opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

Wywiad z Aleksandrą Kurzak - część druga

Jest to druga część wywiadu z Panią Aleksandrą Kurzak, udzielonego 11 lutego 2013 roku Beacie i Michałowi Olszewskim dla serwisu opera.info.pl . Zapraszamy również do lektury "Wywiadu z Aleksandrą Kurzak - części pierwszej".

 

Aleksandra Kurzak zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.com/ opublikowane przez opera.info.pl dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu
opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak;
kliknij, aby powiększyć...

Pani Aleksandro, gdy dziś Pani patrzy w swoją artystyczną przyszłość, to z których z zaplanowanych ról cieszy się Pani najbardziej?

Do MET wracam w „Rigoletto” i w „Napoju miłosnym”, w Londynie wystąpię w „Rigoletto” , „Turku we Włoszech” Rossiniego, „Łucji z Lammermooru” Donizettiego, choć co do samego Londynu, chciałabym bardzo zaśpiewać „Traviatę” w tamtejszej realizacji. Prześladuje mnie pech, bo dostałam już trzy razy propozycję zaśpiewania tej partii i za każdym razem miał miejsce konflikt terminów. Będę natomiast śpiewać „Traviatę” w Wiedniu, już we wrześniu tego roku. A wracając do planów, to jest tam również londyńska rola Sophie w „Der Rosenkavalier” Straussa i „Maria Stuarda”, którą będę śpiewać w Paryżu. Są „Purytanie” w Bilbao, jest „Le Comte Ory” z Juan Diego Florezem w La Scali i jest - z czego się bardzo cieszę – „Faust” w Seattle.

A która rola jest tą z Pani marzeń, na którą Pani jeszcze czeka? W wywiadzie dla nas, Pan Piotr Beczała powiedział, że ma nadzieje, że zwieńczeniem jego kariery będzie główna rola w „Otello” …

Oczywiście, ja też mam swoje role marzeń w słynnych operach, takich jak: „Tosca”, „Madame Butterfly”, „Aida” oraz „Trubadur”. Ale w nich potrzebny jest ten rodzaj głosu, którym na razie nie dysponuję, więc poczekajmy …może za dwadzieścia lat, …nie wiem, może …

A gdyby się tak zdarzyło, przecież w końcu mówi się że jest kryzys na świecie, że oto sponsorzy w Ameryce powiedzieliby „dosyć z tym trwonieniem pieniędzy na opery”, a Państwa Europejskie przygniecione problemami finansowymi wycofały się z dotowania teatrów operowych…, słowem, gdyby okazało się, że od przyszłego roku wszystkie Pani miejsca pracy zostały zamknięte, to co wtedy stałoby się z Aleksandrą Kurzak? Czym Pani zajęłaby się w życiu, gdyby z przyczyn od Pani niezależnych, nie mogła Pani kontynuować kariery śpiewaczki?

Ja mam swój biznes jogurtowy (śmiech)…

No dobrze, „jogurt” zapewniłby Pani godziwe dochody, ale co z realizacją innych Pani życiowych pasji i marzeń?

Nie mam innych pasji. Zawsze nią była, jest i będzie muzyka. Mówiąc w skrócie, to prawdziwa pasja także o innych moich zainteresowaniach można mówić, …że ich nie mam (śmiech).

Czyli nie będzie Pani miała innego wyjścia, jak w sytuacji takiego katastrofalnego kryzysu, obowiązkowo „zrobić wielkie pieniądze na jogurcie”, by potem na bazie zgromadzonego kapitału stworzyć …prywatną operę?

Świetny pomysł (śmiech)….

A co znajdziemy na Pani nowej płycie nagranej dla wytwórni Decca?

Płyta powinna ukazać się pierwszego kwietnia tego roku* i to nie będzie Prima Aprilis. Cała jej zawartość to twórczość Gioacchino Rossiniego – „Semiramida”, „Wilhelm Tell”, „Tankred”, „Matylda”, „Oblężenie Koryntu”…

Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak. com/ opublikowane dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak; kliknij, aby powiększyć...

A czy Pani lubi nagrywać płyty? W jednym z wywiadów wspomniała Pani nawet, że do życia „rodzi się Pani” wieczorem, bo od wczesnego dzieciństwa żyje Pani w cyklu operowym, dawniej przez Pani Rodziców pracujących w Operze Wrocławskiej, dziś przez spektakle w których z reguły śpiewa Pani właśnie wieczorem. Tymczasem płyty, o ile nam wiadomo nagrywa się przez cały dzień.

To prawda i dlatego po doświadczeniach, jakie zebrałam przy nagrywaniu mojej pierwszej płyty „Gioia”, wszystko tym razem zostało inaczej zorganizowane. Powiedziałam: „o nie, żadnych porannych sesji”! Dzięki temu do pracy przychodziłam na godzinę 16, a samo nagrywanie trwało między godziną 17-tą i 20-tą. I co najważniejsze, była tylko jedna sesja dziennie. Dlatego też wszystko przebiegło gładko i swobodnie, a pracę przy płycie wspominam z dużą sympatią. Choć i w tym przypadku nie obyło się bez pewnej presji, wywołanej bardzo smutnym wydarzeniem, bowiem zmarła mama dyrygenta i musieliśmy wszyscy zmobilizować się, aby wszystko zostało ukończone w cztery dni, czyli w cztery sesje. A warto wspomnieć, że nagranie takiego materiału, który w całości liczy sobie ponad godzinę, w trakcie zaledwie czterech spotkań, nie jest wcale rzeczą łatwą. Ale wszystko się na szczęście udało i mam nadzieję, że „wyszła” z tego ładna i ciekawa płyta.

Ale nagrywanie płyty musi być trudniejszym chyba zadaniem dla artystki, niż występ w tym samym repertuarze w teatrze operowym? Czy łatwo jest wyrazić emocje, bez gry scenicznej, która chyba jakoś pomaga „odnaleźć” się w zadanej roli. W codziennym ubraniu, przed mikrofonem, ze słuchawkami na uszach…

Słuchawek nie miałam. Wszystko było zgrywane na żywo, wraz z orkiestrą. Nie „dogrywałam” swojego głosu do wcześniej zarejestrowanej muzyki. Jednak w porównaniu z występem scenicznym, jest na pewno trudniej „wejść w postać”, tak szybko, dosłownie w jednej chwili zmienić charakter i dostosować nastrój. Jednak owa „adrenalina”, „kostium”, „koledzy”, to wszystko razem daje, mówiąc współczesnym językiem, inny „power”. W przypadku nagrywania jest się bardziej „wystawionym” na ocenę, trzeba się skupić, dosłownie na każdym dźwięku, na każdym detalu, bo jednak wszystko bardzo, bardzo dobrze słychać. Co więcej, „owo wszystko” trzeba przekazać wyłącznie własnym głosem. Na scenie jednak gest, mimika, spojrzenie, sama gra i interakcja z innymi bardzo pomagają. Tymczasem w przypadku śpiewania „na płytę”, oczekuje się, że wszystko to zostanie wyrażone, albo jak kto woli „odmalowane” głosem. To bardzo trudne zadanie.

A jeśli wolno chcielibyśmy Panią zapytać o pewne doświadczenia w pracy scenicznej. Ot takie ciekawskie pytanie „operomaniaka”. Czy będąc na scenie operowej zawsze słyszy Pani dobrze orkiestrę, czy też jest z tym różnie i musi raczej Pani śledzić uważnie ruchy ręki dyrygenta?

Zazwyczaj wszystko słychać bardzo dobrze. Zdarzają się oczywiście pewne miejsca na scenie, jak tutaj w Zurichu, gdzie w jednym z duetów w drugim akcie, prawie nic nie słyszę. Dla mnie to kłopotliwa sytuacja, bo ja praktycznie nigdy nie patrzę na dyrygenta, śpiewając wyłącznie słucham orkiestry. Na dyrygenta patrzę niezwykle rzadko, może trzy, cztery razy podczas spektaklu, na ogół tylko w takich jak te opisywane przed chwilą, miejscach, względnie w momentach gdy wyraźnie ma zmienić tempo. Generalnie, jeśli jest to już konieczne, staram się patrzeć w taki sposób, żeby nie było widać że patrzę.

Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak. com/ opublikowane dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak; kliknij, aby powiększyć...

Oj, to dla nas widzów jest bardzo ważne. Czasami mamy wrażenie, że to czy śpiewak spogląda, czy też nie, na dyrygenta, świadczy o jego klasie. Bo często dostrzegamy taką prawidłowość, że wybitni artyści nie patrzą, …chyba że, czego doświadczyliśmy raz w Wiedniu, są wystawiani na takie sytuacje, że dany spektakl jest pierwszy raz grany w sezonie, a obsada nie miała wcześniej szansy przeprowadzić próby z orkiestrą. We wspomnianym przez nas przypadku, dyrygent dodatkowo wywodził się ze „świata filharmonii” i w pracy w operze nie miał wystarczającego doświadczenia.

To niestety się zdarza. Tak było np. podczas mojego debiutu w Wiedmiu. Miałam tylko 2 dni prób z fortepianem. Żadnych prób na scenie, z orkiestrą, żadnej próby w kostiumach, dekoracjach, z chórem. Po raz pierwszy zobaczyłam wszystko i wszystkich podczas pierwszego spektaklu.

Mamy wrażenie, że zjawisko „grania z biegu” jest coraz częściej spotykane w teatrach operowych, a skutki bywają, oględnie mówiąc, niezbyt zachwycające.

Ja osobiście doświadczyłam tego tylko w teatrach repertuarowych, czyli głównie w Niemczach, Austrii i w Szwajcarii. Z tym zjawiskiem nie spotkałam się w teatrach, w ktorych gra się blokami a spektakle są normalnie przygotowywane. Czasami, gdy mamy do czynienia z premierą, prób przed pierwszym wystawieniem jest aż za dużo, do tego stopnia, że uważam to w niektórych przypadkach za kompletne marnotrawienie czasu. Mówię to z ręką na sercu, sześć a nawet siedem tygodni przygotowań jest według mnie nadużyciem....

Pani Aleksandro, ależ to wygląda na patologię…

...................................................

Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak. com/ opublikowane dzięki uprzejmości AleksandryKurzak
Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak; kliknij, aby powiększyć...

Pani Aleksandro rozmawiamy o problemie nadmiaru lub braku prób w teatrach operowych, ale przecież Wy śpiewaczki i śpiewacy pewnie musicie się do swoich ról przygotowywać z dużym wyprzedzeniem sami. Wiemy, że na ogół każdy artysta ma swoją własną w tym zakresie metodę. Jak do nowych partii przygotowuje się Pani Aleksandra Kurzak?

Nie mam żadnej metody. Naprawdę podziwiam śpiewaków, którzy potrafią przeczytać dziesiątki książek i przesłuchać setki płyt przygotowując się do roli. Ze mną jest o tyle inaczej, że ja wszystkie opery, w których śpiewałam znałam „od podszewki” już od dziecka, bo się wychowałamw teatrze i usłyszałam przysłowiowy „milion razy” te partie, które przyszło mi potem śpiewać samej. Toteż dziś, kiedy zaczynam przygotowania, to po prostu biorę do ręki nuty i zaznaczam kolorem te fragmenty, które będę śpiewać. Potem uczę się ich na pamięć i …prześpiewuję z mamą. Potem są próby i rutynowa praca. Od strony aktorskiej nie przygotowuję się wcale, bo wierzę w swój aktorski instynkt. Nigdy się na nim nie zawiodłam, a jak do tej pory w tej materii zbieram raczej pochlebne recenzje tak od krytyków, jak i publiczności. Widzowie mówią mi potem, że to co grałam było prawdziwe. Nie lubię wydumanych przygotowań, bo zazwyczaj traci się wówczas na świeżości i autentyczności.

A z którymi dyrygentami lubi Pani najbardziej pracować?

Bardzo cenię Antonio Pappano. Bardzo ceni śpiewaków, z którymi pracuje i ma on niezwykłą wręcz umiejętność wyciągania z nich tego co najlepsze. Jest niesamowicie inspirującą i „zagrzewającą do boju” osobą. Praca z nim to czysta przyjemność. Bardzo szanuję i cenię również Fabio Luigi, który jest jednym z niewielu, którzy tak świetnie potrafią śpiewaków słuchać i tak znakomicie im akompaniować . Podobnie Bruno Campanella, cudowna osoba i fenomenalny dyrygent, który „zjadł zęby” na „Bel canto”.

A reżyserzy, z którymi lubi Pani pracować, bo na przykład wie Pani z góry, że ich inscenizacje będą na pewno świetne?

Nie mam takich reżyserów. Dla mnie najważniejsza jest relacja z dyrygentem, a nie reżyserem. Nie chciałabym zostać źle zrozumiana, albo wyjść na osobę zarozumiałą, ale jeśli chodzi o pracę reżysera ze śpiewakiem i ewentualne korzyści jakie to miałoby mi przynieść, to ja na ogół bardziej wierzę we własny potencjał i we własne siły i wiem, …że reżyser, tak naprawdę nie jest mi potrzebny. Dla mnie w operze najważniejsza jest muzyka i cała aktorska inspiracja, wszystkie emocje są zawarte przez kompozytora w muzyce. Jeśli ktoś jest muzykalny, czuły i wrażliwy, to „wyciągnie” niejako wszystko z tej właśnie muzyki. Powtórzę raz jeszcze – dla mnie dyrygent, orkiestra i muzyka są najważniejsi. Jeśli od strony muzycznej projekt jest „zapięty na ostatni guzik”, wtedy i aktorsko można sobie pofolgować.

A co Wy, artyści, możecie zrobić, gdy oto okazuje się, że danemu dyrygentowi wiele brakuje do klasy Antonio Pappano i że gra tak jako on uważa, nie zwraca uwagi na śpiewaków, narzuca na przykład własne tempo…?

Wtedy po prostu cierpimy i co gorsza musimy potem czytać opinie krytyki obciążające nas śpiewaków za porażkę danego spektaklu.

A czy Pani czyta recenzje krytyków? Czy śpiewacy unikają takich lektur, czy wręcz przeciwnie, są one dla nich bardzo ważnym punktem odniesienia?

Z tym jest różnie, jedni czytają, inni nie…

Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak. com/ opublikowane dzięki uprzejmości Aleksandry Kurzak
Zdjęcie z serwisu http://www.aleksandrakurzak.
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak; kliknij, aby powiększyć...

A Pani…?

Czytam…

Boli…?

Nie. Już nie. Kiedyś bolało…

A byłaby Pani gotowa podjąć polemikę…?

Owszem. Już mi się to zresztą zdarzyło… Jakiś czas temu, po moim koncercie w Warszawie, pewien uznany krytyk ograniczył się do stwierdzenia, że stosowałam uniki wokalne. Przepraszam bardzo, jeśli ktoś coś takiego pisze, sugeruje tym samym, że w moim śpiewaniu coś było nie w porządku, że czegoś w danej muzyce musiałam unikać, bo najwidoczniej sprawia mi to trudności. Tymczasem, „uników wokalnych” z mojej strony nie było żadnych, bo zaśpiewałam wszystko tak jak to zapisał w nutach kompozytor, a w niektórych miejscach zgodnie z tradycją dodałam oczekiwane przez publiczność klasyczne ozdobniki (tu Pani Aleksandra zaśpiewała nam stosowny fragment, sic!) oraz dodałam jeszcze własny „ornament”, którego nikt inny w taki sposób nigdy nie śpiewał i …zamieniłam kolejność, co jest całkowicie dopuszczalne. Tymczasem krytyk przyzwyczajony, że „ornament klasyczny” (tu Pani Aleksandra ponownie zaśpiewała nam to czego oczekiwał krytyk, sic!) usłyszy się za pierwszym razem, usłyszał go po moim własnym „ornamencie”. Jednak to czego tradycyjnie oczekuje się od śpiewaczki w tym „miejscu Łucji”, zostało we właściwy sposób zaśpiewane. Nie miał więc miejsca żaden „unik wokalny”. Toteż pozwoliłam sobie opisać to wszystko i wysłać krytykowi sms’em…

Czy otrzymała Pani odpowiedź…?

Otrzymałam…, wraz z przeprosinami za użycie niefortunnego sformułowania. No ale co mi z takich przeprosin, skoro wszystko ukazało się w prasie. Na oficjalne przeprosiny na łamach gazety nie doczekałam się.

Zresztą, ten właśnie mój występ, sprowokował inną, bardzo cenioną krytyczkę muzyczną w Polsce, do zarzucenia mi, że śpiewałam w tonacji nieoryginalnej, bo zapewne mam jakiś problem. W dodatku, Pani krytyk pomyliła się, nieprawidłowo nazywając tonację, w której śpiewałam. Pozwoliłam sobie odpisać, że „jak świat światem”, w tonacji E-dur utwór jest napisany na mezzosopran, a tonacja F-dur jest wymagana dla sopranu, między innymi na wszystkich międzynarodowych konkursach wokalnych. Za popełnioną pomyłkę zostałam przeproszona, co było o tyle dobre, że całe „zajście” miało miejsce na blogu, więc przeprosiny miały charakter publiczny.

ola kurzak9
Zdjęcie z serwisu
com/ opublikowane dzięki uprzejmości
Aleksandry Kurzak;
kliknij, aby powiększyć...

Czyli, Wy śpiewaczki i śpiewacy operowi czytacie krytyki i nawet z nimi dyskutujecie…?

Obcowanie z krytyką to część naszego zawodu.Trzeba czytać, ale jednak należy w sobie wyrobić umiejętność dystansowania się do tego co się przeczytało, należy tak naprawdę nie dopuszczać „tego” do siebie. Powiem tak – jeśli ja uważam, że zaśpiewałam jakiś spektakl dobrze i jestem z mojej pracy zadowolona, że podoba mi się to co i jak zrobiłam, żadna „zła” krytyka nie jest w stanie mi zaszkodzić, ani wyrządzić mi przykrości. Ale i odwrotnie, jeśli wiem, że mogłam coś zrobić lepiej, a tymczasem mnie wychwalają, to taka lektura wcale nie sprawia mi przyjemności.

A którą rolę z tych śpiewanych ostatnio w Warszawie lubi Pani najbardziej?

Jednak „Traviatę”, bardzo lubię tę partię. Chociaż, lubię też śpiewać „Łucję”… (po chwili namysłu), ale tak naprawdę to nie wiem…

A skoro na pierwszym miejscu wymieniła Pani jednak „Traviatę”, chcielibyśmy zapytać jak Pani czuje się w spektaklu, w którym jest wyjątkowo dużo scenicznego ruchu – obrotowa scena, nieustannie przesuwająca miejsce akcji, do którego muszą podążać nasi bohaterowie… Od strony widza, jest to bardzo efektowne rozwiązanie…

Bardzo lubię tę inscenizację, choć rzeczywiście uważam, że szczególnie w pierwszym akcie za dużo się dzieje, jest za dużo bieganiny i co gorsza odgłosy pracującej maszynerii jednak trochę przeszkadzają w śpiewaniu. Jednak akt drugi jest już znakomity, bo tam główną rolę gra kompozytor...

Ostatnie nasze pytanie. Pani Aleksandro, co mają zrobić: młoda śpiewaczka lub młody śpiewak, żeby udało się im „przebić”. Jak mają postępować, żeby mieli szansę podążać śladem starszych koleżanek i kolegów – Aleksandry Kurzak, Piotra Beczały, Mariusza Kwietnia i Artura Rucińskiego. Co muszą uczynić, aby wejść do „pierwszej Ligii”. Pani być może było łatwiej, bo wychowała się Pani w rodzinie o wspaniałych tradycjach muzycznych i dzieciństwo spędziła Pani w teatrze operowym.

Nie wiem, czy można akurat mówić, że mnie było łatwiej. Znam wiele podobnych rodzin, w których dzieci mają dar od Boga i wszystkie po temu warunki, żeby odnieść sukces w świecie muzyki, ale nic z tym nie robią i nic takiego się w ich życiu nie wydarza. Wydaje mi się, że zaplecze rodzinne jest ważne, ale nie jest kluczowe, bo znam wspaniałe, wręcz niewiarygodne przypadki karier ludzi, którzy byli w swoich rodzinach pierwszymi, którzy wybrali muzykę jako swoją drogę. Na pewno jednak pomaga gruntowne wykształcenie muzyczne, bo dzięki niemu, zdecydowanie szybciej czytam nuty i o wiele szybciej jestem w stanie nauczyć nowych partii. Jednak generalnie mówiąc, nie istnieje złoty środek, którego zastosowanie zagwarantuje odniesieniu sukcesu. Przede wszystkim trzeba bardzo pragnąć.

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

 

Na opera.info.pl jest również dostępny - "Wywiad z Aleksandrą Kurzak - część pierwsza".

 

Wywiad dla opera.info.pl przeprowadzili: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

 

*Wywiad został przeprowadzony 11 lutego 2013 roku. Nowa płyta płyta Aleksandry Kurzak "Bel  Raggio", rzeczywiście trafił do sprzedaży na początku kwietnia.

  • Jak zwykle inteligentny i ciekawie przeprowadzony wywiad.
    Co do warszawskiej Traviaty, mam odczucia identyczne z odtwórczynią głównej roli. Maszyneria w tym wypadku raczej przeszkadzała w odbiorze, zwłaszcza, gdy siedziałem w pierwszych rzędach. Na balkonie odbiór był już znacznie lepszy, ale jak widać przeszkadza to samym śpiewakom.

    1
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)