opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

Wywiad z Piotrem Beczałą - część druga

Czytaj pierwszą część wywiadu z Piotrem Beczałą
Wywiad w wersji angielskiej Great Britain flag

 

 

O tym dlaczego śpiewacy marzą o mieczu, o pułapkach teatru reżyserskiego, o nauce śpiewania, dla której nie ma końca, o magicznych momentach w operze, o rzucaniu piłeczką do celu, byciu piekarzem i śpiewaniu Otella, o tych i o wielu innych jeszcze ważnych sprawach opowiedział Piotr Beczała w wywiadzie dla opera.info.pl udzielonym Beacie i Michałowi Olszewskim w Wiedniu 3 grudnia 2012 roku.

Uwaga wywiad składa się z niezależnych części - pierwszej i drugiej.

Katarzyna i Piotr Beczałowie - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Państwa Beczałów
Kliknij, aby powiększyć...

A rola dyrygenta? Obserwujemy z niepokojem, że narasta zjawisko ograniczania liczby prób z całą orkiestrą lub co gorsza, w skrajnych przypadkach, rezygnowania w ogóle z takich prób. W tych przypadkach, próba generalna jest jednocześnie… premierą. Sami mieliśmy okazję widzieć już pierwsze w danym sezonie przedstawienia w renomowanych teatrach operowych, w których brali udział bardzo sławni i doświadczeni w tym repertuarze śpiewacy, którzy zachowywali się tak jakby pierwszy raz w życiu występowali na scenie operowej. Wpatrzeni w dyrygenta, ignorujący wzajemnie swoją obecność na scenie i śpiewający jakby niedokładnie to samo, co gra orkiestra. Dość upiorne doświadczenie….

Dyrygent musi uczestniczyć w tym, co się dzieje na scenie. Jeżeli tego nie robi, to jest to duży problem, ponieważ dyrygent nie może "siedzieć tylko w orkiestrze" , gdyż wtedy faktycznie każdy na scenie „gapi się” na niego, by we właściwym czasie złapać każdy ruch jego pałeczki. Dyrygent powinien być jak Maestro Santi, który „jest z nami” na scenie permanentnie i nawet… z nami śpiewa. Powinna zawsze obowiązywać relacja – dyrygent przez śpiewaków „dociera” do orkiestry, a nie przez orkiestrę do śpiewaków. To tak powinno działać, bo orkiestra to ogromny instrument, który w dodatku siedzi plecami do sceny. To właśnie w tym miejscu rodzi się brak porozumienia i kompatybilności.

 

A mała ilość prób…?

Moim zdaniem, to nie zawsze musi przeszkadzać, jeśli dyrygent zna operę i może ją poprowadzić z zamkniętymi oczami. Problem polega na czymś innym. Pojawiło się mnóstwo dyrygentów, tak zwanych „shooting stars”, którzy nie wiadomo dlaczego znaleźli się w słynnych teatrach operowych, którzy nie potrafią ani „jeden”, ani „dwa” pokazać… Taki dyrygent jest tylko „przeszkadzajką”, ponieważ niestety orkiestra patrzy na niego, a nie na nas. Cały spektakl się wtedy sypie, bo dyrygent nie jest tym czym być powinien, czyli koordynatorem.

 

Kiedyś powiedział Pan w wywiadzie, że zdarza się Panu występować i śpiewając mieć wrażenie, że to nie Pan śpiewa, tylko że dokonuje się coś magicznego i metafizycznego, polegającego na tym, że przez Pana ten śpiew przepływa, że Pan w tym magicznym momencie pozwala mu po prostu trwać…. To są chyba te szczególne dla opery chwile, kiedy Pan staje się graną przez siebie postacią, a my na widowni wierzymy w to bez reszty. Kiedyś, tu w Wiedniu mieliśmy okazję wyznać Natalie Dessay po spektaklu „Traviata”, że nigdy nie przypuszczaliśmy wcześniej, że będziemy aż tak bardzo płakać w trakcie opery. Na co Pani Dessay odparła, „ja też nigdy nie sądziłam, że będę tak płakać na scenie”. No i tak to się wtedy zdarzyło, że wszyscy płakaliśmy w teatrze, i ci na scenie i my na widowni. Panie Piotrze, co to jest…?

To jest ten moment, dla którego wykonuje się ten właśnie zawód. Gdybyście Państwo zapytali mistrza świata Formuły 1, dlaczego on tak szybko jeździ, w dodatku runda po rundzie? Jego reakcje wówczas w dużym stopniu są podświadome. Podobnie jest z nami. W takich chwilach jesteśmy częścią czegoś niezwykłego, pewnego przepływu energii, który się właśnie w teatrze dokonuje.

 

Czy po takim głębokim, emocjonalnym doświadczeniu, można w ogóle spokojnie potem wrócić do domu, by położyć się i zasnąć?

Rzadko. Prawdę mówiąc, ja właściwie bardzo mało śpię po spektaklach…

Ale żeby doświadczyć tych szczególnych, magicznych momentów operowych, musi „zagrać” wiele elementów…?

Musi „zagrać” ogromna ilość elementów, ale przede wszystkim śpiewak musi być w zgodzie z postacią ,którą gra. Prawie nigdy nie można odczuć doskonałości sztuki operowej w inscenizacjach reżysersko kontrowersyjnych, bo cały czas musimy się w nich koncentrować na robieniu rzeczy, które mają mało, albo wręcz nie mają nic wspólnego z tym, co się śpiewa. W takich momentach nasza percepcja jest zupełnie gdzie indziej.

 

Ale wie Pan co, Panie Piotrze, widzieliśmy ostatnio słabego tenora w słabym przedstawieniu, któremu się na końcu wydawało, że był świetny, więc pozwolił sobie wobec publiczności na gest zwycięstwa, na ostentacyjny triumfalizm. Wyglądał na niezwykle zadowolonego z siebie…

Chyba wiem, o kim Państwo mówicie. To bardzo przykre zjawisko. Ten młody chłopak, który odniósł kilka lat temu sukces na Operaliach śpiewając w nich bardzo trudne i dramatyczne arie z pierwszej opery Pucciniego i mając wtedy 24 lata podobno poradził sobie z nimi. To jest taki południowoamerykański styl, w którym przed trzydziestką nie zważa się na higienę głosu i technikę. Bardzo to ekscytujące dla młodego człowieka , kiedy tak „pruje do przodu”, ale to się zazwyczaj niestety kończy w bardzo przykry dla niego sposób…

Chcą za szybko „dorwać się” do owego miecza?

Tak, tak… bo jak już mówiłem, na miecz trzeba sobie zasłużyć.

 

No tak, ale wie Pan, że dla młodych ludzi to Pan jest „niedzisiejszy”. Bo teraz obowiązuje taka zasada, że jeśli nie odniosłeś do trzydziestki spektakularnego sukcesu to jesteś „looserem”. Wydaje się, że takie właśnie podejście teraz dominuje?

Matematyka tenorowa jest bardzo prosta. Za Cavaradossiego dostaje się 20% gaży więcej niż za Tamina. Jednak bohatera „Toski” śpiewa się zazwyczaj tylko dwa razy w tygodniu, podczas gdy Taminem można być bez problemu cztery razy w tygodniu przez trzydzieści lat. Rachunek jest bardzo prosty. Po pięciu latach przedwczesnego śpiewania Cavaradossiego tracę głos i mam na kupce pewną ilość pieniędzy, gdy tymczasem po dwudziestu latach śpiewania lirycznego repertuaru zachowuję głos i mam kupkę wiele razy większą. Proszę mi wierzyć, nie ma nic bardziej przykrego, jak śpiewak bez głosu, a tych było już niesłychanie wielu. Część z nich, zbyt szybko chciała osiągnąć sukces…

Opowiemy teraz Panu historię, o której dokończenie poprosimy właśnie Pana. „Pewnego dnia, złośliwy, ale dość niewydarzony demon, zastąpił drogę Piotrowi Beczale. Kolego – powiada - mam deficyt złych uczynków, więc muszę odebrać Ci talent śpiewaczy. Ale widzisz, lubię Cię chłopie, więc nie tylko sprawię, że będziesz tak samo wielki, ale sam będziesz mógł sobie wybrać inną dziedzinę życia. Piotr Beczała pomyślał chwilkę i wybrał…” Panie Piotrze prosimy o dokończenie tej historii.

W Ameryce pewnie byłbym profesjonalnym bejsbolistą. Teraz pewnie byłbym już po karierze, cieszyłbym się posiadaniem owej „dużej kupki” i zapewne na jakimś college byłbym trenerem. Super robota ..(śmiech)

A Pan zna się na bejsbolu?

Nie, ale lubię rzucać piłeczkami do celu. Mógłbym również być zawodowym golfistą …

Ale to w Ameryce. A w Europie?

Piotr Beczała w roli piekarza - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Katarzyny i Piotra Beczałów
Kliknij zdjęcie, aby poiększyć...

Piekarzem…

Ale my pytamy na serio?

Poważnie. Ja naprawdę lubię piec… Zresztą, pewnie miałbym po jakimś czasie sieć piekarni. Co więcej, warto pamiętać, że Pavarotti był synem piekarza, Kiepura był synem piekarza i ja też przez dwa miesiące pracowałem w piekarni w trakcie studiów.

Panie Piotrze, czy rozmyśla Pan czasem o tym co będzie Pan robił za piętnaście lub dwadzieścia lat?

Na pewno będę uczyć. Może będę miał szkołę wokalną i co cztery lata będzie z niej wychodził jeden tenor umiejący śpiewać.

Myśli Pan o szkole w Wiedniu?

Nie wiem jeszcze, ale na pewno szkoła powinna funkcjonować tam, gdzie jest historyczne centrum muzyczne i oczywiście z tej przyczyny Wiedeń jako miejsce działania takiej szkoły bardzo się do tego nadaje.

Bardzo często rozmówcy pytają Pana o autorytety, o ludzi których Pan uważnie słuchał, by korzystając z ich mądrych rad, stawać się coraz lepszym. Pan w takich chwilach, oprócz opowieści o Dale Fundlingu, Nello Santiim czy Alexanderze Pereira, podkreśla rolę swojej żony Katarzyny, z której zdaniem zawsze Pan się bardzo liczy. Mamy wrażenie, że Pani Katarzyna o operze wie wszystko?

Ale ja wiem więcej… Żartuję oczywiście. Żona jest profesjonalistką. Jest obecna na większości prób, na każdym prawie spektaklu i zawsze wspiera mnie udzielając bezpośrednich, szybkich rad. Co więcej, Kasia również trzy lata studiowała u Dale’a, więc ma doskonale wyrobione pojęcie o ideale dźwiękowym. Nikt nie śpiewa perfekcyjnie cały czas. Mnie również zdarzają się momenty, kiedy próbuję wymyśleć jakiś inny sposób, coś kombinuję, szukam czegoś oryginalnego i wtedy żona trafnie interweniuje: „musisz uważać na to”, „bądź czujny w tym miejscu”, „zastanów się czy na pewno tak”, a nawet… ”wiesz co, z tym lepiej zadzwoń do Dale’a”. Krótko mówiąc Kasia jest zawsze „do bólu” szczera, za co ją ogromnie szanuję i bardzo cenię. Tym bardziej, że jestem świadomy, że Żona stara się mnie chronić, a jej intencje są zawsze bardzo dobre.

Kilka miesięcy temu Pani Katarzyna powiedziała nam, że zawsze była przekonana, że będzie Pan świetnym śpiewakiem w repertuarze francuskim. Wygląda na to, że wcale się Pańska Żona nie pomyliła?

Tak, bo w tym repertuarze są najlepsze i najpiękniejsze dla mnie role – Romeo, Faust, Des Grieux …

Ale najnowsza, nagrana już przez Pana płyta poświęcona jest Verdiemu? O kontrakcie z Deutsche Grammophon i płycie poświęconej twórczości Richarda Taubera ostatnio bardzo dużo się mówi, a na temat tej płyty nie wiadomo praktycznie nic. Czy może Pan nam uchylić rąbka tajemnicy jaka ta płyta będzie?

Na płycie znajdzie się aria „Parmi veder…” z Rigoletta, będzie duży duet z panią Ewą Podleś – cała scena Manryka i Azuceny z drugiego aktu „Trubadura”, to jest piętnaście minut śpiewania. Będzie „Ah Si Ben Mio” również z Trubadura, następnie scena z „Les vêpres siciliennes”, czyli francuskiej wersji „Nieszporów sycylijskich”, kolejno „Traviata” i „ Aria i Canaletta”, „Makbet”, „Bal maskowy”, „In Gemisco” oraz duet z Mariuszem Kwietniem z „Don Carlo”.

Będzie „Otello”?

Nie, nie będzie „Otella”… (śmiech)…

 

A na kiedy jest przewidziana premiera handlowa tej płyty?

Planowana jest na przełom stycznia i lutego przyszłego roku i ma się zbiec w czasie z premierą „Rigoletta” w Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

A płyta z utworami Taubera?

Mariusz Kwiecień, Piotr Beczała, Łukasz Borowicz - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Katarzyny i Piotra Beczałów
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Koniec kwietnia lub początek maja. Wcześniej byłoby to bardzo trudne, bo przez trzy miesiące będę pracował w Stanach Zjednoczonych, więc byłoby praktycznie niemożliwym brać udział w występach promujących tę płytę tu w Europie.

Rozumiemy, że teraz będzie Pan nagrywał płyty tylko z Deutsche Grammophon. Kiedy następna?

Poczekajmy najpierw na tę pierwszą. Ona powstała tak szybko, że nie było jeszcze czasu, aby zastanawiać się nad zawartością następnej. Z Deutsche Grammophon mamy tak zwany „multikontrakt” na wiele albumów, więc jest tylko kwestią czasu, kiedy zostaną wypracowane nowe pomysły.

Co do „Otello”, o którego Państwo zapytaliście, to myślę, że, tym właśnie dziełem Verdiego zakończę moją przygodę ze śpiewaniem, bo ta rola jest bardzo specyficzna. Rozmawiałem swego czasu z profesorem Jentsem Malte Fischerem, który będzie pisał „booklet” do mojego nowego albumu z ariami Verdiego. Profesor jest autorem arcyciekawej książki „Grosse Stimmen”, w której można odnaleźć interesujące fragmenty dotyczące „Otella”, która to rola jest jego zdaniem konsekwencją wszystkich ról tenorowych u Verdiego. Otello zdaniem profesora Fischera zawiera w sobie wszystkie elementy interpretacyjne, które można znaleźć i w „Rigoletto” i w „Balu maskowym”, „Don Carlosie” i „Mocy przeznaczenia”. Tak na prawdę rolę Otella można właściwie zinterpretować dopiero wtedy, gdy ma się wszystkie te wcześniejsze role już w repertuarze. Wiedząc o tym, mogę mieć nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki moment, że będę gotów zaśpiewać tę wspaniałą partię . Nie chcę stawiać siebie samego w sytuacji stresującej, takiej jak to przydarzyło się Pavarottiemu, którego pytali przez 10 lat „kiedy Otello”, aż w końcu zdecydował się to zrobić w wersji koncertowej. Słyszałem to wykonanie, które choć niezłe, potwierdziło tylko, że Pavarotti nie powinien się wtedy na to decydować, bo nie „przestawił” jeszcze wtedy swojego głosu i Otella zaśpiewał jak księcia w „Rigolettcie”.

A słyszał Pan wykonanie Johana Botha w najnowszej inscenizacji MET?

Tak. To ten sam problem, co u Pavarottiego. Partia Otella jest bardzo kompleksowa, więc nie można w jego przypadku stosować tylko jednego pomysłu dźwiękowego. Wystarczy zajrzeć do partytury „Otella”, na interpretacyjne niuanse zapisane tam przez Verdiego, ile tam jest „mezza voce”, ile jest „sfocato”, „appoggio”, „appoggiato” i.t.d. To nie jest jednoznacznie i prosto napisana opera, jest w niej ogromny wachlarz różnorodnych możliwości artykulacyjnych.

Czy „Otello” to jest Olimp dla tenora?

Myślę, że tak.

A komu udało się do tej pory na ten szczyt już wejść? Innymi słowy, do czyich Pańskim zdaniem wykonań należy sięgnąć, aby wysłuchać bardzo dobrze zaśpiewanego „Otello”?

Chilijski tenor Ramon Vinay nagrał trzy razy „Otella”. Wszystkie trzy są bardzo dobre, a sam Vinay był moim zdaniem najlepszym Otello w historii, przy całym oczywiście szacunku dla innych wykonawców…

Panie Piotrze, skąd u Pana fascynacja postaciami już nieco zapomnianymi, jak Fritz Wunderlich, czy wcześniej wspomniany Richard Tauber, albo Jan Kiepura?

Piotr Beczała i Anna Netrebko - zdjęcie opublikowane dzieki uprzejmości Państwa Beczałów
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Ponieważ swoim śpiewaniem poruszyli pewne części mojej duszy i wywarli ogromny wpływ na to co robię , na moje wybory, na to jaki jest mój sposób śpiewania. Tak na marginesie : w Polsce mało kto zna Wunderlicha, ale w Niemczech to jest nadal wielka postać. Z polskich wykonawców to oczywiście Kiepura oraz również znany mi z lektur, choć nie z nagrań, Jan Reszke, ależ to był wielki artysta! Należy również pamiętać o Tito Schipa i Georges Thillu.

Czy to oznacza, że współczesna opera cierpi na brak wielkich osobowości, czy też jest to przejaw charakterystycznej tęsknoty za złotym wiekiem opery, który minął być może bezpowrotnie?

To jest efekt dominacji teatru reżyserskiego, który zazwyczaj nie bierze pod uwagę osobowości śpiewaka. To jest dla mnie wielki problem. Wszyscy narzekają, i media i dyrektorzy teatrów, że nie ma wyrazistych osobowości śpiewaczych, a z drugiej strony „tłamsi” się owe osobowości. Proszę sobie wyobrazić „współczesną inscenizację” i obecność w niej Franco Corelliego. Gdyby Franco Corelli znalazł się w takich okolicznościach, już po trzech minutach zakląłby siarczyście i poszedł do domu, ponieważ większość śpiewaków złotego wieku opery, włączając w to Pavarottiego, Dominga i Carrerasa, miało szczęście występować we wspaniale skonstruowanych inscenizacjach. Do dziś, na zdjęciach można ich podziwiać śpiewających w cudownych kostiumach. A co mamy teraz? Możecie Państwo zobaczyć Kaufmanna w krótkich majtkach, albo Beczałę w podkoszulku...

A może jest tak dlatego, że w dzisiejszych czasach dyrektorzy teatrów operowych sądzą, że publiczność oczekuje od nich „nowoczesności” w podejściu do sztuki i że w gruncie rzeczy chce być stale czymś zaskakiwana? A może sytuację pogarsza fakt, że przy produkcjach operowych pracują reżyserzy, którzy zupełnie nie rozumieją, nie słyszą muzyki, ale za to wydaje im się, że muszą być nowocześni?

Problem polega na tym, że współcześni reżyserzy operowi uważają śpiewaków za marionetki w swoich rękach, za zwyczajne narzędzie. Dla nich liczą się tylko ich pomysły i ich genialne wizje, a cała reszta jest zupełnie nieistotna. I żeby tylko śpiewak nie próbował czegoś „dołożyć” od siebie, bo wyjdzie z konwencji. Prawda jest taka, że publiczność jeździ nadal za śpiewakami, a nie reżyserami. Jeżeli mówi się, że współczesne inscenizacje mają przyciągnąć do opery młodych ludzi, to dlaczego przy tej okazji zapomina się o tym, że w ten sposób „przegania” się z opery ludzi, którzy przez lata chodzili i płacili abonament. To miało na przykład miejsce w Niemczech. Przecież jest to najlepszy sposób abyśmy w kilka sezonów mieli puste teatry.

Spektakularnym przykładem modernizacji opery w ostatnich latach, próbą przełożenia jej na „język nowoczesności” jest „Pierścień Nibelunga” Wagnera wystawiony i zarejestrowany na DVD w MET. Czy Pańskim zdaniem jest to udana inscenizacja?

Katarzyna i Piotr Beczałowie, Placido Domingo - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Państwa Beczałów
 Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Tak, to jest udane przedsięwzięcie, ale zarazem jest to inscenizacja, która raczej nadaje się do kin. W realiach teatru nikt nie usłyszy śpiewaka śpiewającego w kulisy, albo stojącego tyłem do publiczności a takie są często wymagania kamer. Do tego dochodzą ciężkie i bardzo niewygodne do śpiewania kostiumy. To jest okropne obciążenie dla śpiewaków, więc wydaje się, że przedstawień na żywo dla publiczności nie powinno łączyć się z tymi, które powstają głównie z myślą o kinach lub zapisie na DVD.

To jaka jest więc przyszłość opery?

Wielotorowość. Róbmy oczywiście inscenizacje, które prowokują, ale róbmy je na festiwalach. Nie „pchajmy” takiej produkcji do Monachium, Wiednia, Metropolitan, Covent Garden czy La Scali, ponieważ tam przychodzą ludzie po coś zupełnie innego. Tam widzowie przychodzą po to, aby posłuchać wspaniałego śpiewu, znakomitej interpretacji muzycznej i doczekać się tego magicznego momentu, o którym tu mówiliśmy. "Ekstremalni" reżyserzy niech próbują swoich sił na festiwalach, niech je robią swoimi środkami i korzystają ze śpiewaków, którzy się na to godzą i niech nie „męczą” swoimi eksperymentami „topowych” wykonawców na najważniejszych scenach świata.

To zapewne ceni Pan bardzo nowojorską operę Metropolitan, znaną ze swojego konserwatywnego raczej podejścia do inscenizacji?

Tak, MET cenię bardzo za to podejście.

Kilka dni temu widzieliśmy w transmisji z MET „Łaskawość Tytusa”, operę opartą o bardzo słabe libretto…

To jest raczej słabsza opera Mozarta…

…tak, ale w tej liczącej sobie 28 lat klasycznej inscenizacji Ponellego jest świetna Garanča, śpiewają znakomicie Frittoli i Filianoti, a do tego rewelacyjnie im partnerują śpiewaczki młodego pokolenia. W efekcie publiczność jest zachwycona…

Oczywiście, bo z operami jest z jak dobrymi mieszkaniami. O jakości tych ostatnich decydują trzy czynniki – lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja. W operach zaś te trzy czynniki to – obsada, obsada i jeszcze raz obsada. A wracając do pytania o przyszłość opery, to ja się jednak o nią nie obawiam. Jest jednak w operowym świecie mnóstwo młodych , bardzo utalentowanych śpiewaków i w nich pokładam swoje nadzieje…

A pieniądze? Opery są bardzo drogie.

Piotr Beczała - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Katarzyny i Piotra Beczałów
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Czytałem niedawno, że pewien pracownik dużego międzynarodowego banku zdefraudował 5 miliardów. Słyszałem również ile milionów wydano na ekrany dźwiękochłonne przy autostradzie do Warszawy, a gdy jadę tamtędy samochodem, to widzę, że te bariery były w większości zupełnie niepotrzebne, bo …tam często są tylko lasy… Proszę Państwa nie mówmy o pieniądzach, bo za wspomniane 5 miliardów można byłoby wszystkie opery tego świata wystawiać przez dwa kolejne sezony. Problem nie leży w pieniądzach, tylko w głowach ludzi, którzy decydują o ich wydawaniu, a z tym co i rusz jest problem.

Na koniec rozmowy wróćmy do Pańskich początków. 20 lat temu, na samym początku zawodowej drogi wyjechał Pan do Linz…

Wyjechałem, bo uważałem że tak trzeba zrobić. Zrobił to siedemdziesiąt lat temu Kiepura opuszczając Polskę i kilkanaście lat temu Rolando Villazon, który gdyby nie zdecydował się wyjechać z Meksyku, to nikt nigdy nie dowiedziałby się o nim. To samo dotyczy Hampsona, który opuścił w pewnym momencie Amerykę i Bartoli, która wyjechała z Włoch. Nie byłem pierwszy i na pewno nie będę ostatni.

Panie Piotrze patrzymy na Pana z podziwem, gdy Pan z taką pasją opowiada o tym co „boli” współczesnego śpiewaka…

Ja po prostu kocham swój zawód i chcę wierzyć w jego przyszłość.

Czyli trzeba nam więcej takich dyrektorów jak Peter Gelb z Met, który rozumie swoją epokę, jej ograniczenia i wymagania, i próbuje godzić wodę z ogniem, wystawiając arcyklasycznego „Tytusa…” i produkując supernowoczesny „Pierścień Nibelunga”. Czy dla przyszłości i pomyślności opery kluczowy jest jej dyrektor?

Ważne czy kocha operę i czy daje się przekonać do pewnych pomysłów. Kluczowe jest by miał umiejętność słuchania opinii z tak zwanego środowiska. To musi być człowiek, który jeździ i ogląda różne inscenizacje w różnych teatrach, i który nie obawia się niektórych z nich kupić do współprodukcji na własnej scenie. To musi być prawdziwy wizjoner.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

 

Wywiad dla opera.info.pl przeprowadzili: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

 

Uwaga: komentarz zostawiony pod tą częścią wywiadu będzie widoczny tylko tu; komentarz zostawiony pod pierwszą cześcią wywiadu będzie widoczny tylko tam!

  • Ten wywiad to wspaniały prezent przygotowany dla nas przez p.Beatę o p. Michała.
    Tak mi się marzyło, żeby poznać p.Piotra Beczałę i dowiedzieć się co myśli o operze, wykonawcach, reżyserii, dyrygentach itd, itp. no i doczekałem się tego ogromnego wywiadu i całej serii pięknych zdjęć.
    Jestem szczęśliwy z tego powodu ponieważ ogromnie cenię p.Beczałę ale również dlatego, że praktycznie zgadzam się z jego wypowiedziami w całej rozciągłości. Głównie jeśli chodzi o reżyserię, dyrygentów, koncerty, robienie filmów na DVD, itd ( może nie do końca zgadzam sie tylko z wypowiedzią dotyczącą p.Trelińskiego zwłaszcza jeśli chodzi o jego pierwsze reżyserie bo ostatnich nie znam). Myślę i uważam bardzo podobnie do p. Piotra czyli lubię wracać do starszych wykonań i wykonawców, lubię tradycyjne reżyserie ( o czym pisałem po ostatnim wystawieniu Aidy ) no i najważniejsze o czym powiedział i z czym się absolutnie zgadzam to " obsada, obsada i jeszcze raz obsada".
    Teraz nareszcie wiem jak myśli i jak pracuje p.Piotr i jestem szczęśliwy, że ten młody i wspaniały tenor jest polakiem !!!
    Nie chcę widzieć na scenach teatrów p.Piotra w podkoszulkach czy p.Kaufmanna w majtkach.
    Jestem z niego dumny , uwielbiam jego głos, obserwuję wszystkie jego występy gdzie tylko mogę i bardzo się cieszę, że będzie współpracował z DEUTSCHE GRAMMOPHON. Niech nam śpiewa jak najdłużej bo piekarzy to mamy wystarczająco dużo :)
    Gratuluję p.PIOTROWI tego co zdobył i życzę wszystkiego najlepszego !!!

    0
  • Gratuluję wspaniałego wywiadu.
    Pokora i dojrzałość w podejścia do swojego zawodu zasługują u pana Piotra Beczały na najwyższy podziw.
    Najlepsze życzenia dla Państwa oraz dla pana Piotra.

    1
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)