opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

Wywiad z Aleksandrą Kurzak - część pierwsza

Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu z Panią Aleksandrą Kurzak, udzielonego 11 lutego 2013 roku Beacie i Michałowi Olszewskim dla serwisu opera.info.pl . W tym czasie Pani Aleksandra przebywała w Zurichu, gdzie w tamtejszym Opernhaus Zürich śpiewała rolę Gildy w premierowej, "mocno" zmodernizowanej wersji "Rigoletto" Giuseppe Verdiego.

 

Aleksandra Kurzak zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.com/ opublikowane przez opera.info.pl dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu
com/ opublikowane dzięki
uprzejmości AleksandryKurzak;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Aleksandro, śpiewa Pani teraz Gildę w „Rigoletto” w nowej inscenizacji przygotowanej przez Operę w Zurichu, teatr znany z zamiłowania do eksperymentów reżyserskich. Chcielibyśmy zapytać o Pani wrażenia z pracy w tej produkcji, bo nam jako widzom zdarzyło się miesiąc temu oglądać tam nową interpretację „Latającego Holendra” Wagnera. A było tak - wspaniale grała orkiestra, kapitalnie śpiewano – w roli głównej wystąpił sam Bry Terfel, a reżyser udowodnił, że świetnie sobie radzi w tym fachu, tyle tylko, że mieliśmy wrażenie, że wszystkie osoby wychodzące na scenę pomyliły w garderobie szafy z ubraniami i przywdziały niewłaściwe kostiumy. Bo inaczej wytłumaczyć to, że akcja „Latającego Holendra” w Zurichu dzieje się w …biurze maklerskim, względnie w firmie księgowo – handlowej, co zresztą nie przeszkadzało śpiewakom turlać się po podłodze, gdy gdzieś tam na morzu szalał sztorm. Z tego co wiemy, nowa inscenizacja „Rigoletto” też mocno różni się od klasycznych wystawień?

Dotychczasowa inscenizacja „Rigoletto”, ta w której występował na przykład Leo Nucci, a obecna propozycja Opery w Zurichu, to są dwa „różne światy”, których ze sobą nie można porównywać. Tu nie ma nic, tu jest czarna scena, żelazny stół, dwadzieścia krzeseł i to jest wszystko.

Ale jak się gra w takiej przestrzeni, jak można oddać emocje…

Emocje są w muzyce…

I nie miała Pani żadnych problemów z „wpasowaniem się do roli” w takich warunkach?

Zero problemów (śmiech). Powiedziałabym nawet więcej, że reżyseria nowej inscenizacji jest dużo ciekawsza i łatwiejsza, bo jest dużo więcej zadań aktorskich, jest więcej do „grania”, więcej w niej miejsca do samodzielnego pokazania emocji, niż na przykład ostatnie „Rigoletto” z San Francisco, wystawione tak tradycyjnie, że można wręcz powiedzieć, że był to koncert w kostiumach.

Ale czytając recenzje, można odnieść wrażenie, że w tym przypadku modernizacja poszła bardzo daleko.

Wczoraj na spektaklu byli na przykład Inva Mula, czy Roberto Alagna, artysta który śpiewa na przeróżnych scenach od trzydziestu lat. Był zachwycony. Już po pierwszym akcie powiedział, że tak interesującego „Rigoletta” nie widział nigdy w życiu. Jego zdaniem, to co udało się Pani reżyser osiągnąć w pierwszym akcie, jest czymś absolutnie wyjątkowym, bo napięcie „nie siada” tam ani przez chwilę. Ja też uważam, że pomysły reżyserskie tej inscenizacji są wyjątkowe, choć muszę przyznać, że „dla oka” całość, może wydawać się nieco „brzydka”.

A jak publiczność przyjmuje nowego „Rigoletto”? Podoba się, czy jest buuuu… ?

Buuu było na premierze, ale dla realizatorów. Nas śpiewaków przyjęto bardzo dobrze.

Czyli, jak czuje się Aleksandra Kurzak w ultranowoczesnym „Rigoletto”?

Znakomicie…

Czy Pani kiedykolwiek udziela odpowiedzi w stylu „mam się tak sobie”, albo „mam się byle jak”?

Unikam (śmiech)….

Panie Aleksandro, jest Pani pierwszą osobą ze świata opery, o której w Polsce można czytać w prasie codziennej i w kolorowych magazynach. Można też o Pani dowiedzieć się wiele z radia i telewizji. Wszyscy już dobrze znają opowieści o czteroletniej dziewczynce, która miała nagrywać płytę z ariami operowymi, o dziewczynie, która z samymi piątkami kończy szkołę muzyczną w klasie skrzypiec i …sprzedaje natychmiast swój instrument, żeby rozpocząć fenomenalną karierę śpiewaczki operowej, a teraz kiedy jest na „szczycie” i tak, po każdym występie dzwoni do mamy, żeby się jej poradzić, w kwestii techniki śpiewu. Czy sądzi Pani, że Aleksandra Kurzak jest pierwszą osobą ze świata opery, o której wiedza dotarła do masowego odbiorcy w Polsce?

Nie wiem, czy tak jest naprawdę, ale na pewno programy telewizyjne typu Dzień dobry TVN, czy „Kuba Wojewódzki show” przysporzyły mi trochę popularności. Od pewnego momentu rzeczywiście jestem rozpoznawalna, specjalnie witana np. przez panie stewardessy w samolocie, które podchodzą i gratulują mi występu, nie mówiąc o celnikach, którzy są nadzwyczajnie mili. Koniec końców, takie programy to jednak kilkumilionowa publiczność. Jednak tego rodzaju rozpoznawalności nie można porównywać do popularności jaką w Polsce cieszą się np.aktorzy, zwłaszcza występujący w telewizyjnych serialach. To – na szczęście – jeszcze nie jest tak, że idąc ulicą muszę się chować. To dopiero byłby męczący koszmar. Jednak nie mogę zaprzeczyć, że popularność jest duża i rzeczywiście w Polsce nie było już dawno tak dobrze z rozpoznawalnością śpiewaka operowego. Przynajmniej od czasu Jana Kiepury (śmiech) …

Trudno byłoby temu zaprzeczyć…

No właśnie. Taka jest siła współczesnych mediów, a w nich …telewizji śniadaniowych. Do tego dochodzi bardzo dobry odbiór takich płyt jak na przykład ta ostatnio nagrana z Sebastianem Karpiel - Bułecką płyta z kolędami, która zdobyła już statut złotej, co ważne w kategorii muzyki Pop, ponieważ tam wymogi w sprzedaży są dużo wyższe niż w klasyce. Albo też koncert sylwestrowy w Sali Kongresowej w Warszawie, do którego zaprosiłam gości spoza muzyki klasycznej. Ktoś mógłby to nazwać „mezaliansem”, albo chwytem marketingowym, ale nie zmieni to faktu, że taka działalność sprawia mi bardzo dużą przyjemność, a przy okazji promuje kulturę i charakter śpiewu operowego.

Pani działalność na tym polu przypomina to co robił przed laty Luciano Pavarotti. Śpiewał z przyjaciółmi. Śpiewał też utwory ze świata muzyki popularnej…

Hej, kolęda! okładka płyty Aleksandry Kurzak i Sebastiana Karpiel - Bułecka
Hej, kolęda! okładka płyty
Aleksandry Kurzak i Sebastiana
Karpiel - Bułecka

No właśnie tak. A tymczasem spotkałam się niedawno z publicznie wyrażoną krytyką poważnego muzycznego recenzenta, że jest mnie właśnie ostatnio za dużo. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam i muszę to dobitnie wyrazić, takie opinie mnie zupełnie nie interesują. To co robię, czynię z pełnym zaangażowaniem i zawsze trzymam się określonego, wysokiego poziomu artystycznego. Toteż mogę śmiało oświadczyć, że ja będę to nadal robić, będę występować z ludźmi reprezentującymi inne gatunki muzyczne, jeśli oczywiście oni wyrażą na to zgodę. Mnie takie „wspólne śpiewanie” sprawia ogromnie dużo przyjemności. Co więcej, jak widzę zachwyt ludzi, którzy wypełnili Salę Kongresową do ostatniego miejsca i którzy potem stali w długiej kolejce by uzyskać autograf, to ja jestem po prostu szczęśliwa i nie dbam o to co na ten temat sądzą poważni krytycy muzyczni. Publiczność jest najważniejsza.

No właśnie, porozmawiajmy więcej o tej polskiej publiczności. Tak jest na koncertach, na które ludzie przychodzą dla gwiazdy – Aleksandry Kurzak. Ale jest jeszcze publiczność operowa i zwykły „dzień” polskich teatrów operowych. Pani zna świat opery we wszystkich możliwych aspektach. Z własnego doświadczenia Pani wie, jak pracują teatry europejskie i amerykańskie. Pani zna publiczność włoską, niemiecką, amerykańską. Jak na tym tle prezentuje się świat opery polskiej? Ale zanim zechce Pani podzielić się swoimi refleksjami, jako wprowadzenie niech posłuży nasze niezwyczajne doświadczenie z Wiednia. Gdy po „Traviacie” z Natalie Dessay w Operze Wiedeńskiej wstąpiliśmy do małego bistro, by „ochłonąć” przy lampce czerwonego wina, podeszła do nas kelnerka i zaczęła wypytywać się o nasze wrażenia ze spektaklu. Była tak zaciekawiona, że zapytaliśmy od jak dawna interesuje się operą. Ku naszemu zdumieniu odpowiedziała: „Ja nigdy w życiu w operze nie byłam, ale tu wszyscy o tym rozmawiają na okrągło, więc i ja muszę wiedzieć co i jak”. Pani Aleksandro, kiedy takich chwil będzie można doświadczyć w Polsce?

Aleksandra Kurzak zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.com/ opublikowane przez opera.info.pl dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
opublikowane dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak;
kliknij, aby powiększyć...

Ale to jest Wiedeń, bardzo specyficzne miasto w którym, podobnie jak w Salzburgu, czy szerzej w obszarze języka niemieckiego, kultura muzyczna jest na niesamowicie wysokim poziomie. Uwielbienie opery, uwielbienie dla gwiazd operowych, szacunek dla muzyki i tradycji są tam bardzo ważne. A czy dożyjemy takich czasów, że w kawiarniach w Polsce będzie się rozprawiać o operze? Nie wydaje mi się to prawdopodobne, bo opera musi się opierać na gwiazdach, na nazwiskach, na śpiewakach. Żeby sobie na to pozwolić potrzebne są pieniądze, aby zaś były pieniądze potrzebne są wysokie dotacje. U nas nie spotyka się prywatnych dotacji, nie pomaga temu system podatkowy. W Polsce realia są takie, że pierwszą rzeczą na jakiej się oszczędza planując publiczny budżet jest kultura. Ponadto trzeba pracować nad zmianą mentalności w podejściu do twórczości operowej. Rozumiem teraz doskonale co miał na myśli Mariusz Kwiecień, który już wiele lat temu śpiewając „Don Giovanniego” w Warszawie zwrócił uwagę, że wszyscy mówili o Don Giovannim …Trelińskiego. Teraz też tak jest, wiele osób bezrefleksyjnie powtarza, „Traviata” Trelińskiego, a przecież niczego takiego nie ma. Jest i owszem „Traviata”, ale …Verdiego. I warto to zapamiętać słowa Mariusza, że może dany spektakl ktoś wyreżyserować, a ktoś inny zaprojektować do niego kostiumy. Ale jak śpiewak nie wyjdzie na scenę i nie zaśpiewa, to tego spektaklu po prostu nie będzie. Nie cierpię tego odwrócenia znaczeń, tak popularnego w Polsce. I warto to zapamiętać, bo wszędzie za granicą chodzi się na „nazwisko”, ale nazwisko śpiewaka. Bo mechanizm, który tu działa jest identyczny jak w świecie filmu. Są oczywiście wielkie filmy z Hollywood, które zostały wyreżyserowane przez wybitnych artystów, ale sam film „sprzedawany” jest dzięki nazwiskom wielkich aktorów, którzy w danej produkcji wzięli udział. I w świecie opery działa to w identyczny sposób, ale …poza Polską.

Co do poziomu ogólnego samej opery w polskich teatrach, to jednak trudno mi jest w tej sprawie zabierać głos, bo oprócz Teatru Wielkiego w Warszawie, nie śpiewałam przez kilka dobrych lat nigdzie indziej w Polsce. Jednak nie zapomnę mojego pierwszego wrażenia, gdy w 2001 roku zaczęłam pracę za granicą. Wtedy to była po prostu przepaść. Dziś jest mi tym bardziej trudno przeprowadzać podobne porównania, bo to gdzie teraz śpiewam z moimi kolegami, to jest to jednak swoisty „szczyt operowy”. Byłoby to jak porównywanie superprodukcji filmowej z Hollywood z niszowym kinem niskobudżetowym spoza głównego nurtu. Niestety wszystko kręci się wokół pieniądza i pieniądz w naszych czasach jest wyznacznikiem jakości. Gdy one są, są wtedy i piękne kostiumy, znakomita scenografia, bardzo dobra reżyseria, wybitni dyrygenci i świetni muzycy w orkiestrze. Tego się nie da więc sensownie porównać.

Czytaj więcej: Wywiad z Aleksandrą Kurzak - część pierwsza

Wywiad z Aleksandrą Kurzak - część druga

Jest to druga część wywiadu z Panią Aleksandrą Kurzak, udzielonego 11 lutego 2013 roku Beacie i Michałowi Olszewskim dla serwisu opera.info.pl . Zapraszamy również do lektury "Wywiadu z Aleksandrą Kurzak - części pierwszej".

 

Aleksandra Kurzak zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.com/ opublikowane przez opera.info.pl dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu
opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Aleksandro, gdy dziś Pani patrzy w swoją artystyczną przyszłość, to z których z zaplanowanych ról cieszy się Pani najbardziej?

Do MET wracam w „Rigoletto” i w „Napoju miłosnym”, w Londynie wystąpię w „Rigoletto” , „Turku we Włoszech” Rossiniego, „Łucji z Lammermooru” Donizettiego, choć co do samego Londynu, chciałabym bardzo zaśpiewać „Traviatę” w tamtejszej realizacji. Prześladuje mnie pech, bo dostałam już trzy razy propozycję zaśpiewania tej partii i za każdym razem miał miejsce konflikt terminów. Będę natomiast śpiewać „Traviatę” w Wiedniu, już we wrześniu tego roku. A wracając do planów, to jest tam również londyńska rola Sophie w „Der Rosenkavalier” Straussa i „Maria Stuarda”, którą będę śpiewać w Paryżu. Są „Purytanie” w Bilbao, jest „Le Comte Ory” z Juan Diego Florezem w La Scali i jest - z czego się bardzo cieszę – „Faust” w Seattle.

A która rola jest tą z Pani marzeń, na którą Pani jeszcze czeka? W wywiadzie dla nas, Pan Piotr Beczała powiedział, że ma nadzieje, że zwieńczeniem jego kariery będzie główna rola w „Otello” …

Oczywiście, ja też mam swoje role marzeń w słynnych operach, takich jak: „Tosca”, „Madame Butterfly”, „Aida” oraz „Trubadur”. Ale w nich potrzebny jest ten rodzaj głosu, którym na razie nie dysponuję, więc poczekajmy …może za dwadzieścia lat, …nie wiem, może …

A gdyby się tak zdarzyło, przecież w końcu mówi się że jest kryzys na świecie, że oto sponsorzy w Ameryce powiedzieliby „dosyć z tym trwonieniem pieniędzy na opery”, a Państwa Europejskie przygniecione problemami finansowymi wycofały się z dotowania teatrów operowych…, słowem, gdyby okazało się, że od przyszłego roku wszystkie Pani miejsca pracy zostały zamknięte, to co wtedy stałoby się z Aleksandrą Kurzak? Czym Pani zajęłaby się w życiu, gdyby z przyczyn od Pani niezależnych, nie mogła Pani kontynuować kariery śpiewaczki?

Ja mam swój biznes jogurtowy (śmiech)…

No dobrze, „jogurt” zapewniłby Pani godziwe dochody, ale co z realizacją innych Pani życiowych pasji i marzeń?

Nie mam innych pasji. Zawsze nią była, jest i będzie muzyka. Mówiąc w skrócie, to prawdziwa pasja także o innych moich zainteresowaniach można mówić, …że ich nie mam (śmiech).

Czyli nie będzie Pani miała innego wyjścia, jak w sytuacji takiego katastrofalnego kryzysu, obowiązkowo „zrobić wielkie pieniądze na jogurcie”, by potem na bazie zgromadzonego kapitału stworzyć …prywatną operę?

Świetny pomysł (śmiech)….

A co znajdziemy na Pani nowej płycie nagranej dla wytwórni Decca?

Płyta powinna ukazać się pierwszego kwietnia tego roku* i to nie będzie Prima Aprilis. Cała jej zawartość to twórczość Gioacchino Rossiniego – „Semiramida”, „Wilhelm Tell”, „Tankred”, „Matylda”, „Oblężenie Koryntu”…

Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak. com/ opublikowane dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak; kliknij, aby powiększyć...

A czy Pani lubi nagrywać płyty? W jednym z wywiadów wspomniała Pani nawet, że do życia „rodzi się Pani” wieczorem, bo od wczesnego dzieciństwa żyje Pani w cyklu operowym, dawniej przez Pani Rodziców pracujących w Operze Wrocławskiej, dziś przez spektakle w których z reguły śpiewa Pani właśnie wieczorem. Tymczasem płyty, o ile nam wiadomo nagrywa się przez cały dzień.

To prawda i dlatego po doświadczeniach, jakie zebrałam przy nagrywaniu mojej pierwszej płyty „Gioia”, wszystko tym razem zostało inaczej zorganizowane. Powiedziałam: „o nie, żadnych porannych sesji”! Dzięki temu do pracy przychodziłam na godzinę 16, a samo nagrywanie trwało między godziną 17-tą i 20-tą. I co najważniejsze, była tylko jedna sesja dziennie. Dlatego też wszystko przebiegło gładko i swobodnie, a pracę przy płycie wspominam z dużą sympatią. Choć i w tym przypadku nie obyło się bez pewnej presji, wywołanej bardzo smutnym wydarzeniem, bowiem zmarła mama dyrygenta i musieliśmy wszyscy zmobilizować się, aby wszystko zostało ukończone w cztery dni, czyli w cztery sesje. A warto wspomnieć, że nagranie takiego materiału, który w całości liczy sobie ponad godzinę, w trakcie zaledwie czterech spotkań, nie jest wcale rzeczą łatwą. Ale wszystko się na szczęście udało i mam nadzieję, że „wyszła” z tego ładna i ciekawa płyta.

Ale nagrywanie płyty musi być trudniejszym chyba zadaniem dla artystki, niż występ w tym samym repertuarze w teatrze operowym? Czy łatwo jest wyrazić emocje, bez gry scenicznej, która chyba jakoś pomaga „odnaleźć” się w zadanej roli. W codziennym ubraniu, przed mikrofonem, ze słuchawkami na uszach…

Słuchawek nie miałam. Wszystko było zgrywane na żywo, wraz z orkiestrą. Nie „dogrywałam” swojego głosu do wcześniej zarejestrowanej muzyki. Jednak w porównaniu z występem scenicznym, jest na pewno trudniej „wejść w postać”, tak szybko, dosłownie w jednej chwili zmienić charakter i dostosować nastrój. Jednak owa „adrenalina”, „kostium”, „koledzy”, to wszystko razem daje, mówiąc współczesnym językiem, inny „power”. W przypadku nagrywania jest się bardziej „wystawionym” na ocenę, trzeba się skupić, dosłownie na każdym dźwięku, na każdym detalu, bo jednak wszystko bardzo, bardzo dobrze słychać. Co więcej, „owo wszystko” trzeba przekazać wyłącznie własnym głosem. Na scenie jednak gest, mimika, spojrzenie, sama gra i interakcja z innymi bardzo pomagają. Tymczasem w przypadku śpiewania „na płytę”, oczekuje się, że wszystko to zostanie wyrażone, albo jak kto woli „odmalowane” głosem. To bardzo trudne zadanie.

A jeśli wolno chcielibyśmy Panią zapytać o pewne doświadczenia w pracy scenicznej. Ot takie ciekawskie pytanie „operomaniaka”. Czy będąc na scenie operowej zawsze słyszy Pani dobrze orkiestrę, czy też jest z tym różnie i musi raczej Pani śledzić uważnie ruchy ręki dyrygenta?

Zazwyczaj wszystko słychać bardzo dobrze. Zdarzają się oczywiście pewne miejsca na scenie, jak tutaj w Zurichu, gdzie w jednym z duetów w drugim akcie, prawie nic nie słyszę. Dla mnie to kłopotliwa sytuacja, bo ja praktycznie nigdy nie patrzę na dyrygenta, śpiewając wyłącznie słucham orkiestry. Na dyrygenta patrzę niezwykle rzadko, może trzy, cztery razy podczas spektaklu, na ogół tylko w takich jak te opisywane przed chwilą, miejscach, względnie w momentach gdy wyraźnie ma zmienić tempo. Generalnie, jeśli jest to już konieczne, staram się patrzeć w taki sposób, żeby nie było widać że patrzę.

Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak. com/ opublikowane dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak; kliknij, aby powiększyć...

Oj, to dla nas widzów jest bardzo ważne. Czasami mamy wrażenie, że to czy śpiewak spogląda, czy też nie, na dyrygenta, świadczy o jego klasie. Bo często dostrzegamy taką prawidłowość, że wybitni artyści nie patrzą, …chyba że, czego doświadczyliśmy raz w Wiedniu, są wystawiani na takie sytuacje, że dany spektakl jest pierwszy raz grany w sezonie, a obsada nie miała wcześniej szansy przeprowadzić próby z orkiestrą. We wspomnianym przez nas przypadku, dyrygent dodatkowo wywodził się ze „świata filharmonii” i w pracy w operze nie miał wystarczającego doświadczenia.

To niestety się zdarza. Tak było np. podczas mojego debiutu w Wiedmiu. Miałam tylko 2 dni prób z fortepianem. Żadnych prób na scenie, z orkiestrą, żadnej próby w kostiumach, dekoracjach, z chórem. Po raz pierwszy zobaczyłam wszystko i wszystkich podczas pierwszego spektaklu.

Mamy wrażenie, że zjawisko „grania z biegu” jest coraz częściej spotykane w teatrach operowych, a skutki bywają, oględnie mówiąc, niezbyt zachwycające.

Ja osobiście doświadczyłam tego tylko w teatrach repertuarowych, czyli głównie w Niemczach, Austrii i w Szwajcarii. Z tym zjawiskiem nie spotkałam się w teatrach, w ktorych gra się blokami a spektakle są normalnie przygotowywane. Czasami, gdy mamy do czynienia z premierą, prób przed pierwszym wystawieniem jest aż za dużo, do tego stopnia, że uważam to w niektórych przypadkach za kompletne marnotrawienie czasu. Mówię to z ręką na sercu, sześć a nawet siedem tygodni przygotowań jest według mnie nadużyciem....

Czytaj więcej: Wywiad z Aleksandrą Kurzak - część druga

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)