opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Wiadomości

Teatry w Polsce

Teatr Wielki w Poznaniu

Teatr Wielki w Poznaniu

Mucha w kosmosie

Autorka: Drusilla

Space Opera - Teatr Wielki w Poznaniu
Kliknij, aby powiększyć...

Spora część znanych mi miłośników opery (siebie również do tej grupy zaliczam) z większą lub mniejszą rezerwą odnosi się do dzieł współczesnych. A przecież był czas, kiedy repertuar składał się głównie z oper całkiem świeżych – barok poszedł w odstawkę, w teatrach rozbrzmiewały utwory tworzone przez żyjących kompozytorów, normą było wywoływanie (lub wybuczenie) autora na prapremierze. Ciągle powstawały nowe dzieła, a kiedyś tam zgromadzeni w teatrze widzowie właśnie po raz pierwszy wsłuchiwali się w takty Don Giovanniego, Łucji czy Otella…

Z jednej strony tęsknię za podobnymi czasami, bo przyjemnie byłoby być świadkiem narodzin jakiejś XXI-wiecznej "Traviaty". Ale z drugiej strony na hasło „opera współczesna” zapala mi się w mózgu ostrzegawcza lampka. Kiedyś z takiej wyszłam w czasie przerwy i był to jak dotychczas jedyny w mojej karierze operomaniaka przypadek, kiedy nie dotrwałam do końca spektaklu. Ponieważ jednak od jakiegoś czasu staram się nie opuszczać żadnego nowego przedstawienia w poznańskim Teatrze Wielkim, wybrałam się – choć nie bez obaw – na „Space Opera” młodego polskiego kompozytora Aleksandra Nowaka.

Obawy były jednak w dużej mierze na wyrost, bo muzyka zdecydowanie nie prowokowała do opuszczeniu gmachu w czasie przerwy. Okazała się całkiem przystępna, skierowana do szerokiego grona odbiorców; myślę, że z powodzeniem mogłaby ilustrować jakiś psychologizujący film sf. Niektóre fragmenty, szczególnie chóralne i instrumentalne robią naprawdę duże wrażenie. Całość jest bardzo przestrzenna, sugestywna, choć momentami wydawała się nieco monotonna, ale w pewnym sensie ta monotonia jest też treścią opery.

Space Opera - Teatr Wielki w Poznaniu zdjęcie (c) Bartłomiej Jan Sowa opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
 Zdjęcie (c) Bartłomiej Jan Sowa
Kliknij, aby powiększyć...

Autorem libretta jest bułgarski pisarz Georgi Gospodinow. Akcja rozgrywa się bezpośrednio przed i w trakcie pierwszego załogowego lotu na Marsa, w której uczestniczy małżeństwo, Adam i Ewa (jakżeby inaczej ;)). W czasie tej trwającej w sumie 500 dni podróży musi dojść do konfliktu, który – wbrew modnym obecnie teoriom - obnaża całkowicie odmienne priorytety obojga bohaterów, ich inne oczekiwania wobec życia i drugiej osoby. Mężczyzna za wszelką cenę chce zrealizować swoje dziecięce marzenia, postawić stopę tam, gdzie jeszcze nikt nie był. Kobieta pragnie bliskości, normalnej rodziny. Pomimo wątpliwości decyduje się ona na udział w wyprawie, aby być blisko męża i usiłować „cieszyć się jego szczęściem”. On jest w stanie całkowicie zrezygnować z prywatności, zgadzając się na nieustanny monitoring pojazdu i transmisję telewizyjną. Na dodatek musi w tej kwestii okłamać żonę, bo wie, że ona nigdy by się na to nie zgodziła. W końcu jednak obojgu podróż przyniesie spełnienie.

W tę ludzką historię wpleciony jest pozornie lżejszy wątek owadzi, bowiem na pokładzie statku ukrywa się niezupełnie przypadkowy pasażer w postaci muchy, wokalnie przedstawionej przez dwa głosy – sopran i kontratenor. Mucha nie do końca jest muchą, a może raczej – jest nie tylko muchą. To bardzo złożona postać, której sens istnienia w tej opowieści można odczytywać na różne sposoby.

Space Opera - Teatr Wielki w Poznaniu zdjęcie (c) Bartłomiej Jan Sowa opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Zdjęcie (c) Bartłomiej Jan Sowa
Kliknij, aby powiększyć...

"Space Opera" to także bardzo dobrze skonstruowane widowisko teatralne. Oszczędna scenografia składa się najpierw ze złożonego z kilku elementów pokoiku, w którym bohaterowie spędzają ostatnią noc na Ziemi. Później jest tylko przedstawiony z futurystyczną prostotą symboliczny statek kosmiczny. Odpowiedni nastrój (poza muzyką, oczywiście) budują ciekawe projekcje w tle i umiejętne operowanie światłem. Pomysłowo wykorzystano również dwa poziomy sceny. Pani reżyser (i zarazem scenograf) Ewelina Pietrowiak pokazała, że prostymi środkami można stworzyć interesujące i wciągające widowisko. Duże brawa dla wszystkich realizatorów spektaklu!

Z wykonawców bardziej spodobały mi się panie, choć wszyscy spisali się bardzo dobrze. W rolę Ewy przekonująco wcieliła się Magdalena Wachowska – ciekawy, mocny mezzosopran i staranna dykcja. Partnerujący jej Bartłomiej Misiuda (Adam) to kolejny interesujący baryton młodszego pokolenia, na którego warto zwrócić uwagę. W podwójnej roli Muchy wystąpili Martyna Cymerman (znana mi już z roli Neddy w "Pajacach") oraz Tomasz Raczkiewicz – oboje świetnie dostosowali się do groteskowej konwencji tej roli. Niełatwe partie chóralne, o których pisałam powyżej, zostały doskonale wykonane przez poznański zespół, a mnie szczególnie urzekł prolog.

Wszystkim, którzy obawiają współczesnej muzyki bardzo polecam „Space Opera”, która poza interesującą muzyką i librettem, jest też wciągającym widowiskiem teatralnym. W tym sezonie będzie jeszcze okazja w kwietniu.

 

Czytaj więcej: Mucha w kosmosie

"Space Opera" - premiera w Teatrze Wielkim w Poznaniu

Space Opera w Teatrze Wielkim w Poznaniu
Kliknij, aby powiększyć...

Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu zaprasza na premierę prawdziwie kosmicznej opery "Space Opera" – premiera 14 marca. Będą tacy, którym jej tytuł skojarzy się z arcydziełem Stanleya Kubricka. Będą i tacy, którym przywiedzie na myśl operę mydlaną, tyle że rozgrywającą się w przestrzeni kosmicznej. I jedni, i drudzy się nie pomylą. Aleksander Nowak we współpracy z librecistą Georgim Gospodinowem – bułgarskim pisarzem średniego pokolenia, którego zwą czasem „ironistą rozpaczy” – opowiedzą o pierwszej załogowej wyprawie na Marsa. Głosami małżeńskiej pary astronautów w średnim wieku, podróżującej na gapę muchy, kierownika lotu – mężczyzny o niezbyt czystych intencjach – oraz chóru reprezentującego już to muszki owocowe, już to resztę ludzkości. Przyjdzie pora na refleksję, czy byliśmy gotowi na ten Kosmos i czy przypadkiem trochę się nie pośpieszyliśmy?

Premiera: 14 marca 2015, godz. 19:00
Następne spektakle: 15 marca, 22 kwietnia 2015

Aleksander Nowak
Space Opera
Kierownictwo muzyczne: Marek Moś
Reżyseria: Ewelina Piotrowiak
Scenografia: Katarzyna Nesteruk

Wystąpią:
Ewa: Helena Zubanovich/Magdalena Wachowska
Adam: Bartłomiej Misiuda
Mucha/Łajka: Martyna Cymerman, Tomasz Raczkiewicz
Producent/Beduin: Damian Konieczek/Andrzej Ogórkiewicz

"Cavalleria Rusticana i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu

Piotr Nędzyński photo (c) Marek Grotowski opublikowane dzięki uprzejmości Opery Wrocławskiej
Piotr Nędzyński
Autor: Piotr Nędzyński
znawca opery i muzyki klasycznej, twórca programu telewizyjnego "Wokół Wielkiej Sceny"
"Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu zdjęcie (c) Marta Stawska
"Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu
zdjęcie (c) Marta Stawska; kliknij, aby powiększyć...

Najnowsza premiera na scenie poznańskiego Teatru Wielkiego (premiera 31.01.2015) wywołała ożywione dyskusję. W pewnym – bardzo elitarnym co prawda, a więc nietypowym gronie, w którym spotykamy się regularnie co trzy tygodnie na kolacji od ponad trzydziestu lat, aby porozmawiać po niemiecku, pani profesor germanistyki zadała mi zasadne pytanie: po co publiczność chodzi do opery? Otóż nie ma jednej odpowiedzi. Trzeba by zresztą przeprowadzić badania socjologiczne, a ja tego nie zrobię. Mogę zatem jedynie powiedzieć, po co ja chodzę do opery. Otóż z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby posłuchać ulubionych śpiewaków - najchętniej w nowych partiach - albo nowych, nieznanych mi jeszcze śpiewaków. Po drugie, aby zobaczyć nową inscenizację. No ale ja jestem zawodowym krytykiem. Podstawowy repertuar, dokładnie tak jak Piotr Kamiński, któremu przy okazji dziękuję za miłe słowa w arcyciekawym wywiadzie na „opera.info.pl”, poznałem jeszcze w szkole podstawowej, ewentualnie w liceum, chodząc regularnie, parę razy w miesiącu do Opery Poznańskiej, słuchając radia, a potem także płyt. Z Piotrem Kamińskim poza długą znajomością, sięgającą czasów liceum, łączy mnie bardzo wiele, jeśli chodzi o poglądy na operę (znowu odsyłam do wspomnianego wywiadu), a przede wszystkim to, że obaj większość repertuaru, śpiewaków, dyrygentów poznaliśmy z nagrań gramofonowych i obaj zgromadziliśmy w ciągu długiego życia (Piotr jest o rok młodszy) w swoich płytotekach prawie wszystko, co nagrano. Jeśli chodzi o przedmiotowe opery Mascagniego i Leoncavalla, każdą mam w ponad trzydziestu nagraniach studyjnych bądż dokonanych „na żywo”, a jeśli znajdzie się coś nowego w archiwach operowych świata i ktoś to wyda, to z pewnością kupię.

"Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu zdjęcie (c) Marta Stawska
"Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu
zdjęcie (c) Marta Stawska; kliknij, aby powiększyć...

Podobną do mojej odpowiedź na pytanie, po co chodzą do opery, daliby z pewnością krytycy, których corocznie od 1985 roku spotykam na Festiwalu w Salzburgu, gdzie należę do grona kilku najdłużej tam obecnych. Coś mi się zresztą zdaje, że jestem rekordzistą, niestety. W tym czasie widziałem tam co najmniej po pięć inscenizacji najważniejszych oper Mozarta, żeby wspomnieć tylko tego kompozytora. Każda oddawała jakoś, mniej czy bardziej udanie, zmieniające się mody. W każdym razie na pytanie, które padło we wspomnianej na wstępie dyskusji, czy nie można pokazać CAVALLERII tak jak chciał librecista, czyli na Sycylii, a PAJACÓW w Kalabrii, i to w XIX wieku, odpowiedź brzmi: można, tylko, że byłoby to cofnięcie się co najmniej do lat 80-tych ubiegłego wieku. Tylko pierwszy DON GIOVANNI, którego widziałem w Salzburgu jeszcze w erze von Karajana (zmarł w roku 1989) i pod jego dyrekcją, rozgrywał się w Sewilli, to znaczy w dekoracjach pokazujących Sewillę i w kostiumach z epoki. A jeden odbył się cały, od początku do końca, w lesie na obrotowej scenie. W dodatku ten był chyba najbardziej interesujący. Widziałem go dwa razy. Drugi raz z Aleksandrą Kurzak w partii Donny Anny.

W latach 90-tych XX wieku nadeszła moda na ascetyczne, jednobarwne dekoracje złożone z klocków o różnych kształtach geometrycznych i absolutnie współczesne kostiumy, czyli w istocie brak kostiumów w zwyczajowo przyjętym sensie tego słowa, bo na scenie oglądaliśmy mniej więcej tak samo ubranych ludzi, jak na widowni. Pamiętam Festiwal  (nie chce mi się sprawdzać roku) w erze legendarnego zresztą Gerarda Mortiera, na którym byli TROJANIE Berlioza, dwie opery Mozarta, jedna Richarda Straussa, chyba coś Glucka i coś Monteverdiego, każda oczywiście inscenizowana przez kogoś innego. Panowie w prawie każdym z tych przedstawień występowali w garniturach, panie miały suknie bardziej zróżnicowane, powiedzmy: oddające charakter postaci. Natomiast dekoracje różniły się tylko kolorem i kształtem użytych klocków tak, że odnosiłem wrażenie, że każdą z tych oper można by rozegrać w scenerii z poprzedniego albo następnego dnia i poza twórcami, nikt by się nie zorientował. Publiczności z pewnością byłoby to obojętne. Tego jednak nawet dla mnie było już za dużo i poczułem się zirytowany. Ale monotonią pomysłów, a nie odejściem od konkretnie zaznaczonego w libretcie miejsca i czasu akcji.

"Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu zdjęcie (c) Marta Stawska
"Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w Poznaniu
zdjęcie (c) Marta Stawska; kliknij, aby powiększyć...

W dzisiejszym teatrze operowym autor inscenizacji jest bogiem. Doszło już nawet do tego, że mówi się na przykład TRAVIATA Trelińskiego (niektórzy dodają jeszcze, że z Herbuś). Budzi to mój protest, bo dla mnie jednak najważniejsza jest muzyka, a w niej śpiewacy. Ale fakt pozostaje faktem i ma też swoje dobre strony, bo każda premiera dodatkowo zaciekawia. Ja powiem tylko, że inscenizator może bardzo wiele wymyślić, byle pozostał wierny podstawowej materii dzieła, czyli muzyce i stworzył widowisko wewnętrznie spójne, zachowujące zasady logiki. Oczywiście najlepiej, jeśli w łączności z muzyką działa na emocje słuchaczy i ma im coś istotnego do powiedzenia. Co prawda zdarzyło mi się w Salzburgu widzieć, i to dwa razy, UPROWADZENIE Z SERAJU w inscenizacji debiutującego wówczas, a dzisiaj słynnego norweskiego reżysera Stefana Herheima, które w ogóle było nie na temat. Konstancja i Belmonte wchodzili na proscenium podczas uwertury nago i rozgrywali niemą scenę, Osmina nie było w ogóle, jego rolę grała chyba automatyczna pralka, a głównym tematem był strach młodych bohaterów przed małżeństwem. Większość publiczności protestowała głośno, krytycy się podzielili, reżyser zrobił superkarierę. Na jednym z przedstawień w 2003 roku Jonas Kaufmann, który śpiewał Belmonta, zawołał do krzykaczy na widowni, że każdy może sobie iść do domu, jeśli woli nie oglądać. A ja się naprawdę śmiałem i chociaż wykraczało to poza moje rozumienie roli inscenizatora w operze, wszystko razem bardzo mi się podobało.

Czytaj więcej: "Cavalleria Rusticana  i Pagliacci" w Teatrze Wielkim w...

Dwa spojrzenia na weryzm

Autorka: Drusilla

Rycerskość wieśniacza i Pajace w Tetarze Wielkim w Poznaniu
Kliknij, aby powiększyć...

Ostatniego dnia stycznia Teatr Wielki w Poznaniu zaprosił widzów na premierę „Rycerskości wieśniaczej” Pietro Mascagniego oraz „Pajaców” Ruggiero Leoncavalla, tradycyjnie wystawianych razem. Kierownictwo muzyczne objął Gabriel Chmura, a realizację powierzono dwóm reżyserom: Leszkowi Mądzikowi („Rycerskość…”) i Krzysztofowi Cicheńskiemu („Pajace”), przy czym dla obu były to operowe debiuty. Stworzyli oni widowiska całkowicie odmienne, różniące się niemal wszystkim, choć pracowali nad dziełami mającymi ze sobą wiele wspólnego i reprezentującymi ten sam nurt weryzmu.

Założenia weryzmu można streścić fragmentem Prologu z „Pajaców”: „autor chciał przedstawić wam kawałek życia. Jego motto brzmi: artysta jest człowiekiem i dla ludzi ma pisać. A jego inspiracją jest prawdziwe życie”. Szczerze mówiąc – mało mnie to przekonuje, bo jako odbiorca też jestem człowiekiem i uważam, że „kawałek życia”, a już jak najbardziej prawdziwe, ludzkie emocje można równie dobrze przedstawić w kostiumie mitycznym, fantastycznym czy historycznym. Ból Wotana żegnającego się z córką potrafi mnie poruszyć równie mocno, jak rozpacz zdradzonego Cania. Tematyka ma, moim zdaniem, mały wpływ na autentyzm, a żeby było naprawdę „jak w życiu” – tego środkami operowymi pokazać się nie da.

Leszek Mądzik nawet nie podejmuje takiej próby - „Rycerskość” nie przenosi nas do sycylijskiej wioski, rozgrywa się w scenerii bardzo symbolicznej. Po obu stronach sceny wznoszą się czarne chropawe ściany, niczym mury ponurego zamczyska, a w głębi nieustannie obraca się konstrukcja z podobnych ścian. Jedynym rustykalnym elementem jest trzcinowy płotek wzdłuż biegnących ukośnie schodów na bocznych ścianach. Na tle czarno ubranych chórzystów wyróżniają się barwne stroje protagonistów, stylizowane na XIX-wieczne, ale bynajmniej nie wieśniacze. Światło jest wyjątkowo skąpe, na scenie często panuje półmrok. W efekcie daje to dość przygnębiające wrażenie. Co prawda sama historia do wesołych nie należy, ale jak na mój gust została przedstawiona zbyt ponuro i mrocznie. Ale taka wizja mogła się podobać, słyszałam niemało pozytywnych opinii.

A co z emocjami? W czasie wieczoru premierowego niestety nie było ich tyle, ile można się spodziewać. Helena Zubanovich jako Santuzza śpiewała mocnym, nośnym głosem, ale wszystko wypadło jakoś zbyt jednolicie. Znacznie więcej zróżnicowania i niuansów było w interpretacji Barbary Kubiak, która wystąpiła w drugiej obsadzie. W roli Turridu na premierze usłyszeliśmy gruzińskiego tenora George’a Oniani, który dysponuje głosem o urzekającej barwie, z lekkością poruszającym się po całej skali i szczególnie ładnymi górami. Minusem było nieco drewniane aktorstwo i pod tym względem lepiej wypadł następnego dnia Wojciech Sokolnicki. Wokalnie zaprezentował się on też całkiem dobrze, choć nie bez drobnych usterek. Znakomicie spisali się odtwórcy ról drugoplanowych: Jaromir Trafankowski jako Alfio i Sylwia Złotkowska w roli Mammy Lucii. No i chór, a szczególnie przejmująco zaśpiewana „Regina Coeli”!

Niemniej jednak pierwsza odsłona pozostawiła po sobie pewien niedosyt, choć muszę przyznać, że z tą operą mam pewien problem. I w sumie nie wiem, dlaczego: muzyka piękna, temat bardzo operowy, emocje aż kipią… Ale ja jakoś nie potrafię poddać się tym emocjom.

Po przerwie znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie, tym razem znacznie bardziej realistycznym, w szeroko pojętych czasach współczesnych (trudno określić dokładniejsze ramy czasowe, bo na scenie pojawia się zarówno smartfon, jak i bardzo archaiczny mikrofon). Akcja rozpoczyna się w zaniedbanym postindustrialnym budynku, a później, za przyczyną pomysłowo rozsuwanych dekoracji, znajdujemy w pomieszczeniu z miejscem dla widowni, gdzie odbywa się przedstawienie. Wrażliwa na piękno Nedda najwyraźniej źle czuje się w tym obskurnym świecie; nic więc dziwnego, że wyróżniający się strojem i zachowaniem Silvio łatwo przekonuje ją do wspólnej ucieczki.Ta wizja zdecydowanie bardziej mnie przekonała, niż w przypadku "Cavalerii".

Tym razem nie można było narzekać na brak emocji. Mam wrażenie, że George Oniani w roli Cania czuł się swobodniej, a koronna aria zabrzmiała niezwykle przejmująco. Nedda Romy Jakubowskiej-Handke może nie była idealna, ale została zaśpiewana rzetelnie i przekonująco. Drugiego dnia miłą niespodzianką była Martyna Cymerman, którą słyszałam po raz pierwszy: bardzo przyjemny i świeży głos.

Michała Partykę chwaliłam już kiedyś przy okazji „Portretu” Wajnberga, a interpretacją roli Silvia utwierdził mnie tylko w dobrym zdaniu na jego temat. Jednak prawdziwą rewelacją okazał się zaledwie dwudziestoletni Andrzej Filończyk w roli Tonia. Zaśpiewał on również prolog, po którym rozległy się najbardziej żywiołowe owacje tego wieczoru. Głos o pięknej barwie, nośny i swobodny, a do tego spore wyczucie aktorskie – po prostu naturalny talent! Jeśli tylko mądrze będzie nim dysponował, ma szansę zajść naprawdę wysoko.

Czytaj więcej: Dwa spojrzenia na weryzm

"Cavalleria rusticana/Pagliacci" - premiera w Teatrze Wielkim w Poznaniu

Rycerskość wieśniacza Teatr Wielki w PoznaniuCAVALLERIA RUSTICANA / Rycerskość wieśniacza

Pietro Mascagni
opera w jednym akcie
libretto Giovanni Targioni-Tozzetti & Guido Menasci
na podstawie opowiadania Giovanniego Vergi
oryginalna włoska wersja językowa z polskimi nadpisami

kierownictwo muzyczne: Gabriel Chmura
reżyseria, scenografia, reżyseria świateł, plakat: Leszek Mądzik
ruch sceniczny: Zbigniew Szymczyk
współkreacja świateł: Marek Rydian
kierownictwo chóru: Mariusz Otto
asystent scenografa: Sławomir Szondelmajer

Obsada:
Santuzza - Barbara Kubiak / Helena Zubanovich
Turiddu - George Oniani / Wojciech Sokolnicki
Alfio - Stanisław Kuflyuk / Jaromir Trafankowski
Mamma Lucia - Sylwia Złotowska
Lola - Monika Mych-Nowicka / Magdalena Wilczyńska-Goś
chór, balet i orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu

ajace Teatr Wielki w PoznaniuPAGLIACCI / Pajace

Ruggiero Leoncavallo
opera w dwóch aktach z prologiem
libretto kompozytora
oryginalna włoska wersja językowa z polskimi nadpisami

kierownictwo muzyczne: Gabriel Chmura
reżyseria: Krzysztof Cicheński
dekoracje: Magda Flisowska
kostiumy: Julia Kosek
reżyseria świateł: Marek Rydian
kierownictwo chóru: Mariusz Otto

Obsada:
Canio (Pagliaccio) - George Oniani / Wojciech Sokolnicki
Neda (Colombina) - Roma Jakubowska-Handke / Magdalena Nowacka / Martyna Cymerman
Tonio (Taddeo) - Andrzej Filończyk / Jaromir Trafankowski
Silnio - Stanisław Kuflyuk / Michał Partyka
Beppe (Arlecchino) - Karol Bochański / Marek Szymański
chór, balet i orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu

Premiera: 31 I 2015, godz. 19:00
Następne spektakle: 1, 3 (opera dla studenta), 8 II 2015; 28, 29, 31 III 2015

Premierze towarzyszyć będą następujące wydarzenia:

27 stycznia, wtorek, godz. 13:00, foyer I piętra Teatru
Spotkanie z realizatorami i artystami, otwarte dla publiczności i mediów. Wezmą w nim udział m. in. Gabriel Chmura, Leszek Mądzik, Krzysztof Cicheński, soliści. Spotkanie poprowadzi Michał J. Stankiewicz

30 stycznia, piątek, godz. 16:00, foyer I piętra Teatru
Wykład muzykologów Fluvio Venturiego i Marcina Gmysa, poświęcony operom Cavalleria rusticana i Pagliacci.
Prowadzenie: Marcin Gmys, Michał J. Stankiewicz
Partner: Włoski Instytut Kultury

31 stycznia, sobota, w przerwie spektaklu premierowego, foyer I piętra Teatru
Wernisaż wystawy prac Moniki Ekiert-Jezusek

Więcej informacji na stronach Teatru Wielkiego w Poznaniu

Słowicze czary w Poznaniu

Autorka: Drusilla

Dzieckoi Czary oraz Slowik w Teatrze Wielkim w Poznaniu
Kliknij, aby powiększyć...

Pierwszą premierą tegorocznego sezonu w Teatrze Wielkim w Poznaniu był spektakl przeznaczony dla dzieci, złożony z dwóch oper: „Dziecko i czary” Ravela oraz „Słowik” Strawińskiego, przy czym ta pierwsza nie była jeszcze u nas wystawiana. Oba te utwory powstały mniej więcej w tym samym czasie. Nie jest to muzyka najłatwiejsza, ale dobrze nam znany reżyser Ran Arthur Braun wraz ze scenografem Justinem C. Arienti potrafili stworzyć fantastyczne i kolorowe widowisko, z wartką i przyciągającą uwagę akcją. Niewątpliwie można zapisać to wydarzenie po stronie sukcesów.

Dziecko i czary Teatr Wielki w Poznaniu; zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
 Kliknij, aby powiększyć...

„Dziecko i czary”, którego libretto stworzyła francuska pisarka Colette wespół z kompozytorem, to zabawna opowieść z morałem. Niegrzeczne Dziecko za karę zostaje zamknięte samo w pokoju, gdzie wyładowuje złość na otaczających je sprzętach. Pokrzywdzone przedmioty nagle ożywają, skarżąc się na złe traktowanie. Z kominka wyskakuje Ogień, któremu też się dostało pogrzebaczem, pojawia się Księżniczka, wyrzucając chłopcu podarcie książki, której jest bohaterką. Wszyscy grożą małemu urwisowi, a prawdziwym koszmarem jest Staruszek-Arytmetyka, przybywający ze skomplikowanymi zadaniami i działaniami, dowodzący grupą cyfr. Następnie (niewątpliwie za sprawą czarów) przenosimy się do ogrodu, gdzie gadające Drzewo i Zwierzęta również skarżą się na doznane wcześniej ze strony Dziecka krzywdy. Kiedy już mają go ukarać, chłopiec w przypływie skruchy opatruje ranę zranionej Wiewiórce. Kary więc nie będzie, a wezwana na pomoc Mama (którą na początku chłopiec chciał „posadzić w kozie”) sprawia, że wszystko wraca do naturalnego porządku.

Dziecko i czary / Słowik Teatr Wielki w Poznaniu; zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Teatru Wielkiego w Poznaniu
Kliknij, aby powiększyć...  

Dynamiczna akcja opery rozgrywa się na ogromnym białym fortepianie, a przez scenę przewija się korowód różnorodnych postaci w barwnych i oryginalnych kostiumach. Pojawiają się ożywione przedmioty, między innymi czajniczek, filiżanki, zegar, kartki z podartej książki oraz mówiące zwierzęta: koty, nietoperze, żabki, ważka, wiewiórka i wiele innych – w tym także słowik. Większość postaci to tancerze, a soliści śpiewają ich partie zza kulis. Dzięki interesującym układom choreograficznym (opracowanym przez samego reżysera) na scenie cały czas dzieje się coś ciekawego i zabawnego. Doskonałym pomysłem okazało się nietypowe umieszczenie chóru – poszczególne głosy zostały rozmieszczone grupami na parterze widowni i jaskółkach. Dało to niesamowity efekt akustyczny, a chórzyści wykazali się niełatwym w takiej sytuacji doskonałym zgraniem. Operę wykonano w oryginale, co może dzieciom utrudniać odbiór, jednak myślę, że cała historia jest na tyle prosta i klarowna, że nie powinno być z tym zbyt wielkiego problemu.

Najwięcej do zaśpiewania miała odtwórczyni głównej roli, Katarzyna Włodarczyk. Poradziła sobie z tym zadaniem znakomicie, wykazując się też dużym talentem aktorskim. Pozostałe partie nie są zbyt wielkie, choć niektórzy soliści wcielali się w dwie lub trzy różne postaci. Wszyscy spisali się bardzo dobrze (choć momentami te głosy zza sceny były słabo słyszalne), a szczególnie spodobała mi się Natalia Puczniewska w roli Księżniczki oraz Piotr Friebe jako Staruszek i Ropuszka.

Libretto „Słowika” powstało na podstawie znanej baśni Andersena (chyba nie ma potrzeby streszczania); jest to opowieść bardziej refleksyjna, trudniejsza i przeznaczona raczej dla starszych dzieci. Może właśnie dlatego realizatorzy zdecydowali, że ta część będzie śpiewana po polsku. W muzyce Strawińskiego pobrzmiewa dalekowschodnia melodyka, a w orkiestrze ważną rolę pełnią flety, odgrywające słowicze trele. Reżyser tu również wykazał się dużą inwencją i efektownymi pomysłami. Główna partia jest wykonywana zza kulis, a na scenie w Słowika wciela się rewelacyjna tancerka Shino Sakurado, która wykonuje też akrobacje szybując ponad sceną. Natomiast Mechaniczny Słowik, którego przywożą w darze Posłowie Japońscy, prezentuje się w efektownym układzie breakdance, co niezmiernie mi się spodobało – świetny pomysł na ukazanie odmienności między ptaszkiem prawdziwym i sztucznym. Chórzyści mają na głowach świecące abażury z frędzelkami, a Rybak sunie po scenie na poruszanej wiosłem łódce.

Tytułowa rola jest partią bardzo trudną, wymagającą sporych umiejętności technicznych. Pięknie wykonała ją Małgorzata Olejniczak-Worobiej, która znakomicie poradziła sobie z wszystkimi koloraturami, a glos, pomimo że dobiegał zza sceny, był dobrze słyszalny. Ponadto dużą przyjemność sprawiło mi słuchanie Moniki Mych-Nowickiej w roli Kucharki oraz Rafała Korpika jako Szambelana. Sympatycznie wypadli też trzej panowie tworzący chórek Posłów Japońskich.

Kierownikiem muzycznym tej produkcji Grzegorz Wierus, ale widzianym przeze mnie przedstawieniem, ostatnim w tym cyklu, dyrygowała Patrycja Pieczara. Orkiestra pod jej batutą zabrzmiała soczyście i z polotem, a duże brawa należą się bardzo eksponowanej w obu dziełach grupie instrumentów dętych drewnianych.

Czytaj więcej: Słowicze czary w Poznaniu

"Dziecko i czary" oraz "Słowik" - premiera w Poznaniu!

Dziecko i czary oraz Słowik w Teatrze Wielkim w Poznaniu
Kliknij, aby powiększyć...

"Dziecko i czary" Marice'a Ravela oraz "Słowik" Igora Strawińskiego - premiera 25 października w Teatrze Wielkim w Poznaniu.

Dwaj wielcy kompozytorzy w krainie cudowności: w operze Ravela śpiewają meble, zwierzęta i ogień, w baśni lirycznej Strawińskiego śpiewają słowik i śmierć. Obydwa dzieła powstawały w burzliwych czasach, kiedy nawet dorośli czuli nieodpartą pokusę ucieczki ze świata realnego w świat magii, czarów i ułudy. Dwa miesiące po prapremierze "Słowika" wybuchła Wielka Wojna. Ravel zaczął pisać "Dziecko i czary", kiedy służył na jednym z frontów tej wojny jako kierowca ciężarówki. Chory Cesarz z baśni Strawińskiego przezwycięża śmierć dzięki pieśni Słowika. Niegrzeczny chłopiec z fantazji Ravela odkrywa moc współczucia i przebaczenia dzięki zaczarowanej Wiewiórce. Wszystko się dobrze kończy. Dzieci tęsknią za prawdziwymi baśniami. Równie gorąco tęsknią za nimi dorośli.

"Dziecko i czary" Maurice’a Ravela i "Słowik" Igora Strawińskiego należą do najpiękniejszych dzieł operowych dedykowanych dzieciom, niosących uniwersalne przesłanie, jednakowo poruszające widzów młodszych i starszych. Pełne uroku i finezji dzieła stanowią spore wyzwanie dla wyobraźni i rozmachu współczesnych realizatorów. Ponadto trudność inscenizacji wzmaga wymagana liczna obsada – nawet 21 ról solowych, którym towarzyszy chór i orkiestra. To powoduje, że mimo iż cieszą się one uznaniem i popularnością, nie są często wystawiane, a każda ich realizacja wzbudza wielkie zainteresowanie. W najnowszej produkcji Teatru Wielkiego podejmą się tego zadania reżyser Ran Arthur Braun i scenograf Justin C. Arienti. Kierownictwo muzyczne objął Grzegorz Wierus. To wyjątkowa propozycja dla melomanów w każdym wieku!

"Dziecko i czary" Maurice Ravel / "Słowik" Igor Strawiński
kierownictwo muzyczne - Grzegorz Wierus
reżyseria i choreografia - Ran Arthur Braun
scenografia - Justin C. Arienti
reżyseria świateł - Marek Rydian
kierownictwo chóru - Mariusz Otto

Obsada - "Dziecko i czary":
Dziecko - Magdalena Wilczyńska-Goś / Katarzyna Włodarczyk
Ogień / Księżniczka / Słowik - Małgorzata Olejniczak-Worobiej
Arytmetyka / Ropuszka - Marek Szymański / Piotr Friebe
Mama / Chińska Filiżanka / Ważka - Sylwia Złotowska
Fotel / Drzewo - Rafał Korpik / Andrzej Ogórkiewicz
Krzesło / Sówka / Księżniczka - Monika Mych-Nowicka / Natalia Puczniewska
Zegar / Kot - Tomasz Mazur / Jaromir Trafankowski
Czajniczek do Herbaty - Karol Bochański / Piotr Friebe
Kotka / Wiewiórka - Roma Jakubowska-Handke / Galina Kuklina
Nietoperz - Roma Jakubowska-Handke / Galina Kuklina
Pasterz - Tomasz Raczkiewicz
Pasterka - Lucyna Białas
oraz
chór, balet i orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu

Obsada - "Słowik":
Słowik - Małgorzata Olejniczak-Worobiej
Kucharka - Monika Mych-Nowicka / Natalia Puczniewska
Rybak - Mikołaj Adamczak / Piotr Friebe
Cesarz - Tomasz Mazur / Jaromir Trafankowski
Szambelan - Rafał Korpik
Bonza - Andrzej Ogórkiewicz
Śmierć - Sylwia Złotowska
I Poseł Japoński - Marek Szymański
II Poseł Japoński - Romuald Piechocki
III Poseł Japoński - Karol Bochański
oraz
chór, balet i orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu

Premiera: 25 października 2014, godzina 18:00
Następne spektakle: 26, 28, 29 października 2014, godzina 18:00

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)