opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Teksty - sylwetki

Teksty - omówienia

Dwieście lat Verdiego i Wagnera

Serdecznie dziękujemy Operze Wrocławskiej za udostępnienie opera.info.pl tekstu Artura Bieleckiego, który zostanie również opublikowany w programie wydarzenia operowego, jakim będą w dniach od 10 do 20 do marca tego roku Dni Wagnera i Verdiego w Operze Wrocławskiej.

 

Giuseppe Verdi
Richard Wagner

Rok 2013 to w świecie opery czas wyjątkowy: wielkie rocznice Verdiego i Wagnera, dwóch niezrównanych mistrzów teatru operowego XIX stulecia. Czy potrafimy wyobrazić sobie bez nich repertuar współczesnych scen? Nie trzeba chyba odpowiadać na to pytanie.

Ich wspólny jubileusz zbiega się z innymi ważnymi rocznicami muzycznymi. Rok Witolda Lutosławskiego, rok Sergiusza Rachmaninowa, rok Arcangelo Corelliego, rocznica Monteverdiego… Rok jubileuszowy Krzysztofa Pendereckiego. Jednak w każdym teatrze operowym świata te skądinąd wspaniałe wydarzenia muszą zejść na plan dalszy wobec 200. rocznicy urodzin Richarda Wagnera i Giuseppe Verdiego, których dzieła pozostają fundamentem operowego repertuaru.

Urodziny w gronie Romantyków

Jeśli przyjrzeć się bliżej historycznemu momentowi przyjścia na świat Verdiego i Wagnera (1813), staje się jasne, że obaj twórcy nie byli odosobnionymi talentami muzycznymi swojej generacji. Ich młodość przypadła na największy wzlot Romantyzmu. Pokolenie tego niezwykłego w muzyce roku 1810 i lat go „otaczających” świadczy o jakimś nieprawdopodobnym urodzaju genialnych artystów. Pochód rozpoczyna w Austrii Franz Schubert jeszcze pod koniec XVIII wieku (1797), ale jego krótkie życie dzięki natchnionym pieśniom należy już całkowicie do muzycznego romantyzmu. Dołącza Francja z jej heroldem romantyzmu Hectorem Berliozem (1803), łączącym w swej twórczości wielką literaturę z muzyką o symfonicznym rozmachu. Wkrótce na scenie pojawiają się dwaj słynni kompozytorzy z Niemiec: Felix Mendelssohn-Bartholdy (1809), uchodzący za „klasyka wśród romantyków”, oraz Robert Schumann (1810), uduchowione wcielenie romantyzmu, artysta o niezrównanej subtelności uczuć. W tym samym roku (1810) na świat przychodzi „Poeta tonów” Fryderyk Chopin, jeden z romantyków najgenialniejszych i najoryginalniejszych. Rok później (1811) rozpoczyna swoje długie życie Węgier Ferenc Liszt, salonowy lew i król fortepianu, ale też muzyczny poeta, inspirujący się literaturą i religią. Wymieniliśmy tylko największych z tego niezwykłego pokolenia romantyków. Takie jest tło, konkurencja artystyczna i taki duchowy kontekst czasów, kiedy to urodzili się (1813) i wzrastali Giuseppe Verdi i Richard Wagner. A dodać by wypadało do tego kontekstu jakże modną w całej Europie dziewiętnastowiecznej (modną od czasów baroku) operę włoską z jej sztuką pięknego śpiewu (bel canto): Rossini, Donizetti, Bellini. Wobec tej królującej na scenach tradycji opery włoskiej wkrótce młodzi Verdi i Wagner zmuszeni będą zająć własne stanowisko. Poprzez poglądy i własną twórczość.

Wszystkie siły dla opery

Verdi i Wagner to z pewnością najwybitniejsi kompozytorzy operowi XIX wieku. Mimo dzielących ich wielu różnic obaj zmierzali w gruncie rzeczy w podobnym kierunku: ku dramatowi muzycznemu. Verdi osiągał ten cel w sposób naturalny, na drodze stopniowego doskonalenia swojego stylu, artystycznego rozwoju i dojrzewania. Wagner, którego styl również podlegał ewolucji, obudowywał jednak swoje kompozytorskie osiągnięcia publicystyką, rozważaniami estetycznymi, tworzeniem nowych pojęć, wizjonerskim spojrzeniem na sprawy teatru. Verdiemu wystarczały istniejące sceny operowe w różnych krajach i miastach, Wagner zapragnął wybudować nowy teatr w Bayreuth, zaprojektowany przez niego z zamiarem wystawiania tam własnych dzieł. Jak wiadomo, pomysł ten z właściwym sobie rozmachem zrealizował.

Obu kompozytorów łączyła ponadto jeszcze jedna wspólna cecha: operowa specjalizacja. Skoncentrowali się niemal wyłącznie na tworzeniu dzieł operowych. Podejmowane przez nich sporadycznie inicjatywy w zakresie innych gatunków muzycznych („Requiem” Verdiego, pieśni Wagnera) nie należały do zasadniczego nurtu twórczości, choć były w pełni udane. Miłość do opery angażuje niekiedy bez reszty, obaj artyści oddawali się całkowicie operowej twórczości.

Czym właściwie była idea dramatu muzycznego, ku któremu obaj zmierzali? W historii opery często obserwować można dwie przeciwne tendencje. Jedna wiąże się z genezą tego gatunku i polega na próbie ukazania na scenie dramatu poprzez szlachetną syntezę poezji i muzyki, poprzez równowagę wielu elementów podporządkowanych dramaturgii. Druga tendencja jest tego przeciwieństwem i prowadzi do zakłócenia tej szlachetnej syntezy elementów, zaczyna w niej dominować raczej pusta wirtuozeria wokalna, popisy śpiewaków, zaciera się dramaturgia, rodzą się określone konwencje. Zarówno Wagner, jak też Verdi dzięki sile talentu dążyli do uszlachetnienia sztuki operowej, do stworzenia wysublimowanego dzieła, w którym odchodzi się od sztywnych konwencji, a wszystko podporządkowane zostaje dramatowi. Wagner, zmierzając w stronę pojęcia Gesamtkunstwerk (syntetyczne, totalne dzieło sztuki), podjął prawdziwą reformę opery, której owocem był dramat muzyczny („Pierścień Nibelunga”, „Tristan i Izolda”, „Parsifal”). Verdi, na drodze stałego udoskonalania stylu, osiągnął efekty artystyczne porównywalnej rangi. Jego późne, ostatnie operowe dzieła („Otello”, „Falstaff”) to prawdziwe dramaty muzyczne: imponujące zmierzenie się z tragedią i komedią muzyczną. Dzieła wysublimowane, mistrzowskie, w których każde słowo, każdy dźwięk podporządkowany jest dramatowi. Wagner uczynił to w sposób wizjonerski i nowatorski, Verdi nie rezygnował z włoskiej tradycji. Stanął po prostu na jej szczycie.

Czytaj więcej: Dwieście lat Verdiego i Wagnera

Franco Corelli - Książe Tenorów

Autor: Dodek

Franco Corelli - The Very Best of Franco Corelli - okładka płyty
The Very Best of Franco Corelli 
okładka płyty

Książe Tenorów - jego wielbiciele wiedzą, a dla niewtajemniczonych, jest to tytuł nadany Corelliemu przez krytyków i dziennikarzy muzycznych oraz tytuł jego biografii pióra R. Seghersa.

Franco Corelli urodził się 1921 roku w Ankonie. Skończył studia inżynierii morskiej, ale na szczęście dla opery na tym skończył zainteresowania okrętownictwem i pod namową rodziny i przyjaciół rozpoczął studia muzyczne w konserwatoriach w Pesaro i Mediolanie. Początkowo miał głos barytonowy. Późno, bo w wieku 29 lat wziął udział w konkursie wokalnym we Florencji i zdobył I. nagrodę. Zadebiutował na scenie rok później w Pesaro jako don Jose. Następnie śpiewał w Operze Rzymskiej do 1954 roku i w tymże zadebiutował w La Scali w Westalce.

Występy na scenach łączył z kształceniem swojego głosu. Słuchał też bardzo dużo nagrań swoich mistrzów: Carusa i Lauro Volpiego - na których się wzorował. Właśnie w tym czasie pracował nad diminuendami pod kierunkiem Santiniego. Były one wizytówką Corellego i nimi przez całą karierę czarował słuchaczy. Przez następne 10 lat występuje na wszystkich czołowych scenach europejskich. W 1957 roku w La Scali do garderoby Corellego po autograf przyszła znana we Włoszech śpiewaczka Loretta di Lelio. Autograf dostała, ale też tak się spodobała Corellemu, że po roku zostali małżeństwem. Musiała przerwać swoją karierę i poświęciła się mężowi, pełniąc rolę sekretarza, menadżera i rzecznika. Żyli ze sobą szczęśliwie 45 lat, do śmierci Corellego.  W 1961 roku Franco Corelli zadebiutował w MET jako Manrico, odnosząc wielki sukces. W MET występował przez 14 lat będąc jej ozdobą i wystąpił w 370 przedstawieniach. Wspanialy głos łączył ze znakomitym aktorstwem. Stworzył wiele wspaniałych postaci przechodząc do legendy MET. Był człowiekiem bardzo wrażliwym, odczuwał autentyczną tremę przed każdym występem i bardzo go przeżywał. Jak większość wielkich artystów, w życiu prywatnym miał swoje słabości, dzięki ujawnieniu kilku, jego postać staje sie barwniejsza. Był bardzo przesądny i zawsze musiał mieć wodę święconą przed każdym występem. Podczas objazdów MET po stanach nie rozstawał się z psem. Często Corelli latał samolotem, a żona z psem pociągiem.

Jego wrażliwosć i odpowiedzialnosć była też uciążliwa i kłopotliwa, ponieważ  często uważał się za chorego i niedysponowanego i odwoływał występy.

Franco Corelli - Power & Beauty okładka płyty
Franco Corelli - Power & Beauty
okładka płyty

Rudolf Bing na wszelki wypadek miał zawsze kogoś w zastępstwie. Raz zdarzyło sie, że  zastępca Carlo Begonzi też był niedysponowany i zdesperowany Bing ze swoim sekretarzem udali się do hotelu w celu nakłonienia Corellego do zmiany decyzji. Wiedząc, że to sprawa beznadziejna, uciekli się do podstępu, licząc na dobry humor Corellego (a miał go). W tym celu udali sie do hotelu przed pokój Corellego, uklękli i w tej pozycji chcieli go ubłagać o zmianę decyzji. Zapukali, a w drzwiach ukazała się mocno starsza pani zdziwiona i przestraszona. Niestety, pomylili z emocji numery (w końcu go jakoś przekonali). Corelli był też bardzo zazdrosny o brawa publiczności. Do historii przeszedł tez pojedynek na miecze w Don Carlosie z Borysem Christoffem.  Otóż  Corelli niezadowolony z mniejszych braw, chciał wyładować złość w walce i zaczął atakować Christoffa na serio z coraz wiekszą furią. Przestraszony Christoff musiał sie desperacko bronić i został na szczęście tylko lekko draśnięty. Inne zdarzenie miało miejsce w Aidzie w MET.  W duecie Birgit Nilsson ostatnią frazę zaśpiewała dłużej od Corellego. W przerwie Corelli powiedział Bingowi, że nie będzie dalej śpiewał. Ten przestraszony, bo z Corellim nie było żartów, wpadł na pomysł i powiedział Corellemu, żeby w rewanżu w 3. akcie w duecie ugryzł Nilsson w ucho. Corellemu tak się to spodobało, że roześmiał się do rozpuku i .. zaśpiewał (i nie ugryzł).

Czytaj więcej: Franco Corelli - Książe Tenorów

Wagner – Początek

Autorka: Drusilla

Richard Wagner - ilustracja za WikipediąTym razem nie będzie to recenzja z obejrzanej opery. Na początku Roku Wagnerowskiego chciałabym podzielić się z Państwem moimi wagnerowskimi początkami i zachęcić nieprzekonanych do odkrywania muzyki tego kompozytora. Zauważyłam bowiem, że często nawet miłośnicy opery oświadczają, że Wagnera nie lubią. Podczas jednej z transmisji kinowych (bodajże verdiowska Traviata), kiedy w czasie wprowadzenia w wykonaniu pani redaktor lokalnego radia padło przypadkowo nazwisko Wagnera, siedząca obok mnie pani jęknęła: „O Boże, tylko nie Wagner!”. Innym razem, kiedy zachęcano do kolejnej transmisji, którą miał być Lohengrin z la Scali, usłyszałam za mną głosy, że skoro to Wagner, to nie pójdziemy… A to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Chyba żaden z kompozytorów nie wzbudza tylu negatywnych emocji. Skąd tyle niechęci?

Myślę, że po części jest temu winny negatywny stereotyp przedstawiający opery Wagnera jako długie, ciężkie i trudne, a muzykę „niemelodyjną”. Stereotyp to bardzo zakorzeniony, gdyż trafił nawet do pop-kultury. W pamięci utkwił mi fragment komediowego serialu „Czarna Żmija” w odsłonie rozgrywającej się w czasie pierwszej wojny światowej. Kapitan Czarna Żmija dostał się w nim do niemieckiej niewoli wraz ze swoim niezbyt rozgarniętym adiutantem. Aby uzmysłowić mu, jak ciężki los ich czeka, kapitan zauważa (cytat z pamięci): „Niemcy to okrutny naród, (…) ich opery trwają po sześć godzin.” Nazwisko Wagnera co prawda nie pada, ale przecież wiadomo, że nie chodzi o Humperdincka ;) Do czarnego PR-u Wagnera przyczynił się też niewątpliwie pewien osławiony miłośnik jego twórczości, co również znalazło odzwierciedlenie w sztuce filmowej, i to znacznie wyższych lotów, niż wspomniany serial. W „Morderstwie na Manhatanie” Woody’ego Allena padają słowa: „Po takiej dawce Wagnera mam ochotę najechać na Polskę” - tak więc do ciężkiego, długiego i trudnego, trzeba dodać skojarzenie z nazistami.

Sama też kiedyś temu stereotypowi uległam i długo nawet nie próbowałam słuchać Wagnera. Bo długi, ciężki, trudny i źle się kojarzy. Do tego dochodziła jeszcze moja osobista alergia na język niemiecki. Ale pewnego dnia koleżanka zaproponowała mi wyjście na "Holendra tułacza", gdyż w grupie, z którą się na ten spektakl wybierała zwolnił się jeden bilet. Udałam się do opery głównie z powodów towarzyskich, mając nadzieję, że jakoś tego Wagnera wytrzymam... Byłam zupełnie nieprzygotowana do spektaklu, kompletnie nic nie wiedziałam o tym dziele, zachęciło mnie jedynie miłe towarzystwo. Niewiele przypominam sobie z samego przedstawienia, nie potrafię teraz nic konkretnego powiedzieć o śpiewakach i inscenizacji – pamiętam tylko, że słuchałam tej muzyki z przyspieszonym tętnem i rosnącymi emocjami. I tak zaczęła się moja przygoda z Wagnerem, który wówczas przestał być ciężki i trudny, a ten spektakl zachęcił mnie do poznawania kolejnych cudownych stronic jego twórczości. Jakiś czas potem pojawiła się informacja, że Wrocław planuje wystawienie całego Pierścienia Nibelunga i było już dla mnie oczywistym, że muszę to zobaczyć.

Trudno polemizować z argumentem, że opery Wagnera są długie. Tristan i Izolda, Śpiewacy Norymberscy, prawie wszystkie części Ringu (z wyjątkiem krótszego Złota Renu) to ponad 4 godziny muzyki. Jednakże Wagner nie jest odosobniony w takim katowaniu słuchaczy, bo podobną długość mają chociażby "Trojanie" Berlioza, "Rusłan i Ludmiła" Glinki, "Wojna i pokój" Prokofiewa oraz niektóre opery Cavalliego czy Haendla. Jakoś nie słyszałam, aby w ich przypadku ktoś narzekał na uciążliwość wynikającą z długości dzieła :)

Czy jest ciężki i trudny? „Wszystko jest trudne, nim stanie się proste…" Z pewnością nie jest to muzyka wpadająca w ucho po pierwszym przesłuchaniu iKarykatura Richarda Wgnera - okładka L'Eclipse z 18 kwietnia 1869 którą nuci się pod prysznicem. Ale nawet tu znajdzie się kilka przebojowych „kawałków”: marsz weselny z Lohengrina (pojawiający się w każdym hollywoodzkim filmie ze sceną ślubu), chór pielgrzymów z Tannhäusera, nie wspominając już o cwałowaniu Walkirii. Dzięki nim można się przekonać, że Wagner wcale nie jest „niemelodyjny”!

„Muzyka Wagnera jest lepsza, niż to słychać” – to zdanie, przypisywane M.Twainowi, wydaje się być absurdem, ale nie do końca. Bo pod tym, co słychać, kryje się ogromny ładunek emocji, które ta muzyka wyzwala w słuchaczu. Doświadczyłam tego bardzo mocno szczególnie w widzianych wykonaniach na żywo, ale także słuchając i oglądając nagrania. Gdyby nie obawa przed użyciem mocno już wyeksploatowanego frazesu i „parcianej retoryki”, napisałabym, że Wagnera należy najpierw spróbować słuchać bardziej sercem niż uchem ;) Nie mam wykształcenia muzycznego, więc nie potrafię powiedzieć, co sprawia, że ta muzyka tak bardzo porusza. Ale porusza.

Najtrudniej chyba będzie rozprawić się ze skojarzeniem z nazistami, bo to obecnie zarzut najcięższego kalibru. Spowodował on, że Wagner przez długi czas objęty był klątwą i embargiem – w PRL i innych krajach bloku socjalistycznego z tego powodu nie wystawiano go prawie wcale, a Barenboim jeszcze w 2001 roku zebrał niezłe cięgi za wykonanie w Izraelu uwertury do Tristana. Trudno jednak obwiniać kompozytora, zmarłego w roku 1883 (czyli 6 lat przed narodzinami Hitlera), że pośmiertnie „awansował” do roli naczelnego twórcy III Rzeszy. Co prawda „germańskość” niektórych dzieł jest niewątpliwa, ale czy na przykład Mikołaja Glinkę krytykuje się za zbytnią „rosyjskość” jego oper? Wagnera inspirują również mity celtyckie, a Tanhäuser to bardzo chrześcijańska opowieść o pokucie, poświęceniu i sile modlitwy. Niezaprzeczalnym faktem jest też, że potomkowie Wagnera utrzymywali bliskie stosunki z Führerem (choć najbardziej dotyczy to synowej Winifred, która siłą rzeczy jego potomkiem nie była) – ale tu również pojawia się pytanie: jaka w tym wina kompozytora? Aczkolwiek nie da się ukryć autorstwa broszury “Das Judentum in Musik”, w której Wagner dość ostro krytykuje twórczość kompozytorów pochodzenia żydowskiego, głównie Meyerbeera i Mendelssohna. Nie zamierzam bronić autora, jednak trzeba zauważyć, iż w XIX-wiecznej Europie takie poglądy nie były czymś wyjątkowym. A powody "popełnienia" tej broszury były też po części komercyjne - mianowicie obawa przed popularnością żydowskich kolegów. Są też twórcy, którzy mają na sumieniu grzechy znacznie cięższego kalibru, jak chociażby Richard Strauss, który czynnie współpracował z rządem III Rzeszy i był autorem hymnu igrzysk olimpijskich w Berlinie 1936 (a na dodatek Hitler bardzo cenił sobie Salome). Nie słyszałam, aby ktoś z tych powodów nie lubił Straussa. A mało kto dziś pamięta, że Herbert von Karajan był członkiem NSDAP…

Czytaj więcej: Wagner – Początek

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)