opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

"Zatęskniłem za Polską" - wywiad z Tomaszem Koniecznym

O artystycznych wyzwaniach nadchodzącego sezonu operowego, występach w "Strasznym dworze", śpiewaniu w operach Wagnera i Straussa, szansach na udział w Festiwalu w Bayreuth, chęci napisania książki oraz dlaczego jego żona ma przywieźć do domu nagrodę, o tym i o wielu innych ciekawych sprawach Tomasz Konieczny opowiedział Beacie i Michałowi Olszewskim. Wywiad został przeprowadzony 6 września tego roku w Wiedniu.

Tomasz Konieczny - „Cardillac” - Wiener Staatsoper photo publihed by opera.info.pl  by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij, aby powiększyć / Click to magnify

W nadchodzącym sezonie operowym Wiedeń będzie miejscem, w którym najczęściej będzie można Pana zobaczyć i usłyszeć. Zaczyna Pan od „Dziewczyny z Dalekiego Zachodu” Pucciniego, potem będzie „Arabella” Straussa, następnie „Tristan i Izolda“ i „Ring“ Wagnera, a na koniec „Cardillac” Hindemitha. Wygląda na to, że Wiener Staatsoper będzie od tego roku Pana artystycznym domem.

Wiedeń jest w zasadzie już od kilku lat takim moim domem operowym, bo tutaj mam najwięcej występów regularnych. W kolejnym sezonie będzie prawdopodobnie tak samo, ale na razie z bardziej szczegółową informacją musimy poczekać do przyszłej wiosny, kiedy Wiener Staatsoper oficjalnie ogłosi kolejny repertuar. Dziś mogę powiedzieć tylko tyle, że od kolejnego sezonu będę w Wiedniu obecny proporcjonalnie rzadziej, bo więcej będzie moich występów na innych, choćby amerykańskich scenach operowych. Ale zaczynający się właśnie sezon, będzie dla mnie rzeczywiście głównie związany z Wiedniem.

A na który z nadchodzących w tym sezonie spektakli czeka Pan z największym, artystycznym zaciekawieniem?

W tym roku jestem bardzo zainteresowany właściwie każdą z produkcji, w której śpiewam, może poza „Pierścieniem Nibelunga”, w którym ponownie, tak jak podczas premiery sprzed 5 laty , przyjdzie mi śpiewać partię Albericha. Przyznaję, że po zaśpiewaniu roli Wotana, Alberich nie wydaje mi się już tak ekstremalnie  intrygującym wyzwaniem artystycznym. Choć naturalnie, będzie to bardzo interesujące doświadczenie, wrócić po dwóch latach do mojej „pierwotnej” partii w tej inscenizacji. Pozostałe  wiedeńskie zadania to partie w operach, których nie śpiewa się zbyt często. Szczególnie chodzi tu o „Dziewczynę z Dalekiego Zachodu” Pucciniego, która jest raczej rzadko wystawiana. Co więcej, w przypadku tej akurat opery, nie jest wcale tak oczywistym, że mnie śpiewaka wykonującego głównie  niemieckie partie angażuje się do roli we włoskim repertuarze tego typu. Tu w Wiedniu mam taką szansę, więc jest to dla mnie naturalnie bardzo interesujące wyzwanie. Co do „Arabelli” Straussa, to śpiewanie w tej operze jest dla mnie zawsze wyjątkowym przeżyciem. Podobnie jak wielu innych wykonawców partii Mandryki  bardzo lubię to dzieło i tę partę, choć na pierwszy rzut oka trudno podejrzewać, że przynosi ona szczególną satysfakcję wykonawcy. Jest to trudna opera, wymagająca znakomitego wykonania orkiestrowego, które akurat tu w Wiedniu jest zawsze gwarantowane przez Wiedeńskich Filharmoników. Co do „Cardillaca”, to podczas premiery przed kilku laty kreowałem w tej operze rolę Handlarza Złotem, teraz zaś będę śpiewał partię tytułową, której jestem ogromnie ciekaw. Już dawno mówiono mi, że jest ona idealna na mój głos. Można więc powiedzieć, że na „Cardillaca” czekam chyba z największym artystycznym zaciekawieniem.

W październiku, po długiej przerwie, będzie mogła Pana zobaczyć i usłyszeć polska publiczność. Zaśpiewa Pan w Teatrze Wielkim w Łodzi w „Strasznym dworze”, w spektaklu który wyreżyseruje Krystyna Janda. Wiemy, że musiał Pan podjąć nadzwyczajny wysiłek, aby w swoim przepełnionym kalendarzu znaleźć czas na próby w Pana rodzinnej Łodzi. Co skłoniło Pana do podjęcia tego wyzwania?

Projekt „Strasznego dworu”, który jest realizowany z okazji sześćdziesięciolecia istnienia Teatru Wielkiego w Łodzi jest rzeczywiście czystym szaleństwem biorąc pod uwagę wypełnienie mojego kalendarza artystycznego. Krystyna Janda zadzwoniła do mnie na przełomie czerwca i lipca, kiedy akurat byłem w Salzburgu i zapytała: „Jak mi leci?”. Znamy się sprzed wielu lat, kiedy to miałem ogromną przyjemność wystąpić w w roli tytułowej w realizacji „Tristana i Izoldy” widowisku telewizyjnym realizowanym przez Krystynę Jandę, Nie widzieliśmy się od tamtego czasu praktycznie w ogóle. Dlatego jej telefon po dwudziestu latach, z propozycją zaśpiewania partii Zbigniewa w pierwszej reżyserowanej przez Panią Jandę operze, był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Kiedy spotkaliśmy się aby omówić szczegóły przedsięwzięcia, okazało się że Krysia Janda, która jest bardzo uroczą, sympatyczną i niezwykle serdeczną osobą, doskonale już wie, jak chce swój pierwszy w życiu spektakl operowy zrobić. Przyświeca nam motto „Bóg, Honor, Ojczyzna”, co może nie jest we współczesnych nam czasach bardzo popularne, ale dla tej pozycji operowej jaką jest „Straszny dwór” absolutnie właściwe i na miejscu. Dyrektorem muzycznym produkcji jest Pan Piotr Wajrak. Trudno sobie wyobrazić lepszego dyrygenta w tej konkretnej produkcji. Ale sama praca nad tym projektem jest absolutnym szaleństwem, bo bardzo szybko okazało się że nie będzie wcale łatwo „zgrać” nasze kalendarze. Od 4 września do 18 września miałem być zajęty w Wiedniu przy wznowieniu „Dziewczyny z Dalekiego Zachodu”, a od 21 września do 13 października przygotowaniami do wystawienia „Salome” w Hong Kongu. Wyglądało na to, że nie będę miał żadnej możliwości żeby przyjechać w tym okresie do Polski na próby. Ustaliliśmy więc, że będziemy mieli próby ze mną w drugiej połowie sierpnia, co oznaczało konieczność rezygnacji z urlopu. Dzięki temu próby do „Strasznego dworu” z moim udziałem już się odbyły  i jesteśmy obecnie po ustawieniu scenicznym trzech aktów. Został jeszcze akt czwarty, który będziemy próbowali w najbliższych dniach, kiedy to zamierzam „wpadać” na moment do Łodzi w przerwach między moimi wrześniowymi spektaklami tu w Wiedniu.

Tomasz Konieczny - „Das Rheingold” - Wiener Staatsoper photo published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij, aby powiększyć / Click to magnify

W których łódzkich spektaklach  będzie miała okazję Pana zobaczyć i usłyszeć polska publiczność?

W tej chwili jesteśmy umówieni z Teatrem Wielkim w Łodzi na śpiewanie przedpremierowego spektaklu jubileuszowego 17 października, który odbędzie się tylko za zaproszeniami i na przedstawienie premierowe następnego dnia, na które z tego co wiem, już nie ma biletów. Naturalnie wszystkich, którzy jeszcze jakimś cudem mają możliwość nabycia biletów, serdecznie zapraszam do przyjścia! „Straszny dwór” w reżyserii Krystyny Jandy zapowiada się bardzo ciekawie. Dla mnie jest to prywatnie bardzo ważne wydarzenie, bo będzie to moja pierwsza produkcja polskiej opery, w której wezmę udział śpiewając po polsku w Polsce. Poza epizodem śpiewania Figara w tłumaczeniu Barańczaka w Poznaniu, nigdy w życiu nie miałem jeszcze takiej okazji.

A jak to jest dla uznanego w świecie śpiewaka wagnerowskiego, zacząć nagle śpiewać operę Moniuszki?

Nie jest to proste, bo nie jest to łatwa literatura. Moniuszko pisał piękne melodie, które mają wiele kolorytu narodowego i elementów folklorystycznych, ale niestety problemem tej opery jest jej libretto, które nie jest napisane dla śpiewaka w sposób gładki i przystępny. Na szczęście to jednak komedia, więc staramy tak to wszystko poustawiać, żeby całość była dla współczesnego widza zrozumiała i atrakcyjna.

Czy udział w „Strasznym dworze” w Łodzi to jedyna okazja, by w nadchodzącym sezonie usłyszeć Pana w Polsce?

Otóż nie. Zatęskniłem ostatnio za Polską i bardzo staram się wykonywać w kraju mój recital pieśniarski złożony z utworów Richarda Straussa, Siergieja Rachmaninowa i Tadeusza Bairda. Bardzo się też cieszę, bo 4 listopada w Krakowie będę wykonywał z polskim pianistą Lechem Napierałą wspomniany właśnie recital a już 16 listopada wraz z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach „Cztery sonety” Tadeusza Bairda w tej nowej wspaniałej sali koncertowej w Katowicach.

A co z innymi miastami?

Obaj z Lechem Napierałą mieszkamy w Wiedniu, ja z doskoku, on na stałe, więc nie jest nam łatwo zorganizować z oddalenia nasze występy w Polsce. Ale czynimy bardzo dużo starań aby zainteresować tym przedsięwzięciem różne instytucje kulturalne w kraju. Mamy nadzieję, że uda się nasz recital zaśpiewać i zagrać na przykład w Łodzi.

Występy recitalowe i udział w „Strasznym dworze” to nie są jedyne Pana pola spełnień artystycznych w Polsce. Wiemy, że chciałby Pan napisać i wydać w Polsce książkę. Czy mógłby Pan powiedzieć nam kilka słów na temat tego trudnego i bardzo oryginalnego przedsięwzięcia?

Napisanie książki to może jest zbyt dużo powiedziane, ponieważ moim pierwotnym celem było dokonanie tłumaczenia „Pierścienia Nibelunga” z niemieckiego na język polski. Pomysł wziął się stąd, że jedyne tłumaczenie jakie funkcjonuje w Polsce, jeszcze przedwojenne, jest bardzo złe, miejscami kompletnie rozmijające się z oryginalną treścią libretta. Jest to tłumaczenie niezwykle „wybujałe”, ze swoistym kolorytem, który powoduje, że tekst przekracza granice grafomaństwa. Tymczasem przekonany jestem o moim obowiązku, o mojej misji przybliżenia polskiej publiczności muzyki niemieckiej, którą się na co dzień zajmuję. Dlatego postanowiłem takiego tłumaczenia dokonać sam.

Jednak ta praca ma mieć większy, niż tylko translatorski charakter. Wiemy, że chciałby Pan również w tym wydawnictwie zamieścić własne komentarze do tłumaczonego libretta, czerpiące z Pańskiej ogromnej wiedzy i doświadczenia w śpiewaniu oper Wagnera w najlepszych teatrach operowych.

Wydaje mi się, że mogłoby to być ciekawe w lekturze i przybliżałoby czytelnikowi w Polsce postać wielkiego kompozytora. Niestety polska publiczność ma głównie możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o Wagnerze z takich książek jak „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną” Gottfrieda Wagnera, który jest jego prawnukiem. Moim zdaniem ta książka to paszkwil. Naturalnie część opisywanych tam historii nie mija się z prawdą ale ogólne przesłanie i wymowa książki są niedopuszczalne. Nie powinno się moim zdaniem w taki sposób pisać historii tej rodziny, historii niezwykle skomplikowanej i trudnej, tak trudnej jak charaktery niektórych jej członków.

Niektórzy powiadają, że część tej rodziny żyje z kultywowania pamięci pradziadka, a inna część z jej zwalczania. Gottfried Wagner od dawna należy do tej drugiej grupy. O ile dobrze pamiętamy, miał dziewięć lat jak samodzielnie, po raz pierwszy „dokopał” się do głęboko ukrytych zdjęć, na których członkowie jego rodziny dumnie pozują wraz z Adolfem Hitlerem. Potem zaczął zadawać niewygodne pytania…

…Cosima Wagner, córka Liszta, zrobiła chyba wszystko, żeby własną rodzinę po śmierci swojego małżonka – wielkiego artysty - dziwaka, uformować na wzór, dramatu żywcem z „Pierścienia Nibelunga”. Niestety nie do końca udany i uzasadniony proces. I tak aż do dziś rodzina Wagnerów walczy ze sobą, kłóci się i opluwa nawzajem, wypędza przeklina i wyzywa... A co tak naprawdę jest powodem nieustającego od pokoleń konfliktu trawiącego tę rodzinę - trudno dociec. W takich sytuacjach zwykło się zresztą mówić, że jak w sporze nie wiadomo o co chodzi, to prawdopodobnie chodzi o pieniądze. Oczywiście dla mnie sprawa rodziny Wagnerów jest zupełnie odrębna od samego Richarda Wagnera i jego twórczości i interesuje mnie o tyle, że tradycyjnie jeden z członków rodziny jest od lat szefem jednego z najważniejszych na świecie festiwali operowych. Tak jak denerwuje mnie apologizowanie Wagnera i tworzenie z niego postaci o jakiś nadludzkich walorach intelektualnych i moralnych, tak samo denerwuje mnie podejście przeciwne, skrajnie i bezwzględnie potępiające Wagnera i jego dzieło. Szczególnie irytujące jest sugerowanie przez prawnuka, że Wagner i jego muzyka miała coś wspólnego z powstaniem i rozwojem nazizmu  w Europie.

Czytaj więcej: "Zatęskniłem za Polską" - wywiad z Tomaszem Koniecznym

"Dziewczyna z Dzikiego Zachodu" - rozmowa z Tomaszem Koniecznym o premierze w Wiener Staatsoper

O najnowszej produkcji Wiener Staatsoper - "Dziewczynie z Dzikiego Zachodu" i swoim w niej udziale, Tomasz Konieczny opowiedział Beacie i Michałowi Olszewskim. Premierowy spektakl 5 października tego roku będzie transmitowany na żywo przez Program 2 Polskiego Radia.

Tomasz Konieczny (Jack Rance) - La Fanciulla del West Wiener Staatsoper rehearsal photo (c) Wiener Staatsoper / Michael Poehn published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij, aby powiększyć...

"Dziewczyna z Dzikiego Zachodu" Pucciniego to opera, która nie jest dziś często wystawiana w teatrach operowych. Możemy się tylko domyślać, że jest to spowodowane między innymi tym, że wszystkie role głównych bohaterów - Minnie, szeryfa Jacka Rance'a oraz bandyty Dicka Johnsona, są bardzo wokalnie wymagające. Pomimo interesującej muzyki i wzruszających wręcz chórów, nie jest to opera łatwo wpadająca w ucho, pełna niezapomnianych arii. Nie jest też pewnie łatwo znaleźć taką trójkę śpiewaków, którzy poradzą sobie ze swoją partią, "przebiją się" przez orkiestrę i jeszcze w wiarygodny sposób odegrają na scenie opisaną w libretcie historię. Panie Tomaszu, skąd wziął się pomysł Pańskiego występu w tej właśnie operze, śpiewaka, który specjalizuje się w repertuarze wagnerowskim? Czy był to głównie Pański wybór czy też kierownictwo Wiener Staatsoper zobaczyło w Panu idealnego odtwórcę roli szeryfa Jacka Rance'a ze względu na pełen siły głos, znany wiedeńskiej publiczności z wcześniejszych ról Albericha, a potem Wotana w "Pierścieniu Nibelunga" Wagnera?

Kiedy trzy lata temu dyrekcja Opery Wiedeńskiej zaproponowała mi wykonanie partii Jacka Rance´a w operze „Dziewczyna z Dzikiego Zachodu” Pucciniego nie spodziewałem się, że będę miał do czynienia z partyturą tak kompleksową, interesującą, zgoła nie-pucciniowską, przypominającą Debussego, Wagnera, ba! nawet Gershwina, i partią wokalną tak porywającą i przejmującą, pełną pasji i dramatyzmu.

Jonas Kaufmann (Dick Johnson), Nina Stemme (Minnie) La Fanciulla del West - Wiener Staatsoper rehearsal photo (c) Michael Poehn / Wiener Staatsoper published by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij, aby powiększyć... / Click to magnify...

Teraz w przeddzień premiery otwierającej sezon 2013/14 na deskach Wiedeńskiej Staatsoper - jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego, teatrów operowych świata, mogę śmiało powiedzieć, że rozumiem, dlaczego „Dziewczyna z Dzikiego Zachodu” wystawiana jest tak rzadko... To jest po prostu potwornie trudne przedsięwzięcie! Nie tylko z uwagi na problem z obsadzeniem trzech głównych partii tej opery; Dicka Johnsona, Minnie oraz Rance´a. Także i inne postaci: ogromny ensemble Zbieraczy Złota zarówno w warstwie solistycznej ale także i tej chóralnej (w operze występuje tylko chór męski) wymagają doborowej obsady. Który inny teatr na świecie może sobie obecnie na to pozwolić? - chyba tylko Metropolitan Opera. Do tego opera Pucciniego ma niezwykle drobiazgowo napisane libretto. Akcja rozwija się powoli a ekspozycja postaci trwa cały pierwszy akt. Pucciniemu chodziło o dokładność i bardzo szczegółowe naszkicowanie wszystkich postaci. Nic dziwnego! W tej operze nie ma bowiem „dobrych” i „złych” w potocznym operowym znaczeniu.

Bo kimże jest szeryf Jack Rance?: graczem, pewnie szulerem, który pozycji szeryfa dorobił się grą w karty. Ale Jack Rance jest kimś bardzo samotnym i do tego wielbicielem Minnie. Kimś, kto proponuje jej rękę, opiekę i swoją miłość... Czy to coś złego? A kimże jest jej późniejszy ukochany, Dick Johnson vel Rammerez?: bandytą, złodziejem i być może mordercą, który zakrada się do obozu zbieraczy złota aby wykraść ich majątek... Czy to postać „dobra”?

I wreszcie Minni: samotna kobieta, szefowa miejscowej spelunki karciano-alkoholowej, która o życie swojego ukochanego gra z szeryfem w karty... i aby wygrać - oszukuje!!!

Tomasz Konieczny (Jack Rance), Marco Arturo Marelli, Jonas Kaufmann (Dick Johnson) La Fanciulla del West - Wiener Staatsoper rehearsal photo (c) Michael Poehn / Wiener Staatsoper published  by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
Kliknij, aby powiększyć... / Click to magnify...

Tu nie ma dobrych i złych. Główny konflikt opery oparty jest na drobiazgowej analizie ludzkiej natury. Trzeba mieć więc nie lada cierpliwość, wytrwałość i umiejętności, aby tę wielowarstwowość postaci na scenie zainscenizować, poprowadzić wykonawców tak, by publiczność ich zrozumiała i pokochała.

Myślę, że jest niewielu reżyserów, którzy to potrafią, ba, którzy zadaliby sobie trud wypracowania wszystkich niuansów tej partytury na scenie operowej. I tu chyba leży główna przyczyna tego dlaczego tak rzadko „Fanciullę“ słyszymy...

Prapremiera „La Fanciulli” okazała się w Nowym Yorku ogromnym sukcesem, także komercyjnym. Wydaje się, że także i u nas – w Wiedniu wszystkie warunki zostały spełnione: mamy wspaniałą obsadę: w rolach głównych Jonas Kaufmann oraz heroina wagnerowska Nina Stemme, mamy wspaniałą orkiestrę Wiedeńskich Filharmoników pod dyrekcją jednego z najwybitniejszych dyrygentów świata Franza Welser-Mösta, mamy wreszcie doskonałego reżysera Marco Marelli´ego, który podjął się trudu zrozumienia i wykreowania wszystkich niuansów związanych z przedstawieniem postaci w tej operze. Mamy wspaniały chór męski i doskonałych śpiewaków-solistów z zespołu Staatsoper Wien w rolach Zbieraczy Złota... Mamy też wspaniałą wiedeńską publiczność oraz Państwa przed odbiornikami programu II Polskiego Radia...

Więc czy coś może pójść nie tak?

Oczywiście, że nie :) Śpiewa Pan partię Jacka Rance'a, postaci, która towarzyszy nam na scenie prawie non stop, gdyż nawet intymna scena wyznania sobie miłości przez Minnie i Dicka Johnsona jest przerwana wtargnięciem szeryfa z towarzyszami, od którego to Minnie dowiaduje się, że jej ukochany to osławiony bandyta Ramerrez, a chwile później rozgrywa się z Pana udziałem najbardziej dramatyczna, wręcz filmowa, scena opery, czyli gra w pokera z Minnie o głowę Dicka Johnsona. Jak dużym wyzwaniem jest bycie praktycznie cały czas na scenie, zwłaszcza w sytuacji, gdy ładunek emocjonalny niektórych obrazów jest tak duży? Jak się Pan przygotowuje by podołać tak wymagającej roli?

Tomasz Konieczny (Jack Rance) La Fanciulla del West - Wiener Staatsoper rehearsal photo (c) Michael Poehn / Wiener Staatsoper published  by opera.info.pl by courtesy of the Wiener Staatsoper
 Kliknij, aby powiększyć... / Clicj to magnify...

Faktycznie szeryf Rance jest od pierwszego podniesienia kurtyny prawie przez cały czas trwania opery na scenie. Nie ma go tylko na początku drugiego aktu, gdy „zbój” - Ramerrez, vel Dick Johnson (Jonas Kaufmann) potajemnie odwiedza Minnie w szopie, w której ta mieszka. To nie jest pierwsza taka rola w mojej karierze. Także jako Goloaud w „Peleasie i Melizandzie” w Operze Düsseldorfskiej oraz w kilku innych przedstawieniach miałem już okazję nie schodzić ze sceny:-)

Zaletą takiej sytuacji jest to, że życie wewnętrzne kreowanej postaci, jej perspektywę, rozwój, zmianę, a więc to, co w teatrze najciekawsze, można pokazać w sposób liniowy. Towarzyszymy bowiem bohaterowi bez przerwy. Każdy kij ma jednak dwa końce! W tej sytuacji nie mogę sobie bowiem pozwolić na jakiekolwiek „dziury” w życiu postaci na scenie. Mój bohater musi cały czas ewoluować, myśleć, czuć, pragnąć, reagować, rozwijać się... To wspaniała przygoda...

Jak się do tego przygotowuję? Próbujemy od 4 tygodni rano i wieczorem. I niewiele było takich prób, podczas których mnie brakowało. Prace przygotowawcze były więc bardzo intensywne. Efekt sami Państwo ocenicie:-)

Ta opera opowiada historię, jak z dawnych westernów, jest tu mnóstwo "dialogów", wzajemnych interakcji pomiędzy poszczególnymi postaciami, nawet towarzyszące drugoplanowe postacie jak Nick, Sonora czy Joe to osoby z krwi i kości, ze swoimi nadziejami, wątpliwościami, rozterkami. Jest to ciekawy materiał do inscenizacji. To bardzo filmowa opera: -) Czy i na ile reżyser wymaga od Was - śpiewaków wykazania się na scenie talentem aktorskim? Czy w takich chwilach Pana wcześniejsze doświadczenia aktora filmowego są pomocne?

Rzeczywiście „Dziewczyna” jest nieco „filmowa”. Unikaliśmy w pracy scen typowo westernowych. Nie mamy więc koni. Akcja dzieje się obecnie, bardziej chyba w jakimś obozie meksykańskich uchodźców. Zbieracze złota są raczej górnikami, czy może pracownikami platformy wiertniczej:-) Ale to absolutnie nic nie zmienia w konieczności dokładnego, intensywnego naszkicowania postaci, o której już wspominałem. Myślę, że nasz reżyser, Marco Marelli doskonale wykorzystał potencjał aktorski drzemiący w kolegach i wykrzesał dzięki temu niezwykle intensywny świat z krwi i kości. Świat bardzo męski ludzi samotnych, sfrustrowanych, biednych, kochających się w ich „świętej”, jak ją postrzegają, Minnie...
Czy moje doświadczenie filmowe mi się tu przydało? Owszem! Razem z Dickiem Johnsonem (Jonas Kaufman) jesteśmy jedynymi kowbojami w całej tej społeczności; ja czarnym, „złym” szeryfem, on tym „dobrym” zbójem. Mam więc do dyspozycji takie rekwizyty jak cygaro, rewolwer i gwiazdę szeryfa i mogę śmiało powiedzieć, że moje marzenie zagrania kowboja zostało właśnie spełnione:-)

Czytaj więcej: "Dziewczyna z Dzikiego Zachodu" - rozmowa z Tomaszem...

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)