opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - cześć druga

Z lektury drugiej części wywiadu, dowiecie się Państwo między innymi, że nauczanie Franco Corelliego nie było łatwym zadaniem. że Maria Callas była boginią i że o Montserrat Caballé Bogusław Kaczyński musiał zmienić zdanie. Znajdziecie Państwo tutaj również odpowiedź na pytanie dlaczego nasz rozmówca nie akceptuje współczesnych tendencji modernizacyjnych w teatrach operowych. 

Wywiad z Bogusławem Kaczyńskim przeprowadzili Beata i Michał Olszewscy.

Zapraszamy również do lektury pierwszej części rozmowy, zatytułowanej "„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - część pierwsza"

Debiut telewizyjny Bogusława Kaczyńskiego
Debiut telewizyjny Bogusława Kaczyńskiego;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Ale Pan miał wiele szczęścia w życiu w tym znaczeniu, że gdy Pan już był dojrzałym człowiekiem, związanym zawodowo z krytyką muzyczną i popularyzowaniem muzyki, to w tym samym czasie opera przeżywała swoje najlepsze lata w dwudziestym wieku. Miał Pan w tym sensie szczęście, że właśnie wtedy śpiewała Callas, że miał Pan możliwość poznać i zaprzyjaźnić się z żyjącą jeszcze wtedy Adą Sari, a potem mówiąc w wielkim skrócie mógł Pan rozmawiać i z Franco Corellim, i z Luciano Pavarottim. My o tych ludziach możemy tylko czytać, my możemy wyłącznie podziwiać ich na zapisach archiwalnych. Co powodowało, że w tamtych czasach ludzie tak bardzo garnęli się do opery i tak bardzo byli zainteresowani tym, co w operowym świecie się dzieje?

Nie było jeszcze show businessu, który dziś zdominował kulturę i obyczaj, a któremu hołduje wielu ludzi. A wszystko co robi show business jest obliczone wyłącznie na zysk. A przecież w nie tak dawnych czasach lansowano wielkie talenty. Informacje o Marii Callas ukazywały się na pierwszych stronach wszystkich gazet świata…

Skoro wspomnieli już Państwo o Franco Corellim, to miałem okazję nie tylko z nim się spotkać, ale także być jego profesorem… (śmiech)…

Jak to?

Umówiliśmy się na spotkanie. Mieszkał w Nowym Jorku, niedaleko Carnegie Hall. Kiedy zadzwoniłem do drzwi, otworzył mi je sam gospodarz, czyli Franco Corelli. Byłem oszołomiony i speszony. Do dziś nie wiem dlaczego, ale w tym momencie wyrwało mi się: „Jaki Pan jest przystojny” … (śmiech). On spojrzał na mnie,  uśmiechnął się i powiedział: „A wie Pan, kiedyś już ktoś mi to mówił…” (śmiech). Był wysoki, wyższy ode mnie, postawny, przystojny i elegancki. Typ gwiazdora filmowego z Hollywood.

A jakim człowiekiem był Franco Corelli? Jaki był w bezpośredniej rozmowie…?

Bogusław Kaczyński z z Giuseppe di Stefano przed Medalionem Kiepury zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Giuseppe di Stefano
przed Medalionem Kiepury;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

… czarującym! Podobnie jak jego żona Loretta. Spędziliśmy wiele godzin na bardzo zajmującej rozmowie. Franco Corelli nie mógł się nadziwić, że pochodzę z Europy Wschodniej i tak dużo wiem o operze i muzyce klasycznej. W pewnej chwili zapytał: „Słuchaj, czy ty znasz język rosyjski?”. Odpowiedziałem: „Tak. Oczywiście, że znam…” Na to on: „To proszę Cię pomóż mi, bo mam kłopot. Czeka mnie recital w Tokyo, na którym śpiewam pieśń Rachmaninowa  „Wiosenne wody”. Nie mogę poradzić sobie z wymową w języku rosyjskim.” Spojrzałem na tekst, w którym ktoś fonetycznie zapisał mu słowa. Próbował się w tym rozeznać, ale nic nie wychodziło. Nawiasem mówiąc słynął z tego, że był „ciężki w nauce”. Powiedziałem więc:  „Ależ oczywiście. Pomogę z miłą chęcią”. Franco postawił na fortepianie nuty i zaczął wystukiwać jednym palcem melodię, ładnie przy tym śpiewając, choć nie bez  błędów językowych. Szczególnie kłopoty sprawiła mu fraza, w której po rosyjsku należy zaśpiewać: „Wiesna idiot”. Wymowa Corelliego czyniła z tego oświadczenie, że  „Wiosna jest idiotą”. Siedzieliśmy nad nieszczęsnym „idiotą” ze dwadzieścia minut, jednak bez większego powodzenia…. (śmiech) On niestety nie słyszał tych subtelnych różnic w języku rosyjskim. Cóż, poniosłem wtedy porażkę, ale zawsze mogę z dumą mówić, że byłem nauczycielem samego Franco Corelliego… (śmiech)…

Panie Bogusławie w umiejętności docierania do wielkich operowego świata osiągnął Pan poziom mistrzowski. Jak to w ogóle było możliwe w tamtych czasach? Jak to się Panu wtedy udawało?

Udawało mi się przede wszystkim dlatego, że bezgraniczną miłością kochałem śpiewaczki i śpiewaków. Wielbiłem ich i byłem gotów klęczeć przed nimi dzień i noc. Innymi słowy, umiałem docenić ich wielkość i okazać swój podziw. Każdy z artystów był inny, każdy jedyny w swoim rodzaju. Inna rozmowa była z Arturem Rubinsteinem a inna z Giuseppe di Stefano, Renatą Tebaldi, czy Montserrat Caballé. W tamtych latach miałem możliwość podróżowania, prywatnie lub jako artysta czy dziennikarz. Ale zawsze wkładałem ogromny wysiłek w poszukiwanie ludzi, którzy znali tych największych. Rozpytywałem, prosiłem, zabiegałem. To z czasem przynosiło coraz lepsze efekty. Na przykład słynną Toti Dal Monte poznałem na otwarciu Teatro Regio w Turynie w 1973 roku. Przedstawiła mnie jej hrabina Giraldini. W trakcie konwersacji w foyer mocno już starsza Toti Dal Monte - legenda światowej opery,  szepnęła mi do ucha: „Czy Pan mógłby zaprowadzić mnie do toalety?” Odpowiedziałem: „Oczywiście” i podałem swoje ramię. Wówczas sławna gwiazda wyznała: „Zawsze toaleta była tutaj, ale po odbudowie teatru już jej tu nie ma i nie wiem  gdzie jest”. Gdy odprowadziłem Toti Dal Monte na widownię umówiła się ze mną na spotkanie w Rzymie, gdzie mieszkała. Pojechałem do Rzymu i miałem dwa spotkania, z Toti Dal Monte i Marią Caniglia.  Innymi słowy, aby móc spotkać się z największymi potrzebna jest dobra rekomendacja. Nikt z tak zwanej ulicy nie ma szans, a powoływanie się na zawód dziennikarza, przykro to powiedzieć, nie robi na tych super gwiazdach specjalnego wrażenia. Najważniejsza jest osobista rekomendacja.

Pańska skuteczność w tej dziedzinie była nadzwyczajna…

Nie zawsze było tak dobrze. Miałem też kilka niepowodzeń. Byłem kiedyś w Salzburgu na recitalu genialnej Leontyne Price, gdzie - nota bene -  poznałem sławną Ljubę Welitsch. Poprosiłem panią  Price o rozmowę, ale nie miała wtedy czasu, jednak zapewniła mnie, że gdy przyjadę do Nowego Jorku spotka się ze mną i udzieli wywiadu. Gdy po jakimś czasie przyjechałem do Nowego Jorku, zadzwoniłem do sekretariatu Leontyny Price, tłumacząc, że mam od niej zaproszenie na spotkanie. No i zaczęły się „schody”. Sekretariat domagał się ode mnie wszelkich możliwych aplikacji oraz życiorysu. Długo zwlekano z odpowiedzią i w efekcie nigdy nie spotkałem Leontyne Price. Jej sekretariat skutecznie uniemożliwił mi rozmowę z genialną śpiewaczką. Nie powiodły się również  spotkania z Marią Jeritzą i Elwirą De Hidalgo, która jak wiadomo była profesorem Marii Callas.

Bogusław Kaczyński z Luciano Pavarottim zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Luciano Pavarottim;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Panie Bogusławie, mimo zdarzających się od czasu do czasu niepowodzeń, poznał jednak Pan przez te wszystkie lata właściwie wszystkich największych. Pewnie najtrudniejszym dla Pana pytaniem, byłoby to najprostsze z dziennikarskiego punktu widzenia, mianowicie kogo z wielkich ludzi opery i baletu ceni Pan najwyżej?

A właśnie, że nie. Od dawna mam na takie pytanie gotową i przemyślaną odpowiedź. Są to: Caruso i Callas. Co do Callas głoszę, że nie była ona zwyczajną kobietą, nie była ziemską istotą. Zeszła do nas na chwilę z Olimpu, spędziła z nami kilka lat, podarowała nam swoją sztukę i znów wróciła na Olimp. Inaczej jej fenomenu nie można wytłumaczyć…

Panie Bogusławie, jak w takim razie wytłumaczyć, że ten diament, którym była Maria Callas, w pewnym momencie „przestał świecić”? Jak czyta się relacje z tamtej epoki, w pewnym momencie z jej głosem zaczęło dziać się coś niedobrego.

Po pierwsze, życzyłbym takiego „straconego” głosu większości śpiewaków. Po drugie, wiem od Giuseppe di Stefano, że Callas śpiewała często wbrew naturze. Śpiewanie dramatycznych partii jak Gioconda z tymi piersiowymi dźwiękami i Rozyny z „f” w górze, czy Łucji z Lammermooru, taka ślizgawka, jest bardzo ryzykowna i  poza Lilli Lehmann, zazwyczaj kończy się tragicznie. Do tego dochodziło jeszcze niezwykłe zaangażowanie Callas. Wszystko śpiewała na 150 procent swoich możliwości. Nie oszczędzała głosu i nigdy nie stosowała żadnej taryfy ulgowej. Każdy spektakl był dla niej najważniejszy, na każdym chciała zademonstrować pełnię swojej sztuki. Niestety, pewnych rzeczy ludzki organizm nie jest w stanie wytrzymać i jej wokalistyka zaczęła się sypać. Gdy pojawiły się kłopoty, Di Stefano zachęcił Marię do powrotu na lekcje u Elwiry De Hidalgo. Dawna mistrzyni pozbierała „rozsypany” głos Callas, ustawiła go na nowo, jednak z tego co mówił Di Stefano, ich późniejsze recitale nie były w pełni udanym przedsięwzięciem. Myślę, że w tym momencie nienajlepsze zdrowie Callas dało znać o sobie. Jej problemy zdrowotne zaczęły się, gdy podjęła decyzję o gwałtownym odchudzeniu się. Zrzuciła w krótkim czasie ponad 35 kilogramów. Moim zdaniem natura zemściła się. Byłoby dla niej o wiele lepiej gdyby przez całe życie była sobą. Pulchną, ale pięknie śpiewającą. Mnie to by nie przeszkadzało. Czyż Montserrat Cabaille nie jest tego najlepszym przykładem! Na marginesie mówiąc, Callas miała pecha, bo zaczęła się odchudzać w czasie, gdy stosowano jeszcze chemię. Dziś wiemy jakie to okazało się niebezpieczne. Wtedy nikt się nawet tego nie domyślał.

Wśród operowych idoli nie wymienił Pan Jana Kiepury, o którym wiem że jest dla Pana fascynacją życia i że wciąż nosi się Pan z myślą napisania o nim monografii. Zapytamy przewrotnie, gdyby miał Pan taką możliwość, o co zapytałby Pan dziś Jana Kiepurę?

Bogusław Kaczyński z Placido Domingo zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Placido Domingo;
kliknij zdjecie, aby powiekszyć...

Oj, to by było bardzo wiele pytań. Nie tylko zresztą jemu. Gdy rozmawiałem  z wielkimi świata muzyki byłem bardzo młody. Za młody. Moi rozmówcy byli często ludźmi sędziwymi, więc zadawanie im pewnych pytań, właśnie przez wzgląd na dzielącą nas różnicę wieku, byłoby niestosowne. Wtedy mi nie wypadało, dziś mógłbym te pytania zadać. Wracając do Kiepury, chciałbym mu zadać mnóstwo pytań dotyczących jego relacji z Jeritzą. Jej przecież zawdzięczał swoją międzynarodową karierę. Ponadto (chwila namysłu), na pewno zadałbym mu mnóstwo pytań dotyczących jego spraw rodzinnych. Zresztą teraz, po latach, wiem o wielu sprawach rodzinnych Kiepury więcej niż on o nich wiedział. Mógłbym Janowi Kiepurze o tym wiele opowiedzieć. O rodzinie Kiepurów wiele mówił mi jego brat Władysław „Ladis”, do którego jeździłem trzy razy na Florydę. Spędziliśmy na rozmowach dziesiątki godzin. Pan Władysław szybko zorientował się, że mam niezwykle emocjonalny stosunek do Jana Kiepury. Opowiadał mi wiele fascynujących rzeczy. Przywiozłem do Polski kilometry taśm z tych rozmów. Materiały na temat Kiepury zajmują całą ścianę w mojej bibliotece. Jednak w tym momencie pracuję nad inną książką, mianowicie biografią Ady Sari. To wielka praca, która potrwa jeszcze co najmniej rok.

Był wielki śpiewak, który w pewnych sprawach wzorował się na Janie Kiepurze. Pan go znał. Jakim człowiekiem  był Luciano Pavarotti?

Był miłym facetem. Poznaliśmy się w Nowym Jorku, za kulisami Metropolitan Opera. Śpiewał wtedy premierę „Balu maskowego” a w roli Amelii występowała Teresa Żylis-Gara.  Po premierze był bankiet, na którym mieliśmy okazję długo rozmawiać. Potem spotykaliśmy się jeszcze kilka razy. Kiedy przyjechał do Polski w 1995 roku prowadziłem jego koncert. Telewizja pokazała wtedy moją godzinną rozmowę z Pavarottim. Rozmowa zaczynała się oczywiście od nawiązania do Jana Kiepury. Zapytałem czy zna nazwisko tego śpiewaka. A on: „Ależ oczywiście. Jako chłopiec słuchałem jego nagrań. Marzyłem, żeby kiedyś zostać takim sławnym artystą.” Zapytałem następnie czy wie w czym są do siebie podobni. Odpowiedział: „Obaj śpiewamy tenorem”. Ja na to: „W czym jeszcze jesteście podobni?” Pavarotti po chwili powiedział: „Zapewne w tym, że on był prekursorem śpiewania w innych miejscach niż teatr. On śpiewał na dachach samochodów, a ja w amfiteatrach”. „Ale jest jeszcze coś” - powiedziałem. On po długim namyśle wreszcie powiedział: „Więcej już nie wiem…”. Ja na to: „Pozwól więc, że Ci powiem. Otóż Twój ojciec jest piekarzem, a ojciec Kiepury … był piekarzem”. Pavarotti zaczął się śmiać i dorzucił: „Jeśli to prawda, jest to niesamowite, bo wiesz …ojciec Pietro Mascagniego też był piekarzem!”

A Piotr Beczała zapytany przez nas w wywiadzie, czym chciałby się w życiu zająć, gdyby z jakiś powodów przestał śpiewać, odpowiedział bez namysłu: „Uwielbiam wypiekać ciasta, więc pewnie zostałbym piekarzem!”

(Śmiech) Myślę, że ktoś tym powinien się zająć i napisać na uniwersytecie doktorat pod tytułem „Wpływ piekarni na talent syna”. Do tej kolekcji dołączyć należy także Tadeusza Szlenkiera, którego w dniu debiutu przedstawiłem: „Tadeusz Szlenkier – syn piekarza”.

A dzisiejsi śpiewacy operowi. Z kim Pan chciałby zrobić wywiad?

Bogusław Kaczyński z Montserrat Caballe zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmośći Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński z Montserrat Caballé;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Z Juan Diego Florezem, bo to jest wielkie śpiewanie i niecodzienna  kultura wokalna. On mnie urzekł swoją sztuką. Śpiewa jak Tito Schipa. Naturalnie, jak oddycha. Ponadto, … (chwila zastanowienia i śmiech), chciałbym spotkać się z Anną Netrebko. Jest ona jedną z dwóch śpiewaczek, o których zmieniłem zdanie. Pierwszą była Montserrat Caballé. Znałem ją jedynie z płyt, ale nie mogłem się do niej przekonać. Więcej, denerwowałem się jeśli ktoś przy mnie mówił, że jest to druga Callas. Trwało to długo, aż znajomi zaprosili mnie do Filharmonii Nowojorskiej, gdzie tego wieczoru miał dyrygować Zubin Mehta a solistką była Montserrat Caballé. Nie byłem szczególnie zachwycony, ale poszedłem. Miała śpiewać „Cztery ostatnie pieśni” Straussa oraz finał „Salome”. Raczej nietypowy dla niej repertuar. Siedziałem i myślałem, jak ona sobie z tym Straussem poradzi. Wyszła. Widok był nieprawdopodobny. Piramida Cheopsa okryta złotą, haftowaną kapą. Huragan braw na powitanie. Ja jednak byłem sceptyczny. Przecież Strauss wymaga innego koloru głosu. Wreszcie Cabaille zaczęła. Zaśpiewała połowę pierwszej pieśni, a ja …czuję że z fotelem odlatuję, że jest to coś zupełnie nieprawdopodobnego. Cudowne, czarujące wykonanie. A potem „Salome” – absolutna rewelacja. Tyle było w jej śpiewie erotyzmu i zmysłowości, że nie da się tego po prostu opowiedzieć. Nie do wiary! Następnego dnia wyruszyłem do sklepów muzycznych i kupiłem pół walizki płyt w jej wykonaniu. Od tej pory stałem się namiętnym wielbicielem Montserrat Caballé. Szczęśliwym wielbicielem, bo miałem okazję spotkać się z nią wiele razy. Co to były za rozmowy! Naprawdę zaprzyjaźniliśmy się.

A ze współczesnych śpiewaków polskich, których ceni Pan najwyżej?

Niewątpliwie Piotra Beczałę i Andrzeja Dobbera. Obaj reprezentują wokalistykę na najwyższym poziomie. W przypadku Beczały można mówić, że jest  „fortunato”, bo w tym zawodzie często ślepy los, przypadek rozdaje karty i decyduje o tym kto karierę rozwija, a kto ją kończy. Gdyby nie zdarzył się najstraszniejszy przypadek jaki znam, czyli to co stało się z Rolando Villazonem, który w pewnym momencie utracił głos, droga do wielkiej sławy byłaby dla Piotra Beczały o wiele trudniejsza. To co się stało z Villazonem, musiało się wydarzyć, bo to jest casus Callas. Rewelacyjne śpiewanie, ale zawsze na 150 procent swoich możliwości. Kiedy słucham nagrań Villazona mogę powiedzieć, że to jest to o co mi chodzi w wokalistyce. On żyje muzyką, jest obecny w każdym dźwięku. W każdej arii kłębią się niewiarygodne emocje. On wychodzi całym sobą poza nuty. Jeśli nawet nie śpiewa, jest obecny w muzyce. Fenomen, którego spotkała straszna tragedia. Villazon miał szczególną umiejętność, trafnie zdefiniowaną przez Artura Rubinsteina. Kiedyś zapytałem Wielkiego Mistrza na czym polega tajemnica jego niezrównanej interpretacji mazurków Chopina. Zastanowił się przez chwilę i powiedział: „Na umiejętności grania białego papieru między nutami”. Niczego mądrzejszego nie słyszałem w życiu. Trzeba umieć „zagrać biały papier między nutami”. I taki był Villazon. On potrafił zaśpiewać ów „biały papier między nutami”.

Od wielu lat nie był Pan w Teatrze Wielkim w Warszawie. Dlaczego?

Bogusław Kaczyński z kolekcją Wiktorów zdjęcie opublikowane dzieki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Z kolekcją Wiktorów;
kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Nie pójdę do Teatru Wielkiego dopóki reżyserem będzie tam Mariusz Treliński.

Nie lubi Pan modernizacji w operze…?

Nie akceptuję stawiania na głowie tego, co powinno stać na nogach. Uważam, że można robić w życiu różne eksperymenty ale najpierw trzeba wynająć na własny koszt jakiś teatr, zamówić operę u współczesnego kompozytora, albo samemu ją napisać i następnie ją wystawić. Nie wolno natomiast niszczyć sztuki operowej stworzonej w różnych epokach przez największych z największych. Nie wolno tego robić…

Ale zwykle współcześni reżyserzy podkreślają, że muzyka pozostaje bez zmian. Metamorfozie podlega wyłącznie inscenizacja…

Ale w partyturze wpisane jest libretto, którego nie wolno tknąć. Istnieją też szczegółowo opisane didaskalia, których także nie wolno zmieniać. Niestety, nie jest to we współczesnym czasie przestrzegane i szanowane…

Ale jest to teraz szersza tendencja we współczesnym teatrze operowym…

Moim zdaniem rozszalało się operowe szkodnictwo. Nie po to pięćdziesiąt lat, z ogromnym zaangażowaniem i uporem,  propagowałem sztukę operową, żeby teraz ktoś niszczył moją pracę. Uważam, że ludzie odwracają się od takiej udziwnionej opery. Często dzwonię do moich przyjaciół, którzy są zagorzałymi miłośnikami opery, żeby poznać ich opinie na temat nowych premier. Najczęściej słyszę: „Nie wiemy, nie byliśmy…”. Kiedyś bywali na wszystkich premierach, a teraz nie chodzą do Teatru Wielkiego w Warszawie. Jeżdżą na przedstawienia operowe za granicę…

Panie Bogusławie co Pańskim zdaniem trzeba zrobić aby operze przywrócić należne jej miejsce we współczesnej kulturze?

Należy pracować dwukierunkowo. Po pierwsze, trzeba poświęcić większą uwagę edukacji publiczności. Nie tylko dzieciom, młodzieży i studentom, ale również i dorosłym. Należy prezentować jak najczęściej przedstawienia specjalne, które powinny być poprzedzone fachowym i atrakcyjnym w formie wprowadzeniem. Po drugie, należy przywrócić operze jej dawny patos i naturalność. Nie mówię, że przykładowego Glucka należy grać w antyczny sposób, że śpiewaczki powinny występować owinięte w prześcieradła. Powinniśmy szukać nowych  środków wyrazu, ale nie możemy tworzyć dziwolągów wypaczających istotę granej opery. Jeśli oglądam „Traviatę”, to chcę widzieć XIX wiek i ludzi żyjących w tamtej epoce. Wiek, który już co prawda przeminął, ale który mamy w sercach i jest dla nas nadal bardzo ważny. Opery wtedy napisane powinno się grać i wystawiać tak, jak zostały stworzone. Może na scenie nie być żadnych dekoracji, można operę wystawić w ascetycznej scenerii, ale przynajmniej kostiumy powinny podkreślać, że przenosimy się do konkretnej epoki. Innymi słowy wszystko powinno być wizualnie skomponowane w taki sposób, abyśmy patrząc na dzieło  powiedzieli: „Ale to były piękne czasy. Czasy cudownie ubranych pań, eleganckich panów, żyjących w świecie wyszukanych manier”. Po to między innymi chodzimy do teatru, żeby ożywić dawny czas. Pytam więc, dlaczego współcześni reżyserzy nam to odbierają…

Zwolennicy nowoczesnych inscenizacji twierdzą, że bez tych zabiegów, opera umrze. Powiada się, przytaczamy oczywiście tę opinię w wielkim skrócie, że jeśli nadal będzie się wystawiać „Don Giovanniego” wywijającego szpadą, to w końcu nikt na taką inscenizację nie będzie już przychodził, bo ile razy można oglądać ludzi w rajtuzach…

Bogusław Kaczyński zastanawia się nad przyszłościa opery zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Bogusława Kaczyńskiego
Bogusław Kaczyński zastanawia się nad
przyszłością opery :);
kliknij zdjęcie aby powiększyć...

…a słuchać można jeszcze częściej! Moim zdaniem dzisiejsi reżyserzy nie rozumieją istoty opery, nie wiedzą, że można fanatycznie kochać operę i jeździć za jedną śpiewaczką po całej kuli ziemskiej. Słuchać jej setny raz w tej samej roli i nadal się wzruszać. Oni tego nie rozumieją, oni, moim zdaniem, już zniszczyli teatr, nie tylko operowy. Znaczna część publiczności nie chce chodzić do takiego teatru, gdzie widzą to co dzieje się na ulicy, czyli nieszczęście, brud, arogancję i dzikie słownictwo. Ci ludzie, idąc do teatru chcą „odetchnąć” innym światem, światem który wszyscy mamy w sobie, bo jesteśmy dziedzicami europejskiej kultury. Mamy potrzebę obcowania z pięknem, a nie tylko z brudem, smrodem i ruiną. Ja w każdym razie takiego teatru nie akceptuję i nie akceptuję oszustwa, które stosują współcześni inscenizatorzy. Kiedy w 1978 roku przebywałem w Nowym Jorku, na Broadwayu wystawiono widowisko znanego reżysera Petera Brooka, które zatytułowane było „Tragedia Carmen”. Na afiszu nie umieszczono „Carmen” i chętni którzy chcieli obejrzeć spektakl Brooka poszli na Broadway, a ci którzy woleli „Carmen” Bizeta poszli do Metropolitan  Opera albo do City Opera. W przypadku większości obecnych inscenizacji mamy do czynienia ze świadomym wprowadzaniem publiczności w błąd. Wystawia się „Traviatę”, a widzowie oglądają skąpo odzianą panią z piórkiem na głowie, w towarzystwie dwóch roznegliżowanych mężczyzn. Takiej „Traviaty” nie chcę oglądać i nikomu jej nie polecam.

Panie Bogusławie, wspomniał Pan wcześniej, że obecnie jest Pan bez reszty pochłonięty pisaniem książki…

Wybieram się z Panną Sari na Monte Napoleone do eleganckich sklepów. Panna Sari będzie kupowała modną suknię, płaszczyk, kapelusz z woalką, ale taką „żeby przynajmniej na pół roku wystarczyła” (śmiech)… Tak Ada Sari pisała w liście z Mediolanu w roku 1909. Proszę Państwa, ja naprawdę przenoszę się na chwilę do tamtego świata. Kiedy pracuję nad tą książką, wydaje mi się, że idę po Monte Napoleone z młodziutką Adą Sari i robimy zakupy…

Panie Bogusławie dziękujemy za rozmowę i życzymy Panu …bardzo udanych zakupów na Monte Napoleone !

Zapraszamy również do lektury:

 

„Wybieram się z Adą Sari na Monte Napoleone” – wywiad z Bogusławem Kaczyńskim - cześć pierwsza

 

Wywiad dla opera.info.pl przeprowadzili: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl


 


  • Przeczytałem z wypiekami i jednym tchem ten kolejny wspaniały wywiad. Wydawało mi się, że już znam wszystkie szczegóły z życia Pana Bogusława, a jednak ... te trzy pioruny.
    Jest dla mnie jednym z dwóch autorytetów z dziedziny opery, obok Janusza Łętowskiego. No i oczywiscie jej największym pasjonatem i popularyzatorem. Miałem tę przyjemnosc obserwować Jego działalnosć od samego początku z racji wieku (ja + 1). Osobiscie bardzo żałuję, że nie został dyrektorem Opery Narodowej - bo zasługiwał na to stanowisko jak nikt inny (Pietras). Bardzo to przeżywalismy. Udowodnił to prowadząc wspaniale Operetkę w Romie. A teraz ? Warszawa bez operetki ! Znam wszystkie nazwiska artystów, którzy przewijają się w wywiadzie. Zawsze elegancki, w garniturach i muszką, za własne pieniądze, mimo, że był pracownikiem TVP i PR. A za komuny nie było łatwo i tanio. Wiedziałem o spotkaniu z Corellim, ale nic o "wiesna idiot". Mam tez osobistą satysfakcję, że potwierdził dokładnie moją opinie o wystawianych obecnie operach; OPERA to muzyka i libretto (umiejscowione w konkretnym czasie). Jeżeli cos się zmienia - to nie jest ta opera. Ale chyba niestety, tego trendu się nie zatrzyma. Na zakończenie, taka prywatna dygresyjka. Ciocia Pana Bogusia mieszkała nad nami. Obie z moją mamą nie "przepuszczały" żadnego programu z Jego udziałem, a porozumiewały się uderzaniem nożem (lub co było pod ręką) w rurę CO gdy występował. (Przepraszam, widzę że nie wypadało - ale nie kasuję). Miałem tę przyjemnosć być na spotkaniu z nim, gdy przyjechał w odwiedziny i rodzice dostali fotografię z dedykacją (mam ją w spadku).
    Wspaniały człowiek.

    3
  • Też przeczytałam wywiad z zainteresowaniem, bo to przecież taka barwna postać i niezmiernie zasłużona dla propagowania w Polsce muzyki klasycznej, w tym szczególnie opery. Sama się przecież "wychowałam" na prezentowanych przez pana Bogusława w telewizji operach czy innych programach. Jednak nie będę ukrywać, że poglądy pana Bogusława Kaczyńskiego na kwestię współczesnych inscenizacji operowych nieledwie mnie zszokowały. Nie byłam świadoma, że aż do tego stopnia je neguje...:o

    0
  • Kolejny świetny wywiad. Pan Bogusław Kaczyński jest niesamowitym gawędziarzem i potrafi "zarażać" swoją pasją muzyczną i operową. Zgadzam się, że obecnie kultura została zdominowana przez show business o bardzo niskim poziomie i nie wnoszący żadnych wartości. Aby przyciągnąć publiczność/widza, stosuje się tanie chwyty typu rozbierająca się aktorka/aktor w teatrze albo używany jest "prawdziwy" czyli wulgarny język ulicy. Opera na szczęście jeszcze się przed tym broni i mam nadzieję, ze tak pozostanie. W życiu publicznym bardzo brakuje takich postaci jak Pan Bogusław Kaczyński, którzy edukowaliby zarówno młodych ludzi jak i nas dorosłych. Cieszę się ogromnie, że Beata i Michał pomagają nam w tej edukacji i bardzo im za to dziękuję.
    Komentarz Pana Dodka jest jak zwykle interesujący, a anegdota o Cioci Pana Boguslawa urocza.

    0
  • Ciekawy wywiad. Opowieści o gwiazdach operowych zawsze są przeurocze :).
    Polubiłam operę niedawno dzięki współczesnym śpiewakom (wspaniałym!) i dzięki temu, że widziałam parę dobrych współczesnych realizacji operowych - dlatego nie ze wszystkim się zgadzam. "Don Giovanni" i "Traviata" w reżyserii Trelińskiego w TWON podobały mi się.

    0
  • Kolejny super wywiad z taka sławą jaką jest Pan Bogusław Kaczyński. Podoba mi się ten wywiad bo w większości zgadzam się z wypowiedziami Pana Bogusława - szczególnie jeśli chodzi o to co słuchać i co myśli o reżyserii i nowoczesnych inscenizacjach.
    Prawdę powiedziawszy to Pan Kaczyński miał duży wkład w to, że moje zainteresowanie operą wzrosło gwałtownie. Stało się to po prowadzonym przez niego w TVP (dawno temu) programu gdzie przedstawiał kolejno 10 oper ( Traviata, Don Giovanni, Cyrulik sewilski, Tristan i Izolda, Rigoletto, Tosca, Madama Burrerfly, Opowiesci Hoffmana, Carmen) w najlepszych dla mnie do tej pory wykonaniach (za co mu podziękowałem listownie) i publiczność miała zdecydować, która opera zwycięży. Nagrywałem to wtedy na wideo a później zdobywałem nagrania na DVD. Wygrała Traviata ale czuło się jak to ogłaszał Pan Kaczyński, że był podenerwowany, że nie wygrał Tristan i Izolda. Miał chyba o to żal do publiczności. Teraz dopiero rozumiem skąd się wzięło to podenerwowanie - po prostu bardzo kocha muzykę Wagnera o czym tak pięknie opowiada.
    Jeśli chodzi o konkursy Chopinowskie to moja opinia jest wręcz identyczna. Uwielbiałem je słuchać. Leżałem na łóżku w akademiku i słuchałem w głośniku różnych wykonawców ( radio i TV nadawały koncerty również z przesłuchań i kolejnych etapów a nie tylko w skrócie zwycięzców). Tu się zgadzam z Panem Kaczyńskim, że to ogromna strata dla wszystkich ludzi nie tylko dla muzyków.
    Bardzo się cieszę, że Pan Bogusław zmienił zdanie o Annie Netrebko, którą uwielbiam słuchać. Identycznie myślę również o tym co powiedział o Villazonie.
    Jeśli chodzi o Pana Trelińskiego to tu się nie do końca zgadzam z Panem Kaczyńskim. Niektóre reżyserie jak np. Madama Butterfly czy Don Giovanni znane są przecież praktycznie na całym świecie.
    Podsumowując - jest to bardzo ciekawy wywiad. Trzeba czytać książki Pana Bogusława.
    Serdeczne podziękowania dla Pani Beaty i Pana Michała za ten ogrom pracy, którą wykonali.

    Komentarz ostatni edytowany około 4 lat temu przez WIESIEK
    1
  • Też pamiętam ten cykl emitowany w TVP - nazywał się bodajże "Rewelacja miesiąca". Niewiele przypominam sobie z samych przedstawień, ale w pamięci utkwiła mi niesamowita pasja, z jaką Pan Bogusław o nich opowiadał.

    0
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)