spektakli tego samego tytułu. Dzięki temu możemy bardzo elastycznie reagować na różne sytuacje. Także wszystkie spektakle w Hali Stulecia lub w plenerze grane są serią. Potem tytuł nie jest już wystawiany w formie superprodukcji. W kolejnych sezonach staramy się wprowadzić ten tytuł już do stałego repertuaru na scenie Opery, ale to wiąże się z przygotowaniem nowych dekoracji. W ten sposób  udało nam się zaadaptować na przykład „Borysa Godunowa” i „Napój miłosny”. Ale jest rzeczą ciekawą, że w samym teatrze zupełnie nam się nie sprawdza metoda wystawiania danej opery w serii, natomiast znakomicie funkcjonuje wprowadzanie danego tytułu w odstępach, na przykład co drugi miesiąc. Wyjątkiem są spektakle premierowe, które nawet co miesiąc mogą z powodzeniem powracać na deski naszego teatru. W tym systemie jesteśmy w stanie utrzymać w sumie aż czterdzieści tytułów, przy czym dany tytuł pojawia się cztery lub pięć razy w sezonie.

Wygląda to rzeczywiście nadzwyczajnie. Ale jak to właściwie jest, że ta maszyneria się nie zacina? Z jednej strony macie Państwo wymogi repertuaru i zgodnie z nim Opera Wrocławska jednego dnia wystawia „Parsifala”, drugiego „Rigoletto”, a kolejnego „Napój miłosny”. Tymczasem z drugiej strony jest tam ekipa techniczna, która musi w krótkim czasie, w ogromnym tempie zmienić dekoracje. Co na to ich związki zawodowe? Wiemy, że w  niektórych teatrach bywa z tym dosyć poważny problem.

Rzeczywiście jest to problem ze względu na przepisy kodeksu pracy i BHP.

…więc jak sobie Państwo radzicie z takimi problemami…?

Zmaga się  z nimi Dyrektor Janusz Słoniowski, zatrudnia dwie ekipy, wymiennie pracujące w dzień i w nocy i stara się planować tak pracę, aby była zgodna z przepisami i obowiązującym regulaminem. W Operze Wrocławskiej borykamy się ze szczególnie trudnymi warunkami, ponieważ nie mamy na miejscu własnych magazynów, a więc dekoracje, kostiumy i rekwizyty muszą być każdorazowo przywiezione i wywiezione do wynajmowanych magazynów zlokalizowanych poza miastem.

Ależ to są olbrzymie koszty…?

Nie ma innego wyjścia. Mam nadzieję, że to się zmieni, ponieważ budujemy własne magazyny. Oczywiście również będą zlokalizowane poza Wrocławiem, bowiem tego typu obiekty nie mogą powstawać w zabytkowej części miasta, w której znajduje się nasz teatr. Tym samym nadal będziemy musieli transportować wszystko nocami, ale zostaną zredukowane koszty wynajmu pomieszczeń.

Czy myśleliście kiedyś Państwo o stosowaniu pewnego pomysłu edukacyjnego, który w niektórych teatrach operowych w Europie jest z powodzeniem realizowany. Na przykład w Zurichu, na 45 minut przed rozpoczęciem spektaklu, widzowie mogą wziąć udział w specjalnym spotkaniu, podczas którego prelegent wygłasza wykład na temat dzieła,które będzie tego wieczoru wystawione w teatrze.

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
 
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć..

Prowadzimy działalność edukacyjną, w tym projekty dla najmłodszej widowni, dzieci starszych oraz dla młodzieży. Mamy również w stałym repertuarze bajki operowe: „Czerwony kapturek”, „Sid – wąż, który chciał śpiewać” i „Alicja w krainie czarów”, na które przychodzą także trzylatki. Dla dzieci starszych organizujemy warsztaty operowe z udziałem solistów śpiewaków, tancerzy baletu i muzyków orkiestrowych. Zajęcia te odbywają się w szkołach oraz domach kultury we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Prowadzone przez wykwalifikowanych moderatorów, wprowadzają młodych odbiorców w tajniki świata opery. Ukoronowaniem warsztatów jest wizyta dzieci w Operze Wrocławskiej i obejrzenie spektaklu operowego. Dla młodzieży organizujemy przedpołudniowe spektakle operowe i baletowe, poprzedzone wprowadzeniem do danego dzieła, wygłoszonym przez prelegenta. Dużą popularnością cieszy się cykl Kulisy opery, podczas którego widzowie mają okazję do spotkania i rozmowy z realizatorami i artystami, przygotowującymi nowe produkcje w naszym teatrze, a także zwiedzić operę z przewodnikiem.    

Osobiście nie jestem zwolenniczką prelekcji przed spektaklem dla widzów dorosłych na temat wystawianego dzieła. Oferowanie takich „wstępów” bardzo mnie drażni i uważam to za niepotrzebne, tym bardziej, że znakomita większość widzów jest przygotowana do odbioru przedstawienia.

Pani Dyrektor, zauważyliśmy, że polskie teatry operowe bardzo rzadko wydają własne DVD ze swoimi spektaklami. Czy to jest tak drogie?

Koszty są duże, bowiem zawierają wykupienie praw autorskich, zarówno od realizatorów, wykonawców, a także twórców. Ograniczone budżety teatrów nie pozwalają na finansowanie takich przedsięwzięć, dlatego też, chcąc nagrać płytę, trzeba szukać zewnętrznych źródeł finansowania, na przykład sponsorów. Bez wątpienia nagrywanie płyt DVD jest niezwykle cenne dla teatru, dodatkowo jest znakomitym narzędziem promocji.

Pani Dyrektor, tym co wprawia nas w zdumienie w wielu teatrach operowych, to fakt, że ta sama orkiestra potrafi znakomicie zagrać jedno przedstawienie, a następnego dnia ponieść zupełną porażkę. Dlaczego tak jest?

Jedną z przyczyn źle zagranego spektaklu może być brak próby korekcyjnej, co jest często spowodowane brakiem czasu. Także wprowadzenie nowego dyrygenta gościnnego, bez wcześniejszej próby z orkiestrą, może skutkować gorzej zagranym spektaklem. Orkiestra powinna mieć swojego własnego dyrygenta – kierownika orkiestry, który zna wszystkie problemy muzyków, pracując codziennie nad podnoszeniem poziomu artystycznego. A oprócz tego powinna pracować z gościnnymi dyrygentami. Jest to bardzo istotne, ponieważ rozwija zespół w zakresie interpretacyjnym, a także daje możliwość współpracy z ciekawymi osobowościami.   

A jak Państwo organizujecie obsadę poszczególnych spektakli?

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć...

Obsady spektakli repertuarowych przygotowujemy z rocznym wyprzedzeniem. Natomiast w przypadku nowych produkcji obsady premierowe wyznaczamy w dzień ostatniej próby generalnej. Dotyczy to sytuacji, gdy większość ról jest obsadzona przez naszych etatowych solistów. Przygotowanie nowej produkcji w na przykład pięciotygodniowym cyklu prób reżyserskich powoduje, iż rywalizacja pomiędzy dwoma lub trzema obsadami solistów przynosi bardzo dobre efekty artystyczne i często zdarza się tak, iż typowany do obsady drugiej śpiewak w ostatnim tygodniu prób potrafi stworzyć prawdziwą  kreację. Wówczas realizatorzy decydują, że to właśnie on będzie śpiewał premierę. Obsady premier wybierane w oparciu o casting solistów są znane z co najmniej rocznym wyprzedzeniem, bowiem umowy podpisywane z solistami gościnnymi zawierają konkretne daty i ilości spektakli.

Dlaczego w Polsce tak rzadko występują śpiewacy o międzynarodowej sławie? Mariusz Kwiecień pojawia się w kilku przedstawieniach w skali roku w Polsce. Piotr Beczała od wielu lat nie występował na polskiej scenie operowej - koncert jubileuszowy w zeszłym roku był pierwszą jego obecnością po kilku latach. Aleksandra Kurzak śpiewa jedynie w spektaklach operowych w Operze Narodowej w Warszawie. Co jest tego powodem, fundusze czy też brak planowania w polskich teatrach na wiele lat do przodu?

Jesteśmy w kontakcie z agencjami prowadzącymi, między innymi wybitnych polskich śpiewaków. Główną barierą są finanse, ale także bardzo napięte kalendarze koncertowe naszych gwiazd, którzy swoje występy planują z nawet pięcioletnim wyprzedzeniem.

Opera to gatunek sztuki, składający się z bardzo wielu elementów, które muszą zagrać jak jeden organizm:  śpiewaków, muzyków w orkiestrze, reżysera, dyrygenta.  Kto tak naprawdę ma ostatnie słowo przy tworzeniu spektaklu? Reżyser, dyrygent? Co się dzieje, gdy wizja reżysera zupełnie się nie pokrywa z librettem, a sposób inscenizacji „rozjeżdża się” zupełnie z przekazem zawartym w muzyce i libretto?  Czy Pani będąc zarówno dyrygentem, jak i dyrektorem teatru ma zawsze prawo weta, gdy reżyser idzie w swoich inscenizacjach za daleko? Na ile często zdarzyło się Pani Dyrektor z tego prawa weta skorzystać?

Przedstawienie operowe powinno być realizowane w ścisłej współpracy reżysera i dyrygenta. Kierownik muzyczny spektaklu ma obowiązek czuwania nad tym, by koncepcja reżyserska nie zniekształcała sensu muzycznego. Dyrektor artystyczny w przypadku, gdy koncepcja reżysera odbiega od libretta i muzyki opery, nad którą się wspólnie pracuje, ma prawo nie wyrazić zgody na taką realizację, a więc ma prawo veta, ale nie zawsze z niego korzysta. W ciągu mojej pracy zdarzyło się parokrotnie, iż nie udało mi się znaleźć kompromisu ze współpracującym ze mną reżyserem. Wówczas trzeba było przygotować nową koncepcję dzieła z innymi realizatorami. A to często wiąże się to ze zmianą terminu premiery.

Ewa Michnik zdjęcie Marka Grotowskiego opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Zdjęcie Marka Grotowskiego;
kliknij, aby powiększyć..

Pani Profesor, jaki jest Pani opinia o modernizacji dzieł operowych? Często mamy do czynienia z sytuacją, gdy to, o czym śpiewacy śpiewają w żaden sposób nie pokrywa się z tym, co dzieje się na scenie. Czy podziela Pani pogląd, że jedynie dzięki modernizacjom opera może przetrwać i głównym powodem modernizacji jest próba trafienia do młodego pokolenia?

Nie wszystkie opery klasyczne nadają się do interpretacji współczesnej, tak aby nie naruszyć logiki libretta i nie działać „przeciwko” muzyce. Wiele z nich jednak można przedstawić bardzo interesująco, odnosząc się do czasów obecnych, bez szkody dla dzieła. Ważne jest to, by publiczność mogła identyfikować się z bohaterami występującymi na scenie, rozumieć ich problemy, dyskutować o nich, angażując się emocjonalnie. 

Jakie cechy powinni posiadać śpiewacy operowi by odnieść sukces w Polsce i w skali międzynarodowej? Co Pani zdaniem przesądza, że jednym się to udaje, a innym nie?

Wybitny  talent wokalny, świetna aparycja, duże zdolności aktorskie i bardzo wiele szczęścia to jedna z recept na międzynarodowy sukces śpiewaka.

Naszą rozmowę zdominowały problemy życia dyrektorskiego, a przecież Pani Profesor jest przede wszystkim artystką, muzykiem i dyrygentem. Jako artystka, zapewne Pani marzy o dyrygowaniu w …, no właśnie, gdzie i którą orkiestrą chciałaby Pani jeszcze dyrygować?

Mam ciągle marzenia dotyczące Straussa i Wagnera, a jeśli już o tym ostatnim wspominam, to na pewno chciałabym przygotować Tristana i Izoldę w Operze Wrocławskiej. Nasza orkiestra jest zespołem wyjątkowym, ponieważ potrafi się emocjonalnie zaangażować w wykonane spektakle, grając bez rutyny. To samo dotyczy chóru, który zarówno od strony aktorskiej jaki i wokalnej przekazuje emocje, które trafiają do publiczności. Każdy spektakl jest dla nich równie ważny. A dla mnie, no cóż, tak już jakoś jest, że najważniejszym utworem jest ten, który właśnie wieczorem mamy zagrać.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Wywiad dla opera.info.pl przeprowadzili: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl



  • Pani Dyrektor, nie wie chyba, ze Pan Pietras, będąc dyrektorem w Poznaniu wprowadził do repertuaru "Poławiaczy Pereł" i osiągnął sukces frekfencyjny, wbrew obawom na ten spektakl nie jest trudno sprzedac bilety. Pozostaje on w repertuarze Teatru Wielkiego do dzisiaj - chociaż akurat nie w obecnym sezonie (w następnym raczej też go nie będzie).
    Pozoastałe recepty powinien przeczytać każdy dyrektor opery - zwłaszcza poznańskiej, gdzie gra się co raz mniej spektakli, z sezonu na sezon i nie myśli się wogóle o promocji Teatru i Artystów za granicą! A do Poznania z Berlina jest bliżej niż do Wrocławia.
    Druga sprawa, to jak Pani Dyrektor eksploatuje artystów, często po dwóch sezonach muszą odejść ze względu na zmęczenie głosu.
    Widziałem jak dyryguje Pani Profesor i lepiej dla Niej, zeby już się nie męczyła. Jak napisano w książce - wywiadzie: "Artystyczna Uczciwość" (s.22), już po pierwszym egzaminie zdała sobie sprawę że trema ją tak paraliżuje, iż o swobodnym kontrolowaniu apatratu wykonawczego nie może być mowy i z moich obserwacji wynika, ze tak pozostaje do dzisiaj.
    Troche gorzko to wyszło, a miało byc o pięknie "Poławiaczy Pereł", to może na osłodę fragment poznańskiego spektaklu: http://youtu.be/EkrleUaKTtM

    Komentarz ostatni edytowany około 4 lat temu przez Szujski
    1
  • Ta wypowiedź musi się spotkać z reakcją. Jeżeli chodzi o Poławiaczy pereł, to niech Pan przeczyta tę wypowiedź ze zrozumieniem, przecież Pani Ewa wystawiła tę operę w Krakowie. Co do recept - pełna zgoda, wspaniały przykład działalnosci w obecnych czasach. Natomiast druga częsć Pana wypowiedzi budzi zdecydowany protest. Nie znam szczegółów i mogę się mylić co do nadmiernej eksploatacji spiewakow. Nie przypuszczam, żeby do tego dochodziło znając wielkie doswiadczenie w kierowaniu operą Pani Profesor. Nie można czegos powiedzieć bez dowodów. Czekam na przykłady. No to jeszcze mogę zniesć, natomiast Pana wypowiedź o dyrygenturze Pani Ewy przekroczyła pewna granicę. Jaką - każdy może sam ocenić. Ja swojej nie mogę napisać, żeby nie narazić się naszym My, co obiecałem. Żeby kogos oceniać, to trzeba się na tym znać i mieć uprawnienia. Co innego w kategoriach: podoba mi się lub nie i w tym można się wypowiadać. Natomiast dyletant (nie odnoszę to do Pana) nie może oceniać czegos na czym sie nie zna (techniki). Z Pana wypowiedzi wynika, że Pani Michnik dyryguje przez cała karierę stremowana i sparaliżowana. Nie mogę Panu odmówić zajęcia takiej oceny. Ale co innego mieć ją dla siebie a co innego obwieszczać ją całemu swiatu, bo to kryje pewne niebezpieczeństwo. Jakie ? kazdy może ocenić. Moze Pan nie wie, to Panu powiem, że główną prace z orkiestrą przeprowadza sie na próbach a na przedstawieniach mozna dyrygować bardzo oszczędnie co widać było wczoraj na Mezzo - na przykładzie Ericha Kleibera. Technika dyrygencka to sprawa drugorzędna, nie ona decyduje o poziomie wykonania. No i na koniec - Pana rada - żeby się nie męczyła, tu już Pan przekroczył granicę, jaką - powiem: dobrego wychowania (delikatnie mówiąc).

    0
  • Dziękuję, za uwagi Pana Dodka!
    Podtrzymuje, jednak zdanie co do dyrygowania Pani Profesor i zaznaczam, że wiem o czym mówię. Osobiście widziałem co robi Pani Michnik za pulpitem, zarówno na próbach jak i na spektaklach.
    Swoje sądy wypowiadam korzystając szczodrze z pewnej anonimowości forum internetowego. Wprost nie potrafię, wszak Pani Dyrektor jest procodawcą.
    Do tego szczerze się przyznaję i nie przepraszam nikogo!

    Komentarz ostatni edytowany około 4 lat temu przez Szujski
    0
  • Dzięki wielkie za wywiad.
    No i nie mogę się tu powstrzymać od refleksji bardzo osobistej.
    Między 1972 a 1978 rokiem była pani profesor dyrygentem Filharmonii Zielonogórskiej. Ja byłem wtedy uczniem jednego z zielonogórskich liceów. Żyliśmy wtedy muzyką i owszem - ale muzyka poważna? To był dopiero obciach. Słuchało sie Led Zeppelin lub Budki Suflera.
    I cóż się wydarzyło. Otóż pojawiły sie w mojej szkole bezpłatne, miesięczne karnety do filharmonii. I było ich chyba z pięćdziesiąt. W pierwszej chwili wydawało się, że nikt się po nie nie schyli. Jakie było powszechne zdziwienie, gdy okazało się, że liczba chętnych zdecydowanie przekracza liczbę karnetów. I tak oto dzięki temu, przez trzy lata, co piątek byłem na koncercie i co piątek widziałem dyrygującą Panią Ewę Michnik.
    Dzięki Pani Ewie, jeśli chodzi o miłość do muzyki, jestem tu gdzie jestem.
    Jeszcze raz serdeczne pozdrowienia.

    0
  • Z dużą przyjemnoscią przeczytałem ten swietny wywiad z najwybitniejszą moim zdaniem osobowoscią opery w Polsce. Moje wielowątkowe opinie o operze zostały potwierdzone w tym wywiadzie - tym wieksza przyjemnosć. Oprócz tego dowiedziałem się o funkcjonowaniu teatru operowego i problemów z tym związanych. Jednym z wątków (nie poruszonych ale związanych z tym) jest osoba kierująca teatrem operowym. W tym przypadku Pani Ewa Michnik kieruje Operą Wrocławską jednoosobowo. I to jest najwłasciwsze rozwiązanie pod warunkiem, że musi to być wybitna osobowosć. Problem z tym, że nie ma w Polsce poza Nią takich osobowosci. Wobec tego kierują operą dyrektorzy naczelni i artystyczni (w domysle muzyczni). To rozwiązanie - częstsze - też jest dobre. A co mamy w rzeczywistosci ? Znam sytuację tylko w dwóch operach: w Narodowej - dyrektorem artystycznym jest (znany dla mnie, dla innych wybitny) reżyser teatralny, a w Operą Bałtycką kieruje jednoosobowo też reżyser teatralny. To też może być do przyjęcia, ale ocenia się ogólnie mówiąc działalnosć muzyczną, w tym repertuar. Moja ocena jest w obu przypadkach negatywna. Natomiast w Operze Wrocławskiej - repertuar jest bogaty i swietny, bo zachowane są własciwe proporcje między klasyką i współczesnoscią Wielka szkoda, że Pani Ewa Michnik nie działa w Warszawie, bo tylko Ona moglaby podniesć Narodową na poziom jaki zasługuje.
    Następna sprawa to imponująca działalnosć pozasceniczna w Operze Wrocławskiej - przedstawienia plenerowe i halowe. To budzi zazdrosć. Osobny wątek to imponująca działalnosć dyrygencka - 94 premiery oper. Kobieta dyrygent to rzadkosc, jeszcze większa w operze. Wiele trudnosci i przeszkód z nią związanych i tylko wybitna, silna osobowosć może temu podołać. Pani Ewa Michnik kierowała Operą Krakowską i obecnie Wrocławską po kilkanascie lat - to swiadczy o jej zasługach i osiągnięciach. W obu przypadkach miała olbrzymie problemy związane z brakiem sceny i dała sobie radę. Do Wrocławia została nawet "sciągnięta podstępnie" (żart) wobec remontu sceny. No i dała sobie radę również ze strajkiem. Wystawienie Pierscienia było marzeniem Pani Ewy i się swietnie spełniło z wielkim sukcesem. Przez moje kilkadziesiąt lat zainteresowania operą nazwisko Pani Ewy przewijało się bardzo często i bardzo żałuję, że nie widziałem Jej za pulpitem, a może jeszcze zobaczę - najchętniej na Wagnerze ?

    0
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)