opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Eksperci debaty

Eksperci opinie

Małgorzata Walewska o "Tosce" z Metropolitan Opera

MyMetropolitan Opera transmitowała wczoraj na cały świat "Toskę" Giacomo Pucciniego. Nas zachwycił Roberto Alagna, do którego "należał" naszym zdaniem ten wieczór, zarówno pod względem wokalnym, jak i aktorskim. O wrażenia ze spektaklu poprosiliśmy wybitną śpiewaczkę operową, Panią Małgorzatę Walewską.

Małgorzata WalewskaNa wstępie chciałabym wyrazić żal z powodu jakości dźwięku transmisji, której skaczące poziomy są irytujące i utwierdzają w przekonaniu, że jednak nic nie zastąpi obecności na żywym przedstawieniu.

Realizatorzy premiery Toski w MET specjalnie się nie wysilili. Jedynym przyjemnym elementem scenograficznym wczorajszej transmisji był obraz malowany przez Cavaradossiego. Obraz trochę nie na temat, ale piękny.

Reżysersko też były spore braki w koncepcji. Reżyser zupełnie sobie nie poradził z rozległymi przestrzeniami muzycznymi Pucciniego. Zabrakło napięcia. Miałam wrażenie, że zapomniał zupełnie o takim środku wyrazu jak światło! Kostiumy też pozostawiały wiele do życzenia. Jedynie Cavaradossi i Angelotti byli dobrze ubrani. Kostiumy Toski były lekko tandetne i przytłoczone nadmiarem biżuterii. Wyglądała raczej jak gwiazda operetki. Scarpia był ubrany najgorzej i widać było, że podjeżdżający na brzuchu smokingowy surdut podkreślający bezlitośnie mankamenty jego sylwetki ewidentnie mu przeszkadza. Trochę też przeszkadzał mi dziewiętnastowieczny, egzaltowany styl gry aktorskiej, ale z drugiej strony ten styl mieścił się w konwencji kostiumów.

Czytaj więcej: Małgorzata Walewska o "Tosce" z Metropolitan Opera

"Tosca" Giacomo Pucciniego - opinie o operze i najlepszych jej nagraniach.

My

W sobotę 9 listopada wielu miłośników opery będzie miało okazję obejrzeć "Toskę" Giacomo Pucciniego w ramach transmisji z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Zwróciliśmy się do znawców opery z uprzejmym pytaniem o ich opinię na temat "Toski", a szczególnie o najlepsze, godne polecenia wykonania słynnej opery Pucciniego zarejestrowane na CD lub DVD?

 

Na nasze pytanie odpowiedzieli: Maciej Figas, Bogusław Kaczyński, Ewa Łętowska, Piotr Kamiński, Jacek Marczyński, Jerzy Snakowski, Małgorzata Walewska, Marek Weiss, Agnieszka Zwierko 

Maciej FigasMaciej Figas
Dyrektor Naczelny
Opery Nova
w Bydgoszczy
 
Nawiązując do mej poprzedniej wypowiedzi dla Państwa Portalu muszę przywołać zastrzeżenie, że nagrań słucham okazjonalnie i pod zupełnie innym kątem niż typowy meloman. Bardziej zwracam uwagę na ogólną koncepcję muzyczną, na sposób grania orkiestry, mniej na głosy. Z nagrań „Toski” Pucciniego wskazałbym (i takie właśnie mam) rejestrację dokonaną przez EMI Classics z Angelą Gheorgiu w roli tytułowej, Robertem Alagną - Cavaradossim i Ruggiero Raimondim – Scarpią. Chór i Orkiestra Royal Opera House, Covent Garden pod batutą Antonio Pappano. Bardzo dobra, wierna partyturze koncepcja muzyczna i robiące duże wrażenie wykonanie. Soliści drażnią jedynie manierą pokazywania za wszelką cenę swoich walorów głosowych, które niekoniecznie w danym momencie pasują do akcji.

Bogusław Kaczyński

Bogusław Kaczyński
Znawca opery

Na pierwszym miejscu, zarówno pod względem muzycznym jak i dramatycznym, stawiam nagranie Toski z 1953 roku w wykonaniu Marii Callas, Giuseppe di Stefano i Tito Gobbi oraz Chóru i Orkiestry mediolańskiej La Scali pod dyrekcją Victora de Sabata. Płyty te, choć mają już więcej niż pół wieku są dla następnych generacji śpiewaków czymś w rodzaju metra z Sevre. Dla mnie też.

Dzięki walorom swego anielskiego głosu całkowicie inną kreację Toski, stworzyła Renata Tebaldi, której partnerowali Mario del Monaco i George London oraz Chór i Orkiestra Akademii Santa Cecilia w Rzymie. Dyrygował Fracesco Molinari – Pradelli. Warto posłuchać tego nagrania i wzruszyć się.

Trzeciej wybitnej rejestracji opery Tosca dokonała Zinka Milanov – primadonna assoluta Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Śpiewali z nią Jussi Björling i Leonard Warren. Orkiestrą Metropolitan dyrygował Erich Leinsdorf. Płyty dzielnie mogą konkurować z nagraniami Callas i Tebaldi.

Na zakończenie chciałbym z dumą odnotować, że jedną z pierwszych w historii artystek (jeśli nie pierwszą), która nagrała obszerne fragmenty nowej opery Pucciniego Tosca była znakomita polska primadonna Helena Zboińska – Ruszkowska. Rejestracja miała miejsce w Mediolanie około roku 1909 – 1911. Trudno niestety ustalić precyzyjną datę sesji nagraniowych. Były to początki światowej fonografii i nie prowadzono jeszcze wówczas żadnych dokładnych zapisów. Przynajmniej ja ich nie odnalazłem. Helenie Zboińskiej – Ruszkowskiej partnerował tenor Egido Cunego. Dyrygował Carlo Sabajno. W Orkiestrze grali muzycy z mediolańskiej La Scali. Tym co najbardziej zachwyca oprócz zjawiskowo pięknego głosu polskiej sławnej primadonny jest jej interpretacja. W pełni dojrzała, przypominająca późniejsze kreacje wielkich gwiazd. Dowodzi to, że aby prawidłowo wykonać nową partię operową należy bezbłędnie odczytać tekst muzyczny i sugestie kompozytora zawarte w partyturze. Helenie Zboińskiej – Ruszkowskiej się to w pełni udało. Moje największe gratulacje! A w ogóle to warto słuchać dawnych polskich śpiewaków i się nimi zachwycać. Wszystkich do tego namawiam!

Profesor Ewa Łętowska

Profesor Ewa Łętowska
Znawczyni opery

Jezeli zgłaszam starsze nagrania, to nie z uwagi na konserwatyzm właściwy wiekowi, ale przekonanie, że obecnie dostępność wykonań (globalizacja rynku operowego) nie najlepiej służy "organicznemu" kształtowaniu się wybitnych indywidualności. Inaczej mówiąc: powszechność nagrań - niestety, formatuje.... Oni teraz śpiewają, niestety - podobnie. Wspaniale czasem, ale podobnie.

Wracając do Toski. Nie jestem oryginalna: nagranie z lat 50. pod de Sabatą, z Callas, di Stefano i Gobbim. To tak zwana pierwsza (tak zwana, bo są jeszcze piraty) Callas. Drugie, poźniejsze o dekadę jest nadal doskonale dramatycznie, ale - niestety- głos nie ten. I dyrygent (Pretre) znacznie słabszy.

Inne nagrania - Leontyna Price, Zinka Milanov. Pierwsza to był zupełnie wyjątkowy głos, gdy idzie o urodę i barwę. Nie przepadam za Tebaldi, ale daj Panie Boże! Jak widać, moje Toski to śpiewaczki natychmiast rozpoznawalne, o bardzo wyrazistej sylwetce wokalnej. Tosca musi być wyrazista.

 Piotr Kamiński

Piotr Kamiński
Znawca opery
Tosca to świetny film, sensacyjny melodramat : trwa niespełna dwie godziny, akcję ma zwięzłą, świetnie skonstruowaną, opartą na najprostszym możliwym schemacie (oni się kochają, ten trzeci im przeszkadza), który autor oryginalnej sztuki, Victorien Sardou, osadził w atrakcyjnym momencie historycznym: we Włoszech zagrożonych triumfami Napoleona. Między innymi dlatego przenoszenie akcji tej opery w inne epoki zawsze wywołać musi absurd, z tekstu wynika bowiem niemal co do dnia, kiedy się ona rozgrywa: po bitwie pod Marengo (14 czerwca 1800), skąd generał Melas wysłał do Wiednia przedwczesną wiadomość o zwycięstwie (Akt I), choć ostatecznie odniósł je Bonaparte (akt II). Sztuka powstała dla Sary Bernhardt, opera zaś to ulubiony kąsek operowych primadonn: tytułowa rola jest bardzo efektowna, za to niezbyt długa i stosunkowo łatwa. Kiedy Leonard Bernstein przedstawił Marii Callas młodą, obiecującą śpiewaczkę węgierską Sylvię Sass, ta chciała zaśpiewać sławną arię z II aktu "Vissi d'arte", na co Callas - najsłynniejsza Tosca XX wieku - burknęła "To za łatwe" i kazała jej śpiewać Traviatę... Wśród dziesiątków nagrań tej opery króluje niezmiennie właśnie pierwsze nagranie Callas, które skończyło niedawno 60 lat: śpiewają obok niej Giuseppe di Stefano i Tito Gobbi, a dyryguje genialny Victor de Sabata. Było potem kilka świetnych interpretacji płytowych, po dziś dzień jednak nikt tej wersji nie dorównał.

 Jacek Marczynski

Jacek Marczyński
Znawca opery

Nie wiem, czy jestem dobrym adresatem tego pytania, ponieważ „Tosca” nie należy do moich ulubionych oper, natomiast rozumiem jej niezwykłą popularność, rzec by można po obu stronach rampy. Widzowie kochają „Toskę”, bo to jest genialny melodramat, zawierający to wszystko, co może wzruszać, artystki marzą o zaśpiewaniu Toski, bo cechującą bohaterkę Pucciniego odrobinę egzaltacji, nadmiar gestu, nieustanną chęć do gry i pragnienie bycia podziwianą, operowe primadonny dobrze wyćwiczyły we własnym życiu. Dlatego wcielając się w jej rolę, opowiadają o sobie, wierząc, że słowa Toski „Żyłam sztuką, żyłam miłością” dotyczą także ich.

Wbrew pozorom jednak trudno o idealną „Toskę”, o czym świadczy również jej dyskografia. Wciąż  uważam, że niezrównana w tej roli była Maria Callas, zwłaszcza w dostępnym na CD nagraniu EMI  z lat 50 z Giseppe di Stefano i Tito Gobbim. Mimo upływu lat mam też w pamięci utrwalony prymitywnymi, telewizyjnymi metodami występ Marii Callas u schyłku kariery w Covent garden w II akcie „Toski”. W jego finale jest po prostu wstrząsająca.

Jerzy Snakowski 

Jerzy Snakowski
Znawca opery

Nie mam ani bladego, ani zielonego pojęcia jakie jest najlepsze nagranie „Toski” i mam nadzieję, że nigdy nie będę tego widział i nadal będę miał przyjemność miotać się pośród wielu nagrań, które będą wywoływały we mnie rozkoszne dreszcze. Ale wiem, które nagranie dziś, 3 listopada 2013 roku, jest moim ulubionym. To nagranie video z werońskiej Areny z roku 1984. Kocham je za Evę Marton. Cóż za drapieżna, krwista i namiętna Tosca! Ileż sposobów artykulacji! Ile pomysłów interpretacyjnych!  Zazwyczaj lubię, gdy aktor czy śpiewak dystansuje się do granej postaci. Ale w tym przypadku nie przeszkadza mi, że Marton zatraca się w Tosce. Bo robi to z niezwykłą pasją. Kiedyś, gdy spotkałem się z Evą Marton w jury operowego konkursu, rozmawiałem z nią o jej interpretacji. Mówiła, że seria tamtych przedstawień kosztowała ją dużo wysiłku emocjonalnego, że była po nich wykończona psychicznie i obiecała sobie, że już nigdy nie będzie tak angażować uczuciowo i słowa… nie dotrzymała. Ale jest w tym spektaklu moment, gdy na chwilę wychodzi z roli. I to również przyprawia mnie o dreszcz. Otóż po arii publiczność oszalała. By przerwać owacje i móc kontynuować spektakl Marton delikatnie się uśmiechnęła się i skinęła głową na znak, że przyjmuje hołdy. Metafizyczne i … ludzkie. A jak pięknie wygląda, słuchając owacji! Olśniewająca suknia empire świetnie tuszuje mankamenty jej figury (widać, że scenograf tego spektaklu – Fiorenzo Giorgi -  kocha przede wszystkim śpiewaków, a nie siebie, co nie zawsze jest oczywiste). A jeśli ktoś nie wie co znaczy sformułowanie „falująca pierś” powinien zobaczyć węgierską sopranistkę właśnie w tym momencie.

Scarpia śpiewa, że Tosca jest „zwinna jak lampart”. Eva Marton nie jest kociczką, ale dużą - w przenośni i dosłownie – artystką. I pomimo, że zabija lubieżnego barona  zachowując postawę posągową, to nie doświadczyłem Toski bardziej dynamicznej. Bo pięknie interpretuje, pięknie śpiewa i pięknie krzyczy. Czuję dreszcz, gdy w akcie pierwszym , pod portretem markizy słyszę jej „Giuro!”, a w drugim: „Nel pozzo, nel gardino”, „Assassino! Voglio vederlo”, „Quanto? Il prezzo!” czy „E avanti a lui…”.

Są jeszcze w tym spektaklu panowie, szczególnie dobry Ingvar Wixell jako Scarpia i Giacomo Aragall jako Mario, ale z całą sympatią dla nich – giną w blasku sopranistki.

I jeszcze dwoje bohaterów tamtego spektaklu: publiczność i Arena. Publika „jak za dawny, dobrych lat” – potrafi nagrodzić szaloną owacją po doskonałym wykonaniu, arii, milczy po nienajlepszej „Recondita armonia”, nie buczy jednak, dając uznanemu śpiewakowi szansę na rozśpiewanie się, kocha tenora tylko za górne dźwięki (reszta mniej ją interesuje), nagradza go brawami za pewnie zaśpiewane „La vita mi costasse, vi salverò!”i „Vittoria!”. I kolejna bohaterka - Arena, która wymusza monumentalizm inscenizacji: tu klasycznej, urodziwej, bezpiecznej dla wykonawców i widzów, autorstwa Sylvana Bussottiego.

Tak bardzo kocham to nagranie, które jest ze mną od ponad 20 lat, że choć czekam na kolejne, które wzbudzi we mnie równie wielkie emocje, to jednocześnie mam nadzieję, że żadne inne nie zdetronizuje go w moim sercu.  

 Małgorzata Walewska

Małgorzata Walewska
Śpiewaczka operowa,
mezzosopran

Gdy słyszę "Tosca" od razu staje mi przed oczami Maria Callas z nożem w ręku i okrzykiem: - Muori, muori! (umieraj!). To chyba najsłynniejszy i najczęściej widywany obraz z Toski. Szczerze przyznam, że nie jestem bardzo doświadczonym widzem Toski, nie widziałam wielu nagrań, ale jest parę wykonań, które utkwiły mi w pamięci a szczególnie jedno, które wiąże sie z jednym z większych stresów scenicznych jakich doświadczyłam.

A było to tak...Był rok 1997 a ja byłam etatową solistką Opery Wiedeńskiej. Właśnie miałam wolny wieczór a w "mojej" operze. Grali Toskę z Marią Guleginą, o której wiedziałam niewiele i Jose Curą, w którym już byłam zakochana. Po raz pierwszy widziałam Josego w telewizji z relacji wygranego konkursu Dominga. Jose śpiewał arię z opery "Dziewczyna z zachodu" stojąc pod szubienicą. Był rewelacyjny zarówno wokalnie jak i postaciowo. W operze byliśmy kolegami z korytarza to znaczy mijaliśmy się czasem wymieniając okolicznościowe uprzejmości, ale nie pracowaliśmy razem.

Tego wieczoru miałam szansę pierwszy raz zobaczyć Toskę i Josego na żywo. Nie zawiodłam się. Do tej pory uważam, że było to jedno z lepszych przedstawień jakie w życiu widziałam. Scenografia i reżyseria były tradycyjne i nie przeszkadzały mi w odbiorze całości ani artystom w kreowaniu postaci. Zarówno Jose jak i Maria byli bardzo przekonujący w kreacji swoich postaci. Oboje młodzi, piękni i świetnie śpiewający. Pierwszy raz rozpłakałam się w okolicy sceny tortur i tak mi zostało do końca.

W przerwie po drugim akcie przeszłam na artystyczną część teatru, żeby trochę ogarnąć rozmazany makijaż i napić się czegoś w tanim bufecie, ale od razu natknęłam się na dyrektora i jego pytanie:

- Frau Walewska lesen sie die noten? (czyta pani nuty?).

Nuty czytałam kiepsko, ale przecież nie przyznam się do tego mojemu dyrektorowi, więc bez większego namysłu odpowiedziałam:

- Ja ! Naturlich (oczywiście).

Na co dyrektor.

-To świetnie. Przedłużymy trochę przerwę, nauczy się pani szybko roli pastuszka i zaśpiewa z kanału orkiestry. To pierwsza scena po przerwie.

- Jak to? - zapytałam z przerażeniem

- Koleżanka, która miała śpiewać pastuszka nie stawiła się w teatrze.

- Ups! 

Dostałam nuty, razem z dyrygentem poszłam do sali i zaczęłam nerwowo opanowywać materiał. Drygent mówił o frazie, zwolnieniach i tak dalej a ja się zastanawiam czy lepiej jak będę bełkotała jakikolwiek tekst byle by trafić w nuty czy lepiej dokładnie czytać tekst a melodia bądź co bądź tonalna to jakoś się znajdę w akordzie. Żeby jednocześnie skupić się na tekście i nutach trzeba by mieć rozbieżnego zeza. Dzwonek na koniec przerwy spowodował odpływ krwi w pięty.

Wychodząc z sali prób natknęłam się na zaskoczoną  Stellę - koleżankę, do której należało to krótkie solo. Okazało się, że Stella nie zwróciła uwagi, że dzisiejszy spektakl zaczyna się pół godziny wcześniej, a że jej rola nie wymagała kostiumu ani charakteryzacji, bo jej głos dobiega zza okna to szła sobie spacerkiem, aż się okazało, że się spóźniła.  Na szczęście przyszła tuż przed moją wielką szansą na kompromitację.

Z uczuciem największej ulgi wróciłam do naszej artystycznej  "loży szyderców" opłakiwać dalsze losy Toski i poniekąd też własne. Stella pięknie zaśpiewała swoją rólkę, ale straciła pracę.

Z perspektywy czasu i doświadczenia za najcenniejsze jednak uważam nagranie Toski z przedstawienia, które miało miejsce w 1992 roku i było transmisją na żywo w rzeczywistym czasie trwania libretta. Na pewno było to wielkie wyzwanie wokalne dla artystów a zwłaszcza Domingo, który musiał zaśpiewać najcięższą arię o 6 rano, tuż przed egzekucją. Z drugiej strony musiał to być nieprawdopodobny bodziec aktorski, kiedy można stanąć w tym samym miejscu, gdzie oryginalnie się rozgrywa akcja, czuć wiatr na twarzy na dachu zamku Świętego Anioła i śpiewać. Ach... też bym tak chciała...

Reżyser tego przedstawienia maestro Gianfranco de Bosio to reżyser ze starej, włoskiej szkoły, która mówi o tym, że reżyseria przede wszystkim nie powinna przeszkadzać śpiewakowi. Wbrew mniemamiom wielu współczesnych reżyserów w operze to naprawdę wystarczy. Jeżeli śpiewak ma osobowość i talent to przedstawienie będzie świetne a jeśli tego nie ma, to żadna reżyseria mu nie pomoże! Pamiętam pod jakim wrażeniem był de Bosio podczas kiedy pierwszy raz pracowaliśmy razem, że potrafię śpiewać i grać jednocześnie.

A teraz trochę o wykonawcach. Patricię  Racette poznałam w trakcie mojego kontraktu w San Francisco. Zachwyciła mnie jej Suora Angelica, rola dosyć krótka, ale bardzo dramatyczna. Spodziewam się po Patrycji świetnej Toski. Roberto Alagna, mój syn z Trubadura w Covent Garden, też jest niewątpliwie świetnym śpiewakiem, ale ostatnio patrzę na niego głównie jako na przyszłego męża Oli Kurzak.

 Marek Weiss

Marek Weiss Dyrektor Naczelny i Artystyczny Opery Bałtyckiej
Tosca należy do ścisłej czołówki arcydzieł gatunku. Jest pięknym, mądrym i głębokim dziełem pełnym uniwersalnych znaczeń, a jednocześnie precyzyjna w swoim realizmie. Jest w tym dziele najpiękniejsza moim zdaniem aria ze wszystkich, jakie zostały napisane. Ponieważ jest hitem wykonywanym przez wszystkich tenorów, obrosła też niesłychaną warstwą idiotycznego snobizmu. Jest popisem, który zabija często jej wielką tragiczną wymowę. Ta aria nie ma sensu bez rozumienia, o czym mianowicie śpiewa biedny malarz na chwilę przed śmiercią. Ta opera balansuje cały czas na granicy kiczu. Jest tak doskonała, że moim zdaniem każde odstępstwo od partytury psuje całość i jest niepotrzebne. Ponieważ jednak jest dziełem tragicznym, trzeba uważać, żeby nie zabić inscenizacji zbyt dosłowną historycznością kostiumu. Na przykład czapki żołnierzy włoskich z tego okresu są nieubłaganie śmieszne. Przesadna paradność sukni Toski może osłabić jej autentyzm i powagę. Starannie trzeba wyreżyserować tłum w kościele podczas mszy, bo prywatnie zachowujący się chór przed, w trakcie i po "Te Deum" to klęska. Drobiazgowo trzeba zrealizować to wszystko, co kompozytor zapisał w scenie zabójstwa Skarpii.  Najtrudniej jest wymyślić skok samobójczy Toski. Jej znikniecie za dekoracją to trochę za mało jak na dramatyzm muzyki tej chwili. Grozi tu nieubłaganie śmieszność, która rozładuje napięcie widowni i nie dopuści do prawdziwego wzruszenia. Najgorsze przytrafiło się w pewnej inscenizacji, gdzie bohaterka skoczyła do tyłu na materac ukryty za dekoracją, który zbyt elastycznie podbił ją do góry i ukazał ją zdumionej publiczności jeszcze raz na chwilę żywą i równie zdumioną. Nie widziałem niestety ani jednego dobrego spektaklu tej opery. Są piękne momenty w wykonaniu wielkich gwiazd, ale nie znam całości na miarę tego, co napisał Puccini.  Pisze to z wielką pokorą, bo sam za chwilę przystępuję do prób kolejnej mojej inscenizacji. Dwie poprzednie nie dały mi szczęścia.  Może do trzech razy sztuka.

Agnieszka Zwierko 

Agnieszka Zwierko
Śpiewaczka operowa,
mezzosopran
Nie jestem ekspertem od Toski, kiedyś zaśpiewałam tylko arię VISSI D'ARTE na koncercie z orkiestrą..... Nie słuchałam zbyt wielu wykonań gdyż skupiam się bardziej na dziełach w których śpiewam a przybywa ich z roku na rok. Ale to jedno wydarzenie z 1992 roku, opera wystawiona w miejscach i porach zapisanych w libretcie zrobiło na mnie takie wrażenie iż może pozostanie dla mnie wzorem tego dzieła do końca życia. Catherine Malfitano, Placido Domingo, Ruggero Raimondi w takiej "konfiguracji" utkwili mi niewzruszenie w pamięci. Było to dla mnie cudowne przeżycie. I niech tak zostanie.

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)