opera.info.plSzanowni Państwo,

Uprzejmie informujemy, że podjęliśmy decyzję o zamknięciu serwisu opera.info.pl w dotychczasowej formule. Po trzech latach naszej intensywnej pracy nad stworzeniem wortalu społecznościowego  poświęconego sztuce operowej, uznaliśmy ten projekt za niemożliwy do zrealizowania. Z przykrością stwierdzamy, że nie udało nam się przekonać naszych czytelników do podjęcia wysiłku współtworzenia treści publikowanych na opera.info.pl  Tylko garstka entuzjastów opery wsparła nasze starania, pisząc teksty, publikując komentarze i dzieląc się z innymi cennymi informacjami.  Wszystkim naszym współautorom oraz sympatykom opera.info.pl z całego serca dziękujemy.  Bez Państwa wsparcia, niniejszy tekst zostałby opublikowany znacznie wcześniej.

Szanowni Państwo,

Jest naszym zamiarem, aby strona internetowa opera.info.pl, w niedalekiej przyszłości powróciła w nowej formie do swoich czytelników. Nadal będzie to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne, ale o innym charakterze i innych rozmiarach. Zasadniczy cel, nie ulegnie jednak zmianie. W dalszym ciągu będziemy opowiadać o operze, która bardzo potrzebuje wsparcia jej miłośników.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim sympatykom opera.info.pl za uwagę, którą poświęciliście Państwo naszemu przedsięwzięciu.

Serdecznie Wszystkich Państwa pozdrawiamy,

Beata i Michał Olszewscy
opera.info.pl - 11/05/2015

Jeśli chcecie przesłać nam Państwo wiadomość, prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Dziękujemy :)

 

Jednocześnie informujemy, że nadal aktywny jest profil opera.info.pl w serwisie społecznościowym Facebook.

opera228

 

 

 

Ludzie Opery - profile

Ludzie Opery - wywiady

Ludzie Opery - blogi, listy, opowieści...

Wywiad z Piotrem Beczałą - część pierwsza

Wywiad w wersji angielskiej Great Britain flag

 

O tym dlaczego śpiewacy marzą o mieczu, o pułapkach teatru reżyserskiego, o nauce śpiewania, dla której nie ma końca, o magicznych momentach w operze, o rzucaniu piłeczką do celu, byciu piekarzem i śpiewaniu Otella, o tych i o wielu innych jeszcze ważnych sprawach opowiedział Piotr Beczała w wywiadzie dla opera.info.pl udzielonym Beacie i Michałowi Olszewskim w Wiedniu 3 grudnia 2012 roku.

Uwaga wywiad składa się z niezależnych części - pierwszej i drugiej.

Katarzyna i Piotr Beczałowie - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Katarzyny i Piotra Beczałów

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Panie Piotrze, podobno mężczyźni tym się różnią od kobiet, że na zawsze pozostają fantazjującymi chłopcami. Kiedyś marzył Pan by być jak Placido Domingo, stanąć z mieczem na scenie i zaśpiewać „Esultate!”. Teraz Pana wizerunek ozdabia okładkę OperaNews, a Pańskie śpiewanie z Anną Netrebko zostało uznane za nowy „duet marzeń” przez miłośników opery na całym świecie. Jest Pan na szczycie! Co więc dziś zostało z młodego Piotra?

Wszystko! Ja dalej marzę, aby stanąć na scenie i zaśpiewać z mieczem. Ale z realizacją tego jest pewien problem. Dzisiaj śpiewacy nie mają często możliwości by spełniać swoje marzenia, gdyż niejednokrotnie zamiast miecza dostajemy… na przykład kubek kawy z McDonalda. My, nieco starsi śpiewacy, pewnie zawsze będziemy pielęgnować swoje sny o operze, ale młodsze pokolenie śpiewaków jest już chyba pozbawione złudzeń i podobnych do naszych wyobrażeń o tym zawodzie. Oni nie mogą sobie pomarzyć tak jak ja kiedyś, żeby stanąć z mieczem i zaśpiewać na scenie „Esultate” albo „Vincero, vincero”, czy „Alarmi”, bo oni dziś widzą nas „tarzających” się w jeansach i podkoszulkach, kiedy gramy władców w jakiś abstrakcyjnych okolicznościach i tracą resztki nadziei na normalność. Ta sytuacja wymaga od nich nie lada wiary, żeby sobie ten zawód sensownie wyobrazić, tak jak my mogliśmy to robić dwadzieścia kilka lat temu.

Jak więc Pan sobie ten zawód wyobrażał?

Dla mnie teatr operowy, to była świątynia sztuki – Ponnelle, Zefirelli, Schenk, piękne kostiumy i inscenizacje absolutnie zgodne z muzyką. Dla mnie opera, była ponadto ucieczką od rzeczywistości.

Ale młody chłopak zwykle gania za piłką, dziewczynami, popija piwo…

No, a co to przeszkadza…?

…ale rzadko który myśli o tym żeby stawać z mieczem i …

Ale ja, gdy miałem dziewiętnaście lat, już dosyć nabiegałem się za piłką, za dziewczynami i wiedziałem, że najwyższa pora szukać nowej drogi zawodowej. Jakoś mi się nie marzyło, żeby stać resztę życia przy tokarce przez osiem godzin, po prostu to mnie nie interesowało. Takie myśli miałem już za sobą i tokarki, i frezarki, i różne podobne rzeczy. Zupełnie nie widziałem siebie jako spawacza…

Czy więc na przeszkodzie w realizacji marzeń stoi modny dziś w świecie opery teatr reżyserski? Rzeczywiście, wiele współcześnie interpretowanych dzieł operowych, jest do tego stopnia „przemodelowana”, że czasami z trudem potrafimy je rozpoznać. Czy jest jeszcze nadzieje na odwrót, albo chociaż normalizację tego zjawiska?

Piotr Beczała jako Rodolfo z "Cyganerii" - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Katarzyny i Piotra Beczałów
Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć...

Jest, ja ciągle o to walczę, choć czasem mam wrażenie, że jestem ostatnim bastionem, który broni normalności na scenie. Bo to nie chodzi o to, że ja sprzeciwiam się współczesności, że ja się bronię przed „unowocześnianiem” opery. Inscenizacja „La Boheme” na ostatnim Festiwalu w Salzburgu była bardzo współczesna, a jednak wszyscy wystąpiliśmy w niej bardzo chętnie. To nie musi być od razu Zefirelli. Ale ja bronię się przed tym, żeby sztuka operowa została sprofanowana, a my śpiewacy byli sprowadzani do roli marionetek w rękach reżysera „szaleńca”. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale zwykle publiczność wie o kogo może chodzić… W tym kontekście, w Polsce jest z tym wielki problem, ponieważ polscy reżyserzy teatralni pracujący w operach, są głównie znani z prowokacji i z przysłowiowego „odwracania kota ogonem”, kota najlepiej odzianego w lateks…

Na ile , Wy śpiewacy, macie możliwość ingerowania, powiedzenia „stop”, „tego nie zrobię”?

Ja akurat mogę powiedzieć, „dziękuję, nie”. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że kiedy mi się proponuje kontrakt na daną operę i widzę, kto reżyseruje, to zawsze mogę powiedzieć „ten Pan jest u mnie w czarnym kajeciku”.

Ale przecież bywa czasami tak, że podpisuje Pan kontrakt z pięcioletnim wyprzedzeniem i nie wie Pan kto będzie reżyserował.

To prawda, ale w takich sytuacjach mogę zawsze powiedzieć dyrektorowi teatru operowego, że podpiszę przykładowy kontrakt pod warunkiem, że reżyseria będzie się trzymała pewnych reguł i pewnych ram. Tak na przykład zrobiłem w przypadku „Balu maskowego”, który będzie grany w Monachium w 2015 roku. Powiedziałem dyrektorowi - „Pan zna moje zapatrywania, więc wystąpię w tej inscenizacji pod warunkiem, że reżyseria nie będzie w konflikcie z moim spojrzeniem na operę”. I żebyście mnie Państwo dobrze zrozumieli, mnie nie chodzi o modernizację jako taką, ale o pewne estetyczne uwarunkowania, czy podejście do tematu.

Spotkaliśmy się wielokrotnie z dziwnymi sytuacjami, które mogłyby stanowić ilustrację dla omawianego problemu. Jednym z nich mogłaby być Natalie Dessay, która nie ukrywała swojego negatywnego stosunku do zaproponowanej interpretacji jej roli w Manon w styczniu tego roku, ale która jednak na odmowę się nie zdecydowała, bo śpiewała u siebie, czyli w Paryżu. Była to interpretacja, delikatnie mówiąc specyficzna.

Widziałem to przedstawienie… (Piotr Beczała po chwili namysłu) …to smutne.

Czy wspomniana już przez Pana skłonność polskich reżyserów do „popisywania się kontrowersyjnymi modernizacjami” nie oznacza, że szanse na to, że w najbliższych latach zobaczy Pana publiczność, na przykład w Warszawie, są małe?

No, nie przesadzajmy. Zawsze istnieje szansa, że „ów trend” się odwróci. Wielokrotnie już to publicznie mówiłem, nie mam nic osobiście przeciwko Mariuszowi Trelińskiemu, ale styl, który propaguje on i jego koledzy, mi nie odpowiada, a ja nie mam specjalnej przyjemności w traceniu sześciu tygodni na taką bezsensowną działalność pseudoartystyczną.

To, do czego Pan doszedł, zawdzięcza Pan sam sobie. Wielokrotnie podkreślał Pan kwestię, która jest dla przeciętnego człowieka niezwyczajna. Powiada Pan na różne sposoby, że całe swoje zawodowe życia Pan się cierpliwie uczy i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, i stopniowo buduje swoją pozycję artystyczną. A tymczasem teraz jest inna moda - szybka kariera, szybkie pieniądze, szybko wysokie stanowisko, szybkie samochody…

Piotr Beczała - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Katarzyny i Piotra Beczałów
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

…no nie mam nic przeciwko szybkim samochodom…

…jasne, ale Pańska „droga zawodowa” tej zawodowej pośpieszności jakby zaprzecza. Pan buduje swoją postać, swoją pozycję stopniowo, cały czas ucząc się. W każdym niemalże wywiadzie wskazuje Pan również na to, jak wiele zawdzięcza Pan konkretnym ludziom - swoim nauczycielom. Wymienia Pan Pawła Lisicjana, Senę Jurinac. Cały czas podkreśla Pan przede wszystkim rolę Pana Daila Fundlinga…

…o Żonie nie zapominając…

Tak, ale Pani Katarzynie poświęcimy zasłużoną uwagę w odrębnym pytaniu… Czy tymczasem, może Pan opowiedzieć o pracy z tymi ludźmi, o tym jak oni na Pana wpłynęli? I drugie pytanie, czy młody człowiek, który nie będzie miał tyle szczęścia i nie trafi na takich ludzi jak to Panu się zdarzyło, nie ma szans w świecie opery?

Wystarczy, że trafi na jednego. Ja miałem szczęście i trafiłem na trzech. Paweł Lisicjan, już po moim pierwszym roku studiów ustawił troszkę mój „światopogląd” – on tak to wtedy określił. Paweł Lisicjan jako pierwszy powiedział mi, że mam potencjał, ale, że muszę być mądry. Po drugie, Sena Jurinac, która w ogóle odwróciła mi wszystko „do góry nogami” ponieważ ja myślałem wtedy, że jestem mocnym głosem, prawie spintowym, a tu się okazało, że mam zapomnieć o Cavaradossim, a mam brać się za Mozarta. To były dwa bardzo ważne momenty w moim życiu, bo byłem u niej na kursie Master Classes dwa lata z rzędu, w 1988 i 1989 roku, za pierwszym razem w Lenk w Szwajcarii, a drugi raz w Vilecrose koło Niceii . Kiedy skończyłem studia i zatrudniłem się w Operze w Linz, już w pierwszym sezonie trafiłem, zupełnym zresztą przypadkiem, na Dale Fundlinga. On w ogóle etatowo nie uczył śpiewu, bo pracował głównie jako akompaniator, ale jednocześnie udzielał korepetycji. Tak się jakoś złożyło, że ja się u niego zacząłem uczyć prywatnie, i tak do dziś się u niego uczę….

Ale czy jest prawdą, to co on powiedział dla wrześniowego wydania magazynu Opera News, że w każdym słowie, które Pan śpiewa, „on tam jest”? Jego wypowiedź trochę nas zaskoczyła…

Może troszeczkę przesadził, ale faktycznie to on zbudował ten instrument, którym ja do dziś na scenie się posługuję. Instrumentem tym jest pewien sposób, pewna technika traktowania głosu. I tu przyznaję mu absolutnie rację. Dale zmienił całkowicie mój sposób kształtowania dźwięku, i to nie oznacza tradycyjnych zaleceń w rodzaju „śpiewa się od przepony i pcha się w maskę”. To nie o to chodzi, bo śpiewanie jako takie jest bardzo intuicyjne. Jest to raczej praca wyobraźnią, niż „fizyczne” traktowanie strun głosowych jako instrumentu. I tu jest wielka różnica między Dale’m a całą resztą nauczycieli, że on pracuje wyobraźnią, a nie wyświechtanymi radami, które coś mają zmienić, albo w śpiewaniu ustawić. Śpiew to jest … metafizyka. Sprowadzenie zaś śpiewu do szeregu technicznych rad o „masce”, „wysokim podniebieniu”, „języku”, „krtani”, jest bez sensu…

Ale przecież wszyscy jakoś związani ze śpiewem to właśnie głównie mówią…?

No, to przykro mi bardzo, …ale wszyscy się mylą.

 

Ale jak w takim razie wyglądają takie spotkania z Dale’m?

Piotr Beczała na okładce OperaNews
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

My mamy z Dale’m własny język, przez dwadzieścia lat ukształtowany. On nawet nie musi mówić, wystarczy, że spojrzy, a ja już wiem o co chodzi. Ja zresztą sam, jako nauczyciel, staram się korzystać z tej samej, no może nieco zmodyfikowanej metody. Jestem śpiewakiem, więc potrafię wykazać się nieco większą cierpliwością wobec studentów i jestem bardziej kompromisowy niż Dale, który wyznaje zasadę „albo wóz, albo przewóz”, „albo śpiewasz w oczekiwany sposób, …albo do domu”...

Czyli, że nie akceptuje innego zdania…

Nie, i ja uważam podobnie, że młody śpiewak nie może mieć własnego zdania, ponieważ nie ma pojęcia o tym, że głos trzeba cierpliwie budować i co więcej, że głos należy budować od zera. Wielu ludzi chce uczyć śpiewania młodego człowieka na istniejącym repertuarze, na Schubercie, na Brahmsie, tak jak to jest często spotykane w Niemczech, czy w Austrii. Moim zdaniem jest to kardynalny błąd, bo zanim zbuduje się instrument, nie można od razu próbować na nim grać. Nie można tłumaczyć skrzypkowi, jakie pozycje ma utrzymywać na gryfie, jeśli jeszcze nie ma skrzypiec. Takiemu skrzypkowi, mówiąc metaforycznie, trzeba dać najpierw dwa kilo drewna, owce i nożyk. A on musi sobie wystrugać te skrzypce, pokleić, owce zarżnąć, jelita wysuszyć, nakręcić, konia dopaść, uciąć mu ogon i tak dalej…

Ale my nie do końca umiemy to zrozumieć, Panie Piotrze. Jak można sobie wyobrazić muzykę…

To nie ma nic wspólnego z muzyką. Ja mówię o dźwięku. To jest pewien proces, którego nie można przyśpieszyć. Na przykład student ‘X” chce się uczyć śpiewać. Ma jakiś tam głos, już tam coś zaśpiewał, więc przychodzi do pedagoga i zaczyna śpiewać, zaczyna „fonować” w zły na ogół sposób. Inaczej mówiąc konstruuje, bo słyszał, że jakiś tam tenor właśnie w ten sposób brzmi, więc zaczyna kopiować tego kogoś, … słowem pożycza efekt – uczy się grać na instrumencie, którego nie posiada. A przecież na początku musimy ustalić na jakim poziomie jesteśmy… moja pierwsza lekcja z Dale’m wyglądała tak, że śpiewałem jedną frazę przez okrągłą godzinę.

To musiało być nieco upokarzające…

Bardzo… choć prawdę mówiąc gdy przyjechałem do Linz wiedziałem już, że ja jeszcze nie umiem śpiewać. Przeszedłem szczęśliwie przesłuchania, dostałem kontrakt, przyjechałem, ale i tak zdawałem sobie sprawę, że jeszcze tak na prawdę niewiele umiem. Ale miałem szczęście, bo w Linz był również pewien amerykański tenor, kolega Dale’a, z którym miałem śpiewać na zmianę tę samą rolę w „Carmen”. Powiedział do mnie, „wiesz co Piotr, wpadnij ze mną na lekcję, zobaczysz jak to wygląda”. No i ja wpadłem do niego na tę lekcję, i …tak już zostało, na kolejnych dwadzieścia lat.

Bo nauka śpiewu, to jest proces, który nigdy się nie kończy. Dla mnie, naprawdę, kiedy widzę młodych ludzi z pięknym głosem i widzę ilu elementów jeszcze brakuje w tej „układance”, to nigdy nie mówię „jak to już pięknie brzmi”, ale zawsze „jaki tam jest potencjał”!

No dobrze, ale skoro metoda Dale’a Fundlinga jest tak skuteczna, skoro to Dale właśnie pomógł Piotrowi Beczale wejść na „szczyt śpiewaczego Olimpu”, to dlaczego nie słyszy się o innych, kolejnych tenorach, którzy pochodziliby ze „stajni” Dale’a Fundlinga? Pan przecież nie był i nie jest jego jedynym uczniem?

Katarzyna i Piotr Beczałowie - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Państwa Beczałów
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Nie, Dale miał ich wielu, ale im pewnie nie starczyło cierpliwości żeby zaakceptować jego bezkompromisowość, którą ja zawsze aprobowałem. Bo trzeba zacząć od trudnego wyznania, że ja „czegoś nie umiem”. To jest tak, jak z kuracją antyalkoholową - trzeba zacząć od wyznania najtrudniejszego „jestem pijakiem” i teraz muszę rozpocząć z tym walkę, która będzie na pewno trwać do końca życia. Ze śpiewakiem, jest tak samo. Najpierw muszę zrozumieć, że „nie umiem śpiewać”, więc zaczynam z tym walczyć, zaczynam uczyć się śpiewu i akceptuję, że nigdy nie nastąpi moment, w którym powiem „ok, teraz już wszystko umiem”. Bo co to miałoby znaczyć „umiem śpiewać”. To by znaczyło, że budzę się rano każdego dnia i że natychmiast śpiewam jak Pavarotti. To jest bzdura, bo takie sytuacje się nie zdarzają. To jest bezustanne doskonalenie umiejętności, ciągłe dochodzenie do pewnej formy, która ucieka, permanentnie się zmienia i gdzieś tam umyka.

Ale teraz, ta wspólna praca z Fundlingiem, jest pewnie dużo łatwiejsza, bo Panowie się dobrze znacie i sobie ufacie.

Kiedy zaczynałem z Dale’m, byłem już na etacie i to co wypracowywałem z nim, mogłem natychmiast próbować „stosować” na scenie. Były to często rzeczy, które mnie przerastały. Mojego pierwszego Werthera śpiewałem już w drugim sezonie, choć tak na prawdę nie byłem w stanie tego zaśpiewać dobrze. Ale mimo to, gdzieś tam na tych lekcjach u Dale’a pojawiały się momenty, które dawały mi nadzieje, że jestem na dobrej drodze i że to już całkiem nieźle funkcjonuje, to już zaczyna działać.

A jak Pan dziś buduje rolę?

To jest cały proces…

No właśnie, czyta Pan książki, słucha Pan wykonawców z dawnych lat, spotyka się Pan z Dale’m…?”

Nie, to ma miejsce później. Oczywiście jest dużo łatwiej jeśli jest to na przykład „Traviata” czy „Rigoletto”, czyli rola bardzo dobrze znana. Inaczej jest z „Balem maskowym”, lub z „Wertherem”. W takich sytuacjach, rzeczywiście zaczynam od lektur, „grzebania” w historii i historii literatury. Na przykład przy „Wertherze”, obowiązkowa jest znajomość Goethego. Dopiero później, bierze się do ręki partyturę i zaczyna się z nią żmudną pracę, może nie od razu z całością, ale śpiewając jej wybrane fragmenty i dopasowując do niej głos. Potem rzeczywiście z korepetytorem, który jest gdzieś „pod ręką” w miejscu, w którym akurat występuję, „prześpiewujemy” większe fragmenty. Następnie pojawia się Dale i tak przez dwa, trzy lub cztery dni „gnieciemy” to, szukamy odpowiedniego dla danej roli dźwięku, właściwej ekspresji. Następnie już sam uczę się na pamięć całej roli i zaczynają się właściwe próby.

Czy Dale specjalnie przyjeżdża dla Pana do Europy?

Zdarza się, choć on często teraz mieszka w Europie, koło Avignon, więc to nie jest na ogół wielki problem, by zorganizować nasze spotkanie.

A czy przygotowując się do roli słucha Pan wykonań innych śpiewaków?

Katarzyna Beczała, Anna Netrebko, Nino Machidze, Piotr Beczała - zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Państwa Beczałów
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć...

Słucham, ale na ogół bardzo starych i mało znanych. Tych sztampowych staram się nie słuchać, a jeśli już, to słucham wielu wykonań, bo jest ryzyko „złapania” tej jednej interpretacji, którą potem można mimowolnie kopiować.

Ale to nie jest jeszcze koniec procesu budowania roli, opera jest zawsze interakcją z innymi. Przychodzi Pan na próbę, a tu okazuje się że zaproponowana przez Pańską partnerkę lub partnera interpretacja, zupełnie nie pasuje do Pana wyobrażeń. Co wtedy się dzieje? Zaczyna się walka o „jedynie słuszne” wykonanie, walka którą rozstrzyga … no właśnie, kto? Dyrygent?

Nie, walki jako takiej po prostu nie ma, bo ja buduję swoją rolę, swoją „sferę dźwiękową” w pewnej niezależności od innych. Oczywiście mój partner może próbować zaśpiewać coś ...nie wiem, na przykład głośniej ode mnie, ale przecież zawsze to można potem jeszcze korygować.

Ale chyba nie zawsze to się udaje. Zdarzyło nam się słuchać „Toski”, w której główna bohaterka była gdzieś „obok” Cavarodissiego, a właściwie zdawała się śpiewać jakiegoś innego „Pucciniego”. Trafność naszych negatywnych spostrzeżeń, potwierdził nam zresztą potem w rozmowie dyrygent w tym przedstawieniu.

To wielka szkoda, choć rzeczywiście zdarzają się sytuacje pewnej mentalnej „niekompatybilności” partnerów. Wtedy należy ze sobą rozmawiać, bo tylko poprzez rozmowę można wypracować konsensus…

A kto w tym wysiłku porozumiewania się może śpiewakom pomóc? Dyrygent? Reżyser?

Reżyser w ogóle nie jest istotny… (śmiech). Oczywiście żartuję, ale w sprawach interpretacji muzycznej reżyser ma niewiele do powiedzenia.

A czy zdarzają się reżyserzy, dla których ważna jest jeszcze zawartość partytury, czy też dominuje podejście – „nic nie ma znaczenia, liczy się tylko moja wizja”?

Rzadko, bardzo rzadko można spotkać takich, którzy pracują w zgodzie z partyturą. Na ogół ją ignorują lub co gorsza, często nawet nie wiedzą, co jest w partyturze zapisane. Oczywiście bywają i tacy którzy słuchają i są muzykalni.

Może Pan podać jakieś przykłady?

Na przykład Guy Joosten, który reżyserował „Romeo i Julię” w Nowym Jorku w Metropolitan. Bardzo, bardzo dobry reżyser, znający się na rzeczy. Jego inscenizacje pozostają w harmonii z muzyką. Również Johannes Schaaf, Marco Arturo Marelli i Sven-Eric Bechtolf to ludzie, których w tym zawodzie bardzo szanuję. Oni słyszą muzykę, którą inni po prostu ignorują. Ignorują pewien sposób ekspresji i to, że został on już zapisany i że nie wolno tego „gwałcić”, ponieważ występuje się wbrew intencji prawdziwego twórcy, czyli kompozytora.

(Czytaj więcej w drugiej części wywiadu, klikając na link w ramce poniżej!)

 

Czytaj drugą część wywiadu z Piotrem Beczałą

 

 

 

Wywiad dla opera.info.pl przeprowadzili: Beata i Michał Olszewscy

Wszelkie prawa zastrzeżone © opera.info.pl

 


Uwaga: komentarz zostawiony pod tą częścią wywiadu będzie widoczny tylko tu; komentarz zostawiony pod drugą cześcią wywiadu będzie widoczny tylko tam!

  • Bardzo dziękuję za ten niezwykle interesujący wywiad-piękny prezent świąteczny dla wszystkich miłośników opery.Zawsze kibicuję karierze Pana Piotra,a śpiewak to nie tylko wokalnie i aktorsko wybitnie utalentowany,ale też mądry i rozsądny,czego świadectwem powyższe wypowiedzi. Mnie te wypowiedzi przekonują w całości,a poruszone w wywiadzie problemy na pewno stanowią dobry materiał do ciekawej dyskusji o przyszłości opery na łamach opera.info.pl. Korzystając z okazji chciałbym życzyć wspaniałych i szczęśliwych Świąt naszym Przemiłym Administratorom i wszystkim Państwu! Woytek

    1
  • Ten wywiad to wspaniały prezent przygotowany dla nas przez p.Beatę o p. Michała.
    Tak mi się marzyło, żeby poznać p.Piotra Beczałę i dowiedzieć się co myśli o operze, wykonawcach, reżyserii, dyrygentach itd, itp. no i doczekałem się tego ogromnego wywiadu i całej serii pięknych zdjęć.
    Jestem szczęśliwy z tego powodu ponieważ ogromnie cenię p.Beczałę ale również dlatego, że praktycznie zgadzam się z jego wypowiedziami w całej rozciągłości. Głównie jeśli chodzi o reżyserię, dyrygentów, koncerty, robienie filmów na DVD, itd ( może nie do końca zgadzam sie tylko z wypowiedzią dotyczącą p.Trelińskiego zwłaszcza jeśli chodzi o jego pierwsze reżyserie bo ostatnich nie znam). Myślę i uważam bardzo podobnie do p. Piotra czyli lubię wracać do starszych wykonań i wykonawców, lubię tradycyjne reżyserie ( o czym pisałem po ostatnim wystawieniu Aidy ) no i najważniejsze o czym powiedział i z czym się absolutnie zgadzam to " obsada, obsada i jeszcze raz obsada".
    Teraz nareszcie wiem jak myśli i jak pracuje p.Piotr i jestem szczęśliwy, że ten młody i wspaniały tenor jest polakiem !!!
    Nie chcę widzieć na scenach teatrów p.Piotra w podkoszulkach czy p.Kaufmanna w majtkach.
    Jestem z niego dumny , uwielbiam jego głos, obserwuję wszystkie jego występy gdzie tylko mogę i bardzo się cieszę, że będzie współpracował z DEUTSCHE GRAMMOPHON. Niech nam śpiewa jak najdłużej bo piekarzy to mamy wystarczająco dużo :)
    Gratuluję p.PIOTROWI tego co zdobył i życzę wszystkiego najlepszego !!!

    1
  • :) Rewelacyjny Śpiewak, przy tym bardzo skromny Człowiek, z dużym dystansem do siebie - taki trzeźwo myślący, a Artystą jest przecież ! Muszę napisać, że cały czas zaskakuje, rozwija się, nie śpiewa "na siłę". Brawo !

    2
  • Wspaniała gwiazdka pod choinkę. Pełna zgoda z Woytkiem. Pytania bardzo ciekawe, swiadczące o wysokim profesjonaliźmie pytających. Odpowiedzi Pana Piotra pokazują, jak silną jest osobowoscią artystyczną. Ze szczególną satysfakcją przyjąłem jego opinie o wystawianych obecnie operach. W pełni podzielam jego zdanie. Ja ich nie oglądam na żywo ponieważ ingerują w libretto (nagminne przenoszenie do współczesnosci), co wg mnie jest niedopuszczalne, bo libretto wraz z muzyką tworzą okresloną operę. Ale to jest temat na inną okazję. Głos Pana Piotra jest mi najbliższy ze wszystkich obecnych spiewaków ze względu na jego barwę, rozpoznawalnosć i szlachetny tembr.
    Też korzystam z okazji i życzę dużo radosci w Święta i w Nowym Roku - naszym Dobroczyńcom i naszej społecznosci.

    2
  • Bardzo ciekawy i inteligentny wywiad. Czytam go z zapartym tchem.
    Pan Piotr Beczała bardzo trafnie formułuje wiele bolączek współczesnej opery, z którymi zgadzam się tak, jak Państwo piszący powyższe komentarze. Co do pana Mariusz Trelińskiego, bo bardzo go cenię jako reżysera ... filmowego (jego „Pożegnanie jesieni” to według mnie arcydzieło na miarę Witkacego).

    0
  • Jest nam bardzo miło, że nasz wywiad a Panem Piotrem Beczałą podoba się Państwu. Dziękujemy za miłe słowa. A przy okazji, to warto powiedzieć, że rozmowa z Panem Piotrem na temat sztuki operowej i życia śpiewaków, była dla nas czysta przyjemnością. Może to i dobrze, że Pan Piotr miał ograniczoną ilość czasu, bo musielibyśmy z tej rozmowy napisać całą książkę. Taki rozmówca... !

    Pozdrawiamy bardzo serdecznie i życzymy wszystkim wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia :)

    1
Zamieszczanie komentarzy wymaga zalogowania. Jako niezarejestrowany możesz skorzystać z Księgi Gości / Visitors may leave their comments in the Guest Book

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na ich stosowanie na stronach opera.info.pl Czytaj więcej…

Rozumiem i akceptuję

To My

Szanowni Państwo,

W związku z wprowadzeniem nowych regulacji w polskim prawie, jesteśmy zobowiązani poinformować Państwa jako Czytelników i Uzytkowników serwisu opera.info.pl, że nasze strony wykorzystują technologię plików cookies (po polsku "ciasteczek"), podobnie jak praktycznie wszystkie inne serwisy internetowe na świecie.

Informacje zapisane za pomocą cookies są wykorzystywane w celach statystycznych oraz w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych preferencji naszych Użytkowników. Stosowanie cookies jest niezbędne, aby serwis opera.info.pl mógł dostarczać treści i funkcjonalności w zaprojektowanym zakresie. Każdy Czytelnik lub Użytkownik opera.info.pl może zmienić ustawienia dotyczące technologii cookies, dostosowując konfigurację programu internetowego, za pomocą którego korzysta z zasobów internetu, do własnych wymagań. Dla ułatwienia podajemy poniżej adresy stron interentowych, z których możecie Państwo dowiedzieć się jak modyfikuje się ustawienia w przeglądarkach, z których zazwyczaj korzystacie:

Firefox - włączanie i wyłączanie obsługi ciasteczek;

Internet Explorer - resetowanie ustawień programu Internet Explorer;

Chrome - zarządzanie plikami cookie i danymi stron;

Opera - ciasteczka;

Safari - manage cookies;

Korzystanie przez Państwa z serwisu internetowego opera.info.pl (zgodnie z naszą Polityką prywatności) oznacza, że wyrażają Państwo zgodę aby cookies były zapisywane w pamięci wykorzystywanego przez Państwa urządzenia zgodnie z aktualnymi ustawieniami Państwa przeglądarki.

Beata i Michał opera.info.pl

 

gb bigThis is information about cookies technology being used by opera.info.pl You always may change your settings. If you continue without it we'll assume that you accept all cookies on our website :)